Dlaczego Bóg nas upokarza?

tłum. Gabriel Szymczak, 12 listopada 2021

Zaprawdę, Panie, jeśli się nie uniżymy, nie przestaniesz nas upokarzać. Prawdziwa pokora jest owocem wiedzy; a prawdziwa wiedza - owocem prób.
Izaak Syryjczyk, homilia 36.


W tej homilii św. Izaak mówi, że są dwa poziomy naszego ukrzyżowania z Chrystusem. Pierwszy poziom jest fizyczny i jest to kwestia naszej woli. Ma to związek z podporządkowaniem naszego ciała umysłowi, rozumowi. Jak mówi św. Izaak, polega na przywróceniu naszemu umysłowi należnego mu miejsca jako panującemu nad ciałem. Oczywiście pasje to utrudniają. Namiętności są naszymi naturalnymi psychofizycznymi potrzebami i popędami, które z powodu grzechu zostały zarówno wypaczone, jak i wymknęły się spod kontroli. Wielu ludziom trudno jest odróżnić ich potrzeby od samych siebie. Oznacza to, że identyfikują się ze swoimi namiętnymi pragnieniami, lękami i gniewami. Na przykład, gdy są rozgniewani, powiedzą o sobie: „Po prostu taki już jestem”. Jeśli doświadczają smutnych lub mrocznych myśli, mówią „jestem przygnębiony”. Zwróć uwagę na użyty tu czasownik, pochodzący od „być”. Ludzie często mylą to, czego doświadczają lub co myślą jako jednostki psychofizyczne, z tym, kim są. Myślą, że to, co myślą i czują, jest tym, kim są, a nie tylko tym, czego doświadczają. Prawosławna tradycja duchowa uczy nas, że nie jestem tym, co myślę lub czego doświadczam w swoim ciele. To ja zauważam, że myślę i czuję. Jestem mną, który siebie widzi. Niemniej jednak, kiedy namiętności, pragnienia i myśli ciała wymykają się spod kontroli, łatwo wydaje się, że moje pasje to ja, ponieważ one rzeczywiście mną rządzą.

Dopiero gdy zaczniemy opierać się i kontrolować naszą pasję – zaprzeczając wypaczonym i niekontrolowanym naturalnym popędom w nas – nasz umysł lub rozumny aspekt naszych umysłów może zacząć powracać do czegoś w rodzaju zdrowego stanu jako „król”, panujący nad psychofizyczną częścią nas samych, którą Nowy Testament często nazywa naszym ciałem. Oczywiście zapanowanie nad pasjami nie jest rzeczą łatwą. Wydaje się, że wszystko na świecie ma na celu zachęcenie nas do poddania się im, że wszystko krzyczy do nas: „Proszę śmiało. Poddaj się. Wiesz, że tego chcesz”. A największym kłamstwem, jakie szepcze nam świat, jest stwierdzenie „to naturalne; to naturalne, ponieważ wydaje się tobie naturalne”. Jednak, jak każdy narkoman lub alkoholik może ci powiedzieć, najbardziej naturalnym uczuciem jest wzięcie kolejnej działki, opróżnienie butelki, zrobienie wszystkiego, co trzeba, aby uśmierzyć ból. Nie bez powodu pasje nazywa się namiętnościami. Nasze ciało, nasz charakter psychofizyczny, rządzi racjonalnym aspektem naszego umysłu poprzez ból lub strach przed bólem. Dlatego św. Izaak nazywa nauczenie się panowania nad własnymi namiętnościami pierwszą częścią naszego ukrzyżowania z Chrystusem.

Słowo namiętność, pasja oznacza ból. I tak nasze ciało, nasz charakter psychofizyczny rządzi naszym umysłem. Ale ból to interesująca rzecz. Ból nie zawsze jest taki sam. Zapytaj kulturystę, a powie ci, że „oparzenie”, ból, którego doświadcza podczas treningu, nie tylko zaczyna być postrzegany jako coś dobrego, ale może nawet stać się czymś, na co się czeka. Przypływ adrenaliny, który jedna osoba odczuwa jako strach, inny człowiek może odczuwać jako podekscytowanie. Napady głodu, które skłaniają niektórych ludzi do irracjonalnego jedzenia, są łatwo ignorowane i ostatecznie przestają być zauważane przez tych, którzy rozwijają zdyscyplinowany nawyk w zakresie tego, co i kiedy jedzą. Pobudzająca chęć napicia się wódki, wzięcia heroiny lub jakiegokolwiek innego narkotyku, od którego jest się uzależnionym, stopniowo zanika – nawet jeśli nigdy całkowicie nie ginie – i coraz łatwiej ją ignorować, im dłużej ktoś trzyma się z dala od narkotyku i wyzwalaczy, które z nim kojarzy. Kiedy uczymy się akceptować ukrzyżowanie, akceptować ból, jaki zadaje nam odmawianie sobie, zaczynamy go pokonywać. A kiedy nasz rozum zaczyna rządzić naszym ciałem, może rozpocząć się głębszy poziom ukrzyżowania.

