Transgresja natury

tłum. Justyna Pikutin, 08 marca 2022

Kanon św. Andrzeja z Krety jest pełen obrazów i wydarzeń z historii Pisma Świętego. Nie są to tylko abstrakcyjne alegorie, każda z nich była przeżywana przez świętego jako jego własna, każde działanie Boga w nich było postrzegane jako mające bezpośredni wpływ na osiągnięcie zbawienia. W tym właśnie tkwi niezwykłe bogactwo Wielkiego Kanonu Pokutnego.

Nie będę się starał opisywać wszystkich wymienionych imion, które nietrudno znaleźć w Internecie, ale po prostu postaram się podzielić refleksjami, które przychodzą mi do głowy, gdy wodzę wzrokiem po tekście. Ostatnio mówiłem o pogodnym smutku drogi pokutnej, teraz chciałbym pogłębić temat pokuty. Kanon jest przecież "kamertonem", nadającym tonację całemu Wielkiemu Postowi, a więc tak jak rozpoczniemy Wielki Post, tak też "popłyniemy" dalej.

Prawie cała pierwsza pieśń drugiej części odnosi się do zbrodni Kaina. Jest to naturalne, że to z nim, a nie z Ablem, porównuje się św. Andrzej, podobnie jak i my powinniśmy myśleć o sobie. Jeśli wydaje nam się, że przyczyna grzechu leży w Adamie i Ewie, że zbieramy gorzkie owoce ich występku, a my sami jesteśmy tylko ofiarami, to niech obraz Kaina nas otrzeźwi. Nikt go nie zmuszał do zabicia brata, to był jego wolny wybór, zwłaszcza że człowiek nigdy wcześniej nie popełnił morderstwa. Tak, morderstwo było konsekwencją grzesznej deprawacji, ale Abel odziedziczył tę samą skłonność, a mimo to jej nie wykorzystał. Dlatego nie jesteśmy lepsi, ale pod wieloma względami nawet gorsi od Kaina: "Przekroczyłem zabójstwo Kaina ze świadomą samowolą poprzez ożywienie grzesznego ciała, i stałem się zabójcą duszy, walcząc z nią mymi złymi czynami." - śpiewa św. Andrzej. Wiemy, że samobójstwo jest najcięższym grzechem, który niemal " ekspresem" ciągnie duszę na zatracenie, ale czyż nie jesteśmy podobni do tych, którzy popełniają samobójstwo, gdy świadomie kontynuujemy "zabijanie" siebie, ale nie w życiu doczesnym, lecz w wieczności?

"Sprawiedliwości Abla nie naśladowałem, Jezu, nigdy nie przyniosłem Tobie przyjemnych darów, ani też czynów miłych Tobie, ani czystej ofiary, ani nieskalanego życia." - słyszymy dalej w kanonie. Historia składania ofiary Bogu przez braci jest nam dobrze znana. Oczywiście kanon nie mówi o zewnętrznych działaniach, ale o wewnętrznym stanie każdego z nich. Mamy przed sobą cichego, pobożnego Abla i bezczelnego, samolubnego Kaina. Pierwszy składa w ofierze najlepsze zwierzęta ze swojej trzody, drugi - owoce uprawy, a w Księdze Rodzaju nie ma nic o tym, że one również są najlepsze. Najwyraźniej Kain wybrał to, czego nie było mu żal - byle jaki dar dla Boga, by się wykręcić. "Przez wiarę Abel złożył Bogu ofiarę lepszą niż Kain, dzięki czemu otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy, bo Bóg zaświadczył o jego darach" (Hbr 11, 4) - pisze apostoł Paweł, wskazując na wiarę młodszego brata, wiarę w Odkupiciela, praobrazem Krwi Którego była krew zwierząt.

Obraz Abla jest swego rodzaju obrazem Ideału, przy nim powinniśmy odczuć naszą własną deprawację. Wróćmy więc do Kaina, ponieważ, jak już wspomniałem, to właśnie z nim porównuje się św. Andrzej: nie mamy uczynków miłych Bogu, ani czystej ofiary, ani nieskazitelnego życia. Pomyśl tylko: jak to możliwe? Przez lata chodzimy do świątyni, modlimy się, spowiadamy i przyjmujemy Eucharystię, ale nie prowadzimy życia miłego Bogu. W czym tkwi problem? Wystarczy odwrócić się i przyjrzeć się nieco własnym postępowaniom, pragnieniom, a nawet codziennej rutynie. Dość często traktujemy Boga w taki sam sposób, jak Kain: na zasadzie resztek. Wszystkie nasze wysiłki duchowe, wszystkie nasze działania są jedynie krótkotrwałymi próbami oddania Bogu odrobiny naszych sił i naszego czasu. W rzeczywistości nawet modlić się zaczynamy wtedy, gdy wszystkie nasze ziemskie zajęcia są już zakończone, gdy jesteśmy zmęczeni, gdy nasze myśli są rozproszone, a oczy uparcie próbują się zamknąć. Rano sytuacja nie jest lepsza, w pośpiechu odmawiamy modlitwę i wracamy do pracy. W rezultacie rozproszony umysł, zmęczenie, senność, krótkotrwałe próby zrobienia czegoś dla duszy nie są najlepszą ofiarą dla Boga: "Zamiast życia bez umiłowania rzeczy wybrałem przywiązanie do rzeczy ziemskich i pożądanie dóbr, Zbawco, oto znajduję się pod ciężkim brzemieniem." - słyszymy w drugiej pieśni kanonu, a nieco dalej - "Troszcząc się gorliwie jedynie o zewnętrzne piękno, odrzuciłem wewnętrzną, na obraz Boży zbudowaną arkę".

