Sumienie, o którym zapomnieliśmy

tłum. Gabriel Szymczak, 27 października 2021

„Kiedy sumienie każe nam coś zrobić, a my to ignorujemy, i kiedy potem każe nam zrobić coś innego, a my tego nie robimy, stale i nieubłaganie depczemy je; zakopujemy je i nie może już w nas głośno krzyczeć z powodu ciężaru, który je przykrywa” (Abba Doroteusz).

W dzisiejszych czasach nasze sumienie zostało wygnane z etapu wychowania, edukacji i pragnienia utożsamiania się z innymi ludźmi. Prawo zostało przekształcone w obowiązek społeczny, „musimy” go przestrzegać, aby społeczeństwo nie przekształciło się w dżunglę i aby istniały granice. Ale nie czujemy w sobie żadnej reprymendy, jeśli jako priorytet wybieramy własne zdanie i wolę. Nie ma głosu, który by nas nakłaniał do tego, co dobre lub odwracał nas od tego, co złe. W każdym razie dobro i zło zostały zrelatywizowane. Nasz własny interes i samousprawiedliwienie są prawem. Karzemy nasze dzieci za ich złe zachowanie, ponieważ łamią zasady, które my dla nich ustaliliśmy. Władza, sprawowana dla własnego dobra, czymkolwiek by ono nie było, jest kryterium kary. W ten sposób dzieci dorastają w strachu lub ze skłonnością do prób ominięcia autorytetu tam, gdzie można to zrobić. Nie są świadome tego, co jest prawdą, a co nie. Usprawiedliwienie przychodzi im łatwo na usta, a tak naprawdę tylko nas naśladują.

Porażka jest raną dla naszego ego. Nie jest nam łatwo czuć, że grzech może być porażką, może być nieposłuszeństwem wobec woli Bożej, wyrzeczeniem się Jego miłości i miłości innych, że jest deifikacją naszej opinii. Jeśli kroczymy ścieżką potrzeby posiadania racji, dlaczego nie mielibyśmy czuć, że istniejemy tylko dla siebie, z samym sobą w centrum; dlaczego mielibyśmy próbować się zmienić, a jeśli tak, to w jakim kierunku byśmy poszli? Warunkiem zmiany jest nie tylko samoświadomość, której celem jest zobaczenie, czego nam brakuje i jakie cele możemy osiągnąć. Główna zmiana polega na tym, żebyśmy dawali, kochali, byli w stanie współczuć innym, widzieć życie ich oczami, czuć, kiedy jesteśmy uciążliwi i męczący, kiedy denerwujemy ludzi i powodujemy ich gniew wobec nas ze względu na to, jacy jesteśmy.

Zmiana następuje, gdy poważnie traktujemy przykazania Boże, gdy widzimy, że ich przestrzeganie jest drogą do miłości, gdy ich nieprzestrzeganie niepokoi nas właśnie dlatego, że słyszymy w sobie Jego głos. Zaczynamy rozumieć, że separujemy się od Boga i innych ludzi, kiedy nie kochamy, kiedy akceptujemy negatywną myśl, która nas porusza, która pobudza nasz egoizm, co sprawia, że nie chcemy słuchać innych. Wtedy nasze sumienie staje się impulsem do zmiany: kiedy decydujemy się zrobić wszystko, co konieczne, aby iść w kierunku prawdy, z pomocą i wsparciem naszych ojców duchowych i tych, którzy naprawdę nas kochają.

„Wsłuchaj się w głos w sobie”. Powiedzmy to sobie, naszym dzieciom, tym, którzy są nam bliscy, zwłaszcza gdy jesteśmy o krok od robienia tego, co chcemy, nie zastanawiając się, jak bardzo możemy kogoś skrzywdzić lub jak bardzo deifikujemy nasze ego, jakby nic i nikt inny nie istniał, nawet Bóg.
 
o. Themistoklis Mourtzanis

za: Pemptousia

fotografia: Strahinic /orthphoto.net/