Odnowiony umysł

tłum. Gabriel Szymczak, 15 października 2021

Kiedyś poproszono mnie o wygłoszenie przemówienia w Katedrze Narodowej w Waszyngtonie na temat modlitwy w tradycji prawosławnej. Przyniosłam ze sobą dużą ikonę, znaną wielu ludziom, przedstawiającą Trójcę Świętą jako trzech gości, którzy przybyli do Abrahama (Rdz 19,1-8) – tę, która została namalowana przez św. Andrzeja Rublowa w 1410 roku. Ikonę ustawiłam na sztaludze, ale po kilku słowach o niej - skupiłam się na Modlitwie Jezusowej. Ta prosta, powtarzająca się modlitwa – „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną” – została opracowana przez Ojców Pustyni jako pomoc w nauce „nieustannej modlitwy” (1 Tes 5, 17).

Kiedy później zebraliśmy się na warsztatach, okazało się, że uczestnicy chcieli dowiedzieć się więcej o roli ikony. Jaka jest jej funkcja w modlitwie? Jakich modlitw używa się patrząc na ikonę?

Wcześniej nie przyszło mi do głowy, że to będzie oczywiste pytanie. Jeśli niewiele wiesz o Cerkwi Prawosławnej, to wiesz na pewno o ikonach; są naszym najbardziej widocznym znakiem. A jednak na pytanie „Jak prawosławni chrześcijanie modlą się przed ikoną?”, musiałam odpowiedzieć: „Nie modlą się”. Nie w sposób skupiający się na ikonie. W rzeczywistości zbytnie skupienie się na ikonie zakłóciłoby naszą zdolność do modlitwy.

Brzmi to jak paradoks i jak się nad tym zastanawiam, pojawia się szereg pytań – o rolę i granice obrazów, o charakter bezpośredniego doświadczenia w przeciwieństwie do myślenia o doświadczeniu, o ludzką zdolność receptywnego rozumienia w przeciwieństwie do aktywnego rozumowania i najważniejsze pytanie ze wszystkich: po co tu jesteśmy? Jaki jest sens życia?

Zaczynając od pytania publiczności - sposób, w jaki prawosławny chrześcijanin modli się przed ikoną, nie różni się zbytnio od tego, jak modli się gdziekolwiek indziej. Ikona może oczywiście pomóc mu być bardziej skupionym i uważnym, ale nie wymaga specjalnego rodzaju modlitwy.

Ikony pełnią rolę towarzyszącą, a ja mogłabym zrobić analogię do zdjęcia każdej zmarłej, ukochanej osoby. Jeśli byłeś blisko swojej babci, możesz trzymać jej zdjęcie tam, gdzie widzisz je każdego dnia. Kiedy na nie spoglądasz, przypominasz ją sobie, a jeśli zatrzymasz się na chwilę - to wspomnienie może rozwinąć się w bardziej całościowe wrażenie jej osobowości i obecności. Jeśli była kobietą modlitwy, możesz sobie wyobrazić, że nadal modli się za ciebie w Bożej obecności. Możesz nie tylko o niej myśleć, ale poczuć z nią ulotną więź, w tym związku, który przekracza czas.

Jednak to poczucie połączenia jest delikatną sprawą, ulotną i subtelną. Może być w jakiś sposób podpowiedziane spojrzeniem na zdjęcie, ale nie może być zlokalizowane na powierzchni papieru ani wydestylowane z atramentu. I, co dziwne, im bardziej wyczuwasz takie połączenie, tym bardziej prawdopodobne, że zamykasz oczy... Nie możesz rozwinąć tego uczucia, przyglądając się zdjęciu. Ono by tylko przeszkadzało.

Podobnie jak to „kliknięcie”, które czujesz ze swoją babcią, w sercu prawosławnego chrześcijaństwa jest doświadczenie połączenia z Bogiem. Według wschodniego punktu widzenia, cały sens wiary chrześcijańskiej - cały sens ludzkiego życia - jest tym połączeniem, a ściślej komunią. Komunia z Bogiem jest tym, do czego zostaliśmy stworzeni, od czasów Adama i Ewy. Upadek przodków zniszczył ludzką naturę i całe stworzenie, ale wcielenie Chrystusa, Jego śmierć i Zmartwychwstanie otwierają drogę do uzdrowienia. Umysł, który to przyjmuje, zostaje uzdrowiony i przywrócony do stanu, w którym może ponownie dostrzec Bożą obecność.

