Postrzegać to, co wieczne

tłum. Gabriel Szymczak, 23 września 2021

O. Aleksander Schmemann określił „sekularyzm” jako największą herezję naszych czasów. Nie określił go jako ruch polityczny ani zagrożenie ze strony świata pozachrześcijańskiego. Opisał raczej jako „herezję”, czyli fałszywą naukę pochodzącą z wiary chrześcijańskiej. Czym jest sekularyzm?

Sekularyzm to przekonanie, że świat istnieje niezależnie od Boga, że jego znaczenie i zastosowanie określa człowiek. Rzeczy są tylko rzeczami. Świat nie jest wspanialszy niż jego powierzchnia. Z tym kontrastuje chrześcijańska ortodoksja – że wszystkie rzeczy „żyją, poruszają się i mają swój byt” w Bogu. Bóg podtrzymuje świat i opatrznościowo kieruje go ku jego kresowi: zjednoczeniu ze Sobą. Co więcej, wszystko, co istnieje, ma swoje głębie i warstwy. Wszechświat ma strukturę sakramentalną lub ikoniczną, tak że wszystko jest punktem komunii z Bogiem.

W naszych czasach pojęcie sekularyzmu jest dominującym już od ponad 200 lat. Odnalazło swoją drogę do zrozumienia przez większość chrześcijan, a także wyrzeźbiło wiarę prawosławnych i katolików. Jest to w dużej mierze nierozpoznana herezja, ponieważ wydaje się być „niereligijnym” punktem widzenia, wykraczającym poza sferę teologii. Współcześni ludzie po prostu myślą, że „tak właśnie jest”.

Z biegiem lat, stałym tematem mojego pisania stało się wskazywanie czytelnikom tego, czego nie widać. Jest to sedno mojego wykorzystania obrazu „jednopiętrowego wszechświata”, a także sposobu, w jaki starałem się przedstawić Pismo Święte. Jest to nawet wplecione w problem wstydu, chociaż nie wyjaśniłem jeszcze w pełni tego aspektu problemu. Jednak odpowiedzi na sekularyzm nie można znaleźć w jego atakowaniu. Najlepiej widać go, gdy przedstawia się to, co prawdziwe i rzeczywiste – kształt świata, który neguje świecki dogmat. Św. Paweł oferuje w tym niezwykle pomocną deklarację:

„Chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.” (2 Kor 4, 16-18)

Wydawało mi się, że nawyki naszego współczesnego życia są sprzeczne z tym poglądem. Urzeka nas „powierzchnia” rzeczy, nie dostrzegamy tego, co kryje się pod spodem. To sprawia, że niepokoimy się i kierujemy rzeczami nieistotnymi. Jeśli w naszych obecnych czasach istnieje dla nas jakaś ciągła pokusa, to jest nią utrata pewności, że istnieje coś niewidzialnego lub wiecznego, przynajmniej w tym sensie, że to wpływa na naszą codzienną egzystencję. Nasz pozbawiony złudzeń, świecki świat to syreni śpiew, który obiecuje poczucie kontroli, a jednocześnie okrada nas z rzeczywistości komunii. „Zarządzamy” światem, podczas gdy powinniśmy się w nim zakochać.

Największy przykład wiecznej, niewidzialnej rzeczywistości pośród nas znajduje się w Eucharystii, w której wyznajemy, że „to jest Najprawdziwsze Przeczyste Ciało Twoje oraz że ta jest Najprawdziwsza Drogocenna Krew Twoja”. Ten przykład nie jest wyjątkiem, dziwnym przypadkiem, w którym mówi się coś takiego tylko raz, w otoczeniu płaskości i pustki zsekularyzowanego krajobrazu. Ten punkt jest w samym sercu rozważań o. Schmemanna:

