Słowo na dzień Obrzezania Pańskiego

tłum. Michał Diemianiuk, 14 stycznia 2022

“I kiedy dopełniło się osiem dni, obrzezano Go, i nadano Mu imię Jezus, wypowiedziane przez anioła zanim został poczęty w łonie” (Łk 2, 21).

Wydarzenie, o którym opowiada ewangelista i którym zamierzamy zająć teraz waszą uwagę, bracia, dokonało się wcześniej niż to, o czym rozmawialiśmy z wami ostatnim razem, bowiem ucieczka do Egiptu odbyła się nie tylko po obrzezaniu Bożego Dzieciątka według prawa, ale zapewne i po przyniesieniu Go, na czterdziesty dzień, do świątyni. Ale nie chcieliśmy przerywać opowieści ewangelicznej i tego związku, który znajduje się między pokłonem mędrców i ucieczką do Egiptu. A z drugiej strony, kiedy lepiej jest niniejszą opowieść Ewangelisty obrócić w przedmiot rozmyślań niż w dniu dzisiejszym, poświęconym przez Cerkiew na wspominanie obrzezania Pańskiego? Pobożne rozmyślanie o tym misterium da nam oprócz tego dobrą lekcję przy wstępowaniu naszym w nowy rok, pokazując na przykładzie Zbawiciela, jak chrześcijanin powinien wykorzystywać czas, każdy nowy rok, jakby znowu darowany mu łaską Bożą.

“I kiedy dopełniło się osiem dni, obrzezano Go, i nadano Mu imię Jezus, wypowiedziane przez anioła zanim został poczęty w łonie” (Łk 2, 21). Przede wszystkim powiemy, czym było u Żydów obrzezanie i dlaczego było przestrzegane. Obrzezanie w Cerkwi starotestamentowej było świętym obrzędem i jednocześnie sakramentem, za pośrednictwem którego każdy nowonarodzony Izraelita wprowadzany był w przymierze z Bogiem, jako Najwyższym Rządcą narodu żydowskiego. Ustawodawcą obrzezania był Sam Bóg, nakazujący dokonać go pierwszy raz Abrahamowi, sobie i swojej rodzinie; polegało zaś na obcięciu napletka u każdego dziecka płci męskiej i dokonywane było ósmego dnia po narodzeniu, jakby w dzień pełni bytu człowieczego na ziemi, jeśli ujmować to w związku z dniami stworzenia świata. Wskutek obrzezania Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba stawał się Bogiem i obrzezanego dziecka, które jednocześnie przyswajało wszystkie obietnice, dane praojcom narodu żydowskiego; tym samym obrzezany przyjmował na siebie obowiązek wypełniania wszystkiego, co było przepisane temu narodowi ze strony Bożej, przez Mojżesza i proroków - wszystkich obrzędów i postanowień, zarówno moralnych, jak i obywatelskich. Dlatego obrzezanie wkrótce stało się narodowym, odróżniającym znakiem Żyda, symbolem jego związku z Bogiem, dowodem jego praw i świadectwem obowiązków. Nieuczestnictwo w obrzezaniu było równoznaczne z wyrzeczeniem się judaizmu. Sam Bóg groził za to nie tylko pozbawieniem wszystkich praw, ale i samego życia: “zgładzona będzie ta dusza z rodu swojego, ponieważ zniszczył Moje przymierze” (Rdz 17, 14).

Ponieważ obrzezanie było tak ważne i ustanowione przez Samego Boga, a przy tym było obrzędem krwawym i bolesnym, to wybrano je na znak przymierza, oczywiście nie bez ważnych przyczyn i celów. Jakich konkretnie? Nie powiedziano ani Abrahamowi, ani Mojżeszowi, jakby po to, żeby naród izraelski przyuczyć do doskonałego posłuszeństwa i bezwarunkowego oddania się woli Bożej. Ale sama istota misterium wystarczająco wskazuje na jego cel. I po pierwsze, przy obrzezaniu uznawana jest w każdym rodzącym się wrodzona nieczystość, która powinna być odrzucona, nawet z ofiarowaniem ciała i krwi; w konsekwencji, wyrażany jest ogólny upadek, grzeszny stan natury ludzkiej i konieczność jej naprawy i oczyszczenia. Po drugie, przez obrzezanie ukazuje się gotowość człowieka i stanowczość do walki z zepsuciem swojej natury, a konkretnie aby ukrzyżować ciało swoje z jego namiętnościami i żądzami. Po trzecie, obrzezanie świadczyło o wierze w nadchodzącego Odkupiciela wszystkich grzechów i Oczyszczającego wszystkie nieczystości ludzkie, Który miał krzyżem Swoim uśmiercić i odciąć wszelkie zło, gnieżdżące się w upadłej naturze naszej. Obrzezany, za pośrednictwem przelania w duchu wiary swojej krwi, wchodził sakramentalnie w uczestnictwo we krwi Syna Bożego, jedynym Źródle wszelkiej czystości i uzdrowienia. Dlatego obrzezanie nazywa się pieczęcią prawdy wiary. Ponieważ duchowe przyczyny i cele nie wykluczają i zewnętrznych pobudek, to obrzezanie mogło być wybrane na znak przymierza także przez dobroczynne działanie na cielesny stan narodu hebrajskiego.

