Czy pragniemy zmiany?

tłum. Gabriel Szymczak, 14 września 2021

Chrześcijaństwo to wiara, która spotyka ludzi takich, jakimi są. Witamy i wierzącego, i tego, kto ma pytania i wątpliwości, agnostyka i ateistę. Zapraszamy wszystkich ludzi, niezależnie od ich stylu życia. Witamy wszystkich ze wszystkimi ich niedociągnięciami, niepowodzeniami, błędami, złymi wyborami i grzechami. Kościół mówi: „Przyjdź i znajdź kochającą rodzinę, dom, w którym poczujesz przynależność i miłość. Przyjdź i znajdź inspirację i wskazówki na całe życie. Przyjdź i znajdź przebaczenie, uzdrowienie i nowe życie. Nie będziemy Cię osądzać i na pewno nie chcemy Cię potępiać. Witamy wszystkich takich jak ty. Przyjdź!"

Jeśli jednak ktoś przyjmuje zaproszenie do przyjścia i bycia częścią Kościoła Bożego, jest to zaproszenie do odkrycia czegoś nowego o sobie; jest zaproszeniem do zmiany, rozwoju, stania się „nowym stworzeniem”, do odkrycia i wypełnienia Boskiego potencjału, który Bóg umieścił w każdym z nas! To zaproszenie do przyjścia i odkrycia, że jesteśmy głęboko i bezwarunkowo kochani przez Boga. Przyjdź i odkryj cenne i piękne obietnice, które Bóg daje nam, aby inspirować nasze życie. Przyjdź i odkryj Boski potencjał, który każdy z nas ma głęboko w sobie, potencjał stania się jednością z Bogiem, stania się coraz bardziej podobnym do Jezusa Chrystusa w Jego miłości, miłosierdziu, łasce i dobroci. Przyjdź i stań się świętym - świętością, do której wzywa cię święty Bóg!

Nasza podróż jako prawosławnych chrześcijan nie jest podróżą w celu utrzymania status quo. Jeśli ktoś chce tylko pozostać takim, jakim jest i nie jest zainteresowany ani otwarty na zmiany, to Kościół i nasza wiara chrześcijańska nie są dla niego. Jeśli ktoś jest zadowolony z tego, kim jest, a nawet uparty w trzymaniu się swojej arogancji i dumy, swojego upadku i niedociągnięć, i mówi: „taki jestem i musisz mnie zaakceptować takim, jakim jestem”, to Kościół i nasza chrześcijańska droga przemiany nie są dla niego. Możesz przyjść i odkryć coś nowego, ale będzie to bezowocne, jeśli przyjdziesz i uparcie pozostaniesz taki, jaki jesteś!

Św. Paweł przypomina nam: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.”

Problem polega na tym, że zbyt często czujemy się komfortowo z „dawnym”, z tym, kim jesteśmy, nawet z naszymi wadami i brzydotą. Może nie chcemy uczciwie i narażając się na dotknięcie patrzeć na siebie takimi, jakimi jesteśmy i przyznawać, gdzie musimy się zmienić. Być może boimy się, że zmiana jest zbyt trudna lub nawet niemożliwa, więc po prostu poddajemy się i pozostajemy tacy sami. Być może w pełni przyjęliśmy światowy pogląd, aby „kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy” i obniżyliśmy nasze standardy do tego, co oferuje nam świat, zamiast wznosić oczy na to, do czego wzywa nas Bóg.

Pamiętacie historię Jezusa, który spotkał człowieka chorego od 38 lat i dziwne pytanie, jakie zadał mu nasz Pan? „Czy chcesz być zdrowy?” Zadanie tego pytania nie jest takie dziwne, ponieważ wielu z nas nie chce się zmienić i wyzdrowieć, nie wierzy, że możemy zmienić to, kim jesteśmy. Wątpimy w moc i inspirację Boga w naszym życiu, aby stać się nowym stworzeniem.

11 września wspominaliśmy ścięcie św. Jana Chrzciciela, największego proroka i posłańca naszego Pana. Przygotowywał ludzi lna spotkanie i przyjęcie Mesjasza, ale czynił to w starożytnym stylu proroków Izraela. Był głosem wołającym na pustyni: „Nawróćcie się, gdyż przybliżyło się królestwo Boże!” Mieszkał na pustyni, był ubrany w sierść wielbłąda, jadł szarańczę i dziki miód. Nie był typowym światowym przywódcą religijnym. Był prorokiem Boga, posłańcem Pana; odważnie i dosadnie głosił przesłanie, aby ludzie się obudzili i zwrócili do Boga. Pomagał ludziom zmienić się i rozpocząć swoją transformację.

Jego słowa obrażały ludzi, ponieważ był tak dosadny. „Potomstwo żmijowe”, skarcił ówczesnych przywódców religijnych, „kto wam powiedział, żeby uciekać przed nadchodzącym gniewem? Przynieście więc owoc godny nawrócenia… siekiera zaś do korzenia drzewa już jest przyłożona. Każde zatem drzewo, które nie przynosi dobrego owocu, jest wycinane i w ogień wrzucane”.

