Błogosławieństwo naszego krzyża

tłum. Justyna Pikutin, 26 marca 2022

W Cerkwi prawosławnej ból i wszelkiego rodzaju cierpienia nie są czymś obcym dla wierzących, ale otrzymują zupełnie nowe znaczenie i zostają w niej przemienione. Dzięki naszej odwadze, cierpliwości, modlitwom i nieustannej pamięci o Bogu, ten kielich goryczy stopniowo zamienia się w słodki kielich nieśmiertelności. Z tego powodu ból nie jest już dla chrześcijanina źródłem lęku i przerażenia, ale szerokim polem działania i walki. Weźmy na przykład sportowca, który biegnie w wyścigu i wygrywa: kiedy otrzymuje nagrodę za zwycięstwo, jego radość sprawia, że zapomina on o całej ciężkiej pracy, jaką włożył w przygotowanie się do wyścigu. W ten sam sposób wojownik Chrystusa, przewidując "chwałę Bożą" i przyszłą nagrodę w Królestwie Niebios, zapomina o goryczy cierpienia i samej śmierci.

W związku z tym musimy wielkodusznie znosić ten "bieg" zbliżającego się wysiłku znoszenia pokus, ucisków i prób, prosząc Zbawiciela o siłę i pocieszenie, "patrząc na Jezusa, twórcę i dokończyciela wiary, który z powodu przygotowanej Mu radości wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga" (Hbr 12, 2).

Cierpienie to wielki dar Boga dla ludzkości i jeśli będziemy je właściwie postrzegać, to stanie się ono dla nas źródłem błogosławieństwa. Cokolwiek wycierpieliśmy, nie może się to równać z naszą przyszłą nagrodą w Królestwie Bożym, jak mówi apostoł Paweł: "Cierpienia teraźniejszego czasu nie są godne porównania z tą przyszłą chwałą, która ma się objawić" (Rz 8,18). Jeśli ktoś zechce w tym życiu znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg zesłał mu takie okoliczności, jego umysł z pewnością wypełnią tysiące pytań "dlaczego?"; ale jeśli spojrzy na swoje cierpienia jako niezbędną próbę zesłaną mu przez Boga - czy to dla oczyszczenia, czy dla poprawy, czy też dla otrzymania korony w przyszłym życiu - przyjmie kielich cierpienia jako błogosławieństwo z ręki Boga.

To jest odpowiedź Boga dla człowieka. Nie zapewnia On człowieka, że zniszczy cierpienie, ale obiecuje mu, że przemieni jego ból i z przekleństwa uczyni błogosławieństwo i pociechę.

Niech nikt nie myśli, że święci nie doświadczali cierpienia i nie zapadali na choroby cielesne. Dowodem tego są dla nas słowa świętego Izaaka Syryjczyka, który w jednym ze swoich dzieł mówi: "Widzisz te niezliczone zastępy świętych Cerkwi? Żaden z nich nie wstąpił do nieba, żyjąc w rozkoszy, lecz wszyscy wstąpili tam, doznając wielu utrapień", cierpliwie niosąc krzyż zesłany im przez Boga.

Każdy z nas niesie swój własny krzyż - wszyscy, absolutnie wszyscy bez wyjątku, bez względu na to, kim jesteśmy, jaką pozycję społeczną zajmujemy, na jakim krańcu ziemi się znajdujemy. Ale nawet jeśli Bóg nie zsyła na niektórych ludzi krzyża wyniszczającej choroby, to i tak są oni poddawani różnym utrapieniom i udrękom, dźwigają krzyż swoich grzechów, walczą ze swym wewnętrznym wrogiem, "starym człowiekiem", który ich dręczy.

W tej ciemnej, bezkresnej przestrzeni tylko Jedyny może oświetlić nam drogę, a tym Jedynym jest oczywiście Pan nasz Jezus Chrystus, ukrzyżowany za każdego człowieka, Światło i pociecha dla tych, którzy w ślad za Nim dźwigają swój krzyż. On jest Tym, który w Świętej Ewangelii zwraca się do wszystkich zasmuconych, chorych i cierpiących: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy trudzący się i dźwigający ciężary, a Ja wam dam odpoczynek" (Mt 11, 28).

metropolita Limassol Atanazy

za: pravoslavie.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/