"W pokoju do Pana módlmy się"

tłum. Justyna Pikutin, 09 października 2021

przeczytaj poprzednią część


Poprzednie rozważania poświęcone były aklamacji, która rozpoczyna świętą Liturgię: błogosławieństwu i wychwalaniu Królestwa Ojca i Syna i Świętego Ducha. Święta Liturgia przenosi człowieka z rzeczywistości otaczającego go świata do innej rzeczywistości, która również jest obecna w naszym życiu i którą człowiek postrzega jako wieczność. Tylko ten, kto osobiście doświadczył tego stanu, może w pełni zrozumieć, o czym mówię. Liturgia - to prawdziwe Królestwo Boże w czasie i przestrzeni, to znaczy w świątyni oraz w zgromadzeniu wiernych.

Po błogosławieństwie Królestwa następuje seria wezwań, które zazwyczaj wygłasza diakon, jeśli jest obecny na nabożeństwie. Jeśli diakona nie ma, wezwania te wypowiada kapłan. Tak więc, pierwsze wezwanie - “W pokoju do Pana módlmy się” (cs. Mirom Hospodu pomolimsia), co znaczy “Ze spokojem ducha, ze spokojem w duszy wznieśmy swe prośby do Boga”.

Z uwagi na to, że cała Liturgia stanowi pasmo próśb i modlitw do Boga, to na samym jej początku Cerkiew sygnalizuje nam warunek konieczny dla modlitwy - spokój ducha. Prosić Boga może tylko ten, kto w głębi duszy przepełniony jest spokojem. Pewnie ktoś zapyta: “Czy w naszym życiu możliwe jest, by zawsze mieć spokój w duszy? Gdybyśmy znajdowali się teraz w Libii, Egipcie czy Japonii, pośród wojny czy klęsk żywiołowych tj. trzęsienia ziemi lub powodzi, czy moglibyśmy mieć spokój w duszy, by modlić się do Boga? Może jednak chodzi o coś innego?”. Niewątpliwie pokój na świecie jest równie ważny. Cerkiew modli się również o pokój na świecie, co zobaczymy przy wezwaniu zaczynającym się słowami “O pokój całego świata...” (cs. O mire wsieho mira...). Ważne jest, by pokój panował w naszym życiu, w naszym domu, w naszej rodzinie. Jednak ten pokój nie zawsze jest osiągalny. Jak zapewne wiecie z własnego doświadczenia, bardzo często jesteśmy zmuszeni przeżywać przeróżne zawirowania - globalne, narodowe, społeczne, rodzinne czy też osobiste.

Często wspominam św. Paisjusza Hagiorytę, który w ostatnich latach swego życia mówił: “Jestem stary, mam wiele lat i nie najlepiej zadbałem o swoją duszę. Dlatego też proszę Boga nie za siebie, a za świat, i mówię Bogu o cierpieniach, których doświadczają ludzie”. Chrześcijanin nie może pozostać obojętnym na ludzkie cierpienia, nie może oglądając telewizję, patrzeć na wszystko, co dzieje się wokół nas, ziewając. Niestety, tak zwana wirtualna rzeczywistość nauczyła nas patrzeć na nieszczęścia ze śmiechem. Wydaje się nam śmieszne to, że na ekranie ktoś kogoś zabija. A co w tym śmiesznego?

Tego dnia, gdy rozpoczęła się wojna w Iraku, razem z naszym starcem Józefem z Watopedi, byliśmy w Anglii, w Londynie, a rano następnego dnia mieliśmy wracać na Górę Athos. Gdy dowiedzieliśmy się o rozpoczęciu wojny, postanowiliśmy spojrzeć, co mówią o niej w telewizji. Nocowaliśmy u znajomych. W telewizji pokazywali wojskowe manewry, bojowe samoloty, żołnierzy itp. Dobrze pamiętam dzieci w tej rodzinie. Wspaniałe dzieci. Usiadły przed ekranem, trzymając butelki z oranżadą i kanapki. Dzieci siedziały przed telewizorem, jadły, piły i oglądały wojnę tak, jakby był to mecz piłki nożnej. Im, jako dzieciom, można było to wybaczyć, ale my, dorośli, powinniśmy mieć inny stosunek do nieszczęść, które nękają świat. Człowiek dojrzały wiekiem i duchowym doświadczeniem nie pozwoli sobie pozostać obojętnym na cierpienie całego świata. I myślę, że im bardziej człowiek wzrasta duchowo, tym bardziej współuczestniczy w cierpieniu ludzkości.

