Choć nie widzieliśmy, przecież miłujemy...

Mnich Kościoła Wschodniego, 24 maja 2022

Ciało Chrystusa

Wzywanie Imienia Jezusa ma pewien aspekt eklezjalny. W tym Imieniu spotykamy tych wszystkich, których jednoczy Pan i pośród których On mieszka. W tym Imieniu możemy ogarnąć tych wszystkich, którzy są ukryci w Sercu Boga. Modlić się za kogoś oznacza nie tyle stawać w obronie kogoś w obliczu Boga, co raczej łączyć jego imię, jego los, z Imieniem Jezusa i w ten sposób łączyć swą modlitwę ze wstawiennictwem samego Zbawiciela za tego człowieka. Dotykamy tutaj tajemnicy Kościoła. Tam, gdzie jest Jezus Chrystus, tam jest też Kościół; każdy, kto jest w Chrystusie, jest też w Kościele. Imię Jezusa jest tym, co nas jednoczy z Kościołem, ponieważ Kościół trwa w Chrystusie i jest w Nim bez żadnej skazy. Nie oznacza to, że możemy się nie interesować problemami Kościoła ziemskiego, że możemy nie dostrzegać jakichś niedoskonałości czy braku jedności pomiędzy chrześcijanami. Nie rozdzielamy sfery widzialnej i niewidzialnej Kościoła ani ich sobie nie przeciwstawiamy, wiemy jednak, że to, co daje tajemnica Imienia Jezusa, to tajemnica Kościoła bez skazy i zmarszczki, tajemnica Kościoła duchowego i wiecznego, który przekracza wszelką schizmę i wszelkie ziemskie ograniczenia. To, co Jezus rzekł do Samarytanki o godzinie, która nadchodzi a nawet już jest (J 4,23), kiedy prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu nie w Jerozolimie czy na górze Garizim, ale w Duchu i w Prawdzie, zawiera pewną sprzeczność: jak jakaś godzina może jednocześnie nadchodzić i zarazem być już obecną? Ten paradoks można wyjaśnić przez to, że Samarytanka, kiedy Jezus wypowiadał te słowa, stała przed Nim. Konflikt między czcicielami Boga z Jerozolimy i góry Garizim trwał i Jezus nie zamierzał go minimalizować, skoro powiedział, że zbawienie bierze początek od Żydów – godzina zatem jeszcze nie nadeszła. W tej samej chwili jednak Jezus już był obecny, a w Nim kult z Jerozolimy i góry Garizim odszedł w bezpowrotną przeszłość – a zatem godzina nadeszła. Gdy wzywamy Imienia, jesteśmy w analogicznej sytuacji: nie możemy uwierzyć, że różnorakie interpretacje Ewangelii są prawdziwe, albo że podzieleni chrześcijanie są w równym stopniu oświeceni. Wierzymy jednak, że ci, którzy przyzywają Imię Jezusa i usiłują zjednoczyć się ze swym Panem poprzez akty bezwarunkowego posłuszeństwa i doskonałej miłości, są też w stanie przekroczyć ludzkie podziały, aby uczestniczyć w nadprzyrodzonej jedności mistycznego Ciała Chrystusa; tacy ludzie są, jeśli nie widzialnymi, to ukrytymi członkami Kościoła. W ten sposób przyzywanie Imienia Zbawiciela, które wypływa ze sprawiedliwego serca, może stać się środkiem jednoczenia chrześcijan. Możemy też w ten sposób dopomóc w zjednoczeniu z Jezusem wszystkim wiernym zmarłym. Marcie, która wyznała swą wiarę w przyszłe zmartwychwstanie, Jezus powiedział: Ja Jestem zmartwychwstanie i życie (J 11,25). Oznacza to, że zmartwychwstanie umarłych nie jest wydarzeniem, które ma nadejść – Osoba Chrystusa Zmartwychwstałego już jest zmartwychwstaniem i życiem wszystkich zbawionych. Zamiast szukać jakiejś więzi ze zmarłymi, czy to w smętnej modlitwie, czy w jakimś ich wspominaniu, powinniśmy starać się dołączyć do nich, jednocząc ich ziemskie imiona z Imieniem Jezusa. Wszyscy zmarli, których życie jest dla nas ukryte w Chrystusie, tworzą Kościół Niebiański, najliczniejszą część całego i wiekuistego Kościoła. Poprzez Imię Jezusa możemy złączyć się ze świętymi, którzy mają Jego Imię na czołach (Ap 22,4) i z aniołami, spośród których jeden rzekł do Maryi: Nazwiesz swego Syna Imieniem Jezus (Łk 1,31), i z samą Maryją; obyśmy w Duchu Świętym zapragnęli usłyszeć i powtarzać Imię Jezusa, tak jak Je usłyszała i powtarzała Maryja.

