Nieobojętna Ukraina – z perspektywy polskiego prawosławia

ks. dr hab. Marek Ławreszuk, 09 marca 2022

Rozgrywająca się na naszych oczach wojna prowokuje do podjęcia wszelkich działań w celu zatrzymania rosyjskiej agresji, zakończenia działań wojennych i udzielenia wsparcia potrzebującym. Z perspektywy Polski, Europy i świata wojna na Ukrainie jest oceniana jednoznacznie jako zło. Każda opinia podlega jednak pewnym dodatkowym uwarunkowaniom. Inaczej wydarzenia te oceniane są w państwach, które leżą daleko od Ukrainy czy Rosji, zupełnie inaczej w miejscach, które bezpośrednio graniczą z objętymi wojną terenami. Dużo bardziej zaangażowany emocjonalnie będzie w końcu ten człowiek, który w swoim gronie przyjaciół ma Ukraińców. Z tej perspektywy wydaje mi się, że również i moja społeczność Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, i ja sam, posiadamy własną osobistą i historyczno-kulturową relację z narodem ukraińskim, która wpływa na postrzeganie aktualnych wydarzeń.

Osobisty stosunek do konfliktu jest łatwy do wyrażenia. Dzisiaj, w czasach indywidualizmu i subiektywnych dążeń i roszczeń jednostek, podważających w imię swojej woli nawet ogólnospołeczne normy demokracji i uczciwości, wydaje się, że ukazywanie osobistej oceny jest mało interesujące. Pluralizm światopoglądowy sprawia, że ciężar gatunkowy „mojego postrzegania świata” jest niewielki.

Z drugiej strony przedstawienie szerszej perspektywy – relacji i postrzegania narodu ukraińskiego przez społeczność polskiego prawosławia, jest niezwykle trudne. Zbiór ten składa się bowiem z elementów obiektywnie jednoznacznych (określonych wydarzeń historycznych), jak i szeregu drobniejszych faktów, z których znaczna część ma charakter typowo lokalny. Stąd przedstawiona przeze mnie charakterystyka z całą pewnością pozostanie niepełna i fragmentaryczna. Niemniej jednak, mam głęboką nadzieję, że naszkicuję dzięki temu pewien drobny, lecz wspólny dla polskiej społeczności prawosławnej korzeń wzajemnych relacji z sąsiednim, ukraińskim narodem.

Nie tylko sąsiad

Polskie stosunki z Ukrainą to historyczne i współczesne relacje sąsiedzkie bliskich sobie narodów, które na przestrzeni wieków tworzyły wspólnotę państwową, przyjaźniły się oraz konfliktowały. Z perspektywy polskiego prawosławia relacje te są jednak znacznie głębsze. Początki prawosławia na ziemiach dzisiejszej Polski to epoka misji cyrylometodiańskiej. Misji, która chrystianizowała lokalne księstwa, plemiona i społeczności, która nie uwzględniała późniejszych, wielokrotnie tworzonych i zmienianych granic poszczególnych państw. Wiarę chrześcijańską przyjmowali ci, którzy przynależeli do wielu lokalnych plemion i dopiero później tworzyli większe struktury państwowe. Chrystianizacja Państwa Wielkomorawskiego i późniejszy chrzest Rusi Kijowskiej były powiązane z misyjną działalnością wśród Białych Chorwatów, plemion Wołynian, Dulebów, Polan Wschodnich (nie mylić z protoplastami polskiej państwowości; zamieszkiwali tereny na południowym wschodzie od dzisiejszego Kijowa), czy Tywerców. Chrystianizacja tych lokalnych społeczności słowiańskich pozwoliła na dalsze krzewienie prawosławnej wiary, co zaowocowało powstaniem struktur prawosławnych na ziemiach dzisiejszej Polski, Ukrainy i krajów ościennych.

Chrzest Rusi Kijowskiej w 988 roku nie był pierwszym kontaktem Słowian z wiarą chrześcijańską. Pierwsze historyczne ślady wskazują na działania misyjne papieża Klemensa I, który poniósł męczeńską śmierć w Chersonesie. Późniejsze bizantyjskie działania zaowocowały prawdopodobnie chrztem książąt ruskich w 860 roku. Chrzest w Kijowie nie był też, co oczywiste, zwieńczeniem działań misyjnych. Nie oznaczał powszechnej przemiany, stanowiąc jednak punkt zwrotny, który połączył lokalne społeczności wiarą w Jezusa Chrystusa i powiązał z cywilizacją chrześcijańską i polityczną relacją zarówno z Konstantynopolem, jak i Europą Zachodnią.

