Krzyż. Nie do zniszczenia, nie do wyplenienia!

tłum. Paulina Sacharczuk, 26 września 2021

Właściwym jest zastanowić się nad Krzyżem – głównym symbolem chrześcijaństwa.
Dla współczesnego człowieka, który nie otrzymał religijnego wychowania, a wręcz antyreligijne, trudne, a nawet prawie niemożliwe jest zrozumienie tego symbolu. No nie mniej trudno zrozumieć go i człowiekowi pobożnemu. Z jednej strony, ten symbol potwierdza jakby jeden z głównych zarzutów stawianych religii - że jest ona wymyślona dla niewolników, dla niewolniczej cierpliwości, dla pogodzenia się ze złem i niesprawiedliwością. Czyż nie jest powiedziane w Ewangelii: „Weź krzyż swój i podążaj za mną” (Mk 8:34; Łk 9:23)?
Takie jest rozumowanie niepobożnego człowieka – on chce szczęśliwego życia, a idea i symbol Krzyża nic mu nie mówią, są dla niego obce. Ale z drugiej strony, często ten symbol wiedzie na pokuszenie i wierzącego: on oczekuje pomocy i pocieszenia od Boga, a sugeruje się mu niesienie krzyża. Czyż nie jest powiedziane w tej samej Ewangelii: Na świecie będziecie smutni (J 16:20,33)?

I tak wznosi się ponad światem i ponad ludzką historią - dziwny symbol, dziwne wspomnienie: Krzyż z Tym, który został do niego przybity. I tego symbolu nie da się zniszczyć, tego wspomnienia nie da się wymazać z ludzkiej pamięci. Jest tak wielu bohaterów i niewinnych ofiar, które zginęły, ale to konkretnie ta śmierć na Krzyżu jest pamiętana w sposób szczególny i wyjątkowy. I każda próba zbudowania życia bez tego Krzyża, każda próba jego ominięcia, po prostu się nie udaje.

O czym mówi ten symbol, w czym przejawia się jego niepowtarzalność, wyjątkowość? Dlaczego dla chrześcijaństwa jest jednocześnie największym smutkiem i największą radością? Dlaczego i dwa tysiące lat później, w każdy Wielki Piątek ludzie płaczą, słuchając opowieści o tym samym: o krzykach "Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!", o szalonym, podburzonym tłumie, o umywającym ręce Piłacie, o żołnierzach, rzucających losy o szaty Syna Człowieczego, o przedśmiertnej samotności, o przerażającym ostatnim krzyku: "Boże mój! Boże mój! Dlaczego mnie opuściłeś?" (Mt 27:46; Mk 15:34), o Matce i uczniu samotnie stojących przy Ukrzyżowanym? Dlaczego, jakim głosem wewnętrznym i niezaprzeczalnym, wiemy, że to ma bezpośrednie odniesienie do każdego z nas i do mnie, do tego, czego nie zrobiłem, czego przestraszyłem się, uciekłem, sprzedałem Tego, Którego nie można było porzucić, Kto był mi bliższy, droższy, potrzebniejszy niż wszyscy inni na świecie?

Ale dlaczego taka gorąca radość przepełnia serca, gdy znów, po upływie tylu wieków, w dzień święta Krzyża, wznosi się on nad wielotysięcznym tłumem i tak uroczyście, tak przekonująco rozbrzmiewają śpiewy: „Krzyż – piękno wszechświata…”, „Oto poprzez Krzyż ukaże się radość całemu światu”, „O błogosławione Drzewo…”, jakby coś zostało tu konkretnie dla mnie objawione i zaprezentowane, jakaś ostatnia tajemnica życia została zdradzona?