Wieczerza Pańska

Imię Jezusa może stać się dla nas rodzajem Eucharystii. Podobnie jak tajemnica Wieczernika stała się pewną syntezą tajemnicy życia i misji naszego Pana, podobnie pewne „eucharystyczne” zastosowanie Imienia Jezusa pomoże nam zebrać rozważane dotąd aspekty tego Imienia.

Eucharystia w sensie sakramentu nie jest tematem naszych rozważań. Nasza dusza jest Wieczernikiem, w którym Jezus pragnie spożywać Paschę ze swymi uczniami; nasza dusza jest miejscem, w którym w dowolnym momencie można w niewidzialny sposób celebrować Wieczerzę Pańską. W tej czysto duchowej celebracji Wieczerzy Imię Jezusa może zająć miejsce chleba i wina. Możemy uczynić z Imienia Jezusa czystą ofiarę dziękczynną (taki jest sens słowa „Eucharystia”), fundament i istotę ofiary chwały, którą składamy Ojcu. W tej ofierze duchowej i niewidzialnej, wymawiając Imię Jezusa, przedstawiamy Ojcu niepokalanego Baranka, oddane życie, złożone w ofierze ciało, rozlaną krew. Imię Zbawiciela staje się środkiem, dzięki któremu można doświadczyć owoców doskonałej i jedynej ofiary Golgoty. Ponieważ nie jest możliwa Wieczerza bez komunii, nasza niewidoczna Eucharystia ma to, co tradycja nazywa komunią duchową, czyli akt pełnej pragnienia wiary, dzięki któremu dusza może umacniać się Ciałem i Krwią Chrystusa nie przystępując do widzialnej komunii pod postaciami chleba i wina. Dalekie jest od nas jakiekolwiek pragnienie pomniejszania wartości Eucharystii czy jakieś jej niedocenianie w owym kształcie, w jakim praktykuje ją Kościół i której w żadnym wypadku nie utożsamiamy z komunią duchową. Wierzymy jednak, że jesteśmy nadal wierni autentycznej tradycji Kościoła, gdy głosimy dostęp stały i niewidzialny do tajemnic Ciała i Krwi Chrystusa. Imię Jezusa może służyć nam jako forma, umocnienie i wyraz owej bliskości tych Tajemnic. Może być Ono dla nas duchowym pokarmem, naszym uczestnictwem w Chlebie Życia. Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! (J 6,34). W Tym Imieniu i w tym Chlebie my, którzy jesteśmy liczni, ale tworzymy jedno ciało i jeden chleb (1 Kor 10,17), jednoczymy się ze wszystkimi członkami mistycznego Ciała Chrystusa, z tymi, którzy siedzą na uczcie mesjańskiej. A ponieważ Eucharystia głosi śmierć Pana, aż przyjdzie (1 Kor 11,26), ponieważ jest zapowiedzią wiecznego królestwa, „eucharystyczne” zastosowanie Imienia Jezusa ma również wydźwięk eschatologiczny – obwieszcza Ono kres, drugie przyjście; Jego przyzywanie jest jak gorące pragnienie nie tylko chwilowej obecności Chrystusa wśród naszego ziemskiego bytowania, ale owego ostatecznego przyjścia Chrystusa do nas, które będzie miało miejsce w dniu naszej śmierci. Istnieje pewien sposób wzywania Imienia, który jest przygotowaniem na śmierć, na przejście naszego serca na „tamtą stronę”, wołaniem do Oblubieńca, którego choć nie widzieliśmy, przecież miłujemy (1 P 1,8). Mówić Jezus, to znaczy powtarzać okrzyk kończący Apokalipsę: Przyjdź, Panie Jezu! (Ap 22,20).
 
Fragment książki "Modlitwa Jezusowa. Jej początek, rozwój i praktyka w tradycji bizantyńsko-słowiańskiej"







 


Mnich Kościoła Wschodniego – o. Lew (Ludwik Gillet), ur. w 1893 roku w Saint-Marcelline we Francji. W wie­ku 27 lat wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru w Farnborough w Anglii. Studiował w Rzymie. Udał się na Ukrainę, gdzie w Uniowie współorganizował klasztor studycki. W 1927 r. przeniósł się do Nicei. Po ogłoszeniu encykliki “Mortalium animos” w 1928 r. przeszedł na prawosławie. W 1939 r. wyjechał do Londynu. Działał także w Libanie. Zmarł w Anglii w 1980 r.

Fot: levangabechava / orthphoto.net /