Te wszystkie przyczyny i cele jawnie nie dotyczyły czcigodnej osoby Mesjasza, Syna Bożego. Obrzezanie nie było Mu potrzebne ani jako znak przymierza z Bogiem, bowiem Syn jest zawsze “jednością z Ojcem” (J 17, 11); ani jako znak nieczystości naturalnej i potrzeby oczyszczenia, bowiem On urodził się z Ducha Świętego, nie popełnił ani jednego grzechu i ukazał się w ciele nie po to, żeby osiągnąć oczyszczenie Samemu, a żeby Sobą oczyścić wszystkich i każdego. Po co więc teraz przyjmuje Syn Boży obrzezanie, niczym ostatni z synów Izraelskich? Dlatego, że On przyjął na siebie nie tylko naturę naszą, ale i wszystkie grzechy i nieprawdy naszej natury, przyswoił sobie zupełną doskonałość na zawsze, a grzechy i nieczystości tymczasowo, dla odpowiedzialności za nie i po to, żeby zgładzić je Swoją prawdą i Swoimi cierpieniami. Apostoł Paweł mądrze zauważył, że Syn Boży, zgodnie z celem Swego wcielenia, ukazał się nawet “w podobieństwie ciała grzechu” (Rz 8, 3), czyli nie w takim ciele, jakie mielibyśmy, pozostając bezgrzesznymi i niewinnymi, a na podobieństwo tego, które mamy teraz, po naszym upadku. Ukazawszy się w tym ciele jako Orędownik i Odkupiciel, Syn Boży z tego samego powodu podlegał wszystkim obrzędom i środkom oczyszczającym, które były przepisane w prawie Mojżeszowym dla nieczystych synów ludzkich. Właśnie dlatego przyjmuje On dzisiaj i obrzezanie, obrzezując w Sobie nieczystość natury ludzkiej, podobnie jak dla tego samego będzie On przyniesiony do świątyni i wykupiony, jako pierworodny, dwoma gołębiami; dlatego też przyjmie chrzest od Jana, chociaż on sprawowany był dla odpuszczenia grzechów, których w Nim Samym wcale nie było. Ponieważ Syn Boży będzie przyjmować te wszystkie obrzędy i misteria nie dla Siebie osobiście, a za nas; i dlatego jednorazowym, osobistym przyjęciem ich, zamieni wielokrotne przyjęcie ich przez wszystkich synów ludzkich; to przyjmując obrzędy starotestamentowe, Zbawiciel tym samym będzie likwidować je, jako już niepotrzebne, i oswobadzać od nich wszystkich Swoich naśladowców. Dlatego właśnie w Nowym Testamencie nie ma więcej ani obrzezania na ósmy dzień, ani ofiarowania na czterdziesty dzień, ani chrztu Janowego, ani Paschy żydowskiej: to wszystko zakończyło się na osobie Zbawiciela naszego i to samo wyraża święty Paweł, kiedy mówi, że Bóg Ojciec posłał Syna Swego, “Który był pod prawem, aby odkupił będących pod prawem, abyśmy przyjęli usynowienie” (Ga 4, 4-5); czyli abyśmy jako dorosłe dzieci byli wolni od obrzędowego prawa, będącego piastunem dla dzieci.

“Kiedy dopełniło się osiem dni”. Z tego wyrażenia można wnioskować, że obrzezanie Pana dokonało się dziewiątego dnia, ale dokonało się ósmego, jak zawsze się dokonywało. Bowiem ludowe przykłady wyrażeń bywają różne u różnych narodów: szczególnie hebrajskie nierzadko są bardzo różne od naszych. Zauważamy to dlatego, żeby pokazać, jak nierozumnie niektórzy z prostaczków zabierają się czasem za tłumaczenie Pisma i nie rozumiejąc dobrze świętego języka, i przez to też sensu świętych ksiąg, wywodzą ze słów i wyrażeń to, czego w nich nie ma w ogóle, sami wpadają i pociągają innych w najgorsze zbłądzenia.

Ponieważ obrzezanie sprawowano ósmego dnia, to zapewne dokonano je już nie w grocie, a w Betlejem. Dla dokonania go w takim przypadku mógł być przywołany jakikolwiek kapłan; w przeciwnym wypadku mógł dokonać go i sam Józef, jako głowa rodziny, mając do tego pełne prawo. W ten sposób, jeśli do tej pory potrzebna była tajemnica, to zachowywała pełną moc.

