Małżeństwo - raj czy piekło?

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 09 lipca 2022

Na koniec zaś wszyscy bądźcie jednomyślni, współczujący,
miłujący braci, miłosierni i uprzejmi. (1 P 3, 8)


Żona musi opanować pewną sztukę - być przyjazną dla męża, to znaczy sprawić, by patrząc na nią był szczęśliwy. Ale to nie wszystko.

Dziewczęta i kobiety muszą dbać o siebie, bo tak naprawdę w życiu małżeńskim jedno czuje to samo, co czuje drugie, a szczególnie kobiety mają wypisane na twarzy to, co mają w duszy. Na przykład, jest smutna i przygnębiona, więc pytasz ją:
- Coś nie tak?
- Nie, wszystko w porządku.
- Masz kłopoty?
- Nie, wszystko w porządku!
- Jesteś zmęczona?
- Nie, nic mi nie jest!
Jednak widać to w twoich oczach! Emanujesz tym, co masz w sobie.

Tak działa męska psychologia i dlatego lepiej, aby żona uśmiechała się i była przyjazna, a nie marszczyła brwi i była zasmucona, ponieważ taki widok niepokoi męża. Wtedy on rozumie, że musi coś zrobić i czuje się jak lew zamknięty w klatce.

Żona powinna nauczyć się sprawiać mu tę radość. Nie może być tak, że mąż wraca z pracy, wchodzi do domu, a żona od progu zaczyna obrzucać go swoimi problemami. To błąd!
“Tak też Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go panem. Jej córkami jesteście wy, jeśli tylko dobrze czynicie i nie dajecie się niczym zastraszyć” (1 P 3, 6).

Tak było do niedawna na Cyprze, prawda? Mąż mówił: "To moja Pani", a żona: "To mój Pan". Teraz już tak nie mówią. Mówią tak? Nie. Kiedyś tak mówiono. Nawet teraz, jeśli pojedziesz do jakiejś wioski, nadal jest wielu szlachetnych staruszków, którzy używają tego określenia. I widzisz, że są to bardzo szczęśliwi ludzie, bo jedno wie, jak rozmawiać z drugim; mąż wie, jak sprawiać radość, gdyż to bardzo ważne, by żona była radosna.

Naprawdę trudno żyć z kobietą, która nie jest radosna, lecz przygnębiona i jej spojrzenie jest pełne irytacji. To tak, jakby nosiła pod pazuchą piłę do metalu i choćbyś był z żelaza, ona rozpiłuje cię na pół! Wykluczone jest, abyś pozostał w jednym kawałku! Niewątpliwie będziesz miał kłopoty.

Dlatego żony muszą być przyjazne i dawać radość swym mężom. A małżonek, jak już wcześniej wspomniałem, obdarza swoją małżonkę czcią, uzbraja ją w pochwały, czułość, miłość, niezawodność i ciepło - wszystko to, czego żona potrzebuje od męża.

Musimy też zrozumieć, że życie małżeńskie nie polega wyłącznie na relacjach intymnych, one stanowią zaledwie niewielką część życia małżeńskiego. Jeśli mąż tego nie rozumie, pojawia się jeszcze jedna bolączka w małżeństwie. Oboje powinni to zrozumieć jeszcze przed ślubem. Dlatego właśnie Cerkiew zdecydowanie odradza związki przedmałżeńskie, by mąż i żona nauczyli się szanować siebie nawzajem jako indywidualności, a nie dostrzegać w drugiej osobie tylko płeć przeciwną.

Związki przedmałżeńskie niszczą małżeństwo. Ostatnio przeczytałem, że nawet w krajach zachodnich (cywilizowanych, jak to się mówi), gdzie panuje całkowita wolność w tych kwestiach, ludzie odkryli, że zachowanie czystości przed ślubem jest głównym warunkiem udanego życia rodzinnego, ponieważ wtedy małżeństwo naprawdę nabiera sensu, staje się święte i powstają warunki do pełnego wzajemnego szacunku. Wtedy właśnie małżeństwo staje się prawdziwym sakramentem. W przeciwnym razie wszystko zostaje podeptane przed ślubem i staje się on jedynie powtórzeniem czegoś, co małżonkowie robili już setki razy, i dlatego nie widzą oni w małżeństwie żadnego istotnego sensu.

