Cienie, ikony i wiek, który ma nadejść

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 04 maja 2022

Jakie będzie niebo?

To nie jest niezwykłe pytanie. Czasem jest zadawane z całą świeżością i oteartością dziecka, innym razem z niepokojem starca. Nie jest to pytanie, na które można łatwo odpowiedzieć, ani pytanie, dla którego język jest wystarczający. Cynik mówi: „Nikt nie wie”. Taka postawa nie odpowiada pełni ludzkiego doświadczenia. Są historie. Są też rzeczy, które wskazują i podsuwają sugestie. Istnieje również pewien wzór rozumowania i widzenia, który jest charakterystyczny dla różnych świadków, którzy do nas przyszli. Szczególnym wzorem jest stwierdzenie, że „Stary Testament jest cieniem, a Nowy Testament jest ikoną przyszłego wieku”. Ta idea jest jasno wyrażona zarówno przez św. Maksyma Wyznawcę (Wschód), jak i św. Ambrożego z Mediolanu (Zachód). Reprezentuje część pierwotnego konsensusu Kościoła, fundamentalny sposób widzenia świata i natury naszego życia duchowego.

Podejście jest proste: nadchodzący wiek (niebo) to prawdziwa Rzeczywistość, na którą wszystko inne może tylko wskazywać. To nie zaprzecza, że to, co teraz wiemy, jest „prawdziwe”. Zamiast tego mówi, że czegoś mu brakuje w jego rzeczywistości. To prawda, ale nie do końca. Ujęcie tego w słowa jest prawie niemożliwe. Jednak jest to umieszczane w opowieściach, a historie mają ze sobą wystarczająco dużo podobieństwa, by sugerować, że oparte są na wspólnym doświadczeniu.

Rozważ te fragmenty:
„Głos jego wstrząsnął wówczas ziemią, a teraz obiecuje mówiąc: Jeszcze raz wstrząsnę nie tylko ziemią, ale i niebem. Te zaś słowa jeszcze raz wskazują, że nastąpi zniszczenie tego, co zniszczalne, a więc tego, co zostało stworzone, aby pozostało to, co jest niewzruszone. Dlatego też otrzymując niewzruszone królestwo, trwajmy w łasce…” (Hbr 12, 26-28)

Ziemia (stworzony wszechświat, jaki znamy) jest taka, że może zostać „wstrząśnięta”.

„…którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.” (2 Kor 4, 18)

Rzeczywistość, którą widzimy, jest „przemijająca”, „odchodzi”. Istnieje jednak Rzeczywistość (niewidzialna), która jest wieczna. To jest to, czego nie można zachwiać. Istnieje związek między nimi. Kiedy myślimy o wcieleniu Chrystusa, nie widzimy zmiany materialnego świata (ciało Chrystusa jest ciałem ludzkim). Widzimy to, co nie może się zmienić (Boskość), zjednoczone z tym, co się zmienia (człowiek). To, co się zmienia, zostaje ostatecznie przemienione.

„Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebnie – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe - powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało ziemskie, powstanie też ciało niebieskie. Tak też jest napisane: Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym. Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe było potem. Pierwszy człowiek z ziemi - ziemski, drugi Człowiek - z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki Ten niebieski, tacy i niebiescy. A jak nosiliśmy obraz ziemskiego [człowieka], tak też nosić będziemy obraz [człowieka] niebieskiego.” 1 Kor 15, 42-49

Ten wzór, przejście od mniej rzeczywistego do prawdziwie rzeczywistego, od przemijającego do wiecznego, od niestabilnego do niewzruszonego, jest tym samym wzorem, do którego odnoszą się św. Maksym i św. Ambroży. Jest to wzór wspólny dla typologii i alegorii patrystycznej.

Interesuje mnie, w jaki sposób to zrozumienie zachowuje integralność „pomniejszych” rzeczy. Cień nie ulega zniszczeniu przez ikonę, ani ikona – przez samą Rzeczywistość. Słowami Chrystusa - one są „wypełnione”. Jest to wzór, który może kierować naszym myśleniem o rzeczach, które są poza nami.

Przykład warty rozważenia można znaleźć w temacie mężczyzn i kobiet. Niewiele rzeczy jest tak wyraźnie powiedzianych w tradycji, jak ten konkretny wzór. Księga Rodzaju mówi, że Bóg uczynił ludzkość „mężczyzną i kobietą”. Sam Jezus skupia naszą uwagę na tym konkretnym stwierdzeniu, nauczając o naturze małżeństwa. Możemy przypuszczać, że wzór istnieje (lub może być widziany) najpierw jako cień.

Ten cień jest opisany w początkowych rozdziałach Księgi Rodzaju. Dostajemy ciekawe informacje. Ta dwójka (mężczyzna i kobieta) mają rzeczywistość bycia „jednym ciałem” (a nie dwiema całkowicie odrębnymi rzeczywistościami: jedna nie istnieje bez drugiej). Wszystkie przykazania w Księdze Rodzaju (bądźcie płodni i rozmnażajcie się, czyńcie ziemię sobie poddaną, panujcie itd.) skierowane są do „wy” – liczby mnogiej (męski i żeński). Mówi się nam również o pierwszym grzechu i roli mężczyzny i kobiety w tym działaniu. Konsekwencje spadają na oboje razem.