Jeśli w narodzeniu w ciele widać wielkie uniżenie i wyniszczenie Syna Bożego, to w obrzezaniu jeszcze bardziej, bowiem w narodzeniu przyjął na Siebie naturę naszą, która jest dziełem Jego świętej i wszechmocnej prawicy, a w obrzezaniu Syn Boży zechciał przecierpieć to, co nie wynika samo z siebie z natury ludzkiej, a jest skutkiem naszej nieczystości i grzeszności, których w Nim Samym nie było wcale. Obrzezanie Pana jest widzialnym początkiem Jego krzyżowej ofiary, bowiem wszystkie inne rodzaje poniżenia i cierpień, które będzie znosić On za nas przez całe życie, a tutaj - żelazo i krew, to widzialny poprzednik gwoździ i korony cierniowej.

“I nadano Mu imię Jezus, wypowiedziane przez anioła zanim został poczęty w łonie”. Jak obrzezaniem pokazano, w jakim stanie zastał nas Pan i co trzeba zrobić dla naszego uzdrowienia od trądu grzechu, tak i w nadaniu imienia Jego pokazano, co On przyniósł ze Sobą dla nas i czego możemy oczekiwać od Niego. Bowiem co oznacza imię Jezusa? Zbawienie. Jakie? Wszelkie: duchowe i cielesne, doczesne i wieczne, widzialne i niewidzialne. Od jakiego zła nie cierpi upadły rodzaj ludzki! Cierpi od mroku w umyśle, od złości w woli, od nieczystości i męki w sercu, od chorób i śmierci w ciele. Wszystkie te rodzaje zła będą zniszczone przez Syna Bożego, od nich wszystkich zbawi On zupełnie i na zawsze. Po to właśnie nadaje się Mu imię Jezus, czyli Zbawiciel; bowiem On przyjmuje je nie tak, jak nierzadko przyjmowane są imiona u nas, żeby tylko nosić imię, a po to, żeby urzeczywistnić je w rzeczy samej. Dlatego też dano je nieprzypadkowo, z pragnienia na przykład Matki albo świętego Józefa, a z góry, od anioła, jeszcze przed poczęciem Go w łonie: “wypowiedziane przez anioła zanim został poczęty w łonie”. I anioł, bez wątpienia, nie sam wymyślił je, a przyjął z pobożnością od Samego Władcy aniołów, “od Którego - jak zauważa apostoł - bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi” (Ef 3, 15). Dlatego też “nie ma innego imienia pod niebem… w którym można się zbawić” (Dz 4, 12), oprócz imienia Pana Jezusa; dlatego przed tym czcigodnym imieniem należy kłaniać się, “zegnie się wszelkie kolano na niebie, ziemi i w otchłani, i wszelki język wyzna, że Panem jest Jezus Chrystus, ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 10-11).

