Św. Symeon o swoim nawróceniu

tłum. Gabriel Szymczak, 16 listopada 2021

Był młodym mężczyzną około dwudziestki, pracującym w wielkim mieście. Przystojny, elegancki w zachowaniu i manierach, miał skłonność do robienia wrażenia na tych, którzy sądzili po wyglądzie zewnętrznym. Bystry umysł i znakomity język gwarantowały mu świetlaną przyszłość. Religia go nie interesowała. Uważał ją za zajmowanie się starymi zwyczajami i ceremoniami. Religia była tym, czym żyli inni ludzie. Słowa Biblii, o ile czasami je słyszał, nie odnosiły się do trudu jego codziennego życia.

Ale pewnego dnia jego ścieżka skrzyżowała się ze ścieżką świętego mnicha. Ten święty starzec, który jaśniał pokorną świętością, przybył do Konstantynopola, aby odwiedzić swoje duchowe dzieci. Bycie blisko takiego człowieka oznaczało odczuwanie obecności Boga. Miłość i dobroć, promieniujące z tego żywego świętego, poruszyły coś głębokiego w młodym człowieku, który nigdy nie sądził, że tacy ludzie istnieją na świecie. Bardzo chciał umówić się na spotkanie ze świętym starcem. Chciał usłyszeć rady i, jeśli to możliwe, sposób na przebaczenie grzechów i wolność od winy, która dręczyła go w głębi duszy.

Chociaż starzec go miło powitał, nie miał wiele do powiedzenia. Był ciepły i kochający, ale jego słów było niewiele. Dał młodzieńcowi prostą zasadę modlitwy na wieczory – przeczytanie kilku psalmów z Biblii i ofiarowanie kilku modlitw Bogu i Bogurodzicy. Powiedział mu, że ważna jest nie określona liczba czy rodzaj modlitwy, ale zwykła i regularna modlitwa z serca, z zaufaniem do Boga.

Młody człowiek na swoją prośbę otrzymał także książkę o życiu duchowym, którą przeczytał z niezwykłą uwagą. Z tej książki wybrał i zdecydował się przestrzegać trzech zasad: (1) jeśli szukasz uzdrowienia duchowego, zwracaj uwagę na swoje sumienie, rób to, co mówi, a odniesiesz korzyść; (2) kto pragnie błogosławieństwa wewnętrznej świadomości łaski Ducha Świętego, musi najpierw pilnie żyć według przykazań Bożych; i (3) kiedy przychodzisz na modlitwę, przyjdź jako ślepy i poproś o duchowe światło, aby poznać Chrystusa jako Pana.

Młody człowiek, jak relacjonował, nadal pracował w mieście. Nie zmieniał pracy. Nie nosił innych ubrań, nie czesał inaczej włosów, nie chodził inaczej. Zewnętrznie był w świecie tak samo, jak przedtem i nic nie mówił o swoich nowych zainteresowaniach. Jednak w jego wnętrzu zaczęły budzić się do życia ślady niesamowitego, nowego świata. Postępował zgodnie z prostym programem zaleconym przez starca i uważnie przestrzegał trzech zasad, które przyjął z przeczytanej książki. Czasami sumienie kazało mu dodać kolejne psalmy i dalej pokornie powtarzać „Panie, zmiłuj się”, co czynił. Wkrótce, z poczucia głębokiej pokory, łzy skruchy zaczęły spływać po jego policzkach. Tym goręcej modlił się do Boga, Maryi Dziewicy i jej Syna, Jezusa Chrystusa, tak jakby Chrystus był obecny bezpośrednio przed nim, jakby on obejmował Jego stopy i modlił się jak ślepiec, aby znaleźć, jeśli to możliwe, miłosierdzie i duchowy wzrok.

Pewnego wieczoru, gdy młodzieniec stał prosto i modlił się słowami celnika: „Boże, zmiłuj się nade mną grzesznym” (Łk 18, 13), ogarnęła go cudowna i nieoczekiwana obecność Boga. Nagle pokój wypełnił Boski blask. Zdumiony i niewiedzący, co się dzieje, zapomniał, gdzie jest. Wszędzie widział światło. Nie wiedział, czy jego stopy jeszcze dotykały ziemi, czy też został uniesiony w powietrze, ale nie bał się upadku. On sam, jak się wydawało, promieniał światłem, całkowicie zapominając o świecie i napełniając się niewypowiedzianą radością. Potem objawienie minęło. Wciąż pełen podziwu i radości skończył swoje modlitwy i następnego dnia poszedł do pracy praktycznie bez snu. Cud i słodycz wizji utrzymywały się przez wiele dni i stały się podstawą jego życia.