Prawosławne chrześcijaństwo to zbiór dyscyplin duchowych, które umożliwiają uzdrowienie: modlitwa, post, jałmużna, sakramenty, pokorna miłość i służba bliźnim. Te dyscypliny pomagają nam dostroić się do połączenia z Bogiem i pozostawać w stałym kontakcie z Jego obecnością (to właśnie oznacza „nieustannie się modlić”).
Oczywiście, większość ludzi nie osiąga w tym życiu stałej modlitwy-komunii, ale nawet odrobina jej smaku jest przemieniająca. Jest tak wiele przykładów mężczyzn i kobiet z przeszłości i teraźniejszości, którzy z powodzeniem stosowali te dyscypliny i zostali przemienieni, że wiemy, iż działają; możliwy jest prawdziwy postęp. Z wieloma błędami i porażkami, ale dążymy do tego celu.

Ikony, podobnie jak wszystkie formy piękna, które pielęgnujemy w kulcie, odgrywają bardzo ważną rolę. Jest jednak moment, w którym wszystkie obrazy – szczególnie obrazy wewnętrzne – po prostu stają na drodze modlitwy. Obrazy utrzymują nas na powierzchni rzeczy. Jeśli możesz bezpośrednio doświadczyć Boga, po co ci obrazy?

Myślę, że my, ludzie z Zachodu, mamy problem z przemyśleniem, co to znaczy doświadczać obecności Boga, ponieważ nasza mapa ludzkiej świadomości nie daje żadnej zdolności, w której ta obecność mogłaby się zarejestrować. Myślimy, że jesteśmy stworzeni z głowy i serca, umysłu i emocji. Ale to nie jest biblijny pogląd. Tam konsekwentnie mówi się, że myśli pojawiają się w sercu (i zwykle kojarzą się z knuciem i intrygami lub samolubnymi marzeniami: „Usposobienie człowieka jest złe już od młodości” Rdz 8, 21). Nie ma żadnego biblijnego rozdzielenia między rozumem a emocjami; nie ma podziału także w rzeczywistości. Są one częścią jednego, ludzkiego procesu.

Tam, gdzie w naszych Bibliach czytamy „umysł”, nie oznacza to intelektu myślącego, ale intelekt receptywny – rozumienie lub zdolność pojmowania. Grecki odpowiednik to nous i jest to pojęcie, którego tak naprawdę nie mamy na Zachodzie. To umysł spostrzegawczy, umysł, który odbiera. Po swoim Zmartwychwstaniu Jezus „otworzył umysł [nous apostołów], by zrozumieli Pisma” (Łk 24, 45). Nous to miejsce, w którym możemy wyczuć lub dostrzec obecność Boga.

Oczywiście nous to miejsce, w którym wyczuwamy lub postrzegamy cokolwiek. To część twojego umysłu, która jest zachwycona, gdy nagle pojmujesz nieoczekiwane zakończenie filmu. Właśnie tam słyszysz „dźwięk prawdy”. Nous jest tym, co odbiera napływ wspomnień twojej babci, tak jakbyś właśnie nastawił się na jej „stację nadawczą”. Nous jest jak radio. Został zaprojektowany, aby dostroić się do głosu Boga.

Ale, jak wszystko inne w Stworzeniu, został uszkodzony. „Zaciemniony” nous wolałby raczej obejrzeć film i chce unikać Boga. Z czasem i poprzez cierpliwą praktykę można go jednak uleczyć; wszystkie duchowe dyscypliny Kościoła prawosławnego służą temu celowi. Św. Paweł napisał: „Przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (Rz 12, 2). Naszym celem jest posiadanie „nous Chrystusa” (1 Kor 2, 16).

Tak więc rola ikon w modlitwie jest subtelna. My, prawosławni, nie otaczalibyśmy się nimi tak pilnie, gdyby nie służyły praktycznym, a nawet dynamicznym celom. Dostarczając obrazów dzieł Bożych z historii oraz ludzi, którzy zostali w pełni oświeceni światłem Chrystusa, dają nam wyobrażenie o tym, dokąd zmierzamy. Pomagają w oczyszczeniu i uzdrowieniu nous, abyśmy mogli lepiej rozpoznawać obecność Boga. Ale nie czynią tego jako dzieła sztuki, stymulanty emocji czy magiczne przedmioty. Ich rolą jest towarzyszenie — przedstawiają duchowe rzeczywistości, których nasze oczy nie widzą, a poprzez nauczanie i zachęcanie ukierunkowują nas ku naszemu przeznaczeniu. Wtedy możemy zamknąć oczy i modlić się.

Frederica Matthewes-Green

za: Frederica.com

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/