Chrystus w Ewangeliach

tłum. Jakub Oniszczuk, 13 grudnia 2021

Kilka tygodni temu w serii artykułów mówiliśmy o tym, gdzie w Starym Testamencie można dostrzec Chrystusa i jak rozumiano Go w nauczaniu judaizmu Drugiej Świątyni. Towarzysząca im seria omawiająca sposób, w jaki Chrystus jest widziany w Nowym Testamencie, może wydawać się sprzeczna z intuicją ze względu na swoją pozornie oczywistą naturę. Odnosi się to szczególnie do Chrystusa w Ewangeliach, które w oczywisty sposób całkowicie dotyczą naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jednak sednem tej poprzedniej serii było przedstawienie sposobu, w jaki judaizm Drugiej Świątyni, poprzez uważne zwracanie uwagi na tekst Biblii hebrajskiej, postrzegał Boga jako bóstwo dwóch lub więcej osób, jeszcze przed wcieleniem Chrystusa. Właśnie to zapewniło później tym, do których przyszedł Chrystus, środki do zrozumienia jego Boskiej tożsamości i relacji z Bogiem Ojcem. Jest to ważne, ponieważ pojawiło się u nas ogólnie akceptowane przekonanie odnośnie judaizmu I wieku, zakładające, że późniejsza idea unitarnego monoteizmu, iż jeden Bóg jest tylko jedną osobą, była już wtedy powszechnie wyznawanym przekonaniem. Jeśli tak przyjąć, to pojawienie się doktryny Trójcy Świętej w ogóle, a Bóstwa Chrystusa w szczególności, staje się problemem do rozwiązania. Jak Żydzi, którzy byli unitarnymi monoteistami, mogli zacząć czcić Jezusa Chrystusa jako Boga?

W odpowiedzi na to uczeni, którzy zaakceptowali to błędne założenie i swoją drogą zmarginalizowali dowody Starego Testamentu, przedstawili wszelkiego rodzaju przypuszczenia dotyczące tego, jak doszło do tego rzekomego „przejścia”. Niektórzy na przykład argumentowali, że doktryna Trójcy Świętej jest rodzajem „kompromisu” między monoteizmem a pogaństwem. Prawdopodobnie najbardziej wpływowym podejściem, popieranym przez takich myślicieli jak Bart Ehrman, ale znajdowanym nawet w pismach wielu prawosławnych uczonych, jest idea, że zrozumienie boskości Chrystusa i doktryny Trójcy Świętej wyewoluowało w czasie. Okres ten nie tylko jest rozciągany na trzy pierwsze wieki chrześcijaństwa; tej ewolucji doszukują się również w tekście samego Nowego Testamentu. Przypuszcza się więc na przykład, że Ewangelia św. Marka, przyjmowana niemal powszechnie jako najwcześniejsza, przedstawia czysto ludzkiego Jezusa. Z drugiej strony Ewangelia św. Jana, prawie powszechnie uważana za ostatnią, jest datowana do przodu na tak późno, jak to tylko możliwe, ponieważ wyraźnie uczy o Jezusie, który jest Boski. Podobnie dzieje się z listami i innymi tekstami Nowego Testamentu, aby ułożyć je w ten ewolucyjny obraz, w którym, w zależności od perspektywy, idea Jezusa jako Boga albo rozwinęła się, albo stawała się bardziej uświadomiona.

Wiedząc jednak, że judaizm Drugiej Świątyni zdecydowanie opowiadał się za ideą „drugiej potęgi w niebie”, czyli drugiej hipostazy Boga Izraela, a nawet utożsamiał tę postać z nadchodzącym Mesjaszem (jak w 1 Enocha), siadając do tekstów Nowego Testamentu powinniśmy spodziewać się znaleźć coś zupełnie innego. W szczególności powinniśmy oczekiwać, że autorzy Nowego Testamentu zamiast argumentować za nową, teologiczną ideą natury Boga i zamiast borykać się ze zrozumieniem jakiejś objawionej im rzeczywistości, która wykracza poza ich obecny paradygmat, przedstawią Chrystusa jako wcieloną hipostazę Jahwe, Boga Izraela. Co więcej, powinniśmy się spodziewać, że znajdziemy to na przestrzeni całej nowotestamentowej literatury, a nie jako wytwór lub cechę „rozwoju” przy wczesnochrześcijańskiej teologizacji. Jest to historycznie konieczne ze względu na rzeczywistość wczesnochrześcijańskich prześladowań. Trudno sobie wyobrazić, by tysiące ludzi szybko przekonały się do tego stopnia do radykalnie nowego, stworzonego przez człowieka pomysłu, że byłyby gotowe za to cierpieć, a nawet umrzeć. Jak zobaczymy w tej serii, kiedy uważnie czytamy teksty Nowego Testamentu, właśnie dokładnie to znajdujemy.