Dzieje polskiego prawosławia rozpoczynają się więc w czasach, kiedy chrystianizacją objęto ziemie, które po wiekach wyodrębnią się w konkretne państwa oraz ludzi, którzy swą przynależność plemienną zmienią w przynależność etniczno-narodową.

Te najstarsze wydarzenia każą postrzegać Kijów jako kolebkę prawosławia na ziemiach słowiańskich, kolebkę polskiego prawosławia. Istnieją co prawda historyczne opinie, dotyczące rozwoju misji cyrylometodiańskiej na terenie państwa Wiślan (dokonanej przez kontynuatorów misji św. Metodego), jednak tradycja ta została za panowania Bolesława Chrobrego zmarginalizowana i wkrótce ostatecznie zanikła. Wszystkie historyczne i polityczne wydarzenia kolejnych wieków sprzyjały cementowaniu relacji między prawosławiem w dzisiejszej Polsce i dzisiejszej Ukrainie.

W 1303 roku, po przyłączeniu do Polski Rusi Halicko-Włodzimierskiej, patriarcha konstantynopolitański wydał zgodę na utworzenie metropolii halickiej, w której skład weszły biskupstwa chełmskie, włodzimierskie, przemyskie, łuckie i turowskie. Wydarzenie to na stałe sytuuje oficjalne, diecezjalne struktury prawosławne na ziemiach polskich. Unia polsko-litewska doprowadziła do powstania jedynego w Europie katolickiego państwa, które w swoich granicach miało dużą społeczność prawosławną.

Wspólna historia narodów Rusi Kijowskiej i prawosławnych na terenach zjednoczonej Polski i Litwy to historia rozwoju własnej tradycji duchowej, obrony przed politycznie motywowaną unią z Rzymem, pielęgnowaniem i rozwojem słowiańskiej kultury piśmienniczej, obrzędowości i sztuki. Tragiczna dla prawosławnych unia brzeska, zaaprobowana przez króla Zygmunta III w 1596 roku, doprowadziła prawosławie w Polsce na skraj likwidacji. Jedynie dzięki działaniom patriarchy jerozolimskiego, który w Kijowie wyświęcił na metropolitę kijowskiego Hioba Boreckiego i sześciu biskupów, prawosławie na ziemiach dzisiejszej Polski i Ukrainy zostało ocalone. Chociaż nowi hierarchowie nie zostali uznani przez władze świeckie, sprawowali oni swoje funkcje, rezydując w monasterach lub na dworach prawosławnych szlachciców. Dopiero po 13 latach, w roku 1633, władze Rzeczpospolitej zaakceptowały istnienie metropolii kijowskiej i posługę duszpasterską nowych hierarchów.

Konflikt wywołany tendencjami unijnymi i ograniczeniami stawianymi przed społecznością prawosławną doprowadził jednak do nieoczekiwanych konsekwencji. Prześladowani i ograniczani w swej działalności prawosławni metropolii kijowskiej, w roku 1685, za zgodą Konstantynopola przeszli pod jurysdykcję patriarchatu moskiewskiego. Rok później, na podstawie IX artykułu traktatu Grzymułtowskiego, metropolia kijowska przejęła jurysdykcję nad Kościołem prawosławnym w Polsce. W ten sposób prawosławie na ziemiach dzisiejszej Polski, Białorusi i Ukrainy zostało jurysdykcyjnie podporządkowane patriarsze moskiewskiemu. Działania te w krótkim czasie doprowadziły do kryzysu. Biskupi prawosławni zaczęli przechodzić do Kościoła unickiego. Sytuacja ta nie uległa zmianie do okresu rozbiorów Polski.

Epoka rozbiorów to czas podporządkowania polskich struktur prawosławnych Moskwie. Unia przetrwała w zasadzie jedynie w zaborze austriackim.

Po 1915 roku, kiedy władze rosyjskie opuściły tereny Polski, wraz z nimi ewakuowano większość duchownych oraz wiernych prawosławnych. Reorganizacja struktur polskiego prawosławia nastąpiła po roku 1918 i była inicjowana przez biskupa (późniejszego metropolitę) Dionizego Waledyńskiego.

