Właściwi ludzie

tłum. Gabriel Szymczak, 03 listopada 2021

Wszystkich zaś koniec jest bliski. Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić.
Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów.
Okazujcie sobie wzajemną gościnność bez szemrania.

1 P 4, 7-9

Gdybyś miał sporządzić listę ważnych cnót i praktyk duchowych, w które miałbyś się zaangażować pod koniec życia, co by się na niej znalazło? Być może wyliczyłbyś modlitwę, sakrament spowiedzi, przebaczenie innym i proszenie innych o przebaczenie, wyrażanie swojej miłości rodzinie i przyjaciołom, przekazywanie pieniędzy na parafię i ulubioną działalność charytatywną. Podejrzewam, że niektóre z tych - ale i wiele innych - znalazłoby się na twojej „liście życzeń”, którą musiałbyś wypełnić przed śmiercią. A co z gościnnością, nie tylko dla przyjaciół i rodziny, ale dla nieznajomych?

W powyższym fragmencie św. Piotr nakazuje wiernym praktykować φιλοξενια, co oznacza "miłość do obcych" lub "gościnność" i wymownie dodaje, że powinni to robić bez szemrania, bez narzekania. Nieznajomy lub ξένος to osoba spoza twojego kręgu. Być może nie podziela twojego pochodzenia etnicznego, kultury lub rasy. W życiu parafialnym ξένος lub obcy może być po prostu osobą, która nie jest jeszcze prawosławna, lub która przeszła do Cerkwi prawosławnej i nie jest prawosławna od kołyski. W każdym lub we wszystkich tych przypadkach nieznajomym jest osoba, która nie jest taka, jak ja i z którą zazwyczaj nie utrzymuję kontaktu.

Dlaczego św. Piotr miałby umieścić gościnność – wraz z poważną i uważną modlitwą oraz wzajemną miłością – na liście definiującej jak żyć, gdy „koniec jest bliski”? Bo gdy przyjmujemy bliźniego, obcego, przyjmujemy Chrystusa. A kiedy odrzucamy obcego wśród nas, odrzucamy również Chrystusa. Sam Pan powiedział, że kiedy nadejdzie koniec dni i Syn Człowieczy przyjdzie w Swojej chwale sądzić świat, uczyni to w oparciu o to, jak przyjęliśmy Go przez naszą gościnność lub miłość do obcego.

„Wtedy powie król tym po Swej prawicy: - Chodźcie, błogosławieni Ojca Mego, odziedziczcie Królestwo przygotowane wam od stworzenia świata. Byłem głodny i daliście Mi jeść, byłem spragniony i napoiliście Mnie, byłem przybyszem i przyjęliście Mnie, nagi i odzialiście Mnie, zachorowałem i odwiedziliście Mnie, w więzieniu byłem i przyszliście do Mnie’.

Wówczas odpowiedzą Mu sprawiedliwi, mówiąc: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnego i nakarmiliśmy lub spragnionego i napoiliśmy? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy lub nagiego i odzialiśmy? Kiedy widzieliśmy Cię chorego lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? I odpowiadając, król powie im: - Amen, mówię wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych. Mnie uczyniliście.'” (Mt 25, 34-40)

Św. Jan Chryzostom pisze:

„Jeśli przyjmujesz bliźniego tak, jakby był Chrystusem, nie narzekaj ani nie czuj się zakłopotanym, ale raduj się swoją służbą. Ale jeśli nie przyjmiesz go tak, jakby był Chrystusem, nie przyjmiesz też Chrystusa, ponieważ powiedział: ‘Kto przyjmuje was, Mnie przyjmuje’. Jeśli nie okażesz w ten sposób gościnności, nie otrzymasz nagrody.”

Jeśli chodzi o życie parafialne, wielu z nas daleko do takiej gościnności. Zamiast służyć nieznajomemu wśród nas z miłością, współczuciem i hojnością, narzekamy i gderamy, że ktoś nowy usiadł w naszej ławce. Wyrażamy zaniepokojenie, że dzieci z nowej rodziny zakłócą naszą cichą medytację. I szepczemy słowa wyrażające oszołomienie, że osoba z innej grupy etnicznej lub rasowej przyszła do naszej cerkwi. „Czy oni nie wiedzą, że to jest cerkiew? To nie są ludzie odpowiedni dla tej parafii”. Być może myślisz, że to przesada, ale w rzeczywistości wiadomo, że te słowa były powtarzane raz po raz w niektórych naszych parafiach. Moi drodzy, tak nie powinno być!

Św. Paweł w swoim pierwszym liście do Kościoła w Koryncie pisze:

„Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]… A te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem.” (1 Kor 12, 12-25)

Jednym z pięknych aspektów Ciała Chrystusa jest to, że wiele jego członków nie jest jednakowych pod względem kształtu, wielkości i funkcji, ale zamiast tego niesie w sobie wyjątkowe dary dane przez Ducha Świętego podczas chrztu w celu służenia naszej Głowie, Jesusowi Chrystusowi. Gdybyśmy byli ciałem złożonym z samych palców, byłaby to bardzo dziwna sytuacja, ale w rzeczywistości Ciało Chrystusa jest skomponowane ze wszystkich niezbędnych części, aby w piękny sposób funkcjonować jako Kościół w świecie na chwałę Boga - tak długo, dopóki wszystkie części się nie buntują i nie nalegają, aby wszystkie inne części były takie same jak one, albo żeby mogły zrobić coś, do czego nie zostały powołane przez Chrystusa w Jego Kościele, pod duszpasterskim przewodnictwem biskupów, księży i diakonów. Poszukujemy jedności, a nie jednolitości, ponieważ razem żyjemy w toczącym się życiu jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego Kościoła.

