Zawsze dziękuj Bogu

tłum. Gabriel Szymczak, 21 grudnia 2021

Każdego dnia, kiedy się budzimy, stajemy przed wyborem – czy wyrazimy Bogu wdzięczność i dziękczynienie za ten kolejny dzień, ze wszystkimi czekającymi nas błogosławieństwami, czy też zdecydujemy się skoncentrować na niepewności i wyzwaniach życiowych, pozwalając naszym zmartwieniom kontrolować nasze spojrzenie na świat?

Wszyscy doceniają pozytywnych i podnoszących na duchu ludzi, których duch i podejście są żywe i pełne wdzięczności. Tacy ludzie często promieniują zaraźliwą radością, wewnętrznym zadowoleniem i głębokim szczęściem. Tacy ludzie zachęcają, budują i karmią tych, których spotykają na swej drodze.

Ludzie wdzięczni stoją w jaskrawym kontraście z innymi, którzy skupiają się na negatywach, narzekają na niesprawiedliwość życia, narzekają na wszystko, czego nie mają i którzy wysysają ducha z życia.

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że wybór, którego dokonujemy każdego dnia, jasno odzwierciedla autentyczność naszej wiary oraz naszej relacji z Jezusem Chrystusem i rozumienia Go. Żywe i owocne życie w jedności z Jezusem i nieustanne pielęgnowanie „umysłu Chrystusowego” oznacza automatycznie życie pełne wdzięczności i dziękczynienia. Odkryliśmy największy skarb życia i uświadomiliśmy sobie niezmierzony dar łaski i miłosierdzia, który otrzymaliśmy. Jak możemy nie być wdzięczni?!?

Jeśli staramy się chodzić z naszym Panem od chwili przebudzenia do końca każdego dnia i świadomie staramy się przebywać w Jego pełnej miłości obecności, cały nasz światopogląd w życiu nie może być inny niż pełen uznania i wdzięczności.

Kochający, miłosierny i współczujący Stwórca i Ojciec czuwa nad nami, kroczy z nami, prowadzi nas we wszystkich naszych krokach, niesie nas, gdy jesteśmy zmęczeni lub przestraszeni, pociesza nas w chwilach niepokoju i ostatecznie napełnia nas obfitością Swego Ducha i ciągłą Obecnością. Jeśli rozumiemy i wierzymy we wszystkie Jego drogocenne obietnice, jak możemy nie czuć wdzięczności za wszystko, co niesie ze sobą życie?

Wiara chrześcijańska głosi Dobrą Nowinę o bezwarunkowej, nieskończonej, osobistej miłości Boga – Boskiej miłości, która przewyższa wszelkie inne błogosławieństwa; miłości, która przebacza nam niezliczone i nieustanne grzechy; miłości, która nas ceni i pielęgnuje w naszej wyjątkowości; miłości, która uzdrawia nas z najgłębszego załamania, samotności i choroby; miłości, która nie opuszcza nas w ostatnich chwilach życia i śmierci, ale daje nam nadzieję, a nawet zwycięstwo nad samą śmiercią. I ta miłość trwa na wieczność!

Kiedy rozumiemy naszą chrześcijańską wiarę i szczerze staramy się chodzić z Jezusem Chrystusem i pozwalać, by Jego Duch mieszkał w naszych sercach i umysłach, pozytywna i wdzięczna postawa staje się pięknym i widocznym owocem wiary.

Święci na przestrzeni dziejów okazywali tego radosnego i łaskawego ducha pomimo wszelkich niesprawiedliwości, trudności i wyzwań, z jakimi się spotykali. Zrozumieli fundamentalny element życia w Chrystusie – że Bóg jest zawsze z nami i nigdy nas nie opuszcza. Nic nie może nas oddzielić od miłości Chrystusa. Jak możemy nie mieć wdzięcznego serca, jeśli to rozumiemy?

Apostoł Paweł był niesprawiedliwie bity, więziony, wyśmiewany, odrzucany i często bliski śmierci tylko dlatego, że dzielił się dobrą nowiną o Jezusie Chrystusie. W pewnym momencie swojego życia pisał: „ponad siły byliśmy doświadczani, tak iż zwątpiliśmy, czy uda się nam wyjść cało z życiem. Lecz właśnie w samym sobie znaleźliśmy wyrok śmierci”. Jego sytuacja nie doprowadziła go jednak do rozpaczy czy pesymizmu. W rzeczywistości jego duch tylko wzrastał we wdzięczności. Mówie, „aby nie ufać sobie samemu, lecz Bogu, który wskrzesza umarłych. On to wybawił nas od tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci i będzie wybawiał. Tak, mamy nadzieję w Nim, że nadal będzie nas wybawiał.” (2 Kor 1, 8-10)

Św. Paweł miał wszelkie logiczne powody, by narzekać i pesymistycznie patrzeć na życie. Zamiast tego zdecydował, że każda sytuacja zbliży go do Boga, że ufa miłosierdziu, współczuciu i obfitej łasce naszego Pana. Pisał nawet z celi więziennej: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!... Nie mówię tego bowiem z powodu niedostatku: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć. Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia… A Bóg mój według Swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę.” (Flp 4, 4; 11-13; 19)

Św. Paweł dziękuje Bogu nawet za to, że dany mu został „oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby go policzkował”, ponieważ zrozumiał bezcenną lekcję, że „wystarczy mu łaski Bożej, a moc w słabości się doskonali”. (2 Kor 12, 7-9)

Św. Jan Chryzostom, który w IV wieku wygłaszał kazania przed tysiącami ludzi, kochającymi go jako biskupa Antiochii, a następnie osiągnął najwyższą pozycję w Kościele jako arcybiskup Konstantynopola, zakończył swoje życie na wygnaniu, gdy cesarzowa bizantyjska zwróciła się przeciwko niemu. Został zmuszony do marszu przez ostre zimowe śniegi, na śmierć, a jednak jego ostatnie zapisane słowa brzmiały: „Chwała Bogu za wszystko!” Pomimo swojej ciężkiej sytuacji rozumiał, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28) i dlatego mógł stawić czoła swojemu cierpieniu z wdzięcznością i dziękczynieniem!

Teraz jest świetny czas, aby zastanowić się, jaką rolę odgrywa wdzięczność w naszym codziennym życiu i jak możemy uczynić dziękczynienie centralną częścią tego, kim jesteśmy.

Chwała Bogu za wszystko!

Z głęboką wdzięcznością i miłością w Chrystusie Panu naszym,
 
o. Luke A. Veronis

za: The Light

fotografia: Strahinic /orthphoto.net/