Zachować sumienność w pracy i pamięć o Bogu

tłum. Justyna Pikutin, 10 marca 2022

Czytanie Kanonu Pokutnego św. Andrzeja z Krety dobiega końca, ale nasz Wielki Post trwa nadal i jest jeszcze wiele do zrobienia. Pierwsze dni 40-dniowego postu dobrze nam pokazały, że mamy możliwości oraz wszystko, czego potrzebujemy, aby się zmienić. Jeśli jednak na początku Cerkiew ze swym nabożeństwem i Regułą zobowiązywała nas do zebrania sił i podjęcia wysiłku, to później jej wpływ nieco osłabnie i będziemy musieli "kroczyć" własnymi nogami.

Nie martwcie się, Cerkiew nigdzie się nie wybiera, a łaska nie wyschła. Problem tkwi raczej w nas, ponieważ to my ryzykujemy, że najpóźniej do piątego tygodnia Wielkiego Postu nasze życie duchowe powróci do stanu sprzed rozpoczęcia drogi pokutnej. W czym będzie się to przejawiać? - możecie zapytać. Chociażby w tym, że teraz nasze życie duchowe może się znowu sprowadzić do chodzenia do świątyni wyłącznie w sobotę wieczorem i w niedzielę rano, kiedy, jak wiemy, nie będzie już dawnego pokutnego nastroju - w końcu niedziela to mała Pascha. Nie ma wątpliwości, że w cerkwiach nadal będą odprawiane nabożeństwa wielkopostne, ale niestety wielu wiernych będzie miało trudności z uczestniczeniem w nich ze względu na codzienne obowiązki. Jeśli ockniemy się na tzw. "Maryino stojanije" w środę piątego tygodnia Wielkiego Postu, gdy czytany jest cały tekst Kanonu Pokutnego św. Andrzeja z Krety, będzie już za późno, ponieważ do rozpoczęcia Wielkiego Tygodnia, w którym również będziemy musieli przenieść akcent z naszej własnej pokuty na cierpienie Chrystusa, pozostanie już tylko dziesięć dni. Podsumowując, nie wolno nam się odprężać. Nawet jeśli ostrość uczuć nieco osłabnie, pozostanie nam pamięć - pamięć o pierwszych dniach Wielkiego Postu, spędzonych w cerkwi; pamięć o tym, co usłyszeliśmy i przeżyliśmy w kanonie św. Andrzeja; pamięć i niewidzialne działanie łaski Bożej w naszych sercach.

"Roztrwoniłem bogactwo me w grzechu, obce są mi święte uczynki dobra, czując jednak głód wołam do Ciebie: Źródło miłosierdzia, Zbawco, zbaw mnie!" - słyszymy w pierwszej pieśni czwartej części Kanonu. O jakim głodzie mowa? Naturalnie, o głodzie kontaktu z Bogiem. Grzech zawsze oddala człowieka od Boga. Z każdą nową słabością, z każdym nowym występkiem pojawiają się nowe "pęknięcia", na skutek których po prostu tracimy zdolność dostrzegania działania łaski Bożej. Nie ma innego pokarmu dla duszy, dlatego głodna musi nas mobilizować, aby zaspokoić powstałą potrzebę. Nawet dzisiaj, kiedy nasze życie nie zależy już praktycznie od urodzaju, nadal trzeba pracować, aby mieć co jeść. W istocie duchowej jest dokładnie tak samo. Jeśli jednak rezultaty pracy naszych rąk są stale widoczne, to gdzie są rezultaty naszej pracy duchowej? Nie zapominajmy, że pokuta, tłumaczona z języka greckiego, oznacza zmianę myślenia, czyli zmianę jakościową w człowieku: "Wiedząc o tym, że nasz stary człowiek został ukrzyżowany razem z Nim, aby ciało grzechu zostało zniszczone, żebyśmy już więcej nie służyli grzechowi" (Rz 6, 6). Łatwo z tego wnioskować, że jeśli nasze życie nie uległo przemianie, to znaczy, że nie nastąpiła jeszcze prawdziwa pokuta. "Pokuta - to duchowe zmartwychwstanie - pisze św. Tichon z Zadonska - gdyż dopóki człowiek trwa w grzechach, to choć żyje ciałem, jest martwy duchem, bo nie ma w swej duszy Boga, Który jest życiem i źródłem życia". Jeśli chcesz, niech te słowa będą kolejną wskazówką na to, że przez popełnianie grzechów czujemy się opuszczeni przez Boga. Pozostaje nam tylko przerażenie takim stanem, tęsknota za utraconą błogością i wezwanie słowami kanonu: "Siloamem niech będą dla mnie łzy moje, Władco Panie, abym i ja obmył źrenice serca, i zobaczył Ciebie w duchu, Przedwieczna Światłości”.

