Siła wybaczenia

tłum. Justyna Pikutin, 05 marca 2022

Na św. Liturgii podczas śpiewu Trójświętej pieśni (cs. Triswiatoje czyli Swiatyj Boże) duchowny czyta następującą modlitwę:
Boże Święty ... Ty nas, pokornych i niegodnych sług swoich, uczyniłeś godnymi stanąć w tej godzinie przed chwałą świętego Twojego ołtarza i oddawać Tobie należny pokłon i chwałę... wybacz nam wszelkie przewinienia dobrowolne i mimowolne, uświęć nasze dusze i ciała, i daj nam przez wszystkie dni życia naszego służyć Tobie w czystości...

Święta Liturgia – to ważne wydarzenie, ponieważ wszyscy wspólnie wznosimy ku Bogu pieśni, wychwalanie i służbę, przynosimy Trójświętą pieśń. Wszyscy razem stoimy przed obliczem Boga, otrzymujemy Boże błogosławieństwo i stajemy się jednym Ciałem - stanowimy ciało Chrystusa. Kiedy gromadzimy się na nabożeństwie, tworzymy Cerkiew Chrystusową, Ciało Chrystusa, zjednoczone z Głową tj. Chrystusem.

Jednak czy Bóg potrzebuje, byśmy przynosili Mu Trójświętą pieśń? Nie. Bóg nie potrzebuje, byśmy Mu śpiewali, ani też byśmy mówili Mu wielkie słowa, wychwalające, uwielbiające i wiele innych - to my potrzebujemy tak czynić, potrzebujemy wychwalania Boga, a Bogu od naszych słów nie przybywa ani chwały, ani niczego podobnego.

Kiedy stajemy przed Bogiem, powinniśmy mieć poczucie własnej grzeszności. Aby mieć więź z Bogiem, musimy mieć właściwą postawę wobec Niego - powinniśmy być pokorni, abyśmy z powodu egoizmu i arogancji nie byli zamknięci w swej duszy. Kiedy stajemy przed Bogiem w pokorze, otwieramy nasze serca na przyjęcie łaski Bożej i prosimy Boga, aby nas odwiedził, aby przyszedł do nas ze Swą łaską - nie dlatego, że na nią zasługujemy, ale dlatego, że jest dobry, kochający człowieka i miłosierny.

Jeśli będziemy odpowiednio przygotowani gdy przyjdzie, zdołamy dobrze wykorzystać to Boskie objawienie. W przeciwnym razie - gdy nie mamy właściwego nastawienia - nawet jeśli Bóg nas odwiedzi, to albo tego nie zrozumiemy, albo od razu stracimy tę łaskę i nic się nie zmieni. Jest to dla nas ważne, ponieważ Bóg nie przychodzi w dusze ludzi, którzy nie potrafią rozpoznać Jego obecności, którzy są pogrążeni w pysze i egoizmie, którzy nie szukają Jego łaski.

To objawienie się Boga, o które prosimy, nie jest jakimś wytworem naszej wyobraźni, nie jest czymś wyobrażonym w naszym umyśle ani czymś emocjonalnym. Choć oczywiście, kiedy Bóg wchodzi w naszą duszę, wszystkie nasze zmysły są poruszone, nasz umysł, serce, uczucia, wszystko jest aktywowane, ponieważ kiedy Bóg nawiedza człowieka, cały jego organizm uczestniczy w tej nietranscendentnej łasce Bożej.

Ta łaska jest również energią Boga, a nie czymś abstrakcyjnym; nie jest czymś, co mogę znać lub nie znać, co mogę czuć lub nie czuć. Czuję to i jest to energia. Jest to sprzęt, który podłącza się do kontaktu, naciska przycisk, a przekazywana energia elektryczna uruchamia go i zaczyna on działać, wykonując swą pracę. Tak samo osoba, która ma kontakt z łaską, dla niej ten kontakt jest prawdziwym wydarzeniem, które jest w 100% absolutne i rzeczywiste.

Oczywiście, kiedy łaska przepełnia naszą duszę, to wszystkie nasze uczucia poruszają się, a emocjonalny i duchowy świat oraz ciało uczestniczą w tej łasce, uczestniczymy w niej całym swym jestestwem. W łasce uczestniczy całość, a nie tylko jakaś część.

Dlatego prosimy Boga, aby w nas zamieszkał. A kiedy On jest już w nas, dusza w pierwszej kolejności szuka przebaczenia u Boga, ponieważ natychmiast dostrzega i uświadamia sobie, że jest daleko od Boga, że Bóg jest święty, doskonały, czysty, a my jesteśmy daleko od Niego.

On może wprowadzić Swą łaskę w nasze dusze, ale my ze swej strony rozumiemy, że przyjmujemy Jego łaskę, ponieważ jest dobry i chce nam ją dać - nie dlatego, że na nią zasługujemy, nie dlatego, że coś sobą reprezentujemy, nie dlatego, że jesteśmy szlachetni, a właśnie dlatego, że jest On dobry, sprawiedliwy i miłosierny. Dzięki Swej łasce gości w nas, a my widzimy, jak daleko od Niego jesteśmy. To uczucie nie przygniata i nie miażdży nas w złym znaczeniu, ale przygniata i miażdży nasz egoizm, tego bożka, którego uczyniliśmy z siebie.

