Wieczny katechumen

tłum. Gabriel Szymczak, 17 września 2021

Nie powinno nas dziwić, że często jesteśmy tworami kultury, w której żyjemy. Szczególnie to do nas dociera, gdy podróżujemy i spotykamy ludzi, których kultura znacznie różni się od naszej. To, co dla nas wydaje się oczywiste, dla nich może wydawać się niejasne. To, co jemy, jak robimy zakupy, co uchodzi za grzeczne, a co jest niegrzeczne, wszystko to kształtuje kultura. Tak naprawdę to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie wkraczamy w świat jako czysta tablica, ani nie osiągamy tak zwanego „wieku dojrzałości” bez przyswojenia sobie szerokiej gamy myśli, przekonań, tendencji itp. Nieustannie jesteśmy kształtowani przez nasze otoczenie . W pewnym momencie naszego życia nasza wola nabiera siły i zaczyna odgrywać w nim istotną rolę. Jednak – jeśli zwracamy na to uwagę - odkrywamy, że nasza wola zawsze staje w obliczu „nierównych szans”.

To spostrzeżenie tradycyjnie odgrywa rolę w pojmowaniu przez Kościół katechumenatu, procesu wprowadzania ludzi w życie w wierze prawosławnej. W pierwszych wiekach ten proces przygotowania trwał aż trzy lata. Co zaskakujące, polegał on przede wszystkim na „nauce moralnej” (nauce zachowania). Nauczanie doktryn wiary miało miejsce dopiero po chrzcie! Stało za tym założenie (i nadal tak powinno być), że katechumeni potrzebowali formacji duchowej, zanim byli gotowi do przyjęcia nauczania doktrynalnego. W naszej nowoczesnej kulturze założenie to zostało znacznie osłabione.

Pracujemy pod mitem bycia społeczeństwem „informacyjnym”. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy dogłębnie poinformowani, mamy łatwy dostęp do ogromnych ilości informacji, na podstawie których jesteśmy w stanie podejmować swobodne i przemyślane decyzje. To nadmierne uproszczenie naszego ludzkiego doświadczenia jest głęboko wadliwe. Wśród rzeczy, których nauczyliśmy się w ciągu ostatniego półtora roku, jest to, że „edukacja na odległość” nie działa zbyt dobrze. Jest ku temu dobry powód: edukacja to nie tylko zdobywanie informacji. Interakcja z ekranem komputera nie jest wystarczająca. Jesteśmy istotami społecznymi i wymagamy obecności i bezpośredniej interakcji z innymi, aby dobrze i w pełni się uczyć. Nasz błąd co do tego wszystkiego można porównać do wyobrażenia, że niemowlęta potrzebują jedynie mleka, a nie dotyku, przytulania, gruchania i ludzkiej twarzy. Znamy skutki takich błędnych wyobrażeń: dzieci umierają, cierpiąc z powodu „braku rozwoju”.

Katechumeni, jeśli otrzymują tylko dietę informacyjną, również nie kwitną. Przede wszystkim to praktykowanie wiary czyni wiarę możliwą.

"Mówił więc Jezus do tych Żydów, którzy Mu uwierzyli - Jeślibyście wytrwali w słowie Moim, prawdziwie uczniami Moimi będziecie. I poznacie prawdę, i prawda wyzwoli was”. (J 8, 31-32)

„Wytrwanie w słowie” (przestrzeganie przykazań, praktykowanie wiary) jest koniecznym warunkiem wstępnym „poznania prawdy”.

Wielu wierzących jest zaznajomionych z jednym z przejawów tego - to „kropla drążąca skałę”. Do naszych uszu i oczu mogła dotrzeć dowolna ilość informacji. Pismo Święte, Liturgia, różne hymny i pisma, wszystkie one kąpią nas w swojej mądrości, podczas gdy pozostajemy obojętni, nietknięci, a nawet znudzeni. A jednak może nadejść moment, kiedy następuje olśnienie. Jedno zdanie potrafi przykuć naszą uwagę i następuje zrozumienie – czasem z cudowną radością i zachwytem. Te wielkie chwile łaski wskazują na coś, co miało miejsce w sercu. Godziny, tygodnie, a nawet lata stania na nabożeństwach, postów i upadków, spowiedzi i zmagań – wszystko to działa jak pług na zatwardziałej glebie serca. Tyle nasion spadło na pobocze lub na skały i zniknęło. Ale jedno ziarno znajduje żyzny grunt i jego łaska napełnia duszę.

Takie chwile są nie tylko warte czekania, ale wskazują na istotę wiary i prawdziwy charakter jej działania. Nie ratują nas informacje. Zostajemy zbawieni przez Słowo, które obficie działa w naszych sercach, przemieniając nas. Jedno takie słowo może uratować.

Sugeruje mi to, że powinniśmy raczej nastawić nasze umysły na bycie „wiecznymi katechumenami”, którzy zwracają uwagę na zmiękczanie naszych serc, a nie na zalewanie naszych umysłów. Rodzi to istotne pytanie: „Co zmiękcza moje serce?” To sięga samego korzenia pokuty. Myślę, że może się to różnić w zależności od serca. Widziałem na przykład radę, aby przed modlitwą przeczytać coś, co zmiękcza serce. Trudno jest przejść bezpośrednio z krzątaniny naszego życia wprost do Miejsca Najświętszego. Potrzebujemy możliwości, aby “umyć się i stać czystym” oraz “przyodziać się w szatę zbawienia”. Dla niektórych bez wątpienia przygotowaniem może być śpiewanie lub słuchanie świętej muzyki. Jeśli zwrócimy uwagę, znajdziemy takie rzeczy wokół nas. Użyjmy ich.

Uczenie się serca jest prawdziwym punktem zbawienia. Informacja nas nie zbawia – ale jest coś takiego jak „ratowanie wiedzą”. Mówimy o tym formalnie jako o „świętym oświeceniu”. Jest to konsekwentne nauczanie Kościoła, że święte oświecenie jest naszą upragnioną ścieżką do Boga. To dar Boży (nie mogę napisać książki i powiedzieć: „Tutaj, przeczytaj to, a będziesz oświecony”). Jest tak, że to Bóg pragnie, abyśmy zostali oświeceni. Wzywa nas do „oczyszczenia” naszych serc.

A krople spadają. Pobłogosław Boga, gdy zakończą dzieło!

o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

fotografia: levangabechava  /orthphoto.net/