Fundamentalny fakt

o. Lawrence Farley (tłum. Gabriel Szymczak), 15 maja 2022

Ludziom, zwłaszcza osobom z zewnątrz, bardzo łatwo jest przeoczyć fundamentalny fakt dotyczący Kościoła. Łatwo założyć, że Kościół jest zasadniczo organizacją lub (co gorsza) zbiorem duchowieństwa. Być może dlatego, że Kościół jest oczywiście zorganizowany (w przypadku prawosławia można pokusić się o stwierdzenie „luźno zorganizowany”) i ma duchownych, których wyróżniają strój i tytuły, czyniąc ich bardzo widocznymi. Ale Kościół nie jest przede wszystkim organizacją, ani nawet świętą organizacją, pomimo pewnych zewnętrznych cech organizacji, takich jak funkcjonariusze, zasady i struktura władzy. Oznacza to, że istota Kościoła nie jest instytucjonalna.

W ostatnim wydaniu Biblical Archeology Review pojawił się artykuł, prowokacyjnie zatytułowany „Jezus znaleziony w starożytnej Arabii”. Tytuł jest może nieco mylący, ponieważ skupia się nie na odnalezieniu samego Jezusa w Arabii, ale na archeologicznych śladach wczesnych wspólnot chrześcijańskich tam znalezionych. Tytuł jednak jest bardziej znaczący, niż można sądzić, ponieważ te wspólnoty rzeczywiście charakteryzowały się obecnością samego Jezusa w Arabii w czasie, gdy kwitł tam Kościół.

Istotą Kościoła jest obecność Jezusa. Dzięki zgromadzeniom chrześcijan w Arabii rzeczywiście znaleziono Jezusa żywego i żyjącego tam — a także w Tesalonice, Koryncie, Rzymie i Filippi. A później pojawił się w Moskwie, Londynie i Nowym Jorku. Dzieje się tak, ponieważ Jezus obiecał, że pojawi się i będzie obecny wszędzie tam, gdzie dwóch lub więcej Jego uczniów zgromadzi się w Jego imię (Mt 18, 20). Dlatego św. Paweł wielokrotnie nazywał Kościół (dosł. zgromadzenie lub zbiór; gr. ἐκκλησία / ekklesia) „ciałem Chrystusa”.

Ten opis nie był tylko jedną metaforą pośród wielu (np. Kościół jako gospodarstwo domowe, winorośl lub miasto Boga), ale główną i nadającą ton metaforą, opisującą rzeczywistość Kościoła. Tak jak ktoś żyje, jest obecny i działa poprzez swoje ciało, tak Jezus żyje, jest obecny i działa poprzez zgromadzenie chrześcijan, ilekroć gromadzą się w Jego imię. Dlatego św. Paweł wysuwa zdumiewające twierdzenie, że Kościół jest „pełnią Chrystusa”, Tego, który „napełnia wszystko we wszystkim” (Ef 1, 23).

To jest fundamentalny fakt dotyczący Kościoła, choć łatwo go przeoczyć. Osoby z zewnątrz w naturalny sposób postrzegają go jako organizację, grupę, która wchodzi w interakcje z szerszym społeczeństwem, która wypowiada się za pośrednictwem swoich funkcjonariuszy i która organizuje spotkania na rzecz tych, którzy należą do organizacji (tj. „nabożeństwa kościelne”). Nawet ludzie wewnątrz Kościoła mogą postrzegać Kościół przede wszystkim jako grupę społeczną, do której należą, grupę, której głównym celem jest cotygodniowe spotykanie się, aby głosić kazania i sprawować sakramenty dla ich zbudowania i pocieszenia. Ludzie, zarówno ci z zewnątrz, jak i wtajemniczeni, patrzą na Kościół przede wszystkim w aspekcie horyzontalnym, obserwując jego działalność z zewnętrznego punktu widzenia: Kościół jest organizacją, która coś robi.

