Dobra nowina Ewangelii

tłum. Gabriel Szymczak, 01 grudnia 2021

W czytaniu z Ewangelii wg św. Łukasza 8, 26 – 39 słyszymy potężną historię miłości i współczucia naszego Pana Jezusa Chrystusa dla ludzkości. Słowo Ewangelia oznacza „dobrą nowinę”. Ale gdyby ktoś przyszedł do nas i zapytał nas o to, gdyby zadał nam pytanie „Jaka jest dobra nowina?”, to jak byśmy odpowiedzieli? Ważne jest, aby każdy z nas znał odpowiedź i potrafił jej udzielić. W pierwszym liście św. Piotr pisze „bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1 P 3, 15). Jaka jest dobra nowina, o której mówi Ewangelia? To właśnie szczególne czytanie daje nam wgląd w dobrą nowinę, jaką mamy w Panu Jezusie Chrystusie.

Św. Łukasz Ewangelista mówi nam, że nasz Pan podróżował przez Morze Galilejskie. To nie była krótka podróż, prawdopodobnie trwała ok. 2 godzin łódką z żaglem, a może i dwa razy dłużej, w zależności od wiatru. Dlaczego nasz Pan podróżował do tej ziemi? Czy miał odwiedzić jedno z miast żydowskich i głosić jego mieszkańcom nowinę o Królestwie Bożym? Odpowiedź brzmi: nie. Wiemy, że miejsce, do którego udał się, kraj Gadareńczyków, nie był krainą zamieszkałą przez Żydów. Wynika to jasno z faktu, że na tym terenie byli hodowcy trzody chlewnej. Przypominam, że świnie były uważane za nieczyste i zakazane przez prawo Mojżeszowe. Żydzi nie jedli świń i nie chcieli przebywać w pobliżu tych zwierząt.

Staje się więc dla nas jasne, że Jezus Chrystus udał się do tego regionu z jednego bardzo konkretnego powodu: aby pomóc tej biednej, udręczonej duszy, która była opętana przez demony. To jest przebłysk dobrej nowiny, że On kocha nas tak bardzo, że jest gotów zejść ze Swojej drogi, aby nas uzdrowić, nawet gdy jesteśmy daleko. Zawsze chce nam pomóc. Tak było w przypadku opętanego przez demona człowieka, który żył wśród pogan i dotyczy to również każdego z nas. Pan schodzi ze Swojej drogi, aby spotkać nas w naszym życiu, każdego dnia.

Jedną z małych, brudnych tajemnic wielu religii jest to, że zazwyczaj istnieje jakaś preferowana grupa, która wierzy, że jest faworyzowana przez Boga, a jej członkowie są Jego wybrańcami. Przejawia się to w hinduizmie z systemem kastowym. Urodziłeś się w określonej kaście i nie możesz nic zrobić, aby przejść do innej. Jesteś naznaczony na całe życie. Podobnie Żydzi wierzyli, że są ludem wybranym przez Boga (co oczywiście jest prawdą, ale nie do końca). Dobrą nowiną Jezusa Chrystusa jest to, że miłość Boża objawia się nam bardziej szczegółowo. Rzeczy, które były ukryte, są teraz dla nas jasne. Jego miłość nie ogranicza się do jednej grupy ludzi, jednego pochodzenia etnicznego lub rasy, ani jednego konkretnego czasu. Miłość Boga jest dla całej ludzkości, korony Jego stworzenia. Stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo, i koncentruje się na naprawie i odnowieniu w nas tego doskonałego obrazu. Św. Paweł pisze: „Pragnie, by wszyscy ludzie zastali zbawieni i doszli do poznania prawdy”. Taki jest charakter Boga i jako chrześcijanie wierzymy w to całym sercem.

Opętany przez demona człowiek jest obrazem starego człowieka, podobnego do Adama po jego upadku w ogrodzie. Powiedziano nam, że ten człowiek był nagi i szalony. Zamiast mieszkać w domu, mieszkał wśród grobów. Możemy odnieść wrażenie, że był bliski śmierci. Duchowo został pokonany, zepsuty, obalony przez wroga. Jego dusza umierała. Namiętności stały się w nim tak ożywione i widoczne, że był zupełnie jak bestia, dosłownie oszalały. Był nagi, jego ciało nie było ogrzewane i chronione przez ubranie, ale wystawione na działanie żywiołów, ciepła słonecznego, chłodu nocy, gryzły je robaki, kalał brud ziemi. Jest symbolem naszego stanu duchowego przed chrztem.