Sam Bóg mówi, że kiedy mężczyzna się żeni, musi opuścić ojca i matkę i złączyć się ze swoją żoną, a staną się oni jednym ciałem (zob. Rdz 2, 24; Ef 5, 31). Oczywiście szanujesz swoich rodziców, ale ten szacunek trwa do czasu małżeństwa, a potem w twoje życie wkracza inna osoba, która jest już twoją żoną. Opuszczasz więc ojca i matkę, co oczywiście nie oznacza, że stajesz się wobec nich obojętny, po prostu zawsze powinieneś pamiętać, że musisz trzymać się swojej żony.

A Pismo Święte mówi to głównie do męża. To znaczy, że mąż musi przede wszystkim zostawić ojca i matkę, bo jeśli zabierze ich ze sobą, poniesie klęskę. Jego małżeństwo nie będzie udane. Natomiast rodzice żony, jakkolwiek by nie było, czasem pomagają, opiekują się dziećmi itp. Jednak nie sądzę, żeby dwie gospodynie mogły się dogadać w jednym domu, gdyż wtedy jedna z nich musiałaby zostać wielką świętą!

Okazujemy szacunek wszystkim: zarówno naszym rodzicom, jak i rodzicom współmałżonki, którzy również są naszymi rodzicami. Jest jednak faktem, że szacunek ten musi uwzględniać dużą dawkę rozwagi, ponieważ więź między małżonkami nie powinna być naruszana przez ingerencję rodziców. Bez względu na wszystko, więź małżeńska powinna być za wszelką cenę utrzymywana w nienaruszonym stanie i tylko wtedy, gdy nic jej nie zagraża, możemy zwracać uwagę także na naszych rodziców.

Kiedy między małżonkami istnieje zdrowa więź, kiedy mąż i żona kochają się i są blisko związani, wtedy z rodzicami nie ma problemu, to znaczy, kiedy mąż kocha i szanuje rodziców żony, z uwagi na miłość do niej, ona kocha go, ponieważ wie, jest przekonana i ma dowody, że mąż kocha ją ponad wszystko. Zacznie zrzędzić dopiero wtedy, gdy zacznie podejrzewać, że mąż ulega wpływom swojej matki, albo - jak by to powiedzieć - potajemnie oddał część swojego serca matce i ona nadal ma nad nim władzę, a wtedy znajdzie tysiąc powodów, by powiedzieć: "Twoja matka to! Twoja matka tamto!".
I jeśli często jeździsz do swojej matki (a zasadniczo jeździsz do niej raz w roku), to twoja żona powie ci: " Przecież dopiero co tam byłeś!". - Albo: - "Twoja mama dzwoniła i pytała: "Gdzie jest mój syn?".

Jeśli żona jest w pełni przekonana, że mąż należy do niej całym ciałem i duszą, to myślę, że między nimi nie ma problemów. Problemy pojawiają się od momentu, gdy małżonkowie nie są już nierozerwalnie związani, tzn. nie są już tak mocno złączeni, gdzieś pojawiła się "szczelina" lub "wyrwa" i wtedy zaczynają się problemy. Nie ma takich problemów kiedy życie małżeńskie jest zdrowe, kiedy małżonkowie są zjednoczeni i kochają się wzajemnie. Pojawiają się one, ponieważ brakuje jedności, która jest niezbędna dla więzi małżeńskiej.