Dobrze czynimy, bracia moi, że z uczucia pobożności nie nadajemy tego imienia nikomu. Kto z chrześcijan ośmieli się nosić imię Jezusa? Ale najgorsze jest to, że to najświętsze i najsłodsze imię przechodzi u wielu z rejonu pobożności do rejonu nieuwagi i zapomnienia. Bowiem czy nie ma takich chrześcijan, którzy wstydzą się wymawiać to imię, szczególnie w niektórych okolicznościach? I dlaczego się wstydzą? Żeby nie ukazać się ludźmi niewykształconym!... Do tego doprowadziło nasze fałszywe wykształcenie! A ono woli z uczuciem wymawiać imiona Sokratesów i Platonów, imię każdego człowieka, który wyszedł swoimi działaniami z kręgu ludzi zwyczajnych!... A co znaczą wszystkie wielkie imiona na świecie przed jedynym imieniem Jezusa? Bowiem jeszcze powtórzymy - wierne i godne wszelkiego uznania jest słowo apostoła, że “nie ma innego imienia pod niebem… w którym możemy się zbawić”, oprócz tego Bożego imienia. A kiedy w nim jest nasze zbawienie, to jak mamy go nie kochać i nie pobożnieć przed nim? Kochając, jak nie powtarzać go często i ze słodyczą? Pobożniejąc przed nim, jak nie cenić go i nie wzbudzać ku niemu szacunku w każdym, na kogo możemy wpływać? Dawni chrześcijanie tak potrafili przyswoić sobie najsłodsze imię Zbawiciela, że po męczeńskiej śmierci świętego Ignacego stało się widzialnie odciśnięte na jego sercu. Jeśli taka doskonałość przewyższa naszą słabość, to przynajmniej nie bądźmy podobni do pogan, nie znających imienia Jezusa. “Wypowiedziane przez anioła, zanim został poczęty w łonie”. Tak samo przed poczęciem w łonie anioł nadał imię Janowi Chrzcicielowi (Łk 1, 13). Tak też nadał niegdyś Sam Bóg imię Izaakowi, kiedy był jeszcze w lędźwiach ojcowskich. Podobnie do tego dawano zawczasu imiona z góry i innym. Po co? Żeby umocnić zapowiedź o narodzeniu nazwaniem mającego się narodzić, jak już narodzonego, i żeby wyrazić imieniem prawdziwy jego charakter i życie. My bowiem dajemy imię na oślep, jak się trafi, z zewnętrznych wyobrażeń, nie mając na uwadze cech tego, komu je dajemy, bo nie możemy ich znać, dlatego nasze imiona w większości nie odpowiadają osobie i sprawie, a my nie zwracamy na to uwagi; ale z góry, z nieba, wszystko widać, tam zawczasu doskonale wiadomo, jaki będzie rodzący się i co będzie z nim. Zgodnie z tym daje się imię, a dane w ten sposób, doskonale wyraża człowieka, jego charakter i życie. Teraz tak jest tylko z niektórymi, ale w przyszłym życiu będzie ze wszystkimi; tam nasze tutejsze imiona znikną, każdy otrzyma, jak mówi widzący tajemnice, imię nowe, “którego nikt nie zna, oprócz przyjmującego” (Ap 2, 17). To nowe imię, bez wątpienia, będzie wyrażać doskonale człowieka, tak że według imienia będzie i osoba. Mający na uwadze tę prawdę, i teraz, jeśli przydarzy mu się wybierać imię, to będzie wybierać takie, które będzie odpowiadać jego duszy i sercu, i które wyrażałoby to, do czego on głównie dąży, czyli (bowiem do czego innego dąży człowiek?) jakąś cnotę.

Ale czas już dla nas zwrócić się od dawno minionego wydarzenia do dnia dzisiejszego, który w porównaniu z innymi dniami także nosi szczególne i niemałe imię - Nowego Roku. Jak początek nowego roku - dzisiejszy dzień wymaga nowej lekcji - w dodatku takiej, którą należałoby pamiętać cały rok. Skąd mamy wziąć podobną lekcję dla siebie i dla was? Weźmiemy z osoby i przykładu naszego Zbawiciela - w tym, co z Nim teraz odbywa się, w Jego najczystszym obrzezaniu i najsłodszym imieniu, nad Nim wypowiedzianym. Widzicie, od czego zaczął życie i działania Swoje Ten, Który jest największą czystością i świętością? Od obrzezania. Czy nie tym bardziej my, nieczyści i skalani grzechami, powinniśmy wykorzystywać czas, nam dany, na dokonanie w nas duchowego obrzezania, czyli na odcięcie wszystkich bogoprzeciwnych myśli i uprzedzeń, na wykorzenienie wszystkich niszczących duszę namiętności i pragnień, na zgładzenie wszystkich duchowych i cielesnych plugastw? W przeciwnym razie lepiej byłoby przerwać się naszemu życiu, niż trwać w grzechach i nieprawościach. Jeśli zaś ono, z miłosierdzia Pana, jeszcze trwa, to jest to znak, że tam, na górze, oczekują naszego pokajania, oczekują od dawna, od tej pory, kiedy zeszliśmy z drogi sprawiedliwości i prawdy. Wejdźmy więc w ducha i cel nowego roku, pojmijmy prawdziwy i jedyny pożytek, który możemy wyciągnąć z czasu, nie tylko na pewien czas, a na całą wieczność, przestańmy szukać zbawienia tam, gdzie nigdy nie można go znaleźć i zwróćmy się do Tego, Kto po to został posłany, po to przyszedł w ciele, po to przelał już teraz Swoją krew, żeby zbawić wszystkich nas. Nie raz, a wiele razy dzisiejszego dnia stawał z nami z tą odkupieńczą krwią, ze Swoim poruszającym przykładem i ze zbawieniem dla nas. Oto stanął i teraz, stanął dla niektórych najprawdopodobniej ostatni raz. Nie zamykajmy znowu oczu, nie odwracajmy słuchu jak poprzednio; weźmy i my nóż samowyrzeczenia chrześcijańskiego i w duchu wiary we wszechmocne imię Jezusa, zacznijmy obrzezywać wszystko, co w nas znajdzie się cielesnego i przeciwnego Prawu Bożemu. W ten sposób nowy rok zaprawdę stanie się dla nas nowym rokiem łaski i będziemy odprawiać święta Chrystusowe nie jako obce, a jako własne, których znaczenie odciśnięte jest w naszym sercu i życiu. Amen


święty Innocenty, arcybiskup Chersoński i Taurydzki (1800-1857

za: azbyka.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/