Nowa „wojna religijna”

tłum. Paulina Sacharczuk, 30 września 2021

Niezależnie od tego, o co ludzie na poważnie spierają się merytorycznie, ostatecznie zawsze szukają odpowiedzi na pytanie: "Jaki jest sens życia, po co żyjemy?".

To pytanie jest ostatecznym tematem kultury, czyli sfery działalności człowieka, która rozumiana jest jako ogół duchowych poszukiwań, twórczych wysiłków, refleksji nad sobą, w odróżnieniu od codziennego życia, sfery sprowadzającej się do poszukiwania środków zapomnienia. Tak naprawdę, czy nam się to podoba, czy nie, centralnym faktem ludzkiego doświadczenia jest świadomość, że wszyscy jesteśmy śmiertelni. „Umrę” – to jedyne bezbłędne stwierdzenie, które jestem w stanie wypowiedzieć. Wszystko pozostałe, łącznie z tym, co stanie się ze mną w ciągu pięciu minut, jest spowite mrokiem niepewności. Dlatego jest trochę prawdy w twierdzeniu, że religia żyje lękiem przed śmiercią, czymś nie do zniesienia dla człowieka, niezrozumiałym, ale nieuchronnym końcem.

Jednak trzeba dodać, że nie tylko religia, a w pewnym sensie cała kultura, wszystkie stworzone przez nią wartości, również są przesiąknięte ideą nieuchronnej śmierci. Można powiedzieć, że dzieciństwo człowieka kończy się w momencie, kiedy uświadamia on sobie swoją śmiertelność. Dziecko nie jest świadome niczego takiego, stąd też możliwość najpełniejszego, najczystszego szczęścia - szczęścia, które jeszcze nie wie, że przeminie. Światopogląd człowieka dorosłego (dotyczy to wszystkich epok, wszystkich kultur) określa świadomość jego śmiertelności, stąd pytanie: "Co oznacza to życie, które nieuchronnie dobiegnie końca? - staje się dla niego decydujące. Dlatego wszystko, co robi, jest tak naprawdę próbą przezwyciężenia nonsensu i grozy własnej zagłady. Jak powiedział Puszkin: "Nie, cały nie umrę", właśnie tak - nawet jeśli innymi słowami - chciałby powiedzieć każdy człowiek. I dlatego każde badanie człowieka, społeczeństwa ludzkiego, kultury ludzkiej, które nie uwzględnia tej tragicznej głębi, tego tragicznego wymiaru, jest niepełne i ostatecznie fałszywe. Bo powtarzam, nie tylko religia mówi o śmierci, nie tylko religia próbuje ją wyjaśnić, pogodzić z nią człowieka. To samo czyni każda ideologia, której sensem jest ukazanie człowiekowi celu jego życia i działania. Oto dlaczego ideologia dąży do tego samego - żeby człowiek w pierwszej kolejności pogodził się ze swoim śmiertelnym losem i znalazł uzasadnienie swojej krótkotrwałej egzystencji.

Mówią nam: szkodliwość religii polega na tym, że ona przenosząc środek ciężkości na inny, pozagrobowy świat, odrywa człowieka od troski o ten świat, czyniąc go obojętnym na to życie. Ale to samo można powiedzieć na przykład i o ideologii marksistowskiej, która cel życia ludzkiego widzi w wysiłkach zmierzających do stworzenia idealnego "społeczeństwa przyszłości". Jednakże ta idealna przyszłość jest także rodzajem innego, a nawet "pozagrobowego" życia, ponieważ ci, którzy ją teraz budują i za nią umierają, sami jej nie znają i w niej nie uczestniczą. Jeśli religia w imię przyszłości wymaga rezygnacji z wielu rzeczy w teraźniejszości, to podobnie jest z każdą ideologią dążącą do idealnych wartości przyszłości. Francuski pisarz Marcel Proust, człowiek niewierzący, dosłownie doprowadził się do śmierci nieludzkim wysiłkiem, którego się podjął, aby ukończyć swoją słynną powieść „W poszukiwaniu straconego czasu”, ponieważ powieść ta oznaczała dla niego przezwyciężenie własnej śmierci, czyli nieśmiertelność w tworzeniu.

Dlatego spór, wieczny spór dotyczy nie życia po śmierci, nie tego czy ono istnieje, czy nie, a tego, w czym człowiek widzi swoje ostateczne przeznaczenie lub jeszcze prościej – jak przezwycięża bezsens śmierci. Spór toczy się o rzeczywistość, o słuszność ideału, którym człowiek żyje i za który gotów jest oddać życie. Człowiek jest z natury religijny. A jeśli odrzuca religię Boga transcendentalnego, czyli wykraczającego poza granice, to musi przyjąć religię Boga immanentnego, którym może być socjalizm, historia, kultura - cokolwiek. Tu i ówdzie mamy projekcję ludzkiego życia jako jakiś ideał, idealna przyszłość, której nie daje nam codzienne doświadczenie. Tu i tam, innymi słowy, mamy wiarę, a tylko ona, tylko wiara, niezależnie od jej przedmiotu, według Ewangelii, przenosi góry (Mt 21,21). Najwyższy czas, abyśmy zdali sobie sprawę, że materializm to też wiara, ponieważ twierdzenie, że możemy na jego podstawie zbudować "idealne społeczeństwo" jest apriorycznym osądem religijnym.

Przedmioty wiary mogą być różne, ale wiara jak ruch ludzkiej świadomości – jest taka sama. Dlatego na świecie toczy się spór nie między wiarą a niewiarą, ale między różnymi wyznaniami. Ci, którzy w nic nie wierzą, są jedynie oportunistami i oszustami, którzy w końcu wypadają ze sfery ludzkiej moralności.

Specyfika naszej epoki nie polega na tym, że jest ona mniej religijna od innych, bo to nieprawda, ale na tym, że w przeciwieństwie do nich brakuje w niej jednego przedmiotu wiary, jednego systemu wartości religijnych, który byłby bezwarunkowo akceptowany przez wszystkich. Nasza epoka, choć może się to wydawać dziwne, jest epoką nowej wojny religijnej, gdyż zderzają się w niej różne ideały religijne i różne rozumienia sensu ludzkiego życia. Poprzednie wojny religijne były rozwiązywane ogniem i mieczem, a wiemy, że to rozwiązanie nie sprawdziło się - w każdym razie w naszych czasach jest ono niemożliwe. Jeśli bowiem cokolwiek można uznać za udowodnione, to jest to całkowita niemożność wytępienia lub uciszenia idei. Wyższość idei nad siłą jest w istocie zaskakującym odkryciem nowego wieku. Dlatego, jeśli różne teorie na temat sensu i celu ludzkiego życia zderzą się ze sobą w ostatniej głębi, to jedynym prawdziwym polem bitwy między nimi może być tylko wolny spór. Bo tylko ta odpowiedź, która zdoła ogarnąć nieskończoną głębię ludzkich poszukiwań, ludzkiego pragnienia, wygra tę bitwę. Do tego właśnie wzywa Ewangelia: Szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone (Mt 7:7).
 
o. Aleksander Schmemann

Беседы на Радио «Свобода». Том 1

fotografia: Sheep1389 /orthphoto.net/