Słowo w dzień ścięcia głowy Jana Chrzciciela

tłum. Michał Diemianiuk, 11 września 2021

Najbardziej hańbiącym piętnem w historii ludzkości był ten straszny dzień, w którym pod mieczem kata upadła najświętsza głowa Jana Poprzednika i Chrzciciela Pańskiego, największego ze zrodzonych z niewiast, według słowa Pana naszego Jezusa Chrystusa. Upadła jego głowa i została przyniesiona na diabelską ucztę, i została oddana tańczącej dziewczynie, i ona odniosła ją swojej matce, uczennicy podstępnego diabła - Herodiadzie. I radował się sam diabeł widokiem tego, jak ta jego przeklęta uczennica ze złośliwym uśmiechem kłuła igłą język odrąbanej głowy Poprzednika...

Ale radość diabła była bardzo zaćmiona tym, że misa, na której leżała odrąbana głowa Poprzednika, była napełniona krwią, i mimowolnie wdychał diabeł z tej krwi, napełniającej misę, Boski aromat duszy Poprzednika, bowiem dusza jest we krwi, według słowa Pisma Świętego (Pwt 12, 23).

I wznosił się ten aromat Chrystusowy z krwi najświętszego z męczenników wysoko-wysoko, wyżej od niebios, do bezcielesnych sił. Wdychali go i radowali się wielką radością, że tak chwalebnie i z niewypowiedzianą wielkością zakończyło się niezwykłe, pełne najcięższych trudów życie Jana, anioła w ciele, który przygotował drogę Panu i Zbawicielowi naszemu Jezusowi Chrystusowi.

Przez pierwsze trzy wieki historii chrześcijaństwa dziesiątki tysięcy męczenników i męczennic Chrystusowych kontynuowało duchowy trud Poprzednika Pańskiego. Przez złość diabła, nie znoszącego głoszenia o wcielonym i ukrzyżowanym Synu Bożym, poddawani byli najstraszniejszym mękom i najgorszym rodzajom śmierci. I razem z potokami krwi ich aromat Chrystusowy, którym były napełnione ich dusze, wznosił się ku niebiosom i stale męczył diabła.

Minęły te czasy, kiedy męczennicy Chrystusowi, gorejący wiarą i miłością do Pana naszego Jezusa Chrystusa, przynosili siebie w ofierze za Niego. Nie ma więcej takich ofiar.

Ale jeszcze wcześniej, z przyjściem na świat Syna Bożego, przyjmującego ciało ludzkie, ustały i wszystkie inne ofiary, te ofiary, które przynosił naród izraelski całe tysiąclecia. Dlaczego się skończyły? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba objaśnić nam sens starotestamentowych ofiar, nakazanych przez Samego Boga poprzez wielkiego proroka Mojżesza. I Sam Bóg ustami proroka Izajasza i psalmisty Dawida tak mówi:

“Co mi po mnóstwie waszych ofiar? - mówi Pan. Syty jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła” (Iz 1, 11).

“Czy Ja jadam mięso wołów i czy piję krew kozłów? (Ps 49 13).

Te ofiary nie były potrzebne Samemu Bogu, bowiem i u apostoła Pawła, w liście do Hebrajczyków, czytamy: “nie jest możliwe, żeby krew cielców i kozłów niszczyła grzechy” (Hbr 10, 4). Jeśli tak, jeśli Bogu nie były potrzebne ofiary całopalne, to znaczy, że nie dla Siebie wymagał Pan Bóg składania zwierząt w ofierze. Te ofiary były potrzebne samym ludziom, którzy je składali. Ludziom te ofiary były niezbędne dla stałego przypominania o ich grzechach i pokajaniu za nie.

Ale krew zwierząt ofiarnych miała i inne, bardzo ważne znaczenie, bowiem praobrazowała najświętszą i najcenniejszą Krew wcielonego dla zbawienia świata Odwiecznego Syna Bożego. To znaczenie praobrazu Krzyża Chrystusowego krew ofiarnych zwierząt utraciła po przyjściu na świat Samego Zbawiciela, A ofiary jako przypominanie o grzechach i pokajaniu zostały zamienione wielkim sakramentem spowiedzi.

Tak więc co? Nie są nam potrzebne teraz żadne ofiary?

O nie, o nie! Jeszcze na tysiąc lat przed Chrystusem wielki prorok i psalmista Dawid rozumiał, że jest jeszcze jedna forma ofiary Bogu, niezrównanie bardziej przyjemna dla Niego niż całopalenia zwierząt. W swoim 50. psalmie napisał drogocenne dla nas słowa: “Ofiarą Bogu jest duch skruszony, serca skruszonego i pokornego Bóg nie odrzuci” (Ps 50, 19).

Będziemy więc my wszyscy, małe stado Chrystusa, zawsze rozumieć, że właśnie tej ofiary - głębokiej pokory serca i nieustannej skruchy - pragnie od nas Bóg. Będziemy pamiętać o tym, że jest jeszcze jedna miła Bogu ofiara - ofiara przynoszenia Bogu codziennej chwały, według słowa tego samego psalmisty: “Ofiara chwały mnie uwielbi i to jest droga, na której okażę mu moje zbawienie” (Ps 49, 23).

Bóg oczekuje od nas nie tylko modlitewnych próśb o naszych potrzebach, ale i codziennej chwały za niezmierne dobrodziejstwa Jego dla nas.

Żebyście lepiej zapamiętali to, zaśpiewajmy teraz wszyscy jednymi ustami i jednym sercem chwalebną pieśń Bogu naszemu.

(Wszyscy śpiewają “Chwalcie imię Pańskie, chwalcie słudzy Pana…” [Chwalitie imia Hospodnie, chwalitie rabi Hospoda])

1957 r.

św. biskup Łukasz (Wojno-Jasieniecki)

za: azbyka.ru

f
otografia: Sheep1389 /orthphoto.net/