Czasy międzywojenne ponownie zbliżyły prawosławnych ziem dzisiejszej Polski i Ukrainy. W 1924 patriarchat konstantynopolitański przyznał polskiej Cerkwi autokefalię. W strukturze Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego znaleźli się prawosławni mieszkańcy Polski – Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie, Łemkowie. W strukturach polskiej Cerkwi znalazły się wspólnoty prawosławne zamieszkałych przez Ukraińców województw poleskiego, wołyńskiego, tarnopolskiego, lwowskiego, stanisławowskiego i lubelskiego. Były uporządkowane w ramach pięciu diecezji prawosławnych: warszawskiej, wileńskiej, poleskiej, wołyńskiej i grodzieńskiej. W granicach administracyjnych znajdowało się 9 monasterów, wśród nich historyczna perła prawosławnej duchowości regionu – ławra w Poczajowie.

Rok 1939 rozerwał struktury prawosławne Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Po zakończeniu II Wojny Światowej, Cerkiew została podzielona nowymi granicami. Prawosławie w Polsce i na Ukrainie przedzieliła granica. Społeczność prawosławna została również rozdzielona jurysdykcyjnie. Prawosławni na Ukrainie zostali podporządkowani patriarchatowi moskiewskiemu, prawosławni w Polsce ostatecznie zachowali autokefalię, chociaż wymagało to licznych zabiegów dyplomatycznych zarówno wobec świeckiej, komunistycznej władzy w Polsce i w ZSRR, jak i wobec patriarchatu moskiewskiego.

Rozdzieleni granicą, połączeni wiarą i historią

Wielowiekowe relacje nie pozwalają polskiej społeczności prawosławnej spoglądać na Ukrainę inaczej niż z braterską miłością. Wspólna historia, wspólne radości i cierpienia na trwałe scementowały społeczności prawosławnych mieszkańców Polski i Ukrainy.

Relacje spaja wspólna duchowość, lokalnie rozwinięta obrzędowość. Rozbudowana prawosławna hymnografia prawosławna na ziemiach Polski nie wykorzystuje śpiewów bizantyjskich, bałkańskich i innych, lecz powszechnie opiera się na śpiewach halickich i kijowskich. Prawosławnej obrzędowości w Polsce bliżej do tradycyjnych elementów liturgicznych Rusi Kijowskiej niż do rozbudowanych później moskiewskich modeli synodalnych. Polska Cerkiew kultywuje wiele lokalnych tradycji, które nie zostały usystematyzowane we współczesnych księgach liturgicznych, lecz które sięgają do wspólnej kultury prawosławia ziem Polski i Ukrainy i wspólnej historii. Obrzędowość ludowa w Polsce nie różni się zasadniczo od tej znanej w zachodniej Ukrainie.

Również sztuka ikonograficzna niezaprzeczalnie potwierdza wielowiekową, nierozerwalną więź lokalnych wspólnot. Nie odnajdziemy różnic w stylach ikonograficznych świątyń współczesnej Polski i Ukrainy.

Niepodległa Ukraina przypomina i zaprasza polskich wiernych prawosławnych do wspólnych skarbów historii i duchowości. Regularne kontakty wiernych i duchowieństwa koncentrują się wokół ławr w Kijowie i Poczajowie. Polskie parafie organizują pielgrzymki do tych miejsc, traktując je jako wspólne, wyjątkowe dziedzictwo.

Święci ziemi ukraińskiej są przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny traktowani jako „nasi święci”, niepodważalna część prawosławnego dziedzictwa i historii. W polskich cerkwiach z czcią wspomina się świętego równego apostołom Włodzimierza, księcia kijowskiego, świętą księżną Olgę, świętych mnichów Antoniego i Teodozjusza z Kijowa, świętych mnichów Hioba i Amfilochiusza z Poczajowa, świętego metropolitę Piotra Mohyłę i wielu innych świętych, w tym nowych męczenników XX wieku. Pamięć o nich przekłada się nie tylko na liturgiczne modlitewne wspomnienia. Są również patronami polskich świątyń prawosławnych, prawosławnych bractw, fundacji i innych organizacji Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Są obecni jako „swoi” w kalendarzu liturgicznym i życiu lokalnej Cerkwi.

