Czy jesteśmy inni niż pozostali?

tłum. Gabriel Szymczak, 25 stycznia 2022

Czy naśladowcy Jezusa Chrystusa zachowują się inaczej niż ludzie, którzy twierdzą, że nie wierzą? Pomyśl o tym. Kiedy idący za Jezusem rozmawiają o polityce, czy czynią to w bardziej wyrozumiały sposób? Kiedy prawosławni chrześcijanie dyskutują z kimś, kto nie zgadza się z nimi w kwestii masek i szczepionek, czy reagują inaczej? Lub kiedy ktoś atakuje ludzi wiary, krytykuje ich, wyśmiewa ich punkt widzenia czy mocno ich obraża? A może zachowują się tak, jak wszyscy inni?

To, o co naprawdę chcę zapytać, to czy Ty i ja postępujemy inaczej niż nasi przyjaciele, którzy nie podążają za Jezusem Chrystusem i nie nazywają siebie prawosławnymi chrześcijanami? Czy mogą oni dostrzec różnicę w sposobie, w jaki Ty i ja mówimy, działamy, reagujemy wobec ludzi, z którymi się nie zgadzamy?

To poważne pytanie, nad którym musimy dziś się zastanowić. Czy działamy inaczej niż ci, którzy nie wierzą, czy też nie ma między nami różnicy? A jeśli nie ma różnicy, to dlaczego? Gdyby ktoś postronny obserwował nas przez cały dzień, co by zobaczył?

Przeczytałem ostatnio artykuł Davida Brooksa w NY Times, zatytułowany „Ameryka się rozpada” (America is Falling Apart at the Seams). Zauważa on, jak narastają wszelkiego rodzaju złe zachowania. Wzrosła lekkomyślna jazda i liczba wypadków. Liczba sprzeczek w samolotach eksplodowała. Pielęgniarki mówią, że pacjenci stają się coraz bardziej agresywni. Nauczyciele stają w obliczu rosnącej fali destrukcyjnych zachowań. Liczba raportów o przestępstwach z nienawiści wzrosła do poziomu najwyższego od 12 lat. W miastach wzrasta wskaźnik morderstw. Choroby psychiczne, depresja i samobójstwa są na poziomie epidemii. Kryzys narkomanii i uzależnień pogłębia się, i praktycznie wszyscy znamy osoby, które przedawkowały.

Brooks zauważa, że „wrogość Amerykanów do siebie wydaje się rosnąć, podczas gdy troska o siebie nawzajem wydaje się maleć”. Jednym z przykładów jest to, jak spadły darowizny na cele charytatywne - z 66% amerykańskich rodzin, przekazujących datki na cele charytatywne w 2000 r., do mniej niż 50% przekazujących dowolne rodzaje darowizn na cele charytatywne obecnie. Połowa Amerykanów nie udziela wsparcia organizacjom charytatywnym!

Te negatywne postawy mogą być symptomem straszliwego rozłączenia, jakie ludzie czują wobec siebie nawzajem. Ludzie są bardziej samotni niż kiedykolwiek, czują się odizolowani, czują, że nie należą do żadnej znaczącej lub życiodajnej społeczności i mają niewiele zdrowych relacji. Nie czują się odpowiedzialni za siebie nawzajem i nie ma w nich potrzeby okazywania życzliwości lub wsparcia bliźniemu. Nie dostrzegają swojej odpowiedzialności za budowanie i niesienie światła w ciemnościach.

Brooks nie oferuje żadnych rozwiązań, ale po prostu stwierdza, że czujemy, iż żyjemy „w społeczeństwie, które rozpada się zarówno oddolnie, jak i odgórnie”. Sugeruje, że jest to duchowy i moralny problem w rdzeniu naszego społeczeństwa, a nawet zauważa, że żyjemy teraz w kraju, w którym większość naszej populacji nie należy już do żadnego Kościoła.

Wróćmy więc do mojego początkowego pytania. Czy wyznawcy Jezusa Chrystusa, czy my, prawosławni chrześcijanie, postępujemy inaczej niż ludzie, którzy nie wierzą, czy nasze zachowanie i wkład w społeczeństwo jest inny, czy też przyczyniamy się do jego rozpadu i zniszczenia?