Jak już wspomniano, w Ewangelii według św. Jana Chrystus jest poprzez swoje własne słowa wyraźnie, wielokrotnie i jednoznacznie identyfikowany jako Jahwe, Bóg Izraela. Tak na przykład w Ewangelii Jana 8, Chrystus oznajmia swoim żydowskim rozmówcom, że Abraham ucieszył się, ujrzawszy jego dzień. Odpowiadają, że Jezus nie ma nawet 50 lat, więc jak mógł poznać Abrahama? Odpowiada: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Znaczenie tych słów jest bardzo jasne dla Jego słuchaczy, ponieważ natychmiast podnoszą kamienie, aby ukamienować Go za bluźnierstwo [w. 56-59]. Ta oczywista bezpośredniość w Ewangelii św. Jana jest następnie często przeciwstawiana pozostałym trzem Ewangeliom synoptycznym. Wskazuje się, że nie ma tak wyraźnych wypowiedzi Jezusa w tych trzech tekstach, a czasami jest to nawet używane do poddania w wątpliwość, czy takie wypowiedzi mogły kiedykolwiek historycznie pochodzić z ust Chrystusa. Różnica nie polega jednak na różnicy treści ani intencji. Św. Jan nie przedstawia nam innego Jezusa niż św. Mateusz, św. Marek czy św. Łukasz. Jest to raczej różnica w podejściu do sposobów przekazywania tych treści.

Nawet pobieżne czytanie Ewangelii św. Jana pokazuje, że skupia się ona przede wszystkim, prawie całkowicie, na słowach Chrystusa. Zdecydowana większość tekstu to dialogi Chrystusa z różnymi osobami (np. ze św. Nikodemem i Samarytanką), ze Swoimi uczniami, ze Swoimi przeciwnikami i ostatecznie ze Swoim Ojcem w rozdziałach bezpośrednio poprzedzających Jego proces i ukrzyżowanie. Tekst rozkoszuje się tymi rozmowami, pozwalając im się rozgrywać i w ich trakcie wyrażając głębokie i podniosłe idee teologiczne dotyczące tożsamości Chrystusa. Ewangelia św. Marka stanowi najostrzejszy kontrast, opowiadając bardzo niewiele z tego, co powiedział Chrystus i skupiając się prawie całkowicie na działaniach Chrystusa. W Ewangelii św. Marka mówi się nam, że Chrystus głosi, ale treść pozostaje nieujawniona. Wielkie sekcje nauczania Ewangelii św. Mateusza i św. Łukasza, kazania na górze i na równinie, stanowią dodatki do bezpośredniej i szybko poruszającej się narracji św. Marka. To podejście ma jednak na celu przekazanie właśnie tego samego Chrystusa. Św. Marek identyfikuje Jezusa Chrystusa jako Boga Izraela w sposób bardziej subtelny, ale nie mniej jasny dla jego pierwotnych czytelników.

Jeden przykład - w Marka 6,45-52, św. Marek opisuje cud Chrystusa kroczącego przez niespokojne Morze Galilejskie. Uczniowie wyruszyli łodzią przed Nim, podczas gdy Chrystus pozostał na brzegu, aby się modlić. Na morzu wieją silne wiatry, a łódź posuwa się z trudem. Chrystus przychodzi do nich idąc po wodzie. Uczniowie myślą, że Chrystus jest duchem i są przestraszeni, ale Jezus wchodzi do łodzi, uspokajając nie tylko ich, ale i morze. Konkluzja św. Marka do tej historii jest taka, że uczniowie nie rozumieli, co to znaczy, ponieważ ich serca były zatwardziałe [w. 52]. W trakcie opowiadania tej historii św. Marek podaje dziwny szczegół, że Chrystus „chciał ich minąć” [w. 48]. Duża część Księgi Hioba jest medytacją na podobny temat, o naszej niezdolności do zrozumienia dróg Pana i dlaczego robi to, co robi. W szczególności Hioba 9 opisuje podobną okoliczność. Opowiadając o wielu dokonaniach Pana, Hiob opisuje Go jako „kroczącego po falach morskich”. Po grecku brzmi to „peripaton … epi thalasses” [Hi 9,8; Mk 6,48]. Aby opisać swój brak zrozumienia, Hiob opisuje Pana jako mijającego go: "Nie widzę Go, chociaż przechodzi: mija, a dostrzec nie mogę". W języku greckim czasownik „mijać” to „parelthein” (Hi 9,11; Mk 6,48). W sposób, w jaki św. Marek opisuje te działania, postawił uczniów w miejsce Hioba, a Jezusa Chrystusa w miejsce Jahwe, Boga Izraela.

To, co św. Jan wyraża nam słowami Chrystusa, św. Marek podaje poprzez sposób, w jaki opisuje Jego czyny. Zamiast odzwierciedlać wzrost, rozwój lub różne „chrystologie”, Ewangelie przedstawiają spójny i zgodny obraz Jezusa Chrystusa jako samego Boga, drugiej hipostazy Trójcy Świętej, wcielonej dla naszego zbawienia. Chociaż Ewangelie odnotowują różne słowa i czyny Chrystusa, nie świadczy to o niezgodzie, a jedynie o różnorodności świadków, opisujących swoje własne doświadczenie. W ten sam sposób, w jaki liczne relacje o tym samym wydarzeniu, które opisują różne szczegóły, nie implikują mnogości wydarzeń, tak relacje ewangeliczne nie sugerują różnych „wersji” Chrystusa. Szczególnie, gdy widać, że to, co robią pisarze Ewangelii, to utożsamianie osoby Jezusa Chrystusa z Boską postacią, w którą wierzyli już wcześniej.

o. Stephen De Young

za: The Whole Counsel Blog

fotografia: cristiangeorge /orthphoto.net/

Poprzedni z serii:
Pasterze Izraela