„Liturgię Eucharystii można najlepiej zrozumieć jako podróż lub procesję. Jest to podróż Kościoła w wymiar Królestwa. Używamy słowa „wymiar”, ponieważ wydaje się to najlepszym sposobem wskazania sposobu naszego sakramentalnego wejścia w zmartwychwstałe życie Chrystusa. Przezroczyste barwy „ożywają” oglądane w trzech wymiarach zamiast w dwóch. Obecność dodatkowego wymiaru pozwala nam znacznie lepiej zobaczyć rzeczywistość tego, co zostało sfotografowane. W bardzo podobny sposób, choć oczywiście każda analogia jest skazana na niepowodzenie, nasze wejście w obecność Chrystusa jest wejściem do czwartego wymiaru, który pozwala nam zobaczyć ostateczną rzeczywistość życia. Nie jest to ucieczka od świata, ale dotarcie do punktu obserwacyjnego, z którego możemy głębiej zajrzeć w rzeczywistość świata”. („Za życie świata”)

Jednym ze sposobów na rozpoczęcie podróży poza sekularyzm jest podążanie ścieżką piękna. Zostaliśmy uwięzieni w sylogizmie, który mówi: „Piękno jest w oku patrzącego”, a to coś tak jawnie nieprawdziwego, jak i przeciwstawiającego się samemu pięknu. Kiedy piękno zostaje zredukowane do podmiotowości, traci się jego sens, a także zdolność do zbawienia nas. Dostojewski napisał słynne słowa: „Piękno ocali świat”. Tajemnica tej myśli ginie w świeckim umyśle.

Postrzeganie piękna jest tak samo istotne dla duszy, jak postrzeganie ciepła i zimna, wzlotów i upadków, dobra i zła. Subiektywizacja piękna to wojna świeckości z jej jedynym możliwym przeciwnikiem. Stawką jest dusza istot ludzkich. Sekularyzm ostatecznie nie zaprzeczyłby istnieniu duszy, jeśli istniałaby jakaś forma „przetrwania” po śmierci. To, że istnieje niewidzialny wymiar każdego ludzkiego życia, wykraczający poza emocje i myśli, nie jest uznawane w świecie, który jest coraz bardziej materialistyczny. Duszy jako realnie istniejącej rzeczywistości, jest tak łatwo zaprzeczyć, jak Ciału i Krwi Chrystusa. Współczesne sondaże sugerują, że aż 60-70 procent katolików w USA nie wierzy już w doktrynę rzeczywistej obecności. Bardzo prawdopodobne, że zaprzeczają również swoim duszom.

To znacznie więcej niż przejaw niewierności klasycznemu nauczaniu. To wskazuje na zmianę światopoglądu, na zaprzeczanie możliwości istnienia rzeczywistości wewnętrznej. Wszystko, co pozostaje z życia wewnętrznego, to ten obszar, który teraz określamy jako „psychologiczny” (co staje się teraz mylącą nazwą, ponieważ oznacza ona „badanie duszy”).

Wczesny sekularyzm przemawia przez dziewiętnastowieczną postać Ebenezera Scrooge’a, bożonarodzeniową kreację Dickensa. Kiedy konfrontuje się z duchem swojego starego partnera, Jacoba Marleya, mówi:
„Możesz być niestrawionym kawałkiem wołowiny, kleksem musztardy, okruchem sera, fragmentem niedopieczonego ziemniaka. Jest w tobie więcej sosu, który zjadłem, niż grobu, czymkolwiek jesteś!”

Ten sam sceptyczny nonsens wnosimy do naszego postrzegania piękna. Bardziej prawdopodobne jest, że przypisujemy nasze doświadczenie kulturowe, a nie zły sos, ale jesteśmy pewni, że piękno, które postrzegamy, nie powinno mieć dla nas większego znaczenia niż nasza preferencja dla Coca-Coli, a nie Pepsi. „Nie wiem, po prostu myślę [czuję], że to jest ładne!”

Ojcowie Kościoła byli głęboko pewni piękna, do tego stopnia, że połączyli je z prawdą, dobrem i bytem jako fundamentalny, istotny aspekt samej rzeczywistości. Dla chrześcijan transcendentna rzeczywistość piękna jest ugruntowana w Chrystusie jako Logosie, przez który wszystko zostało stworzone i przez który wszystko istnieje. Zaprzeczenie transcendencji piękna jest również zaprzeczeniem dobroci stworzenia.