Kim więc są ludzie właściwi lub niewłaściwi dla naszych parafii? Aby odpowiedzieć na tę kwestię, musimy odwrócić uwagę i zadać sobie pytanie: „Czy ja jestem właściwą osobą, która naśladuje przykład Chrystusa? Czy moje życie charakteryzuje φιλοξενια, miłość do nieznajomego? Czy chcę i czy włączam w swoje uwielbienie, modlitwę, społeczność, studium, służbę i rekreację osoby różniące się ode mnie? Czy jestem bardziej skoncentrowany na robieniu tego, co ja chcę robić, czy też szukam sposobów służenia innym, nawet jeśli jest to niewygodne lub upokarzające? Błogosławiony Teofilakt pisze, że „Gościnność bez narzekania jest pewnym znakiem miłości”. To całkiem dobry opis osoby właściwej dla każdej parafii!

W Ewangelii według św. Mateusza Jezus daje nam pomocną przypowieść, abyśmy zrozumieli, na czym powinniśmy się koncentrować, by stale wyrastać na właściwy rodzaj ludzi, którzy są zjednoczeni z Trójcą Świętą. Jezus powiedział:

„Oto wyszedł siewca siać. I gdy on siał ziarna, jedne padły obok drogi i ptaki nadleciawszy, wyjadły je. Inne zaś padły na grunt kamienisty, gdzie nie miały wiele gleby i natychmiast urosły, bo gleba nie była głęboka. Gdy zaś słońce wzeszło, zwiędły z gorąca i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie i wyrosły ciernie, i zdusiły je. Jeszcze inne padły na glebę dobrą i wydały plon: jedne stokrotny, inne zaś sześćdziesięciokrotny, jeszcze inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy do słuchania, niech słucha.” (Mt 13, 4-9)

W swojej przypowieści Jezus opisuje serca i umysły ludzi jako glebę, którą należy pielęgnować, aby ziarno zapuściło korzenie, rosło i przynosiło owoce. On zaczyna, pomagając nam zobaczyć, co się dzieje, gdy nie dbamy o glebę naszych serc. Ci, którzy są określani jako miejsce „przy drodze”, to mężczyźni i kobiety, którzy są leniwi lub gnuśni. Błogosławiony Teofilakt pisze: "Albowiem ich umysły są ścieżką wydeptaną i twardą, i nawet w najmniejszym stopniu nieuprawianą. Słowo zostaje im wyrwane przez… demony."

Kolejny rodzaj ludzi to ci, którzy są określani jako „miejsca kamienne”, ci, którzy słuchają nauki Chrystusa, ale są zbyt przyzwyczajeni do dróg ciała i świata, by opierać się pokusom i próbom. Nie trzeba odbierać im ziarna, sami chętnie odchodzą i porzucają własną szansę zbawienia, usychając pod wpływem własnych namiętności.

Wreszcie Jezus opisuje tych, których serca zostały zaprawione, ale zmieszane zostało ziarno Ewangelii Królestwa i ziarno królestwa tego świata. Wzrastają razem, jednak troski i problemy świata zaczynają dusić dobry owoc, który powinien narodzić się w ich życiu.

To jednak nie koniec przypowieści; Jezus opisuje również glebę, która jest żyzna, na której ziarno Ewangelii zapuściło korzenie, rosło i przynosiło owoce – wielokrotnie więcej niż liczba zasadzonych nasion. Lecz ta gleba nie staje się taka automatycznie i nie pozostaje w tym stanie. Potrzeba pracy, aby gleba serca była wolna od kamieni i chwastów, a także, aby uprawiać ziemię i być gotowym na zasiane ziarno. Ta ostatnia osoba, o której mowa w przypowieści Jezusa, jest właściwą osobą do życia w Królestwie Bożym. „Kto ma uszy do słuchania, niech słucha!” – mówi Jezus.

Wracając do mojego pierwotnego pytania, jeśli miałbyś sporządzić listę ważnych cnót i praktyk duchowych, którymi możesz się zająć pod koniec swojego życia, co by się na niej znalazło? Czy zawierałoby listę, którą św. Piotr dał nam w 1 P 4, 7-9 – roztropność i trzeźwość w modlitwie, żarliwą miłość do siebie nawzajem i gościnność bez narzekania? A może twoja lista byłaby bardziej skoncentrowana na troskach i problemach tego świata, które zaduszają dobry owoc Królestwa Bożego? Jestem pewien, że wszyscy odpowiedzielibyśmy we „właściwy” sposób, aby postrzegać siebie jako właściwych, a nie niewłaściwych ludzi; ze strachem zastanawiam się jednak, jak sam Chrystus odpowie na to pytanie oceniając mnie „na końcu wszystkiego”.

„Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę.
Troszczmy się o siebie wzajemnie, aby się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im widzicie, że zbliża się dzień.”
Hbr 10, 23-25

bp Tomasz & o. David Hyatt

za: Antiochian Orthodox Christian Archdiocese of North America

fotografia: Radoje2021 /orthphoto.net/