Możemy przywołać wiele przyczyn tego, że ludzie reagują z pasją i złością, a nawet jadem i nienawiścią, ale wspomnę tylko o dwóch z najbardziej rozpowszechnionych w dzisiejszych czasach. Obecna pandemia zmęczyła już cały świat, wchodząc w swój trzeci rok, a ludzkie namiętności są wielkie, jeśli chodzi o maski, szczepionki, boostery, kwarantannę i dobro bliźniego. Czy pandemia sprawiła, że bardziej współczujemy bliźniemu, czy też doprowadziła nas do osądzania drugiego, gniewania się na niego, kłótni i potępiania go? Czy pomogła nam zrozumieć i wczuć się w drugą osobę, czy też oddzieliła nas od bliźniego i dawnego przyjaciela, a nawet członka rodziny, zbudowała w nas zadufanie w sobie i wściekłość wobec innych?

Polityka w połączeniu z propagandą serwisów informacyjnych stworzyła atmosferę, która wpaja strach, złość, a nawet nienawiść do drugiego człowieka. Nie jest on już członkiem naszej rodziny, przyjacielem czy sąsiadem, z którym mamy odmienne poglądy polityczne, ale kimś obcym, naszym wrogiem, którym musimy pogardzać i którego musimy pokonać.

Moglibyśmy rozważać wiele innych opcji, ale skupmy się na tym, czy w tej sytuacji wyznawcy Jezusa Chrystusa, czy my, prawosławni chrześcijanie, zachowujemy się inaczej niż ludzie, którzy nie wierzą?

Zastanów się, co publikujesz w mediach społecznościowych? Jak rozmawiasz z tymi, z którymi się nie zgadzasz? Pomyśl o swoich emocjach i uczuciach oraz o tym, jak je kontrolujesz lub nie kontrolujesz? Zastanów się, czy przyczyniasz się do rozpadu społeczeństwa?

Jezus powiedział swoim naśladowcom: „WY jesteście światłością świata… niech świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i wysławiali Ojca waszego, Który jest w niebiosach” (Mt 5, 14-16). Jesteśmy wezwani, by być solą ziemi, która nadaje smak otoczeniu. Jezus nazwał nas zaczynem, który zakwasza ciasto całego społeczeństwa. Jaki wnosimy w nie wkład?

Czy nasze codzienne słowa, posty i działania w mediach społecznościowych odbijają światło, czy też powodujemy ciemność? Czy nasze słowa budują i niosą łaskę słuchaczom, jak nakazał nam św. Paweł, czy też niszczą ludzi, tworzą mury i zamieniają innych we wrogów? Czy ludzie widzą w nas dobroć, zrozumienie i empatię, kiedy słuchamy tych, z którymi się nie zgadzamy, czy widzą, jak próbujemy zrozumieć ich obawy i lęki, nawet jeśli wydaje się nam, że są irracjonalne?

Czy nasze słowa, czyny i przykład wychwalają Boga i są kontrą kulturową wobec tego, co dzieje się w społeczeństwie, czy też dokładamy się do ciemności? Ponieważ świat wydaje się poddawać autodestrukcji, czy postępujemy inaczej niż inni, dając przykład miłości ofiarnej, bezgranicznego miłosierdzia, niesamowitej łaski - w czynach i słowach, które mogą zmienić panujące trendy?

Nie ma znaczenia, że większość Amerykanów nie należy już do wspólnot kościelnych i nie ma znaczenia, że autentyczni wyznawcy Jezusa Chrystusa stanowią tylko niewielką mniejszość naszego społeczeństwa. To nie ma znaczenia – jeśli jesteśmy mniejszością oświeconą i inspirowaną przez Świętego Ducha.

Jesteśmy prawdziwymi ambasadorami Chrystusa, gdy Go naśladujemy i podążamy za Jego naukami - kochamy naszego wroga, przebaczamy tym, którzy starają się nas skrzywdzić (i to wybaczamy im wiele razy), okazujemy miłosierdzie i współczucie ludziom wokół nas. Św. Paweł mówi, co powinniśmy robić: „Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają” (1 Kor 4, 12-13).

W liście do Kolosan (3, 5-10) czytamy: „Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach… odrzućcie gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych… boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga, według obrazu Tego, który go stworzył”.

Przeanalizujmy siebie poważnie i zastanówmy się nad tym, co widzą w nas inni, jak widzą oni nasze słowa i czyny oraz czy nasz przykład przyczynia się do niszczenia tkanki społecznej naszego kraju, czy też do budowania i uzdrowienia naszego społeczeństwa.

Czy w tych trudnych czasach naśladowcy Jezusa Chrystusa zachowują się inaczej niż ludzie, którzy twierdzą, że nie mają wiary? Co ludzie w nas widzą…?

o. Luke A. Veronis

za: Anchor

fotografia: parlagigaspar /orthphoto.net/