Twarz Chrystusa na krzyżach prawosławnych

Daniel Manzuki (tłum. Gabriel Szymczak), 20 kwietnia 2022

Mój znajomy powiedział kiedyś, że spokojny (choć czasem smutny) wyraz twarzy Chrystusa i Jego postawa, widoczne na większości prawosławnych krzyży – zwłaszcza tych dużych, używanych w Wielki Czwartek i Piątek – są nieco dziwne w porównaniu ze średniowiecznymi krzyżami, obecnymi w wielu miejscach Europy Zachodniej. Te ostatnie pokazują prawdopodobnie dokładniejszy obraz umierającego Chrystusa, z twarzą i ciałem wykrzywionymi niewyobrażalnym bólem. Mój przyjaciel stwierdził, że bardziej sensowne byłoby pokazanie Chrystusa „zamrożonego” w agonii, tak jak robią to te średniowieczne krzyże.

Nasze krzyże jednak nie ukazują Jego umierania; pokazują Go martwego. W Mądrości Salomona, w rozdziale 3, czytamy o tym, jak Bóg przyjął ofiarne życie swoich sług: są oni podobni do „złota w tyglu”. Poddane działaniu intensywnego ciepła, złoto topi się w kałużę cieczy i zostaje oczyszczone ze wszystkich zanieczyszczeń. Chociaż świat postrzega ich jako surowo ukaranych, oni widzą nagrodę w postaci nieśmiertelności. Tak więc, chociaż ich odejście jest postrzegane jako straszne, „oni trwają w pokoju” (w. 3).

Chrystus jest spokojny. Wypełnił wszystko, czego oczekiwano od Niego na ziemi. Ufał, że Jego Ojciec wskrzesi Go z martwych mocą Ducha. Stał się „Mężem boleści” (Iz 53, 1–11) i zniósł dla nas wszystko. Teraz jest spokojny. Jego dzieło na ziemi zostało wykonane, podsumowane w Jego ostatnich słowach według św. Jana (19, 30): „Dokonało się” (a może dokładniej: „dopełniło się”). Jego dusza unicestwia Hades i paraliżuje Piekło, aż do jego ostatecznego zniszczenia podczas Jego Drugiego Przyjścia. Wygrywa walkę z grzechem i śmiercią. Powstanie w chwale Swojego Królestwa. Agonia się skończyła, błogosławieństwo jest tuż za rogiem.

Ta dychotomia jest widoczna w krzyżu prawosławnym. Chrystus wisi na Drzewie jak obraz na ścianie. To kładzie cały Jego ciężar na przedniej części Jego klatki piersiowej, wciskając w nią Jego płuca. Ukrzyżowani rzadko wykrwawiali się na śmierć - oni się dusili. Rzymianie wymyślili kolejny paskudny element, umieszczając poprzeczkę u stóp ukrzyżowanego: mógł się podeprzeć i odciążyć, ale nie na długo. Daleka od przyniesienia ulgi, w rzeczywistości przedłużała agonię.

Gwoździe w Jego dłoniach i stopach, tuż za głównymi nerwami, wywoływały więcej cierpienia. W Jego boku jest rana. Biblia wyjaśnia, jak bolesne są Jego ostatnie chwile, których kulminacją są Jego niezwykle ludzkie wołania do Ojca i Boga: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!” (Ps 21/22, 1; Mk 15, 34–37). Te słowa są równoważone przez Jego ostatnią wypowiedź, według św. Łukasza: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha Mego.” (Łk 23, 46).

Przecierpiał wszystko, wycierpiał niezrozumiale obraźliwe traktowanie ze strony Swoich stworzeń i został przez nie skazany na ohydną i bolesną śmierć. Jednak, jak powiedział Salomon: „On trwa w pokoju”. Śmierć Go objęła, ponieważ On na to pozwolił, tak jak pozwolił diabłu mieć proroka Hioba… na chwilę. On nie tylko pokłada nadzieję w nieśmiertelności, On jest nieśmiertelnością. On pokona Śmierć, On zmartwychwstanie. Dlatego jest spokojny.

Tak więc pełne pokoju przedstawienie Chrystusa na krzyżu nie jest „oczyszczaniem” tego, przez co przeszedł, czyniąc to przyjemniejszym dla obserwatora, ale dokładnym przedstawieniem tego, przez co przeszedł, oglądany – jak wszystko inne w Kościele – poprzez pryzmat Jego Zmartwychwstania (1 Kor 15, 13-17). W chwili, gdy życie spotkało śmierć „twarzą w twarz”, usunęło jej żądło i przyniosło zwycięstwo (homilia wielkanocna św. Jana Chryzostoma”, dot. 1 Listu do Koryntian 15, 55). Chrystus podeptał śmierć Swoją śmiercią.

Ten triumfalny pokój jest odwzorowywany na ikonach świętych – zwłaszcza męczenników. Męki śmierci nie widać na przykład nawet na większości ikon przedstawiających św. Jana Chrzciciela, trzymającego własną głowę. Oni są spokojni. W tym widzimy naszą rzeczywistość: dręczącą tragedię śmierci, a jednak spokój ufności w zmartwychwstanie do życia wiecznego.

Chrystus jest pierwszą umierającą osobą, która nie musiała się bać ostateczności śmierci. Ci z nas, którzy Mu ufają, mają udział w tym darze. Jak pokazano wyżej, On nie traktował jej z obojętnością. Z bólem prosił, aby, jeśli to możliwe, odebrano Mu ten kielich – zanim dobrowolnie przyjmie wolę Swego Ojca (Łk 22, 41-44). Potem bardzo cierpiał na krzyżu. W końcu jednak był spokojny, bo wiedział, że wygra. Śmierć nie może pokonać Życia wszystkich (J 1, 4-5), ani nie może żądać panowania nad tymi, w których On żyje (Gal 2, 20).