W rzeczywistości w Kościele nie chodzi przede wszystkim o to, co robimy, ale o coś, co czyni Chrystus i należy go postrzegać w aspekcie wertykalnym. Kiedy co tydzień tworzymy zgromadzenie, ἐκκλησία, pojawia się On pośród nas. Katolicka i międzynarodowa jedność Kościoła nie polega na tym, że różne zgromadzenia, które się zbierają, należą do tej samej organizacji (jak poszczególne restauracje McDonald's, należące do tej samej sieci korporacyjnej), ale raczej na tym, że ten sam Chrystus objawia się w ten sam sposób w tych różnych zgromadzeniach. Ochrzczeni chrześcijanie w Tesalonice mieli takie samo doświadczenie obecności Chrystusa wśród nich, gdy zebrali się w niedzielę, jak ochrzczeni chrześcijanie w Koryncie. Dlatego byli częścią jednego i tego samego Kościoła.

Jedność Kościoła jest zatem zakorzeniona w fakcie, że Pan, który pojawia się w jednej wspólnocie, jest tym samym Panem, który pojawia się w innej. Ich doświadczenie Eucharystii jest identyczne, ponieważ ten sam Pan pojawia się, gdy obie grupy gromadzą się razem, chociaż gromadzą się osobno.

Jedność Kościoła nie zależy zatem od wspólnego członkostwa w organizacji, ale od wspólnego zjawiska obecności wśród nich tego samego Pana. Ponieważ Pan, który pojawił się w Tesalonice, był tym samym Panem, który pojawił się w Koryncie, chrześcijanie w Tesalonice i Koryncie należeli do tego samego Kościoła. Chrześcijanie w tych miejscach – i na całym świecie – mieli takie samo doświadczenie Chrystusa. Zadziwiająca różnorodność liturgiczna, jaką wcześnie uzyskano (która w bardzo wczesnych dniach obejmowała inny kanon Nowego Testamentu w różnych Kościołach) służyła jedynie podkreśleniu jedności geograficznie rozproszonego Kościoła.

Ważne jest, aby pamiętać, jak istotna była ta jedność – i jak jedność objawiła Kościół jako nową i niebiańską rzeczywistość. W tamtych czasach wszyscy chrześcijanie danego miasta, wsi czy przysiółka spotykali się w tym samym miejscu, pod liturgicznym przewodnictwem tego samego pasterza i jego zespołu starszych (tj. biskupa i prezbiterów). Jeśli wszyscy nie mogli zmieścić się w tym samym miejscu w niedzielę, dochodziło do kolejnego spotkania w innym miejscu w tej samej wiosce, pod liturgicznym przewodnictwem jednego z prezbiterów. Ale wszyscy chrześcijanie we wsi należeli do tej samej grupy i byli 'obsługiwani' przez tego samego biskupa i jego prezbiterów, którzy nie służyli nikomu poza nimi.

Ci chrześcijanie mogli być bardzo różnorodni. Mogli być wśród nich ludzie o bardzo różnych językach, pochodzeniu etnicznym, kolorze skóry - ludzie, którzy przed chrztem byli ze sobą w sporze (mam na myśli np. wczesny Kościół w Antiochii, w którym byli zarówno Żydzi, jak i poganie). Plemiona, do których należeli, w świecie mogły być wzajemnie wrogie, żyjąc w stanie ciągłej wojny. Ale w Kościele wszystkie te plemienne wrogości ginęły, ponieważ chrześcijanie mieszkający w tej samej wiosce, wszyscy razem, oddawali cześć Bogu i stanowili jedno dzięki wspólnemu cotygodniowemu doświadczeniu Chrystusa.

Pokój i jedność, którymi cieszyli się jako członkowie tego samego Kościoła lokalnego, świadczyły w ten sposób o mocy Chrystusa, która przemieniała i ukazywała światu nowy sposób bycia człowiekiem. Stara ludzka natura, którą chrześcijanie pozostawili za sobą po chrzcie, nadal istniała w stanie wojny plemiennej. Jedność między chrześcijanami, którzy pochodzili z walczących plemion, pokazywała, że - dzięki Chrystusowi - świat może zyskać teraz nową naturę. To właśnie oznacza Credo, głoszące „jeden chrzest na odpuszczenie grzechów”: wszyscy, którzy zostali ochrzczeni, doświadczają jednego i tego samego Chrystusa, gdziekolwiek zostali ochrzczeni i gdziekolwiek mieszkają.

Ten fundamentalny fakt dotyczący zasadniczej natury Kościoła jest dziś zaciemniany na dwa sposoby.