Bóg nie dusi nas w naszych duszach. On nas nie poddusza - dlaczego nie? Ponieważ kiedy Bóg działa, działa zbawczo dla człowieka, nie zabija go, lecz zbawia, dopełnia i wyzwala.
Gdy tylko Bóg wchodzi w naszą duszę, zaczynamy dostrzegać tę przepaść między Nim a nami, w naszej duszy rodzi się ból z powodu tego oddalenia, wtedy zaczynamy szukać Jego przebaczenia i modlić się, aby nam wybaczył. Dlatego w modlitwie mówimy: odpuść nam wszystkie winy, zarówno dobrowolne, jak i mimowolne.

Prosimy Boga, aby nam przebaczył. Słowo "przebaczyć" w języku greckim (συγχωρήσω) oznacza "postawić kogoś obok siebie, scalić". Kiedy mówimy Bogu, aby nam przebaczył, nie mamy na myśli tego, co w języku nowogreckim oznacza to słowo: "wybacz mi". To nie tak, że ktoś ma z nami problem: zrobiliśmy mu coś, a on jest oburzony, zły i nie chce nas widzieć, bo go skrzywdziliśmy, więc mówimy mu:
- Wybacz, że cię skrzywdziłem!
I on stara się nam wybaczyć, tzn. wymazać nasz grzech. Słowo "przebaczyć " ma głębsze znaczenie: nie tylko wymazuję twój grzech. Prośba o przebaczenie nie oznacza więc, że mówimy Bogu:
- Wykreśl nasze grzechy!
Bóg nie trzyma przed sobą kartki papieru, na której zapisuje nasze grzechy. I odpowiada:
- Nie, nie wybaczę!
- No wybacz mi!
- Nie, nie wybaczam ci!
- Ale wybacz mi!
- Nie wybaczam ci!
- Wybacz!
- Nie wybaczam ci! Możesz nawet tysiąc razy powiedzieć "wybacz", a ja zobaczę, czy ci wybaczyć!

To wszystko jest ludzkie, dziecinne, takie, jak kiedyś, gdy chodziliśmy do szkoły. Kiedy mówisz do Boga: "Przebacz mi!" nie oznacza to, że Bóg ma do ciebie pretensje lub pamięta jakieś fakty, które przemawiają przeciw tobie. Nie. "Przebacz mi" oznacza w tym przypadku: "Proszę Cię bardzo, mój Boże, abyś uzdrowił mą zranioną, oszpeconą i okaleczoną istotę. Uzdrów mnie Swą obecnością i przyjmij mnie z powrotem w Swe Ojcowskie objęcia. Przebacz mi Twą miłością, której nie rozumiem, gdyż jestem chory, ślepy, słaby, zniekształcony i nie rozumiem, że Ty mnie kochasz. Kochasz mnie, troszczysz się o mnie, dajesz mi wszystko, a ja, niestety, tego nie dostrzegam.”

Przebaczenie jest dążeniem, w którym prosimy Boga, aby nas uzdrowił, bo w końcu to my mamy problem, a nie Bóg. A kiedy mówimy do Boga: "Wybacz mi! - w sensie, w jakim zwykle rozumie się to dzisiaj ("przepraszam"), to tak, jakby Bóg miał problem i był zły, a my mówimy:
- Co powinniśmy teraz zrobić? Jest wściekły. Musimy coś zrobić, aby Mu przeszło!

W sytuacji z innym człowiekiem zaczynasz go uspokajać i zastanawiasz się: "Co jeszcze mogę zrobić, żeby mu przeszło? Kupić mu - nie wiem - pyszne lody i sprawić mu przyjemność? Albo dać bukiet kwiatów, wypowiadając ciepłe słowa: "Jaki jesteś wspaniały!" itp., a może wystarczy mu coś obiecać? Jest zły, więc trzeba coś zrobić, aby mu przeszło.

Najczęściej uczucie, jakie żywimy wobec Boga, jest właśnie takie: "Popełniłem kilka grzechów, ale nie gniewaj się na mnie z powodu tego, co zrobiłem" - chcemy coś zrobić, żeby Go uspokoić, żeby Mu przeszło, żeby Go przekonać, by nam wybaczył!

Rzecz w tym, że to nie Bóg potrzebuje uzdrowienia, tylko ja. Bóg nie ma do mnie pretensji za głupstwa, które popełniłem, nie marszczy czoła, nie gniewa się - ale to moje wady, namiętności, choroby dosłownie zabijają mą duszę. Mówię więc do Boga: "Przebacz mi, Lekarzu, oczyść mnie z tego jadu, aby oczyściły się me oczy, moje serce, abym odrodził się, odżył, bo umieram i ginę".

Prosimy Boga, aby nam przebaczył, ponieważ mamy poczucie Jego świętości i czujemy, że może nam przebaczyć każde przewinienie.