Nie bał się nikogo oprócz Boga i obnażał otaczające zło, grzech i upadek. Bez względu na to, czy byli to obłudni przywódcy religijni, czy skorumpowani przywódcy polityczni, szczerze mówił prawdę. Wyzwał króla Heroda i publicznie ogłosił jego cudzołóstwo, mówiąc: „Nie godzi ci się mieć żony brata twego”.

Kiedy tłumy pytały go, co mają zrobić, wyraźnie powiedział im: „Kto ma dwie tuniki, niech da temu, kto nie ma, również kto ma jedzenie, niech podobnie czyni… Przynieście owoc godny nawrócenia”.

Ostrzegał poborców podatkowych, którzy często okradli ludzi: „Nie bierzcie nic więcej, niż wam wyznaczono”, a żołnierzom mówił: „Od nikogo nic nie wymuszajcie i nie oskarżajcie, zadowalajcie się swoim żołdem”.

Prorok Jan z pewnością obrażał ludzi i bezkompromisowo wskazywał na ich niedociągnięcia i hipokryzję, wzywając ich do głębokiej i szczerej skruchy, do autentycznej zmiany w swoim życiu. Nie akceptował status quo i na pewno nie wierzył, że wystarczy być „typowym” religijnym Żydem, który szedł do świątyni lub synagogi, składał ofiary i wypełniał minimum tradycji swojej wiary, żyjąc życiem z dala od Boga. Zakwestionował normę i zwrócił uwagę na hipokryzję przywódców religijnych i pseudowiernych.

Prorok przychodzi i wprowadza zamieszanie. Nie jest pasterzem, który z delikatnością spotyka ludzi tam, gdzie są, ani ostrożnie rzuca im wyzwanie i powoli prowadzi ich w kierunku nowego życia w Chrystusie. Prorok mówi prawdę dosadnie i bez skrupułów, bez względu na to, czy obraża, czy działa komuś na nerwy. On jest rzecznikiem Pana, mówiącym prawdę.

Potrzebujemy dziś proroków! Musimy usłyszeć ich proroczy głos Bożej prawdy wzywający nas do zmiany, do pokuty, do powrotu całym sercem do Boga i na ścieżkę, która prowadzi do Królestwa Niebieskiego.

Jednak jako duchowny i pasterz szczerze wzdrygam się czasami na proroczy głos, ponieważ obawiam się, że odstraszy on ludzi. Wydaje się on dość osądzający i surowy. W naszym dzisiejszym społeczeństwie, bądźmy szczerzy, staliśmy się zbyt delikatni duchowo i często nie jesteśmy gotowi, aby usłyszeć Prawdę - nagą i powiedzianą wprost. Nie jesteśmy gotowi słuchać, ponieważ nasze ego i duma nie pozwalają nam bezbronnie patrzeć na siebie i nasze społeczeństwo, i zobaczyć, gdzie całkowicie odeszliśmy od Boga i Jego dróg. Szybko odrzucamy każdy proroczy głos jako zbyt fanatyczny i skrajny.

Jednak prawdziwy prorok Boży, jak św. Jan Chrzciciel, był skrajny, ale skrajny w swojej miłości do Boga i wierności w posłuszeństwie Bogu. Głosił swoje przesłanie, ponieważ chciał, aby ludzie Izraela zobaczyli, jak oddalili się od Boga i aby zwrócili się do Niego, by mogli zostać uzdrowieni, odnowieni i otrzymać nowe życie.

Jak więc to pogodzić – z jednej strony Kościół serdecznie wita wszystkich takimi, jakimi są i gdzie są, z całym naszym złamaniem i grzesznością. Jednak proroczy głos bez ogródek wzywa nas do pokuty i zmiany. Te dwa podejścia mogą jednak iść w parze.

Pamiętajcie - Kościół przyjmuje wszystkich takimi, jakimi jesteśmy i gdzie jesteśmy, ale z zaproszeniem do odkrycia, kim możemy się stać. Zaproszeniem Kościoła jest podjęcie drogi przemiany, uzdrowienia, nowego życia. Nikt z nas nie powinien pozostać takim, jakim jest, ale wszyscy powinniśmy starać się wypełnić nasz boski potencjał i stać się tym, kim Bóg chce, abyśmy byli.

W ten sposób możemy też czcić św. Jana Chrzciciela. Słuchamy największego proroka Kościoła poprzez naszą pokutę, podążając za jego wezwaniem do zmiany. Nie obrażajmy się tym wezwaniem. Nie dajmy się zwieść tym, którzy mówią, że nie musimy się zmieniać. Odkryjmy i starajmy się kroczyć ścieżką życia, która prowadzi do prawdziwego, wiecznego życia – nowego życia w Jezusie Chrystusie, które nieustannie przemienia nas w nowe stworzenie, coraz bardziej upodabniające się do Niego.

Przyjdźcie wszyscy i odkryjcie tę ścieżkę nowego życia!

o. Luke A. Veronis

za: Anchor

fotografia: konkurspravoslav /orthphoto.net/