Pałacem Chrystusa jest serce (1)

Szymon Hiżycki OSB, 07 czerwca 2022

Tytuł Pałacem Chrystusa jest serce został zaczerpnięty z mało znanego w Polsce tekstu, liczącego sobie jakieś 1500 lub 1600 lat (co zależy od tego, które źródło o nim mówi), powiedzmy mniej więcej rówieśnika św. Benedykta. Mowa o homiliach przypisywanych św. Makaremu Wielkiemu – mnichowi, który żył w Egipcie w IV w. Nie zostały przez niego napisane, ponieważ tekst pochodzi z rejonów syryjskich. Mam nadzieję, że każdego z nas ten tytuł nieco zaniepokoił, i w pewnym sensie o to chodziło. Zanim przejdziemy do zastanowienia się, co to znaczy, że przestrzeń w człowieku określana mianem serca ma być pałacem dla Chrystusa – my bardzo często czujemy, że jest odwrotnie – dostrzegamy, że jesteśmy daleko od tego, by być czyimkolwiek pałacem. Nasze doświadczenie mówi, że jesteśmy może stajnią, albo czymś jeszcze gorszym, ale na pewno nie pałacem. Tutaj kluczowe pozostaje zawsze pojęcie „serce”. Myślę, że od definicji tego, co przez nie autor tekstu rozumiał, należałoby zacząć.

Serce w Biblii

W języku biblijnym serce oznacza centrum osobowe człowieka, nie emocjonalność – to powtarzają wszyscy rekolekcjoniści – jak przyjęło się uważać w kulturze europejskiej od okresu romantyzmu. Nie rozumie się pod nim sfery płynnej, ulotnej, ciągle zmieniającej się, wrażliwej, sentymentalnej. Wręcz przeciwnie, oznacza ono to, kim dany człowiek jest, czyli to, co wyznacza jego istotę.

Serce jako tożsamość, którą odkrywamy

Relacja małżeńska czy jakakolwiek inna nie wyczerpuje jeszcze tego, kim jesteśmy. Odpowiedź na pytanie, kim człowiek jest, inaczej: poszukiwanie własnej tożsamości nie jest łatwe. Kiedy staramy się ją uchwycić, widzimy, że w dużej mierze składają się na nią długie lata życia wewnętrznego, podejmowane przez nas wybory, że jej kształtowanie to proces, który trwa przez całe życie. Makary miał intuicję, że miejsce, gdzie w człowieku zamieszkuje Bóg, jest tożsame z tym, kim sam jest. Coś niezmiennego, do czego przez całe życie dąży, ale również co przez całe życie odkrywa. Myślę, że do pytania, czym jest serce, będziemy jeszcze wracać, do wielowarstwowości odpowiedzi na nie. Jesteśmy dziećmi Bożymi – to jest jedna z warstw, element tego, czym jest nasze serce. Dalej: kwestia relacji małżeńskich, rodzicielskich, sakramentów, które przyjęliśmy, to kolejne czynniki kształtujące naszą osobowość. Kiedy chcemy to wszystko wyrazić jednym zdaniem, nie potrafimy powiedzieć, kim jesteśmy – człowiek sam dla siebie pozostaje tajemnicą. Ani małżeństwo, ani chrzest, ani kapłaństwo, ani śluby zakonne, ani rodzicielstwo nie wyczerpują naszej tożsamości. Możemy sobie wyobrazić Michała Anioła rzeźbiącego pietę – każdy z sakramentów, każda z ważnych dla nas rzeczy są jak jedno uderzenie dłuta genialnego rzeźbiarza. Jeżeli któregokolwiek z nich zabraknie, to dzieło nie będzie doskonałe, jeden cios dłuta nie wystarczy, aby powstała rzeźba. Z jednej strony, nasze serce jest niezwykle proste – po prostu jesteśmy – przecież nikt z nas nie potrzebuje uzasadniać swojego istnienia. Z drugiej – przez wydarzenia w naszym życiu, i te trudne, i te dobre, nabieramy indywidualnego kształtu, począwszy od dzieciństwa aż po dzień, w którym przechodzimy z tego świata do Boga Ojca.

Serce miejscem zamieszkania Boga

Serce to nasza tożsamość kształtowana przez całe nasze życie, a jednocześnie miejsce, w którym chce mieszkać Bóg. Najlepiej mówi o tym Ewangelia według św. Jana w rozdziale, w którym opisuje moment, kiedy Pan Jezus żegna się ze swymi uczniami i przez wydarzenie męki zamierza przejść z tego świata do Ojca. W obliczu męki, która się zbliża, mówi rzeczy najbardziej istotne, to, co dla Niego jest najważniejsze, zwracając się do uczniów następującymi słowami:

Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Ten, kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

(…) Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy (J 14,15–21.23b).