Co śpiewamy, kiedy kogoś chrzcimy? „Którzy w Chrystusie ochrzczeni są, w Chrystusa przyobleczeni są. Alleluja.” Podczas chrztu zakładamy chrzczonemu białą szatę, i z tego samego powodu szata kapłana też jest biała lub przynajmniej w jasnym kolorze. Ma być przypomnieniem chrzcielnej czystości i świętości. Kiedy zostajemy ochrzczeni, przyoblekamy się w Chrystusa, Jego sprawiedliwość i świętość. Nasza dusza nie jest już naga, ale ubrana w najlepszą szatę, szatę weselną, którą będziemy nosić na wielkiej uczcie w Królestwie.

Kiedy przyjmujemy chrzest, nie żyjemy już wśród grobów i nie obcujemy ze zmarłymi duchowo. Znów mieszkamy w domu. Nie jest to jednak zwykły dom. To dwór należący do naszego niebiańskiego Ojca. Pan mówił o tym, kiedy powiedział: „Wiele jest mieszkań w domu Ojca mego”. Przez nasz chrzest odrzucamy starego i umierającego człowieka, i zostajemy odnowieni przez nowego Adama, którym jest Chrystus. Ponieważ jesteśmy ubrani i oczyszczeni, jesteśmy również zaproszeni, aby przybyć i zamieszkać w bezpieczeństwie domu Bożego. Jesteśmy chronieni przed żywiołami duchowymi i objęci miłującą opieką Boga, naszego Ojca. Wreszcie, przez nasz chrzest zasiadamy u stóp Chrystusa z uwagą i będąc przy zdrowych zmysłach. Słowo Boże ratuje nasze życie od szaleństwa. Daje nam zdrowie psychiczne, czyni nasze życie pełnym. To tylko niektóre aspekty dobrej nowiny, którą mamy w naszym Panu Jezusie Chrystusie.

Jesteśmy pożądani przez Chrystusa, Chrystus nam przebacza, przez Chrystusa zostajemy oczyszczeni i uzdrowieni, przyodziewamy się w Chrystusa i otrzymujemy zaproszenie do życia razem z Chrystusem. Czy może być coś lepszego niż to?

Jeszcze innym aspektem Ewangelii i jej dobrej nowiny jest to, że każda nowina jest obosiecznym mieczem. Przyjście Pana do Gadareńczyków było dobrą wiadomością dla opętanego, ale złą dla mieszkańców wsi i mieszczan. Bali się Jezusa i Jego wielkiego cudu zesłania demonów w świnie. Wiesz, dlaczego? Bo to było niepodobne do niczego, co kiedykolwiek widzieli, ale jest coś jeszcze… bali się, że stracą jedzenie i dochody, jeśli inne świnie w okolicy będą zachowywać się podobnie.

Nie bądźmy jak oni, moi bracia i siostry. Zamiast myśleć i martwić się o wszystko, co możemy stracić, zapraszając Jezusa do naszych serc i naszego życia, powinniśmy pomyśleć o wszystkim, co On pragnie nam ofiarować. Przylgnijmy do Chrystusa i usiądźmy u Jego stóp bez względu na to, co możemy w zamian poświęcić. Przecież czy jakakolwiek ofiara jest dla nas zbyt wielka w porównaniu z tym, co Jezus Chrystus uczynił dla nas i dał nam jako Swoją łaskę? Jak pisze św. Paweł:

„Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – poprzez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.” (Flp 3, 7-11)

To dobra wiadomość. Bóg, który umiłował nas tak bardzo, że chętnie przyjął naszą słabość i naszą śmierć i obficie dał nam Swoją siłę i Swoje życie… i chwała niech będzie Bogu na zawsze. Amen.

o. James Guirguis

za: Out of Egypt

fotografia: maksiuss /orthphoto.net/