Tragedią jest, gdy nie widzimy własnych grzechów, gdy nie czujemy, że nasze ego jest zniewolone i pokryte namiętnościami. Są wśród nas ludzie, którzy, jeśli się ich zapyta: "Czy masz jakiś grzech?"- odpowiadają: "Nie, nie mam żadnych". Często to słyszymy. Nie czuję, że zrobiłem coś złego, nic nie czuję. Jest to stan podobny do głębokiego snu, jakbyś spał pod wpływem środków nasennych i nie ma możliwości, abyś się obudził, abyś zobaczył choćby kilka swoich grzechów, abyś zdał sobie sprawę z tego, co robisz.

Oczywiście, faktem jest, że nie jest łatwo dojść do tego skruszonego uczucia. A wiesz, kiedy naprawdę okazujemy skruchę? Kiedy widzimy Boga. Wcześniej nasza skrucha jest ludzka, ma ludzkie cechy, nie jest zdrowa, choć i tak nam pomaga.

Jak mogę wyrazić skruchę, jeśli nie znam Boga i nigdy nie widziałem Jego świętości? W porządku, mogę jeszcze zrozumieć, że popełniłem grzechy wobec bliźnich. Dlatego z reguły, gdy ludzie przychodzą do spowiedzi i wymieniają swoje grzechy, mówią: "nienawidzę bliźniego, obwiniam, plotkuję, mówię nieprawdę", bardzo rzadko zdarza się, że ktoś powie: "nie kocham Boga" lub "zaszkodziłem mej więzi z Bogiem - moim Ojcem". Ponieważ dla niego Bóg jest czymś niepoznawalnym, widzi tylko brata, bliźniego i innych. Natomiast człowiek wierzący, gdy przychodzi do spowiedzi, pierwszą rzeczą, jaką powie, będzie: "Obraziłem Boga, naderwałem moją więź z Nim i zraniłem mą duszę. Zabiłem swoją duszę, jestem mordercą własnej duszy - może nie zabiłem człowieka, ale zabiłem swoją duszę. Swoimi grzechami, złym przykładem i bezczynnością zabiłem też dusze innych ludzi!" - powie tak, jakby rzeczywiście miał miejsce bardzo realny i potężny upadek.

Aby jednak to wszystko mogło się dokonać w naszych duszach, musimy dostrzec świętość Boga, a jeśli nie widzimy Go dzięki łasce Ducha Świętego, dokonujmy przynajmniej małych duchowych postępów w naszych duszach. Zastanówmy się nad tym, gdy będziemy mieli trochę czasu. Możemy to robić nawet wtedy, gdy przychodzimy do cerkwi. Niektórzy ludzie często narzekają:
- Jak długo trwa ta Liturgia! Chciałabym, żeby to się szybciej skończyło!
Ale to właśnie Liturgia daje ci czas na to, w parafiach jest to godzina lub dwie, ale w monasterach tych godzin jest znacznie więcej, a jeśli weźmiesz pod uwagę nasze okoliczności życiowe, to może jest to jedyny czas, jaki masz na to, aby pomyśleć o sobie i o swojej duszy.
Nawet jeśli nie wiesz, jak się modlić, nawet jeśli nie rozumiesz, co mówi kapłan i chór, zanurz się w sobie, w swojej duszy i spójrz w swoją przeszłość, zbadaj swą duszę, aby zobaczyć, co się z tobą dzieje: "Dokąd zmierzam? W jakim jestem stanie? Co się dzieje we mnie?". To rzadka okazja, przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę realia współczesnego świata.

Gdzie indziej znajdziesz na to czas? W ciągu dnia myślisz: "Dobrze, pomodlę się wieczorem". Ale kiedy wieczorem wyrwiesz się na 5-10 minut, dzieci zaczynają trzaskać drzwiami bez końca, a żona czeka, aż usiądziesz i porozmawiasz, myślisz sobie:
- W porządku, przez pięć czy dziesięć minut będę czytał Powieczerze, odmówię kilka modlitw i to wszystko. Nie mam czasu, aby zagłębiać się w swoją duszę.
Natomiast Święta Liturgia, nabożeństwa, sama atmosfera Cerkwi pomaga wejść do swego serca i tam dokonać retrospekcji, spojrzeć na swą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, pomyśleć o Sądzie Bożym, o tym wszystkim, co widzisz przed sobą, odetchnąć i powiedzieć: "Boże, przebacz mi, zmiłuj się nade mną! Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!". Może nawet będziesz miał czas, by zapłakać.
Nie należy więc opuszczać nabożeństw: to jedyna przestrzeń i czas, które są nam dane, aby zrobić coś dla siebie. Nie mamy innego czasu i przestrzeni, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich żyjemy. Mielibyśmy ten czas, gdybyśmy mieszkali na pustyni, ale żyjąc świeckim życiem go nie mamy.

metropolita Limassol Atanazy

za: pravoslavie.ru

fotografia: Alicja Ignaciuk /orthphoto.net/