Doskonałość przez cierpienie

tłum. Gabriel Szymczak, 19 września 2021

Po kilku tygodniach niemal bezprecedensowych pokus duszy i ciała tutaj, w klasztorze, usłyszeliśmy te piękne i inspirujące słowa św. Pawła: „To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało i dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję” (Rz 15, 4). A w czytaniu Ewangelii (Mt 9, 27 – 35) otrzymujemy zadatek tego pocieszenia i tej nadziei, gdy widzimy Chrystusa uzdrawiającego fizyczne cierpienia niewidomych i duchowe cierpienia opętanego.

Zaprawdę, moi bracia i siostry, Ewangelia objawia nam wielką prawdę, że każda tragedia, każde cierpienie, każde nieszczęście, którego doświadcza nasze upadłe człowieczeństwo w tym życiu (czy to w ciele, czy w duchu), może nie tylko zostać uzdrowione dzięki łasce naszego wszechmiłosiernego i wszechmocnego Boga, ale może nawet zostać przemienione w źródło absolutnie niezrównanej i niepojętej łaski — i to nie tylko dla cierpiących, ale przez nich także dla całej ludzkości w każdym wieku. Bo to właśnie przez cierpienie ludzie z tego czytania poznali miłosierdzie i miłość naszego Pana Jezusa Chrystusa i to przez ich doświadczenie nawet my, biedni grzesznicy, żyjący dwa tysiące lat później i na drugiej półkuli świata, pośród naszych własnych, dzisiejszych zmagań i pokus zostaliśmy obdarzeni „cierpliwością i pociechą Pisma Świętego”, abyśmy także „mogli mieć nadzieję”.

W oczach otaczającego nas świeckiego świata nie ma nic bardziej godnego ubolewania i odrzucenia niż cierpienie. Utopijne wizje nowoczesności pobudzają nas do prób budowania świata całkowicie wolnego od cierpienia; świata, w którym każdy z nas może zadowolić siebie w taki sposób, jaki najbardziej lubi – o ile nie krzywdzimy innych. Nasi politycy deklarują nam, że taki świat jest w naszym zasięgu, a filozofowie twierdzą nawet, że poszukiwanie takiego świata jest kwintesencją dobroci i moralności. W oczach świeckiego wieku, w którym żyjemy, mówienie o wartości i znaczeniu cierpienia jest niczym innym jak potwornością moralną.

Demony dobrze wykonały swoją pracę. Podobnie jak u opętanego niemego z Ewangelii, powstrzymały nasze usta od mówienia prawdy; tak jak u niewidomych - zamknęły nasze oczy na ujrzenie prawdy. Ale św. Paweł, którego ślepe oczy zostały otwarte dzięki łasce naszego Pana Jezusa Chrystusa, mówi nam prawdę ustami otwartymi przez Świętego Ducha:

„Widzimy natomiast Jezusa, który mało od aniołów był pomniejszony, chwałą i czcią ukoronowanego za cierpienia śmierci, iż z łaski Bożej za wszystkich zaznał śmierci. Przystało bowiem Temu, dla którego wszystko i przez którego wszystko, który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia udoskonalił przez cierpienie.” (Hbr 2, 9-10)

A w innym miejscu:

„Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić.” (Rz 8, 18)

I jeszcze:

„Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni; obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele…. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak te, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija; to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.” (2 Kor 4, 7-11, 16-18)

Niech Bóg da każdemu z nas wiele cierpliwości, pocieszenia i nadziei płynących z tych pięknych i świętych słów. Bo chociaż każde cierpienie jest tragedią, której Bóg nigdy nie pragnął, przerażającym przejawem upadku świata, który oszpeciliśmy naszymi grzechami, to jednak nie jest to koniec historii. Chrystus, nasz Bóg, przyszedł na tę ziemię, przybrał ciało i przez zniesienie krzyża i zmartwychwstanie napełnił sobą wszystko — nawet cierpienie, nawet śmierć.

Być może nie rozumiemy, dlaczego tak musi być. Być może zadajemy sobie pytanie, dlaczego Bóg nie mógł wybrać innej drogi, aby nas zbawić, innej drogi, aby nas uzdrowić. Otóż św. Izaak Syryjczyk daje nam jasną i prostą odpowiedź: Bóg mógł wybrać inny sposób, aby nas zbawić. Ale wybrał drogę krzyżową właśnie dlatego, że żadna inna droga nie mogła tak doskonale objawić nam wielkości Jego miłości. Jak powiedział sam nasz Pan: „Nikt nie ma większej miłości ponad tę, że ktoś duszę swoją oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13).