Widziałem kiedyś w programie telewizyjnym kobietę, należącą do Kościoła rzymskokatolickiego, a opowiadającą o swojej protestanckiej młodości. W szczególności wspomniała, że ona i jej matka odwiedziły kiedyś kościół katolicki za względu na jakieś spotkanie ekumeniczne. Jej matka w pewnej chwili miała łzy w oczach. Kiedy kobieta zapytała dlaczego, jej matka – wskazując na krucyfiks – powiedziała: „Ci biedni katolicy, oni nie wiedzą, że On powstał z martwych” (tak jakby katolicy nie obchodzili Wielkanocy).

Kościół prawosławny – podobnie jak nasz siostrzany Kościół rzymski – nie ukrywa (także poza okresem paschalnym) nieprzyjemnego widoku Boga-Człowieka, wiszącego na krzyżu; stracony, krwawiący z czoła, rąk, boku i stóp. Rzeczywiście, zgodnie ze słowami św. Pawła, chlubimy się krzyżem (Gal 6, 14). Trzy razy w roku, poza Wielkim Tygodniem, przyozdabiamy krzyż – z przedstawionym na nim Chrystusem – i czcimy go (niedziele Adoracji św. Krzyża, Wyniesienia św. Drzewa Krzyża Pańskiego i Podwyższenia Życiodajnego Krzyża Pańskiego). Nie pokazujemy Chrystusa w Jego agonii, ukaranego śmiercią właściwą dla złodziei i zdrajców. Pokazujemy tajemnicę Jego cierpienia: umarł, ale jest w pokoju. Przez Jego śmierć, Śmierć jest martwa, a umarli są żywi.

Dobrze łączy się to z inną wyjątkową, prawosławną tajemnicą Wielkiego Tygodnia, „radosnym smutkiem”. Niezapomniany o. Alexander Schmemann, który ukuł to wyrażenie, stwierdził, że smutek Wielkiego Piątku nie zastępuje radości, lecz się w nią przemienia. Powiedział to, opisując piękne świętowanie zstąpienia Chrystusa do Hadesu w Wielką Sobotę, ale odnosi się to również do naszej dyskusji. W spokojnym obliczu Chrystusa na krzyżu widzimy tę przemianę, smutek Jego śmierci zamienia się w radość z udręki Hadesu i nadchodzącego Zmartwychwstania. On jeszcze jest martwy, ale Jego śmierć jest tymczasowa; bo podczas gdy Jego ciało wisi tam (i wkrótce zostanie złożone w grobie), Jego dusza przynosi wszystkim życie i zwycięstwo, które jest wieczne. Agonia się skończyła, radość przeżywają ludzie w Hadesie (widać to w Ikonie Zejścia Chrystusa do Hadesu, popularnie mylonej z ikoną paschalną). Wkrótce dowiedzą się o tym ludzie na ziemi. Po zakończeniu Swego dzieła na ziemi (J 17, 4), Chrystus – cieleśnie – doświadcza spokojnego odpoczynku, tak jak to robił – bezcielesny – w pierwotnym „szabacie”. „Oto jest błogosławiona sobota, oto jest dzień odpoczynku, w którym spoczął od wszystkich swoich dzieł Jednorodzony Syn Boży, który z Opatrzności przyjął śmierć, i odpoczywa cieleśnie w sobotę” (doksastikon z Paschy, śpiewany w Wielką Sobotę). To, co wydarzyło się w grobie, zaczęło się na krzyżu i to właśnie widzimy. Jest spokojny, choć zniósł niewyobrażalne cierpienia dla zbawienia Swoich w dużej mierze niewdzięcznych stworzeń (Mt 17:17 i 23:37). Odpoczywa, działając wśród nich, odnawiając Swoje stworzenie i ludzi, tak jak obiecał.

Wreszcie mamy Księcia Pokoju, teraz Króla Chwały. Bo to przez Swoją śmierć Chrystus wchodzi do Swojej chwały i do Swego Królestwa (Łk 24, 25-27; J 12, 16; 23-33). Nie chodzi o to, że wchodzi „do” Swojego Królestwa, ale o to, że przyprowadza Swoje Królestwo ze sobą. Widzimy to na krzyżu; Król Chwały na Swoim ziemskim tronie ze Swoją Koroną (z cierni). Dlatego w Święto Krzyża śpiewamy „Wysławiajcie Pana, Boga naszego, oddawajcie pokłon u podnóżka stóp Jego (krzyża): On jest święty” (Ps 98/99, 5). Oto Człowiek, stracony jako zdrajca i heretyk w najbardziej upiorny, bolesny i przeklęty sposób (Pwt 21. 22-23; Gal 3,13). Choć wciąż wisi na drzewie, wydaje się, że po prostu odpoczywa we śnie. To zwycięska drzemka. Bo przez swoją śmierć skazany przestępca jest teraz sprawiedliwym, zwyciężającym Królem i Sędzią, którego imię jest wywyższone ponad wszelkie inne (Flp 2, 5–11). Jak powiedział św. Paweł, dla niewierzących jest to skandaliczne (metoda egzekucji) i śmieszne (zwycięstwo w śmierci). Jednak dla nas, wierzących, Chrystus ukrzyżowany jest mocą Bożą i mądrością Bożą (1 Kor 1.18-24). Dlatego przedstawiamy Chrystusa tak, jak robimy to na naszych krzyżach.

Daniel Manzuki (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Antiochian Orthodox Christian Archdiocese of North America

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/