Odpowiedzieć na te wszystkie pytania przyziemnym językiem, którym omawiamy drobne sprawy naszego drobnego życia, jest niemożliwym. Albo raczej już w samych pytaniach odpowiedź widnieje i ukazuje się przed nami. Smutek i ciemność Krzyża to ukrzyżowana Prawda, ukrzyżowane Piękno i ukrzyżowana Miłość. Niech mi udowodnią, że w historii ludzkości było coś piękniejszego, wyższego, czystszego i doskonalszego niż Chrystus! A ponieważ jest to niemożliwe, serce po raz kolejny i kolejny jest przerażone i cierpi, gdyż na to Światło, na tę Prawdę i Miłość, na to Boskie piękno, ludzie, którzy tego nie przyjęli, nie zechcieli, odpowiedzieli nienawiścią i zbrodnią. I nagle rozumiesz: skoro dokonali tego ludzie tacy sami jak my, nie gorsi i nie lepsi, to znaczy, że w człowieku, we mnie, w nas wszystkich jest coś strasznego. A tą straszną rzeczą jest grzech. I nad nim płaczemy, kiedy przypominamy sobie wciąż na nowo to, o czym zapomnieć się nie da: "Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli" (J 1:11). I do nas przyszedł i my Go nie przyjęliśmy, i nadal Go nie przyjmujemy, i krzyżujemy Go z całą nieprawością, całym złem naszego zadufanego w sobie i bezbożnego świata.

A jednak nie zapomnieliśmy, nie możemy zapomnieć, i czasami, w naszych najlepszych chwilach, przyjmujemy Go w głębi duszy z całą miłością i wiarą. "Zaprawdę, ten człowiek był Synem Bożym!” (Mk.15,39) - wykrzyknął oficer dowodzący żołnierzami, którzy ukrzyżowali Pana. Patrzymy i nagle rozpoznajemy w Nim, tak jak ten oficer, najpotrzebniejszą, ostatnią prawdę o świecie i życiu. Dowiadujemy się, że wydarzenie, które wydawało się nam z pozoru klęską, w rzeczywistości było największym zwycięstwem. Cały widzialny triumf zła rozbił się o krzyż jak fala i zginął. Oto Chrystus przed arcykapłanem, ale kto triumfuje, kto ma rację? Oto patrzy w milczeniu na Piotra, który się Go zaparł, i we łzach skruchy rodzi się nowy Piotr. Oto milczy na procesie Piłata, a tym milczeniem wielkie imperium zostało na zawsze potępione, wydając Go na niewinną śmierć. Oto tłum szaleje, ale On i nad nim panuje, ponieważ przebaczył i odpuścił. Wreszcie, Jego śmierć jest początkiem wiary, którą żyły i będą żyć miliony ludzi, dla których Chrystus stał się całym życiem. Powtarzam, niech pokażą zwycięstwo podobne do tego!

Wszystko przemija, wszystko rozpływa się w czasie - przywódcy i bohaterowie, imperia i cywilizacje... Ale Syn Człowieczy, który nie miał gdzie głowy skłonić, który nigdy się nie bronił, zdradzony przez wszystkich, nadal żyje w naszej wierze i miłości, a dla Jego imienia ludzie są gotowi umrzeć. "Krzyż jest pięknem wszechświata" i przez niego, przez Krzyż, radość weszła i nieustannie wchodzi w świat. Radość, że nie wszystko na świecie jest podłe i zepsute, nie wszystko w nim jest nieczystością, krwią i nienawiścią, nie wszystko jest śmiercią i zagładą.

My nigdy nie będziemy w stanie udowodnić, tak jak udowadniają teorie, prawdy wszystkiego, co powiedziano w Ewangelii o Zmartwychwstaniu. Ale jeśli pamięć o Chrystusie staje się życiem, jeśli wiara i miłość widzą, czują, słyszą Go, jeśli nawet dla najmniejszej wiary On jest Prawdą, Światłem i Życiem, to czy potrzebny jest dowód? „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J. 20,29). Od smutku Krzyża do nowego, wiecznego życia – oto w czym zawiera się niezniszczalna radość, której nikt na świecie nie może nam odebrać.

o. Aleksander Schmemann

za: Беседы на Радио «Свобода». Том 1

fotografia: Aimilianos /orthphoto.net/