Bóg pośród zgiełku

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 10 lipca 2022

Jeśli odmawiam sto modlitw dziennie w ciszy Katounakia, a ty odmawiasz trzy modlitwy pośród zgiełku miasta i twoich obowiązków zawodowych i rodzinnych, to jesteśmy równi.
św. Efrem z Katounaki


Niedawno natknąłem się na ten niewielki cytat i uderzyła mnie jego wnikliwość i typowa prawosławna wspaniałomyślność. Dobroć świętych jest jedną z ich najbardziej zachęcających cech. Ta myśl odwołuje się również do tematu, nad którym często rozmyślam: ukrycia życia duchowego.

W nauczaniu Chrystusa, w całym Piśmie Świętym, pojawia się temat ukrycia. Widzimy to w powiedzeniach o Królestwie Bożym, w których porównuje się je do zagubionej monety, zakopanego skarbu lub drogocennej perły. To coś, co wymaga szukania, wykopywania, a nawet sprzedawania wszystkiego, aby to zdobyć. Królestwo Boże jest czymś, czego nie znasz, ale jego poznanie jest warte wszystkiego. Aby je jednak poznać, musimy prosić, szukać i pukać.

Większość naszego życia spędzamy robiąc coś innego.

Zagadnienie i rzeczywistość ukrycia ma dwie strony (a przynajmniej tak mi się wydaje). Pierwsza strona to stawanie się poszukiwaczem. Jest to podstawowa postawa pielgrzyma (a nie turysty). To sposób na uporządkowanie wszystkiego wokół siebie. Na przykład jednym z wglądów, które zdobyłem przez lata mojej edukacji, było centralne znaczenie „pytania”. Kiedy byłem w liceum, nie mogę powiedzieć, żebym miał jakieś wielkie pytania. Myślałem za to, że mam ważne odpowiedzi i zgodnie z nimi żyłem (to „mądrość nastolatków”). Przez dwa lata między liceum a college'em zbierałem coraz więcej odpowiedzi, gubiłem je i w końcu zacząłem zadawać pytania. Te pytania, dalekie od wyrafinowania, wywołały we mnie wewnętrzne rozpalenie, które podsyciło pewne aspekty moich studiów w college'u, a także kolejnych lat w seminarium. Osiem lat po seminarium moje pytania, bardziej wyrafinowane dzięki tym latom posługi, skłoniły mnie do podjęcia studiów doktoranckich w Duke. Odpowiedzi, które zaczęły dojrzewać w tym okresie, spowodowały, że dekadę później nawróciłem się na prawosławie. Sztuka polega na tym, aby dalej pielęgnować pytania, zamiast wyobrażać sobie, że po wejściu do Cerkwi znalazłem wszystkie odpowiedzi. Nic innego jak Królestwo Boże, wcielone i przeżyte, nie może być „odpowiedzią”. Powinienem dodać, że „odpowiedź” nie jest kwestią większego ładunku informacji. Informacje nas nie ratują.

Druga strona ukrycia znajduje się w samych odpowiedziach. Królestwo Boże charakteryzuje się nim nie z powodu jakiegoś zgubnego pragnienia Boga. Jest ukryte po to, aby pielęgnować w nas właściwe pojęcie obrazu Boga. Nie rozumiemy, że sam Bóg szuka, prosi i puka. Jesteśmy zagubioną monetą, zagubioną owcą, skarbem ukrytym w polu, perłą o wielkiej wartości. Bóg zostawia wszystko, aby przyjść do nas i „znaleźć” nas. Jego przykazanie, aby prosić, szukać i pukać, jest podobne do przykazania, by być jak Bóg. Myślę, że to właśnie czyni miłość.

Wielkim wypaczeniem naszego konsumenckiego stylu życia jest zastępowanie poszukiwania zakupami. Nasze namiętności (tradycyjnie określane jako: miłość własna, obżarstwo, żądza, miłość do pieniędzy i chciwość, smutek, acedia - lenistwo i przygnębienie lub apatia i nuda, gniew, strach, próżność i duma) tworzą fałszywe poczucie poszukiwania. Wołają o nakarmienie i nasycenie. Jednak są one nieuporządkowane (z różnych powodów) i na ogół wciągają nas tylko głębiej w otchłań ciemności i uzależnień. Często wyobrażamy sobie, że asceza mogłaby być jakimś niezwykłym rozwiązaniem w naszym życiu. Wyobrażamy sobie, że „wyrzekanie się samego siebie" jest w rzeczywistości trochę więcej niż właściwym wysiłkiem, aby żyć życiem prawdziwie zgodnym z naszą naturą. Nie możemy jednak szukać prawdziwego pożywienia duszy, dopóki nie znajdziemy jej prawdziwego głodu.

Znalezienie prawdziwego głodu duszy to właściwie to samo, co „znalezienie samej duszy”. Dusza to nie namiętności. Nie jest też czymś, o czym od razu myślimy. Niektórzy powiedzieliby: „Czujemy głód Jezusa”. To prawda, ale „Jezus z namiętności” jest często czymś, co szybko zastępuje prawdę. W czasach Jesus Freaks (ruch powstały w latach 60. XX wieku, chrześcijańska odpowiedź na kulturę hippisowską – przyp. tłum.) nie było niczym niezwykłym usłyszeć, jak ktoś mówi: „Nie potrzebuję już narkotyków – jestem naćpany Jezusem”. To jednak było złudzenie i stworzyło wiele fałszywych ścieżek.

Patriarcha Jakub ze Starego Testamentu spędził większą część swego życia unikając prawdziwego pytania o swoją duszę. Ukradł pierworództwo swojemu bratu i uciekł przed jego gniewem. Choć był spadkobiercą obietnicy, szukał jej gdzie indziej (pracując dla swego teścia, Labana). Dopiero gdy zdecydował się wrócić do domu i stanąć twarzą w twarz ze swoim bratem, i zmierzyć się z tym, czego Bóg chciał od niego, pojawiło się „pytanie o jego duszę”. Ostatniej nocy, tuż przed przekroczeniem rzeki i pojawieniem się przed bratem, spotkał anioła (a może manifestację Chrystusa?). Walczył z nim całą noc, deklarując: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” Otrzymał „błogosławieństwo”, gdy anioł wywichnął mu staw biodrowy. Ale w zranieniu otrzymał błogosławieństwo - nowe imię, Izrael („ten, który walczył i zwyciężył”). Jakub nie wiedział, że jest Izraelem, dopóki nie stanął twarzą w twarz z pytaniem: „Czy mi pobłogosławisz?”

Jakub walczył z Bogiem. Św. Efrem z Katounaki zmagał się ze swoimi „stoma modlitwami”. Zmagamy się z tym, co przyniesie nam dzień, w tym z jego „trzema modlitwami”. Cokolwiek robimy w ciągu dnia, dobrze jest, abyśmy nie zatracili się pośród naszych rozproszeń. Rób to, co naprawdę się liczy, „jedną potrzebną rzecz”. Musimy porozmawiać z Bogiem i zadać pytanie. I nie przestawać pytać, szukać i pukać, aż znajdziemy właściwe pytanie.

Bóg na nas czeka.

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: Vit4570 /orthphoto.net/