Złożona historia prawosławia na tych ziemiach pozwala jednoczyć się we wzajemnym przeżywaniu dobrych i złych chwil. Polskie i ukraińskie prawosławie jednoczy się w dniu 28 lipca, kiedy radośnie wspomina wydarzenie chrztu Rusi Kijowskiej. Wspólnie wspomina i refleksyjnie dyskutuje nad tragedią unii brzeskiej, o polityce wynarodowiania i walki z mniejszościami religijnymi, prowadzonymi przez władze świeckie na przestrzeni wieków. Po obu stronach granicy wspominane są ofiary przymusowych przesiedleń i zbrodni popełnianych w ramach tzw. Akcji Wisła z 1947 roku i innych działań zbrojnych. Z pietyzmem wspomina się hierarchów, mnichów i działaczy cerkiewnych, którzy niezależnie od zmian granic i uwarunkowań służyli swoim wiernym.

Upowszechnia się pamięć o działalności obrońcy prawosławia świętego Atanazego Brzeskiego, który występował w obronie „wiary greckiej” przed politycznymi ograniczeniami. Odkrywane są niezwykłe osiągnięcia duszpasterskiej posługi metropolity Dionizego Waledyńskiego, organizatora życia Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, wybitnego hierarchy i naukowca. Wspomina się działalność i owoce duszpasterskiej i naukowej pracy profesora Studium Teologii Prawosławnej Uniwersytetu Warszawskiego Iwana Ohijenki, od 1940 roku metropolity chełmsko-podlaskiego Hilariona, wybitnego teologa, filologa ukraińskiego, działacza oświatowego i politycznego, tłumacza, poety i późniejszego emigracyjnego metropolity Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego w Kanadzie.

W Polsce i na Ukrainie wspomina się historyczne lokalne dziedzictwo, które ucierpiało znacznie podczas unifikacyjnej carskiej polityki Piotra I i Katarzyny II i całej epoki synodalnej. Wspomina się również zburzone cerkwie Chełmszczyzny i Lubelszczyzny i polską politykę wynarodowiania okresu międzywojennego.

Gdy rozum śpi…

Wielowiekowa bliskość i współprzenikanie tradycji, kultury i historii sprawia, że wzajemna relacja uodparnia się na liczne współczesne pomysły przepisania historii na nowo i usadowienia polskiej i ukraińskiej społeczności prawosławnej na nie swoich miejscach. Szczególnie, w świetle wydarzeń ostatnich dni, pojawiają się pojedyncze głosy, z którymi choćby marginalnie należałoby się zmierzyć.
Aby zwieńczenie niniejszego tekstu było zwięzłe i jednoznaczne spróbuję przedstawić kilka nieobojętnych współczesnych tez, które z perspektywy relacji prawosławnej Cerkwi w Polsce i na Ukrainie wydają się szkodliwe lub nieuczciwe.

Pierwszy problem rodzi się z powodu wojny, w której zarówno agresorem, jak i ofiarą są kraje prawosławne. W takiej sytuacji, niezależnie od więzi z jedną czy drugą Cerkwią lokalną, moralna ocena jest jednoznaczna. Cerkiew w Polsce potępia militarną agresję i tych, którzy wywołują działania wojenne. Odczuwane jest jednak napięcie wokół tego, w jakiej formie i do jakiego stopnia Cerkiew w Polsce odpowie na aktualne wydarzenia. Apetyt oczekujących rośnie, przy czym, w niektórych sytuacjach, zauważa się wręcz konieczność wpisania odpowiedzi Cerkwi w ogólnie rozwiniętą retorykę. Odpowiedzią wspólnoty wiary jest moralne potępienie i prośba skierowana do Boga i ludzi. Reakcją jest również aktywna pomoc potrzebującym Ukraińcom, realizowana we wszystkich diecezjach, parafiach i instytucjach Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Moralna ocena jest jednoznaczna i opiera się na nauczaniu Jezusa Chrystusa. Prośba do Boga i ludzi jest spójna. Prosi i wzywa o pokój. „Gdy rozum śpi”, można jednak domagać się więcej. Pojawiają się oczekiwania, by moralny sąd zamienić bezwarunkowym wyrokiem, osądzić i ukarać. Rodzą się tendencje, by modlitwa nie tylko prosiła o pokój, lecz by również stanowiła tubę piętnującą i wzywającą do potępienia (przez Boga i przez ludzi). Wydaje się, że wspólnota chrześcijańska musi pozostać przed granicą oddzielającą wspólnotę wiary od współczesnych instytucji politycznych i wszelkich działań przedkładających partykularne interesy. Cerkiew w Polsce potępia moskiewską agresję, wywołaną wojnę i wszelkie działania wojenne prowadzone na terenie niepodległej Ukrainy.