Tak więc, gdy Cerkiew wzywa nas do modlitwy ze spokojem duszy, istotnie pojawia się pytanie: “Gdzie mam znaleźć ten spokój, jak go znaleźć, gdy wokół giną ludzie, gdy wszystko wkoło traci równowagę?” Codziennie słyszysz: ten zachorował, tego spotkało nieszczęście, tamten zmarł, kolejny nie ma co jeść, a jeszcze inny nie ma pieniędzy, by zatroszczyć się o swoje dziecko... Jaki spokój można odnaleźć w takim świecie? Ten spokój, który Chrystus przyniósł na ziemię podczas Swych narodzin, o którym śpiewali aniołowie: “Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój”. Tak, ale o czym oni śpiewali? Przecież gdy tylko Chrystus przyszedł na świat, wzrosła przeciwko Niemu wrogość, tysiące dzieci zostało zamordowanych i wydarzyło się wiele zła. Nawet Sam Chrystus powiedział: “Nie mniemajcie, że przyszedłem rzucić pokój na ziemię; nie przyszedłem rzucić pokoju, ale miecz” (Mt 10, 34), a to znaczy wojnę. Tak więc o jaki pokój chodzi?

Jak już powiedziałem, dla każdego z nas niezwykle ważne jest, by w naszym otoczeniu panował spokój, na tyle, na ile to możliwe. Jednak w wezwaniu, które dziś analizujemy, mowa o prawdziwym pokoju, który może dać człowiekowi tylko Bóg. Pokój - to nie jest stan psychiczny, gdy wszystko jest w porządku i tryskamy optymizmem mówiąc: “Jak wspaniale wszystko mi się układa!”.
W Słowie Bożym jasno mówi się, że Chrystus jest naszym pokojem. Chrystus - to pokój. Jeśli naszą duszę wypełnia Chrystus, to odnajdujemy spokój. A jeśli nie ma w niej Chrystusa, to nie ma też pokoju, nawet jeśli wszystkie zewnętrzne okoliczności są dla nas przyjazne. Właśnie dlatego Bizantyjczycy budowali świątynie poświęcone Świętemu Pokojowi (z greckiego Agia Eirene) Chrystusowi. W Stambule (Konstantynopolu), nieopodal świątyni Hagia Sophia, znajduje się piękna starożytna świątynia - niegdyś należąca do Patriarchatu Konstantynopola - Hagia Eirene. Wierni myślą, że jest ona poświęcona św. męcz. Irenie. Jednak nie jest ona poświęcona męczennicy, a Chrystusowi, który jest Pokojem całego świata. Tak jak świątynia Hagia Sophia nie jest poświęcona męczennicy Sofii, a Chrystusowi, Który jest Mądrością (z gr. Sofia) świata.

W ten sposób, gdy Cerkiew wzywa nas do modlitwy “w pokoju”, to wzywa nas do modlitwy “w Chrystusie”, we wspólnocie z Chrystusem, ponieważ tylko w Chrystusie odnajdujemy prawdziwy spokój duszy. Pokój zewnętrzny łatwo stracić wraz z pogorszeniem okoliczności naszego życia, życia naszej rodziny, społeczności, państwa, całej planety; okresy tego zewnętrznego pokoju burzone są przeróżnymi wstrząsami i nie trwają długo ani bezustannie. Naturalnie choroby, frustracje, przeróżne nieszczęścia pozbawiają nas pokoju zewnętrznego. Chrystus powiedział: “Pokój Mój daję wam. Nie jak świat daje, daję wam” (J 14, 27). Chrystus daje pokój “nie tak, jak świat daje” ponieważ pokój tego świata zależy od okoliczności zewnętrznych. Jeśli wszystko wokół zarówno w rodzinie, jak i w pracy jest dobrze, mam wystarczająco pieniędzy, nie mam problemów ze zdrowiem, to wszystko jest w porządku i jestem spokojny. To jest właśnie spokój świata. Jednak każde nieszczęście burzy go, a przy zmianie okoliczności jego chimera szybko zanika. Tak więc jak mamy modlić się w prawdziwym pokoju, w Chrystusie?

W tym celu, bracia i siostry, bardzo ważne jest, aby pogodzić się z własnym sumieniem, jak mówi Chrystus. W każdym z nas jest oskarżyciel, którego Bóg umieścił w naszych duszach i który osądza nas w każdej chwili. Ten oskarżyciel - to sumienie. Sumienie ma za zadanie podpowiadać nam, jak możemy wypełnić wolę Bożą. Im uważniej przysłuchujemy się mu, tym bardziej staje się ono wrażliwe i tym wyraźniej mówi nam rzeczy, których jeszcze wczoraj nie rozumieliśmy. Jednak jeśli nie słuchamy jego głosu i odrzucamy je ze słowami: "Nic mnie to nie obchodzi", to dzieje się z nim to samo, co z igłą, po której czubku uderzamy młotkiem. Uderzenia młotka sprawiają, że czubek staje się tępy, a igła bezużyteczna. Tak też sumienie staje się bezwartościowe, gdy je zaniedbujemy. Sumienie - to dar od Boga, pozostawiony nam po upadku w raju. Dlatego też święci ojcowie mówią, że człowiek, kierujący się wyłącznie sumieniem, może zbliżyć się do Boga (choć w pewnym stopniu) - wystarczy tylko wsłuchać się w jego głos i mieć z nim pokój.

metropolita Limassol Atanazy

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek11 /orthphoto.net/