Jest to fragment Ewangelii, który – tak myślę – zdumiewa każdego ogromem Bożej łaski, bo oto doskonały Bóg pragnie zamieszkania w sercu człowieka. Zastanowiwszy się głębiej, dochodzimy do wniosku, że skoro Pan Jezus wcielił się i zbawił wszystkich ludzi, to Bóg chce zamieszkać w sercu każdego człowieka. Nie jest tak, że w jednym Bóg chce zamieszkać, a w drugim nie. Głębia każdego z nas, jak tu jesteśmy – jego życie, to kim jest, ma stać się świątynią Boga, pałacem Chrystusa. Serce każdego człowieka, każdego bez wyjątku! Całe wydarzenie, które opisuje Ewangelia, czyli wcielenie, męka, śmierć i zmartwychwstanie, mają na celu jedno: utorować Synowi Bożemu drogę do istoty każdego człowieka. Jest to o tyle ważne stwierdzenie, że czasami mamy wrażenie, iż nasze serce wcale nie przypomina pałacu ani nawet daczy, a raczej stajnię, a może nawet i chlew. Czasem człowiek, patrząc na swoje życie, może dojść do takiego właśnie wniosku.

Uczynki pochodną pragnień

Pan Bóg żywi pragnienie, aby w naszym sercu zamieszkać, i wszystkie Jego wysiłki idą w tym kierunku. Pokazują to dzieła Ojców Kościoła, szczególnie fragmenty, w których autorzy zastanawiają się, co powoduje, że serce ludzkie nie staje się miejscem godnym przyjęcia Boga, tylko zupełnie odmiennym. Co ciekawe, nie wskazują wcale na problem związany z uczynkami człowieka, lecz z jego myślami i pragnieniami. To podejście należy właściwie zrozumieć. Według Ojców serce ludzkie jest miejscem, gdzie rodzi się decyzja. Jeżeli ma ono być miejscem królowania Chrystusa Pana, to znaczy, że każda decyzja, która się tam rodzi, ma być na chwałę Bożą. Innymi słowy, żaden aspekt naszego życia nie może pozostawać poza wpływem Pana Boga. Czasami słyszymy, że wiara jest sprawą prywatną. Absolutnie nie! W żadnym wypadku wiara nie jest wyłącznie sprawą osobistą. Albo Pan Bóg króluje całkowicie w naszym życiu, albo jest jeszcze dużo, dużo do zrobienia.

Pewnie każdy z nas może powiedzieć, że są w jego sercu-pałacu takie rejony, gdzie czuje się On bardzo dobrze, ale są też pokoje jeszcze przed Nim zamknięte. To bardzo pojemna metafora – jeśli pomyślimy, że nasze serce, czyli to, kim jesteśmy, to rodzaj budynku, to są w nim takie piętra, gdzie Pan Bóg jest, i takie, gdzie jeszcze Go nie ma. Musimy włożyć pracę w to, aby również i tam zakrólował, aby był to Jego dom, Jego pałac. Ojcowie mówią, że Bóg panuje bądź Go nie ma w danych przestrzeniach głównie ze względu na pragnienia, które żywimy, nie ze względu na czyny. Ojcowie podkreślają z mocą, że działanie jest zawsze pochodną myśli i pragnień. Zazwyczaj kiedy się spowiadamy, to wyliczamy, co złego uczyniliśmy, a postanowienie poprawy polega na tym, że staramy się już tego więcej nie zrobić.

Natomiast Makary – który mówi, że pałacem Chrystusa jest serce – powiedziałby inaczej: „Zastanów się, człowieku, popatrz w siebie, zapytaj, skąd się biorą w tobie pragnienia, które prowadzą do tego czynu. Zrób jeszcze jeden krok w tył, bo co przyjdzie z deklaracji, że nigdy więcej czegoś nie zrobisz, skoro nadal chcesz to robić?”. To jakby przed dzieckiem postawić butelkę coca-coli i powiedzieć: „Chce ci się pić, ale nie pij!”. Można to przedstawić za pomocą metafory, że grzech to dziura, która zostaje wybita przez wodę napierającą na ścianę. Jak tylko znajdzie nieszczelność, to zaczyna przeciekać. Trzeba najpierw zamknąć źródło wody, a potem zalepić dziurę. Próba rozpoczęcia od reperowania dziury bez uprzedniego zakręcenia kranu nie powiedzie się. Zatem chodzi nie tyle o czyny, lecz o pragnienia, o to, czego człowiek tak naprawdę chce.


Fragment książki „Pałacem Chrystusa jest serce”








 


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Autor książki na temat ośmiu duchów zła „Pomiędzy grzechem a myślą” oraz o praktyce modlitwy nieustannej „Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie”.

fotografia: olymchara / orthphoto.net /