Żywoty Elżbiety Cudotwórczyni, Macedoniusza II i Eulogiusza

Synaksarion, 05 maja 2022

Kontynuując publikację fragmentów z Synaksarionu, chcielibyśmy przedstawić wam żywoty kolejnych świętych.

Teksty pochodzą ze wspaniałego zbioru, którego pełny tytuł brzmi "Synaksarion. Żywoty świętych Cerkwi Prawosławnej spisane na Świętej Górze Atos przez Hieromnicha Makarego z monasteru Simonopetra". Trudu tłumaczenia i wydania polskiej wersji tego zbioru podjęło się Wydawnictwo "Bratczyk". Prace nad kolejnymi tomami nadal trwają.

Publikowane co tydzień teksty zasilą również katalog żywotów świętych, zebrany w aplikacji kalendarz.cerkiew.pl.

Mamy nadzieję, że wybrane fragmenty posłużą jako zachęta do zagłębienia się w lekturę Synaksarionów.

Wspomnienie świętej Elżbiety Cudotwórczyni
(24 kwietnia/7 maja)

Św. Elżbieta urodziła się w V w. w rodzinie pobożnych chrześcijan ze znanego rodu w Heraklei w Tracji (starożytny Perinthos). Została dana przez Boga swoim rodzicom na skutek cudownej pomocy św. Męczennicy Glikerii (13 maja). Już we wczesnym dzieciństwie Elżbieta nauczyła się na pamięć żywotów wielu świętych i w każdych okolicznościach mogła ich naśladować jako wzory ewangelicznego życia. Zostawszy sierotą w wieku dwunastu lat, rozdała swój majątek ubogim, wyzwoliła niewolników i wstąpiła do monasteru św. Jerzego, zwanego Ksirofolskim, obok cysterny św. Mokasa w Konstantynopolu. Ihumenią tego monasteru była jej krewna ze strony ojca.

Z gorliwością oddawała się wszystkim trudom ascetycznego życia i wkrótce stała się wybranym naczyniem łaski. Jej wewnętrzny wzrok przykuty był do Bożego piękna i dlatego przez całe trzy lata miała oczy spuszczone ku ziemi i nie pozwalała sobie na żadne rozproszenia. Ascetka nosiła tylko chiton i nawet w zimie chodziła boso, z miłości dla Boga, która płonęła w jej sercu i zastępowała jej szaty i peleryny. Łzy wylewane przez nią podczas czytania psalmów były dla niej przyjemniejsze niż kąpiele i wonności, a zamiast wszelkich pokarmów najczęściej zadowalała się przyjęciem Chleba Niebieskiego.

Ihumenia, stojąc w obliczu śmierci, wyznaczyła na swoją następczynię Elżbietę i patriarcha św. Genadiusz (458-471) (17 listopada) zatwierdził jej wybór. Po tym Bóg jeszcze bardziej pomnożył dary swojej łaski i święta dokonała wielu cudów: uleczyła nieuleczalnie chorych, wypędzała biesy i przepowiadała przyszłość. To ona uprzedziła cesarza Leona I o strasznym pożarze, który spustoszył stolicę w 565 r.[1] Pożar ten przepowiedział także św. Daniel Słupnik (11 grudnia), i tylko dzięki wstawiennictwu tych dwóch świętych miasto zostało uratowane przed całkowitym zniszczeniem. Na znak wdzięczności cesarz podarował monasterowi, w którym Elżbieta prowadziła ascetyczne życie, majątek św. Babylasa w podmiejskim rejonie Eudomon.

W tych okolicach żył potworny wąż, przerażający wszystkich mieszkańców. Święta udała się tam z czcigodnym krzyżem w rękach, zabiła potwora i podeptała go nogami. Jej sława cudotwórczyni rozprzestrzeniła się po całym stołecznym mieście. Podobnie jak święci darmo leczący, uleczała wszystkich chorych, którzy zwracali się do niej z prośbą o pomoc. Pewnego razu podczas Boskiej Liturgii doznała duchowego zachwytu i zobaczyła, jak zstąpił Duch Święty, podobny do białego jaśniejącego całunu położonego na ołtarzu.