Święty Apostoł bardzo wysoko ceni małżeństwo i więź małżeńską. To znaczy, że patrząc na swoją żonę, uczysz się patrzeć na nią jak na osobę, z którą będziesz współdziedzicem w Królestwie Bożym. Kiedy nasza modlitwa napotyka na przeszkody? Kiedy dręczy nas sumienie. Kiedy sumienie mówi nam, że to, co zrobiliśmy, nie jest dobre i mamy coś przeciwko naszemu bratu, wtedy nie możemy się modlić, ponieważ nie mamy śmiałości do Boga. Śmiałość ma ten, komu sumienie wyraźnie zaświadcza, że zrobił to, co powinien zrobić. Dlatego bardzo ważne jest, abyśmy postrzegali drugiego człowieka jako współdziedzica Królestwa Bożego, a małżeństwo jako wspólny trud, właśnie po to żyjemy razem, abyśmy razem trudzili się i razem weszli do Królestwa Bożego.

Nie pobieramy się po to, aby żyć komfortowo, mieć dzieci i dom. Nie, najważniejszym celem jest wspólne wejście do Królestwa Bożego, co oznacza, że jestem gotów w każdej chwili zapłacić każdą cenę, poświęcić się i znieść wszelkie trudności w małżeństwie. Dlatego nie należy rozbijać małżeństwa przy pierwszej napotkanej trudności, a nawet wtedy, gdy trudności nie ustają; należy je pielęgnować.

Możesz powiedzieć: "Przecież teraz małżeństwa się rozwiązuje!". Tak, rozwiązuje się. Faktem jest jednak, że małżeństwo powinno opierać się i być budowane właśnie na tym fundamencie, a wzajemna więź powstawać i umacniać się - na wspólnym podążaniu małżonków ku Królestwu Bożemu. To oznacza, że jedno musi wspierać drugie, a oboje będą wspólnie dążyć do zbawienia.

Bardzo ważne jest, aby małżonkowie nauczyli się wspólnie modlić. Dlatego nie unikajcie wspólnej modlitwy i módlcie się razem! Choćby na dwie minuty, oboje stańcie przed Bogiem i pomódlcie się razem. Zobaczycie, że kto codziennie modli się razem, nigdy nie będzie miał problemów. Dlaczego? Ponieważ nadejdzie godzina modlitwy, która rozwieje wszystkie problemy.

Przypuśćmy że dzisiaj pokłóciliśmy się. Mimo to dziś wieczorem staniemy do wspólnej modlitwy. Cóż poradzić? Jedno ze swojego kącika, drugie - ze swojego, ale przyjdziemy, aby razem stanąć przed Bogiem. Postąpimy podobnie jak opisano w Paterikonie, gdzie jeden abba przyszedł do drugiego i powiedział:
- Nauczycielu, mój brat bardzo mnie zasmucił i nie mogę mu wybaczyć. Nie mogę!
- No dobrze! Chodź więc tutaj, pomódlmy się! - "Ojcze nasz, któryś jest w niebiosach, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi, chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, i nie odpuszczaj nam naszych win, jako i my nie odpuszczamy naszym winowajcom...
Pierwszy abba zaczął protestować:
- Nie, ojcze, pomyliłeś się! Mówimy: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".
- Ale przecież ty mu nie wybaczasz! Jak Bóg może ci wybaczyć? A więc: "Prosimy Cię bardzo, Chryste, nie wybaczaj nam naszych grzechów, tak jak i my nie wybaczamy grzechów drugiemu...".

Kiedy pójdziesz pomodlić się do Boga, ukorzysz się. Pomodlisz się z małżonką i pojawi się pierwsze złagodzenie, rana zostanie uleczona i powstanie most.

Działa to jeszcze korzystniej w przypadku z dziećmi. Widok rodziców modlących się razem jest niezwykle zbawienny dla dzieci. Znam wiele rodzin, w których wszyscy modlą się razem. Cóż mogę powiedzieć? Wierzę, że dzieci te otrzymują najlepsze wzorce, gdy widzą ojca klękającego do modlitwy wraz z matką. Myślicie, że ten obraz kiedykolwiek zatrze się w ich pamięci? Nigdy. A dziecko zacznie tak bardzo cenić swoich rodziców, tak bardzo ich kochać i szanować, że ten obraz stanie się jego najpotężniejszą bronią, nawet wtedy, gdy rodzic nie będzie mógł mu niczego doradzić.