Nie istnieje żaden akt miłości większy niż to, że nasz doskonały i całkowicie bezgrzeszny Pan dobrowolnie wziął na Siebie najokropniejsze z naszych grzechów i najstraszniejsze nadużycia naszej danej przez Boga wolności, aż do śmierci krzyżowej. I nie ma większego dowodu potęgi Jego miłosierdzia niż to, że przyjął własne zabójstwo z rąk Swoich dzieci i własną zdradę z rąk najbliższych przyjaciół, i przekształcił je w czyn, którym otworzył Niebo dla tych samych grzeszników, a rasę upadłego człowieka obdarzył nieśmiertelnością i przebóstwieniem.

Zrobił to dwa tysiące lat temu, poza bramami Świętego Miasta Jerozolimy, dla nas – dla ciebie i dla mnie oraz dla każdego mężczyzny i kobiety, którzy kiedykolwiek chodzili po tej grzesznej ziemi. I kontynuuje to, wciąż na nowo, w każdej godzinie i każdej minucie każdego dnia naszego życia. Wielkość Jego miłości jest nam nieustannie dana za darmo - nie tylko pomimo, ale nawet poprzez najgorsze z naszych grzechów, upadków i błędów. Pan za darmo cierpi od nas wszystko i obraca to - bez wyjątku - ku naszej wiecznej i nieskończonej korzyści i dobru.

Nie ma więc dla nas lepszej drogi do zjednoczenia się z Chrystusem, zjednoczenia z Jego miłością, niż przez dobrowolne przyjęcie własnego cierpienia - nieważne, czy wielkiego, czy małego, z wdzięcznością, wiarą i z miłością ze względu na Chrystusa i ze względu na siebie nawzajem. Jeśli jesteśmy gotowi to zrobić, to nawet w tym życiu nie będziemy czekać długo, aby zobaczyć dobro, które Pan niewątpliwie z niego wyniesie. Nie musimy patrzeć wstecz dalej niż kilka krótkich dekad temu, aby zobaczyć, jak nawet najstraszniejsze cierpienia, jakie ludzie mogli sobie zadawać nawzajem - od gułagów po demoniczne więzienia w Pitesti - tak często rodziły starców i świętych o tak niezgłębionej świętości i miłości, o których my, grzesznicy, ledwo moglibyśmy pomyśleć, że są w ogóle możliwe; świętych, których serca były przepełnione nieskończoną miłością, współczuciem i modlitwą za tych samych ludzi, którzy dzień po dniu zadawali im najgorsze możliwe tortury i niewyobrażalne okropności.

Jak powiedział kiedyś o. Serafin Rose:

„Kiedy następuje nawrócenie, proces objawienia przebiega w bardzo prosty sposób – człowiek jest w potrzebie, cierpi, a potem jakoś otwiera się inny świat. Im bardziej jesteś w cierpieniu i trudnościach i jesteś „zdesperowany” dla Boga, tym bardziej On przyjdzie ci z pomocą, objawi, Kim jest i wskaże drogę wyjścia… Dlaczego prawda zostaje objawiona jednym, a innym nie? Czy istnieje specjalny organ do otrzymywania objawienia od Boga? Tak, chociaż zwykle zamykamy go i nie pozwalamy mu się otworzyć: Boże objawienie dane jest czemuś, co nazywa się kochającym sercem.” (Objawienie Boga dla ludzkiego serca)

Moi bracia i siostry, bez względu na to, co świat obiecuje, prawda jest taka, że nie ma sposobu, aby uniknąć cierpienia w tym życiu. Naszym jedynym wyborem jest, czy wypełnić to cierpienie pustką i rozpaczą, czy znaczeniem i miłością. Naszym jedynym wyborem jest to, czy będziemy szukać Pana Jezusa Chrystusa w naszych cierpieniach – tak jak szukali Go ślepcy z Ewangelii, choć ich oczy nie mogły Go widzieć – czy też pozwolimy, aby ta wielka i święta sposobność, możliwość spotkania samego Boga żywego, nas ominęła.

Niech Bóg pozwoli nam dokonać mądrego wyboru. Zaprawdę, nawet do dnia dzisiejszego Pan nadal przechodzi „przez wszystkie miasta i wioski, nauczając… i zwiastując Ewangelię Królestwa, i lecząc wszelką chorobę, i wszelką niemoc wśród ludzi”. Nie pozwólmy, aby nas minął, ale wołajmy jak ślepcy (zwłaszcza jeśli i my jesteśmy ślepi w oczach serca): „Synu Boży, zmiłuj się nad nami”. I naśladując ich wiarę — wiarę, która przyniosła im i nam uzdrowienie i zbawienie — nie zaniedbujmy również wołania: „Chwała Bogu za wszystko”. Amen.

hieromnich Gabriel

za: Remembering Sion

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/