Przede wszystkim przesłania go niemal wyłączny nacisk na organizacyjny charakter Kościoła, kosztem nacisku na jego fenomenologiczną/duchową naturę. Na przykład dyskusje online na tematy kościelne skupiają się prawie wyłącznie na strukturze władzy, prawach jurysdykcyjnych, prawie kanonicznym, budżetach, pieniądzach wysyłanych do administracji diecezjalnej i innych elementach instytucjonalnych. W rezultacie ważna troska o horyzontalną rzeczywistość Kościoła skutecznie pochłania jego znaczenie wertykalne.

Ponieważ nasze doświadczenie Kościoła nie polega już na tym, że wszyscy prawosławni w mieście czy wiosce zbierają się razem pod władzą biskupa / jego prezbiterów, łatwiej nam sobie wyobrazić, że istota Kościoła jest organizacyjna, a nasza lokalna parafia jest tylko jedną jednostką pod opieką odległego biskupa, po prostu kolejną jednostką w ramach ogólnej struktury władzy. Patrzymy na lokalne zgromadzenie eucharystyczne nie tyle jako na zgromadzenie wszystkich, różnorodnych osób w mieście, które stają się jednością poprzez zamanifestowaną obecność Chrystusa, ale bardziej jako na kolejny trybik w machinie jurysdykcyjnej. „Maszyna”, diecezja (sama będąca częścią większej machiny jurysdykcyjnej), składa się z wielu parafii, a główną funkcją parafii jest utrzymanie działania machiny, aby parafia mogła zaspokoić duchowe potrzeby swoich członków. Wizja parafii jako zjednoczenia różnych członków, odnajdujących swoją jedność w objawionej obecności Chrystusa, jest mocno przyćmiona. Powrót do pierwotnego modelu biskupów / duchownych jako lokalnych liderów pomógłby odzyskać wizję parafii jako miejsca przemieniającej obecności Chrystusa.

Po drugie, zasadniczy fakt dotyczący istoty Kościoła jest przesłonięty przez jego podział na grupy etniczne i koterie. W rzeczywistości taki system gromadzenia się według przynależności etnicznej całkowicie ją obala. Moc Chrystusa do przemiany i stworzenia nowego rodzaju ludzkości ujawnia się, gdy różne grupy etniczne, które toczyły ze sobą wojnę, znajdują teraz pokój w tej samej społeczności. Ukraińcy i Rosjanie, Anglicy i Irlandczycy, Grecy i Macedończycy, Serbowie i Chorwaci – wszystkie grupy, które były lub nadal są ze sobą skłócone, mogą teraz współistnieć we wzajemnej miłości, ponieważ Chrystus, który jest pośród nich, pozwala im przekroczyć ziemskie plemienności. Organizowanie oddzielnych zgromadzeń dla Greków i Macedończyków, dla Ukraińców i Rosjan i tak dalej, jest sprzeczne z samym ich celem i zadaje kłam naszej wyznawanej katolickości (czego nigdy nie omieszkają zauważyć nasi rzymskokatoliccy przyjaciele).

To dlatego w pierwotnym modelu celowo odmawiano posiadania oddzielnych kościołów Żydom i poganom, i nalegano, aby Żydzi i poganie znajdowali swoją jedność w tym samym zgromadzeniu. Naleganie Kościoła na zorganizowanie się na zasadzie geograficznej, a nie etnicznej i naleganie na zachowanie kanonów, co prawie wszędzie teraz spotyka się ze sprzeciwem, miało na celu ujawnienie prawdziwego źródła naszej jedności – tj. jedności w Chrystusie, a nie etniczności. Odwołanie się do naszej wspólnej lojalności wobec zestawu doktryn lub naszej „inter-komunii” jest niewystarczające. Ewangelia nie mówi, że Żyd czy Grek może wierzyć w to samo lub brać udział w tej samej Komunii, ale że w Chrystusie – tj. w naszym lokalnym zgromadzenia – nie ma już Żyda ani Greka (Gal. 3, 28). Organizowanie naszych cerkwi według linii etnicznych stanowi skuteczne zaprzeczanie tej prawdzie.

Co tydzień, kiedy następuje przekazanie znaku pokoju, ci, którzy go wymieniają, mówią: „Chrystus jest pośród nas!” To jest podstawowy fakt dotyczący zasadniczej natury Kościoła. 

o. Lawrence Farley (tłum. Gabriel Szymczak)

za: No Other Foundation

fotografia: ionut.chifa /orthphoto.net/