Cień mężczyzny i kobiety trwa przez cały Stary Testament – w Prawie (szczególnie w prawach dotyczących małżeństwa i rodziny), a także u proroków (gdzie wprowadzony zostaje obraz Izraela jako małżonki). Co być może najbardziej uderzające ze wszystkiego, pierwsza wskazówka odkupienia (i Mesjasza) jest postrzegana w kontekście mężczyzny i kobiety w obietnicy „nasienia” (potomstwa), które zmiażdży głowę węża (Rdz 3, 15).

Cień przechodzi do ikony na kartach Nowego Testamentu. Ewangelia Mateusza rozpoczyna się genealogią, przechodząc następnie do narodzin Chrystusa. Tekst św. Łukasza rozpoczyna się Zwiastowaniem i narodzinami Chrystusa, po których następuje genealogia. Narodziny (w których zawarta jest obietnica z Księgi Rodzaju) to nowotestamentowe wprowadzenie Ikony. Historia wyzwolenia Izraela jest zakorzeniona i wypełniona w „tak” kobiety, tylko tym razem rolę „męża” (w pewnym sensie) spełnia sam Bóg.

Nowy Testament zsuwa zasłonę z ikony w całym tekście. Obraz uczty weselnej, widoczny w przypowieściach Jezusa, jest ukazywany przez św. Pawła jako wskazujący na relację między Chrystusem a Jego Kościołem. Tak jak nie ma Adama bez Ewy, nie ma mężczyzny bez kobiety, tak nie ma Chrystusa bez Jego Oblubienicy, Kościoła. Niektórzy mogą czuć ból w uszach, gdy słyszą, że Chrystus jest „bez” czegoś. Ale św. Paweł, wychodząc z założenia, że kobieta jest „ciałem” mężczyzny („kość z jego kości i ciało z jego ciała”) naucza, że Oblubienica Chrystusa, Kościół, jest Ciałem Chrystusa. I nie tylko, że Kościół jest Ciałem Chrystusa, ale że Chrystus jest „głową” Kościoła (jak powie w innym miejscu, że mężczyzna jest „głową” kobiety). Mimo to, szokująco, mówi:
„Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was” (1 Kor 12, 21).

„Cały Adam” to rasa ludzka. Chrystus jest Drugim Adamem, a „cały” Drugi Adam obejmuje Chrystusa i Jego Oblubienicę, mężczyznę i kobietę (żadne z nich nie znika w drugim). Współczesny indywidualizm w dużej mierze zniszczył biblijne rozumienie Kościoła, zastępując je instytucjonalną interpretacją, w której stał się on jedynie wspólnotą. Jednak rzeczywistość trwa. Nowy Adam i Jego Oblubienica istnieją wśród nas jako ikona nadchodzącego wieku, w którym zamanifestuje się pełnia tego zjednoczenia.

Patrząc na nadchodzący wiek, ci, którzy błędnie przyjmują stwierdzenie św. Pawła, że „nie ma już mężczyzny, ani kobiety w Chrystusie Jezusie” jako sugerujące zniknięcie płci, przyjmują podejście o zniesieniu przeszłości, zaprzeczające wszystkiemu, co wiemy. Zamiast tego musimy zrozumieć, że to, co przemija, jest tym, co jest mniejsze, to znaczy mniejszą rzeczywistością mężczyzny i kobiety. To, co pozostaje i jest niezachwiane, to pełnia i wielkość mężczyzny i kobiety w porównaniu z tym, co było przedtem, co blednie.

Maryja jest „bardziej kobietą” niż Ewa, co jest ikonicznym spełnieniem, którego Ewa była tylko cieniem. Oblubienica Chrystusa (i blask, jaki ją otacza) koncentruje się w Matce Bożej i bardziej przypomina ją właśnie niż Ewę. Wielkość Maryi, która tak gorszy niektórych, jest po prostu wyrazem tego, co się w Niej objawia. Właśnie w tym kierunku (od mniejszego do większego) powinniśmy zwrócić nasze serca, gdy rozważamy te rzeczy.

Z tego samego powodu należy zauważyć, że główne objawienie Chrystusa w Kościele pochodzi z Boskiej Liturgii, weselnej uczty Baranka. Tam Oblubieniec wraz ze Swoją Oblubienicą wchodzą do komnaty małżeńskiej we wspólnocie Boskiego Życia. To, że często tracimy z oczu Chrystusa jako Oblubieńca i Kościół jako Oblubienicę, wiele mówi o naszych rozproszeniach i wypaczeniach. Modlitwy Kościoła przywołują nieustannie język naszego wspólnego życia, pamiętając o Bogurodzicy i wszystkich świętych, przypominając nam, że nasza komunia jest w pełni Chrystusa, w imieniu wszystkich i dla wszystkich.

Jakie jest niebo? Jest to coś, co już znamy, ale nie w taki sposób, w jaki to znamy. Adam i Ewa z Ogrodu są jak Oblubieniec i Oblubienica, ale nie widzisz tego pierwszego, dopóki nie zobaczysz tego drugiego. Ci, którzy zaczynają widzieć i rozumieć Eucharystię i zmartwychwstałego Chrystusa, objawionego na tej uczcie, zaczynają widzieć wszystko inne w innym świetle i w promieniach świtu nadchodzącego wieku, widzą zarys tego, czym będą.

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: Sheep1389 /orthphoto.net/