Robić dla czy być z?

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak), 23 czerwca 2022

Samuel Wells (duchowny anglikański, wykładowca etyki chrześcijańskiej w King’s College w Londynie – przyp. tłum.) w artykule zatytułowanym „Rethinking Service” („Ponownie przemyśleć służbę”) zadaje bardzo fundamentalne pytanie: A jeśli podstawowym problemem istot ludzkich nie jest śmierć i ograniczenie, ale samotność?

Wells jest szczególnie zainteresowany misją chrześcijańską i skupia się na fizycznym i duchowym ratowaniu ludzi od zubożenia, śmierci i piekła. Takie skupienie jest jednak przejawem pewnego rodzaju arogancji ze strony misjonarza, choć może on mieć najlepsze i najszlachetniejsze intencje. Misjonarz zakłada, że ​​wie, co uratuje drugiego przed śmiercią. A jeśli spojrzysz na to, co faktycznie robi większość misjonarzy (nawet większość misji prawosławnych), ocalanie ludzi oznacza dostarczanie im technologii, wiedzy i zasobów, aby mogli „mieć to, co my”.

Nawet pod względem duchowym pokonanie śmierci może nie być najważniejsze. Może przezwyciężenie śmierci jest tylko środkiem do celu związanego z relacją. To znaczy, być może celem nie jest wcale uniknięcie śmierci i piekła, ale nawiązanie relacji z Bogiem i między sobą – relacji, które jedynie wzrastają i nigdy się nie kończą. Jeśli rzeczywiście samotność jest problemem, zbawienie (zarówno fizyczne, jak i duchowe) znajduje się w byciu ze sobą, trosce o siebie nawzajem, a nie w rozwiązywaniu problemów za innych (dla Wellsa istnieje ogromna różnica między robieniem czegoś dla a byciem z).

W rzeczywistości, jak wskazuje Wells, być może samotność to piekło. Być może piekło lub jakiś jego rodzaj polega na spędzeniu życia i wejściu w wieczność, będąc samolubnie odizolowanym, pochłoniętym rozwiązywaniem problemów i układaniem spraw dla dobra innych – innych, których jednocześnie trzymamy w emocjonalnym, społecznym i fizycznym dystansie; innych, o których zakładamy, że wiemy wszystko, ale o których tak naprawdę w ogóle nic nie wiemy, ponieważ nigdy nie jesteśmy z nimi w pełni.

Bycie z ludźmi może również wiązać się z robieniem dla (i z). Kiedy jednak celem jest bycie z, wtedy to, co faktycznie jest robione dla (i z) jest czymś, co wyłania się z rzeczywistej relacji, relacji, która jest wzmacniana przez to, co jest robione dla (i z), a nie jest tylko chwilowym związkiem, który kończy się, gdy projekt zostanie zrealizowany.

Jako duchowny często odczuwam pokusę, by robić dla, a nie być z. Czasami jest to subtelna (ale fundamentalna) różnica. Czy jestem z ludźmi w ich domach, aby błogosławić ich domy, czy też błogosławię ich domy, aby móc przebywać z ludźmi w ich domach? Czy jestem z ludźmi w szpitalu, aby namaszczać ich olejem i modlić się za nich, czy też namaszczam ich olejem i modlę się za nich, aby być z nimi? To samo pytanie możemy zadać w odniesieniu do rodziny. Czy jestem z rodziną, abyśmy mogli zjeść obiad, czy też jemy obiad, żebym mógł być z rodziną? I możemy zadawać to pytanie w odniesieniu do wielu różnych sytuacji.

I jest to dokładnie to pytanie, którego nie lubimy zadawać. Łatwiej jest naprawiać problemy niż poznawać ludzi, łatwiej w tym sensie, że rozwiązywanie problemów nie wymaga zmiany. Nie mam problemu z próbą zmiany innych, zmiany sytuacji, zmiany warunków lub zmiany środowiska. Nic z tego nie wymaga, żebym był wrażliwy, żebym ja się zmienił.

Może bardzo by nam wszystkim – i mnie w szczególności – przydało się zadawanie tego pytania przez cały dzień: „a co, jeśli podstawową potrzebą nie jest rozwiązanie problemu, ale pielęgnowanie relacji?”

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Holy Nativity Orthodox Church

fotografia: jarek11 /orthphoto.net/