Chodząc w kółko

tłum. Gabriel Szymczak, 29 grudnia 2021

Cud uzdrowienia dziesięciu trędowatych jest powszechnie postrzegany jako pokaz znaczenia wdzięczności w naszym życiu. Jest jednak jeszcze jeden aspekt, który chciałbym dziś podkreślić. Istotnym elementem dla jego zrozumienia są słowa Chrystusa, skierowane do uzdrowionego Samarytanina, który powrócił, by wyrazić swoją wdzięczność za uzdrowienie: „A do niego powiedział: - Powstań i idź! Wiara twoja cię zbawiła.” (Łk 17, 19)

Pozostałych dziewięciu „niewdzięcznych” trędowatych nie słyszało tych samych słów, poza gorzkim napomnieniem od Chrystusa. Nie zostali nazwani „zbawionymi”, jak Samarytanin, ponieważ brakowało im kluczowej cnoty, którą ten przejawił: wiary.

Bez wiary‚ która jest rozpoznaniem i zaufaniem mocy Bożej‚ nie jesteśmy zdrowi‚ czegoś brakuje. Jeśli nie uznamy Chrystusa za jedyną siłę napędową w naszym życiu‚ mimo naszych szczerych wysiłków będziemy zagubieni, jakby bez kompasu i nie będziemy mogli iść naprzód; utkniemy‚ biegając w kółko, podążając donikąd.

Czytałem w pewnej pracy naukowej, że jeśli człowiek nie ma punktu odniesienia, jest skazany na chodzenie w kółko. Eksperyment wykazał, że ci, którzy chodzą pod zachmurzonym niebem, poruszają się w kółko i wielokrotnie przecinają własne ścieżki, nie zauważając ich. Inni, „którzy widzą słońce, mogą chodzić po liniach prostych”, z wyjątkiem sytuacji, gdy zostaje ono przesłonięte chmurami. Wygląda na to, że zagubieni ludzie chodzą w kółko, chyba że mają znacznik, taki jak słońce lub księżyc, który wskaże im kierunek.

W podobny sposób dziewięciu trędowatych zgubiło się w obłoku własnej słuszności i przegapiło nagrodę, która była większa niż uzdrowienie ciała. Samarytanin jednak znalazł swój punkt odniesienia - Chrystusa‚ Słońce sprawiedliwości i zawrócił, podążając ku Niemu, ostatecznie odzyskując zdrowie i wchodząc w komunię z Bogiem.

Nasze własne życie jest również głęboko przesłonięte przez wielki obłok sekularyzmu, który nas ogarnia i często gubimy się bez kogoś, kto by nas poprowadził. Zastanawiamy się więc w życiu (kręcąc się w kółko), czy kiedykolwiek będzie jakiś cel, czy nasza podróż przez życie nie jest czasem bezcelowa. Trudno jest znaleźć naszą drogę, jeśli ledwo widzimy rzadkie promienie wiary, nieśmiało padające na nasze niewdzięczne i dumne społeczeństwo.

Wszyscy potrzebujemy Chrystusa jako naszego punktu odniesienia, jako naszej prawdziwej północy. W Nim odkrywamy zarówno podróż, jak i cel. Ścieżka może być czasami trudna‚ może będziemy musieli przejść przez rzeki cierpienia‚ doliny smutku‚ góry prokrastynacji‚ ale jest to właściwa droga, ponieważ wyraźnie widzimy na jej końcu Chrystusa, wołającego do nas: „Dobrze, sługo dobry i wierny; […] Wejdź do radości Pana twego” (Mt 25, 21; 23)

o. Vasile Tudora

za: Gladsome Light Dialogues - An Orthodox Blog

fotografia: marian_do /orthphoto.net/