Zbliżając się do kresu życia, św. Elżbieta powróciła do swojej ojczyzny, do Heraklei, żeby pokłonić się tamtejszym świętościom. Tam ukazała się jej św. Glikeria i objawiła Elżbiecie, że od dzieciństwa otaczała ją opieką. Wezwała Elżbietę, żeby przeniosła się do niebieskiej ojczyzny drugiego dnia po dniu św. Jerzego. Po powrocie do swego monasteru Elżbieta przekazała mniszkom ostatnie pouczenia. Gdy nadszedł zapowiedziany czas, po przyjęciu Świętych Tajemnic, z obliczem jaśniejącym jak słońce radośnie podniosła ręce w górę i oddała dusze Bogu ze słowami sprawiedliwego Symeona: Teraz pozwalasz odejść słudze twemu w pokoju, według słowa Twego, albowiem widziały moje oczy Twoje zbawienie (Łk 2,29-30). Relikwie św. Elżbiety pozostały nietknięte i na długie wieki stały się źródłem uleczeń.

Za: Synaksarion. Kwiecień, Wydawnictwo „Bratczyk”, Hajnówka 2014, s. 275-276.

Wspomnienie świętego Macedoniusza II, patriarchy Konstantynopola*
(25 kwietnia/8 maja)

W 491 r., po śmierci cesarza Zenona, na tron konstantynopolitański wstąpił cesarz Anastazjusz (491-518). Okazał on zdecydowanie w obronie prawosławnej wiary, której wtedy groziło niebezpieczeństwo ze strony monofizytów. Przed koronacją przekazał patriarsze Eutymiuszowi (489-495) swoje wyznanie wiary, w którym zobowiązywał się w niczym nie odstępować od decyzji Soboru Chalcedońskiego. Następnie jednak szybko zrzucił maskę i jawnie okazywał poparcie monofizytom. Niejednokrotnie prosił Eutymiusza, żeby zwrócił mu wyznanie wiary, a potem pod pretekstem skargi patriarchy na zbyt długo trwające działania wojenne, oskarżył patriarchę o zmowę z wrogiem i złożył z urzędu, nie bacząc na protesty ludu. Wtedy na tron patriarszy wprowadzono skeuofilaksa Hagia Sophia Macedoniusza, krewnego patriarchy św. Genadiusza, człowieka szanowanego przez lud za zdecydowanie w wierze i czystość życia. Początkowo był on zmuszony podpisać Henotikon Zenona, dokument osądzający decyzje Soboru Chalcedońskiego i będący powodem wielu podziałów. Zaraz jednak potem, troszcząc się o zachowanie jedności Kościoła, zwołał sobór, który potwierdził decyzję IV Soboru Powszechnego. Z początku Anastazjusz nie prześladował patriarchy, ale wkrótce poprosił go o zwrócenie wyznania wiary, które Macedoniuszowi przekazał Eutymiusz przed udaniem się na wygnanie. Macedoniusz odmówił i ściągnął na siebie tym samym gniew cesarza, ciągle rosnący z upływem czasu.

Wszystkie środki były dla cesarza dobre, żeby oczernić Macedoniusza: pod wpływem Sewera Antiocheńskiego i z poparciem władz monofizyci wdzierali się do świątyń i głosili tam swoje nauki, nie przestając rozpuszczać oszczerczych pogłosek o patriarsze. Chrześcijański lud jednak wszelkimi sposobami okazywał mu poparcie. W 510 r. mnisi, mężczyźni, kobiety i dzieci tysiącami wyszli na ulice z okrzykami: „Chrześcijanie! Nadeszła godzina męczeństwa! Nie pozostawimy naszego ojca bez obrony na łaskę tego tyrana, niegodnego tronu!”. Przerażony Anastazjusz ukrył się w pałacu i szykując się do ucieczki ze stolicy, wezwał do siebie patriarchę, z którym sam przez długie lata nie chciał rozmawiać, i udał, że jest gotów się z nim pogodzić. Macedoniusz nie zawahał się i rzucił mu w twarz oskarżenie o to, że ukrywa swoją herezję.

Ponieważ święty publicznie wyznawał przywiązanie do dogmatu chalcedońskiego, cesarz po pewnym czasie kazał siłą wyprowadzić go z patriarchatu i żądał, żeby Macedoniusz zwrócił mu autentyczne akta soborowe, które patriarcha położył na ołtarzu Hagia Sophia. Macedoniusz odmówił i 6 sierpnia 511 r. został złożony z urzędu na podstawie najhaniebniejszych oskarżeń. Następnego dnia heretycy wdarli się do świątyni Hagia Sophia, chcąc odprawić tam Liturgię, podczas gdy patriarcha stał milcząc w kącie i zalewał się łzami. Nocą został przewieziony do Chalcedonu, a następnie zesłany do Euchaity, jak i jego poprzednik. Gdy zawisła groźba najazdu Hunów, uciekł do Gangry, gdzie zmarł (możliwe, że został zgładzony) 25 kwietnia 516 r.