Wiele lat później ten sam młodzieniec, który dorósł i został mnichem, zwierzył się z tej historii innym i napisał o niej dla dobra poszukiwaczy Boga. Jedna z lekcji, jakie z tego wyciągnął, dotyczyła mocy wiary. Chciał nauczać, że każdy, młody czy stary, w każdych warunkach życia, może osobiście i bezpośrednio poznać Boga i radować się z nowych duchowych narodzin. Jeśli on, jako młodzieniec pełnej krwi, żyjący w świecie i zajmujący się zwykłymi sprawami i rozrywkami, mógł przyjść, by usłyszeć Boże wezwanie i zostać pobłogosławionym osobistą obecnością Boga, tak samo może każdy inny, kto jest gotów oddać swoje serce Bogu. Nie praktykował ani lat postu, ani długich czuwań, a jedynie kilka prostych modlitw i przestrzegał kilku podstawowych zasad duchowych. Został jednak pobłogosławiony wizją, o jakiej można przeczytać w Biblii lub dziejach wielkich świętych. To był czysty dar. Sam nie szukał wizji, tak jak nikt nie powinien z dumą zabiegać o nią, lecz prosił jedynie o przebaczenie swoich grzechów i zapewnienie Bożej obecności.

„Słyszeliście, moi bracia”, mówił do swoich słuchaczy po latach, „co może zrobić wiara w Boga, kiedy towarzyszą jej działania?” To, co jest najważniejsze, to nie młodość lub starość, wykształcenie lub jego brak, praca lub czas wolny, życie w małżeństwie lub w pojedynkę, ale szczera wiara, dzięki której człowiek oddaje serce i duszę Bogu i zobowiązuje się bez zastrzeżeń podążać Bożymi drogami. To wiara, mówił, wraz z wewnętrznym pragnieniem i wolną wolą, elementami, które Bóg umieścił w każdym sercu, sprawiają, że człowiek zbliża się do Boga i otrzymuje Jego zmieniające życie błogosławieństwa. To wiara, potwierdzona modlitwą, lekturą duchową i dobrymi uczynkami, rozpala duszę gorliwością dla Boga i niekończącą się miłością do Niego.

Młody człowiek rósł i dojrzewał, stając się nauczycielem i ojcem duchowym wielu poszukujących. Niedługo po jego śmierci Kościół ogłosił go świętym. Jednak jego duchowa odyseja nie obyła się bez dramatycznych wzlotów i upadków. Z szokującą szczerością wspomina o straszliwych upadkach po pierwszej wzniosłej wizji – upadkach, które doprowadziły go do grzechów cielesnych i duchowej ślepoty, gorszych niż kiedykolwiek. Jego własne zmagania i powrót do zdrowia nauczyły go, że prawdziwe życie z Bogiem jest zawsze darem, a nie czymś stale posiadanym. Jako dar musi być zawsze strzeżone i pielęgnowane z najwyższą czujnością i troską. Nauczał, że niemożliwe jest, aby ten, kto szuka z całej duszy, nie znalazł Chrystusa i Jego błogosławieństwa. Kiedy wpadasz w grzech, wstań odważnie, natychmiast pokutuj, wołaj do Boga o przebaczenie i kontynuuj właściwą drogę. Temu, kto wiernie puka, Pan otwiera bramy Swojego królestwa, a proszącemu o chleb daje Ducha Świętego. To jest nasze przeznaczenie w życiu: jesteśmy stworzeni dla Boga, aby Go poznać, radować się w Nim, służyć Mu, a przez wiarę, wdzięczność i miłość, zostać pobłogosławionym przez Niego większymi darami na końcu drogi życia.

[Powyższa historia jest prawdziwą historią zaczerpniętą z życia św. Symeona Nowego Teologa (ok. 960-1022) i zaczerpniętą zwłaszcza z jego Przemówienia katechetycznego nr 22).

o. Theodore Stylianopoulos

za: Christian Orthodox Reflections

fotografia: mmokrauz /orthphoto.net/