Udowodniono, że dom, w którym ludzie się modlą, jest wyjątkowo spójny. Szczególnie jeśli nauczymy się, jak to jest przyjęte w Cerkwi, wieczorem, przed modlitwą i pójściem spać, poprosić siebie nawzajem o przebaczenie, tzn. powiedzieć: " Wybacz, popełniłem błąd!". - i dopiero po tym kłaść się do łóżka. Taki dom nie jest już domem, a po prostu niebem, naprawdę jest wszystkim, co najlepsze - to raj! Kiedy zaś zaczynają się awantury, dom zamienia się w piekło, i to jest przerażające.

I nie myślcie, że dzieci tego nie rozumieją: one mają świetną intuicję. Przypomnijcie sobie czasy, gdy byliście dziećmi lub - jeśli macie dzieci - obserwujcie je. Ja widzę dzieci trzy- i czteroletnie, które przyprowadzają swoich rodziców do spowiedzi. Dzieci te mają świetną intuicję, rozumieją, kiedy rodzice nie potrafią się ze sobą dogadać. Na pozór rodzice mogą niczego nie okazywać, mogą nie kłócić się w obecności dziecka, ale ono rozumie, że mają problem. Dlatego właśnie na rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność. My jesteśmy dorośli, nawet jeśli się pokłócimy, możemy nie mieć z tego powodu problemów psychologicznych, ale dzieci są bardzo wrażliwe i z tego powodu często doznają wielkich traum i problemów.

Dlatego bardzo ważne jest, aby rodzice nauczyli się wspólnie modlić. Dzieci, które przychodzą na świat w takim stanie duchowym, czyli po wspólnych modlitwach małżonków, mają zapewnione wszelkie warunki pełnej harmonii w swoim świecie duchowym. Stary Testament wspomina o niezwykłym epizodzie w przypadku Tobiasza. Kiedy się pobrali i wieczorem udali się do swej komnaty, to zanim cokolwiek zrobili, uklękli i modlili się do Boga słowami: Boże mój, pobłogosław ten nasz związek i daj nam błogosławione dziecię, błogosławiony owoc, i zachowaj nas przez wszystkie dni naszego życia, abyśmy byli prawi przed Twoim obliczem (por. Tob 8, 4-9).

Czy rozumiecie, jakie dzieci będą się rodzić w takich warunkach i jaka będzie ta rodzina? A kiedy dzieci rodzą się w najgorszych warunkach: w grzechach, namiętnościach, pożądliwości i naśladowaniu haniebnych czynów, rozumiecie, co z tego wyniknie?

I nie tylko twierdzę tak ja wraz z Cerkwią, ale także psychologia. Dziś istnieje cała nauka o "psychologii płodu", która uczy, jak ważny jest moment poczęcia dziecka w łonie matki, które od tego momentu nosi w sobie kod genetyczny.

Starzec Porfiriusz zawsze o tym mówił i jest to zapisane w jego "Słowach" - radził on małżonkom, aby przed poczęciem dziecka mieli bardzo harmonijne relacje, ponieważ w ten sposób przyczyniasz się do przyjścia człowieka na świat. Czy zdajesz sobie sprawę, że stajesz się współpracownikiem Boga, przyczyniającym się do przyjścia człowieka na ten świat? Nie rodzisz jakiegoś zwierzątka czy kotka, nie jakiś mebel, ale całą istotę ludzką, ze względu na którą sam Bóg stał się człowiekiem.

Ten święty akt małżeński zamienił się w rozwiązłość, o której robią i sprzedają reklamy i filmy. Najświętszy akt stworzenia człowieka zamienił się w obrzydliwy spektakl, który można wystawić wszędzie...

metropolita Limassol Atanazy (Tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: szolucha.w /orthphoto.net/