Ta druga część naszego ukrzyżowania, jak mówi św. Izaak, jest wstąpieniem do boskiej wizji. Ona nie obejmuje naszej woli – nasza wola została już wyrażona w pierwszej części. W tej części działa Duch Święty. „Królestwo umysłu to ukrzyżowanie ciała” – mówi św. Izaak. A kiedy to zacznie się dziać, wtedy Święty Duch może zacząć działać nad upokarzaniem naszego umysłu i doprowadzeniem nas do poznania samych siebie, co sprawia, że jesteśmy w stanie zacząć poznawać Boga.

Nawiasem mówiąc, zauważ, że ciągle mówię „zacznij”. To nie jest proces liniowy. To nie jest tak, że kończysz pierwszą część, a potem przechodzisz do drugiej. Kiedy zaczynam podporządkowywać swoje ciało mojemu rozumowi, Duch Święty zaczyna oświecać „oczy [mojej] duszy” (używając słów św. Pawła), tak że zaczynam poznawać siebie takim, jakim naprawdę jestem (złamaną, grzeszną istotą ludzką) i w ten sposób mogę zacząć poznawać Boga takim, jakim jest Bóg (kochającym Ojcem). Wszystkie poziomy tego procesu zachodzą jednocześnie. Dlatego mówię „zacznij”. Wszystko, co możemy zrobić, to zacząć krzyżować nasze namiętności, nasze ciało, by powiedzieć „nie moja wola, ale Twoja niech się stanie”. Raz za razem zaczynamy. Każdy dzień to nowa walka. Każdego dnia walka wymaga nowego początku. Każdego dnia muszę umrzeć w jakiś mały lub duży sposób. To jest początek. Reszta należy do Boga.

Św. Izaak mówi nam, że ten nieustanny początek, to codzienne umieranie dla siebie, to wewnętrzne lub ukryte ukrzyżowanie, jest sposobem, w jaki poddajemy się Bogu; a poddając się Bogu, zdobywamy pokorę. Pokora jest więc żłóbkiem, w którym pokój może narodzić się w naszych sercach, a pokój uspokaja namiętności. Kiedy jesteśmy spokojni, ból, strach, ciemność, zagmatwane, rozpaczliwe i niesprawiedliwe okoliczności naszego życia, wszystko to jest o wiele łatwiejsze do zniesienia. Ból gwoździ, to znaczy cielesne popędy, które wołają do nas, że umrzemy, jeśli natychmiast im się nie poddamy; ból niewiedzy, braku kontroli, cierpienia, których doświadczamy nie tylko z powodu naszego ciała, ale i okoliczności i wypadków naszego życia – cały ten ból jest w jakiś sposób o wiele łatwiejszy do zniesienia, gdy mamy pokój, kiedy Chrystus jako niemowlę wydaje się przebywać w pokornym żłobie naszych serc. A pokora, mówi św. Izaak, jest tym, co się do tego przyczynia.

I dlatego Bóg nas upokarza. Dlatego, gdy już rozpoczęliśmy podróż, Bóg nie pozwala nam popadać w samozadowolenie. Jeśli nie ukorzymy się, przyjmując codzienną śmierć, pierwszą część ukrzyżowania, jeśli z jakiegoś powodu zeszliśmy z właściwej drogi i osiedliliśmy się w jakimś wygodnym zakątku duchowego, fizycznego lub psychicznego dogadzania sobie, to Bóg – ponieważ nas kocha - pozwala, by samo życie nas poniżyło. I w tej pokorze, w tym widzeniu siebie jako o wiele bardziej złamanych, o wiele biedniejszych, o wiele bardziej grzesznych, zagubionych i niezorientowanych, niż się spodziewaliśmy, w takim widzeniu siebie nabieramy pokory. A pokora stwarza w nas miejsce, w którym może zamieszkać pokój. To próby, porażki, niewiedza prowadzą nas do prawdziwej wiedzy. I ta prawdziwa wiedza, to poznanie nas samych jako ubogich, kulawych, ślepych i nagich, rodzi owoce pokory. A jak przypomina nam król Dawid, Bóg nie gardzi pokornym i skruszonym sercem. Bóg zbawia pokornych, którzy nie mogą sami siebie zbawić.
 
o. Michael Gillis

za: Praying in the Rain

fotografia: Sheep1389 /orthphoto.net/