Drugi problem kryje się we współczesnych uproszczeniach i malowaniu czarno-białego świata, w którym są tylko „ci dobrzy” i „ci źli”. Polaryzacja współczesnych konfliktów społecznych coraz mniej różni się od historycznych konfliktów zbrojnych. „Gdy rozum śpi”, wtedy rodzą się demony. Pojawiają się coraz odważniejsze głosy wzburzonych obserwatorów, którzy regularnie przesuwają granicę dopuszczalnych postaw i zachowań. W tej feerii różnych pomysłów coraz częściej przebija się nie tylko dążenie do sprawiedliwości, lecz pojawiają się również postawy inkwizycyjne. Zauważalne jest już nawet oczekiwanie, by modlitwa nie tylko wspierała ofiary, lecz również piętnowała i skazywała (sic!) oprawców na kary postulowane w słowach skierowanych do Boga. W stosunku do polskiej prawosławnej społeczności sporadycznie pojawiają się już niesprawiedliwe i zmanipulowane oceny, wiążące ją z rosyjskim agresorem. Oskarżenia padają z ust „przejętych i zszokowanych” co jednak nie umniejsza ich ciężaru. Ignorując mniej lub bardziej otwarte zarzuty sprawiamy, że nowa retoryka zacznie się rozwijać. Retoryka przekłamująca wielowiekową historię Cerkwi prawosławnej w Polsce i jej aktualne relacje z Ukrainą.

Podobnie rzecz się ma w kwestii struktur prawosławnych na terenie Ukrainy. Do obecnego dnia kraj ten zmaga się z rozłamem eklezjalnym i nieunormowaną sytuacją kanoniczną. Mówiąc o Cerkwi prawosławnej na Ukrainie, mówi się zarówno o Prawosławnej Cerkwi Ukrainy (PCU), która uzyskała autokefalię z rąk patriarchy konstantynopolitańskiego Bartolomeusza, o Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej (UPC) metropolity Onufrego, znajdującej się w jurysdykcji patriarchy moskiewskiego Cyryla i wciąż o Kijowskim Patriarchacie (PK) metropolity Filareta. Kanoniczny konflikt przywoływany jest często i wykorzystywany w celu polaryzacji opinii publicznej. Odmowa uznania autokefalii przyznanej PCU wyrażana zarówno przez Cerkiew w Polsce, jak i część innych cerkwi autokefalicznych, wykorzystywana jest jako argument o promoskiewskim nastawieniu. Wszelkie formalne argumenty przytaczane przez poszczególne cerkwie lokalne są odrzucane. Podtrzymywana jest wyłącznie ocena charakteryzująca decyzje Cerkwi lokalnych jako przyjęcie postawy zgodnej z wolą Kremla. Działania takie są nieuczciwe i szkodliwe dla polskiej społeczności prawosławnej. Nie pomagają również w uzdrowieniu eklezjalnej sytuacji na Ukrainie.

Wydarzenia ostatnich dni ukazują żywą i głęboką refleksję ukraińskich hierarchów prawosławnych, która z Bożą pomocą i dużą dozą nadziei, pozwoli po zakończeniu konfliktu na uporządkowanie wciąż nierozwiązanych problemów jurysdykcyjnych. Z perspektywy polskiego prawosławia, patrząc na siostrzaną Cerkiew ukraińską, głęboko i szczerze się o to modlimy.

***

Polskiej Cerkwi prawosławnej Ukraina i jej naród nie są obojętni, albowiem stanowią historyczną tkankę Cerkwi oraz bliską sercu i duchowości braterską wspólnotę. Przeżywamy ukraińskie cierpienia, solidaryzujemy się z ukraińskim narodem i wspieramy ich duchowo i materialnie. Historyczna więź doprowadziła dwie wspólnoty do samodzielnego funkcjonowania, które jednak ogranicza się do administracyjnej niezależności, nie wpływając na więzi duchowe i społeczne. Głównym zadaniem na dzisiaj jest zachowanie jedności, braterstwa i pomoc. Wszystko inne jest nieważne, albowiem rodzi się tam, „gdzie rozum śpi”.

 Fotografia: autor