„Postrzeganie noetyczne” to wyrażenie opisujące zdolność ludzkiego serca do postrzegania tego, co Boskie. Jest naszą zdolnością do komunii z Bogiem i całym stworzeniem. Przede wszystkim tym, co noetycznie postrzegamy w stworzenia, jest jego „logiczność”, jego odzwierciedlanie Logosu. Bez takiej percepcji nie widzimy prawdy. Z tego samego powodu bez takiej percepcji nie możemy poznać prawdy o nas samych. Oczywiście dobro i prawda są tak samo zagrożone w świeckim świecie jak piękno. Świat, który nie widzi dobra i prawdy, to świat, w którym zniekształcenia, a nawet kłamstwa są wysuwane na ważne miejsce. W świeckim świecie pieniądze i przemoc stają się podstawowymi energiami rządzenia i zmiany.

Ludzie są stworzeni w pięknie i pragniemy komunii z nim. To samo dotyczy dobra i prawdy. Gdy nasz język kulturowy mówi nam, że najgłębsze instynkty naszej egzystencji są jedynie subiektywnymi wrażeniami, powstaje w nas sprzeczność. To wstydliwa myśl, która stara się zdyskredytować samą prawdę o tym, kim jesteśmy. Tworzy samotność i wyobcowanie, które szuka odpowiedzi w świecie, o którym mówi się, że jest niemy.

Istnieją racjonalne argumenty, które są ćwiczeniami w absurdzie. Na przykład spór o to, czy istniejesz, jest głupotą. Argument, który mówi, że każde doświadczenie jest czysto subiektywne (to wszystko jest w twojej głowie – jesteś tylko umysłem), to inny absurd. W podobnym stopniu do absurdu prowadzą nas argumenty, które usiłują zaprzeczyć istnieniu prawdy, piękna i dobroci. Mówienie takich rzeczy często prowokuje innych do kłótni o prawdę, piękno i dobro (zobacz „Co to jest prawda?” Poncjusza Piłata). Myślę, że to pokazuje, że starasz się narzucić prawdę, piękno i dobro.

To jeden z podstawowych problemów sekularyzmu. Ponieważ prawdzie, pięknu i dobroci odmawia się jakiejkolwiek ukrytej, wiecznej egzystencji, pozostaje tylko wersja pseudoprawdy-pseudopiękna-pseudodobra, która jest tworzona przez przemoc i pieniądze. Sprowadza życie do czegoś politycznego – walki o władzę. Ci, którzy w obecnym sezonie wyborczym głoszą, że „dusza narodu jest zagrożona” (a obie strony tak mówią), mają na myśli tylko to, że ich strona może przegrać w walce o władzę. To walka o władzę i nasza wiara w sekularyzm zagrażają duszy. Jeśli prawda, piękno i dobro są wiecznymi prawdami, to przeciwstawiają się prawodawstwu. Należy je rozeznać i dostrzec, abyśmy mogli wejść z nimi w komunię, stając się takimi ludźmi, którzy manifestują je w naszym życiu. Jak stwierdził św. Paweł: „Przeciwko takim /cnotom/ nie ma Prawa” (Ga 5, 23).

To, czego nie widać, to te rzeczy, które mają największe znaczenie. Piętnaście tysięcy lat temu, na tyłach jaskini gdzieś w Hiszpanii (Altamira – przyp. tłum.), człowiek całkowicie odstający od nas doświadczeniem, językiem i kulturą, narysował na ścianach obrazy żubra. Nie mamy pojęcia o jego zamiarze ani celu. Możemy jednak bez wahania powiedzieć, że jego rysunki były (i są) piękne. Bez słów i ponad słowami nam to powiedział. Jego rysunki były również prawdziwe i dobre. To mówi nam, że dostrzegł rzeczy wieczne i zostawił nam to świadectwo. Niech Bóg nam wybaczy, jeśli odmówimy słuchania.

o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

fotografia: majkel1994 /orthphoto.net/