Motyw głodu lub pragnienia pojawia się także w piątej pieśni: "Jeśli jesteś głęboką studnią, Władco, to wytocz dla mnie wodę z przeczystych Twoich żył, abym jak Samarytanka napił się i nigdy już nie pragnął, albowiem Ty wytaczasz strumienie życia". Widzicie, jak św. Andrzej prosi o zaspokojenie swojego pragnienia na zawsze, co jest możliwe tylko dzięki prawdziwej pokucie. Okazuje się, że choć pragnienie kontaktu z Bogiem jest znakiem uzdrowienia duszy, to sam fakt pragnienia świadczy o tym, że choroba jeszcze nie ustąpiła, bo gdyby nie było grzechu, nie byłoby odcięcia od Boga. Wydaje mi się, że w walce i wzroście duchowym zawsze muszą występować na przemian - że tak powiem - pewne fazy głodu i zaspokajania. Popracowaliśmy trochę więcej, niż jesteśmy przyzwyczajeni, zostawiliśmy w naszej duszy trochę więcej miejsca dla Boga, a On natychmiast odpowie nam tym samym i ześle łaskę Ducha Świętego, który jest "duchem mądrości i rozumu, duchem rady i mocy, duchem poznania i bojaźni Pana." (Iz 11, 2), który wzmocni nasze siły i poprowadzi nas do dalszej walki.

"I poznacie prawdę, i prawda wyzwoli was" (J 8, 32) - mówi Chrystus. Wolność, podobnie jak zdolność do tworzenia, umysł i nieśmiertelność, jest nieodłącznym obrazem Boga w każdym człowieku. Im bardziej ten obraz ujawnia się w podobieństwie, tym bardziej się urzeczywistnia, a sam człowiek staje się podobny do Boga. Zasada ta ma jednak także odwrotny skutek. Wyobraźmy sobie, że popełniając grzech, będąc zniewolonym przez namiętności, stopniowo tracimy wolność, nasza kreatywność maleje, umysł staje się zamglony, a nieśmiertelność staje się nie nagrodą, lecz karą. "Pogrzebałem obraz Twój i naruszyłem przykazania Twoje, - słyszymy w siódmej pieśń kanonu - całe piękno jest we mnie omroczone i lampa zgasła od żądz, ale ulitowawszy się, Zbawco, daj mi, jak śpiewa Dawid, radość". Jeśli wzrost duchowy jest wzrostem w podobieństwie do Boga, to popełnienie grzechu jest zejściem w antypodobieństwo.

"Nawróć się, pokutuj, ujawnij to, co ukryte, powiedz wszechwiedzącemu Bogu: Ty jedyny, Zbawco, znasz moje tajemnice, ale zmiłuj się nade mną, jak śpiewa Dawid, w miłosierdziu Twoim." - nie można pokutować z przymusu - jest to zawsze akt osobistej wolności człowieka. Bez wolności nie byłoby przestępstw, ale bez wolności nie byłoby też cnót. Wracając do tematu pragnienia łączności z Bogiem i ciągłego zmuszania się do zaspokajania tego pragnienia, warto też powiedzieć, że zawsze możemy zrobić więcej, niż nam się wydaje, że zawsze będziemy mieli więcej sił, niż się spodziewamy. Oczywiście, nasze możliwości są ograniczone, ale przecież mamy w sobie obraz Boży, który ujawnia możliwości znacznie przekraczające nawet nasze wyobrażenia o nich. Dlatego musimy pracować z zapałem i gorliwością, a kiedy zacznie brakować nam sił i dopadnie nas zmęczenie, pamiętajmy, że "co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga" (Łk 18, 27).

Pamiętajmy, że wszystko, co robimy (lub czego nie robimy) teraz, będzie miało wpływ na nasze przyszłe życie. Wielki Post jest kolejną okazją do zdobycia zaliczki na poczet Królestwa Bożego. Właśnie teraz "wykuwamy" naszą wieczność i razem ze św. Andrzejem wołamy: "Sędzio mój, znający mnie, gdy znowu przyjdziesz ze swymi aniołami, aby sądzić cały świat, wtedy spojrzawszy na mnie miłosiernym okiem Twoim, Jezu, oszczędź i ulituj się nade mną, gdyż zgrzeszyłem bardziej niż cała ludzka natura".

prot. Władimir Dołgich

za: pravlife.org

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/