* Nie należy go mylić z heretykiem o tym samym imieniu, który odrzucał boskość Ducha Świętego i został wyklęty na II Soborze Powszechnym w Konstantynopolu (381 r.). Św. Macedoniusz jest czczony w Greckim Kościele Prawosławnym.

Za: Synaksarion. Kwiecień, Wydawnictwo „Bratczyk”, Hajnówka 2014, s. 299-300.

Wspomnienie świętego Eulogiusza, który przyjmował wędrowców
(27 kwietnia/10 maja)

Św. Eulogiusz był kamieniarzem w jednej z wiosek Bitynii za rządów cesarza Justyna I (518-527). Każdego wieczoru, wracając do domu po pracy, udawał się na poszukiwania jakiegoś wędrowca lub mnicha i radośnie zapraszał go pod swój skromny dach. Spotykał wędrowców braterskim pocałunkiem i umywał im nogi, naśladując Chrystusa, a następnie przygotowywał wędrowcom posiłek, wydając na to swój codzienny zarobek. Po kolacji oddawał resztki psom, żeby nic nie pozostało na następny dzień, gdyż we wszystkim pokładał nadzieję w Opatrzności Bożej. Następnie długie godziny spędzał na rozmowie z gośćmi o sprawach Bożych i niebiańskich dobrach.

Pewnego razu w podobny sposób okazał gościnność godną patriarchy Abrahama, św. Danielowi ze Sketis (7 czerwca). Starzec, pełen wdzięczności, poprosił Boga o pomyślność dla Eulogiusza, żeby mógł jeszcze szczodrzej czynić dobre uczynki. Ponieważ abba Daniel sam zaręczył za cnotliwość Eulogiusza, jego modlitwa została usłyszana. Następnego dnia, pracując w polu, św. Eulogiusz znalazł podziemną pieczarę, a w niej mnóstwo złota. Lękając się, że starosta wsi zabierze mu skarb, Eulogiusz w tajemnicy odpłynął do Konstantynopola, porzuciwszy cnoty, którymi się wyróżniał, gdy był biedny.

Kiedy przybył do stolicy, bogactwo otworzyło mu drogę do pałacu. Szczodrze rozdając pieniądze, wkrótce zdobył godność prefekta pretorianów. Eulogiusz otoczył się zbytkiem i zaczął żyć na wysokim poziomie, nie troszcząc się więcej o biednych i gardząc dobrymi uczynkami.

Po dwóch latach abba Daniel zobaczył w widzeniu styl życia tego człowieka, za którego ręczył. Starzec szybko przybył do Konstantynopola, żeby spróbować nawrócić Eulogiusza na drogę pobożności. Jednak za każdym razem, gdy Eulogiusz wychodził z pałacu, słudzy brutalnie odpychali mnicha, nie pozwalając mu powiedzieć ani jednego słowa.

Wtedy Danielowi objawiła się Matka Boża, wypomniała mu śmiałość wziętego na siebie zobowiązania i obiecała, że sama zatroszczy się o poprawę Eulogiusza. Po trzech miesiącach, gdy na tron wstąpił Justynian (527 r.), Eulogiusz wziął udział w spisku przeciwko cesarzowi. Spisek jednak szybko został wykryty, spiskowcy straceni, a ich mienie skonfiskowane. Eulogiuszowi udało się uciec pod osłoną nocy.

Porzuciwszy całe bogactwo, a także pychę, powrócił do rodzinnej wsi, mówiąc wszystkim, że jakoby wrócił z pielgrzymki do świętych miejsc. Uświadomiwszy sobie w końcu swój błąd i pamiętając, że lepiej ubogim wejść do raju niż bogatym do piekła, powrócił z miłosierdzia Bożego do swego rzemiosła i służenia ubogim oraz wędrowcom. Święty osiągnął sędziwy wiek i spoczął w pokoju. Wspomnienie Eulogiusza, który przyjmował wędrowców, obchodzono w Konstantynopolu w świątyni św. Mokiosa. Prawdopodobnie właśnie tam przechowywano jego święte relikwie.


Za: Synaksarion. Kwiecień, Wydawnictwo „Bratczyk”, Hajnówka 2014, s. 322-323.

Żywoty świętych z Synaksarionów publikujemy dzięki uprzejmości Wydawnictwa "Bratczyk".
Więcej na temat prac nad ich tłumaczeniem: TUTAJ.