Eucharystia - myślimy - to miejsce, w którym wkładamy choć odrobinę wysiłku. Warto jednak pamiętać, że Św. Dary mogą być również na potępienie. Jeśli nasza ofiara jest niegodziwa, to w takim przypadku prorok Izajasz kieruje do nas słowa wskazujące na konsekwencje wykorzystywania takiej ofiary przez ludzi nieprawych: " Ten, kto zabija wołu na ofiarę, to jakby zabił człowieka; kto przynosi na ofiarę barana, to jakby ściął psu głowę; kto przynosi ofiarę, to jakby ofiarował krew świni, kto pali kadzidło, to jakby błogosławił bożkowi." (Iz 66, 3). Jeśli teraz, na początku Wielkiego Postu, mimo wszystko zdołaliśmy przeorganizować nasze życie, znaleźć trochę więcej czasu dla Boga i dla naszych dusz, to co stoi na przeszkodzie, aby uczynić to również poza Wielkim Postem, aby wypełnić świętością inne dni? W czasie Wielkiego Postu zmieniamy się, ale ta zmiana nie powinna być chwilowa (tylko na siedem tygodni) ale powinna być zachowana przez resztę roku poza okresem wielkopostnym.

Na koniec chciałbym powrócić do słów kanonu: "Przekroczyłem zabójstwo Kaina ze świadomą samowolą poprzez ożywienie grzesznego ciała, i stałem się zabójcą duszy, walcząc z nią mymi złymi czynami." - i powiedzieć o nich w nieco innym kontekście. Widzimy tu wyraźne przeciwieństwo między duszą a ciałem. W tradycji ascetycznej świętych Ojców to właśnie ciało - lecz nie ciało jako część Bożego stworzenia - jest postrzegane jako źródło grzesznego życia. Nie jest to rozróżnienie ontologiczne, lecz ascetyczne. Przez ciało działa grzech, przez ciało działa diabeł. Możemy wyśmiewać ludzi wierzących, ale nie możemy zapominać, że to właśnie z naszej natury formują się prawie wszystkie wady. Jedzenie jest naturalne, ale wystarczy niewiele, a staje się ono łakomstwem; związek fizyczny mężczyzny i kobiety jest naturalny, ale dziś prawie wszędzie przejawia się w cudzołóstwie; odpoczynek - również jest naturalny, ale od niego już tylko krok do lenistwa i próżniactwa. I tak jest ze wszystkim, wystarczy chwila rozluźnienia, rozproszenia uwagi i koncentracji, a natychmiast stajemy się mordercami duszy przez grzeszne dążenia ciała. Diabeł sugeruje nam, że jeśli nie będziemy zaspokajać naszych naturalnych potrzeb, zginiemy, i w większości przypadków tak właśnie będzie. Ale my, chrześcijanie, biorąc na siebie trud postu, pracy i wstrzemięźliwości, w pewien sposób przekraczamy naturę ciała, za pośrednictwem której działa nieczysta siła. Tylko w ten sposób możliwa jest walka z grzechem, tylko w ten sposób możliwa jest szczera skrucha. "Chrystus był kuszony, diabeł kusił pokazując kamienie - słyszymy w dziewiątej pieśni - aby stały się chlebem, wywiódł Go też na górę, aby zobaczył w jednej chwili wszystkie królestwa świata. Ulęknij się, duszo, tego oszustwa, czuwaj i nieustannie módl się do Boga".

Nasz wróg nie śpi i nie potrzebuje odpoczynku, więc i nam nie wolno odpoczywać. Jesteśmy teraz na samym początku naszej drogi, ale mamy wszelkie środki, aby przejść przez nią z godnością i nie żałować, że czegoś nie dokończyliśmy.

prot. Władimir Dołgich

za: pravlife.org
 
fotografia: Alicja Ignaciuk /orthphoto.net/