Ujrzeć chwałę Bożą

tłum. Gabriel Szymczak, 26 sierpnia 2021

Tydzień temu obchodziliśmy wielkie i chwalebne święto Przemienienia Pańskiego. W tym dniu Pan zabrał trzech swoich najbliższych uczniów – Piotra, Jakuba i Jana – na szczyt góry Tabor, gdzie objawił im się w Swojej boskiej i niebiańskiej chwale. Św. Piotr zaledwie tydzień wcześniej po raz pierwszy otwarcie wyznał Jezusa jako „Chrystusa, Syna Boga żywego”. Teraz Pan po raz pierwszy otwarcie objawia prawdę tego wyznania zmysłom cielesnym uczniów – o ile jest to możliwe. I przez ich świadectwo Kościół objawia nam tę samą chwalebną prawdę: że Jezus Chrystus jest rzeczywiście Synem Boga żywego.

Kiedy byłem młodym chrześcijaninem, po własnym wyznaniu słów św. Piotra o boskości Chrystusa, oczywiście uważałem to święto za niezwykle inspirujące. Poprzez świadectwo Kościoła wiedziałem, że Chrystus przyszedł nie tylko po to, aby objawić tę chwałę swoim naśladowcom, ale także aby dać im nie mniej niż tę samą chwałę. Z tęsknotą słuchałem słów, które później wypowiedział św. Piotr, wzywając nas do „poznania Tego, który powołał nas swoją chwałą i doskonałością, przez które zostały nam udzielone drogocenne i największe obietnice, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury, gdy już wyrwaliście się z zepsucia /wywołanego/ żądzą na świecie” (2 P 1, 3-4). Jednak mimo całego wzniosłego piękna, wciąż było w tym święcie coś, co mnie intrygowało.

Słyszeliśmy w czytaniu z Ewangelii, że kiedy św. Piotr był świadkiem Pana przemienionego w chwale, rzekł do Chrystusa: „Panie, dobrze jest nam tu być. Jeśli chcesz, zbudujemy tu trzy szałasy, jeden Tobie, jeden Mojżeszowi i jeden Eliaszowi”. Ale św. Łukasz dodaje, że nie wiedział, co mówi – to znaczy, że św. Piotr, zdumiony objawioną mu chwalebną wizją, popełnił jakiś błąd w swoich słowach.

„Ale co może być nie tak z tym, co powiedział?”, myślałem. „Chciał pozostać w obecności Chrystusa, chciał porzucić wszystko, co ziemskie, aby zawsze trwać w chwale Boga żywego. Czy to nie jest to, czego my, chrześcijanie, powinniśmy chcieć?”

I rzeczywiście, chociaż wszyscy chrześcijanie w pewnym stopniu doświadczyli takich pragnień, bolesna prawda jest taka, że często nasze pragnienia są bardzo dalekie od chwały Taboru. Ilu z nas, gdyby dano nam szansę, wybrałoby naprawdę to, o co prosił św. Piotr: nigdy nie wracać do niczego ani do nikogo na tym świecie, jedynie móc zawsze przebywać w obecności Chrystusa? Chociaż mam nadzieję, że w naszych najlepszych chwilach wszyscy byśmy to wybrali, to jednak jest zbyt wiele momentów w naszym życiu, kiedy tego nie zrobilibyśmy. I wiem o tym, ponieważ zawsze, w każdym momencie naszego życia, otrzymujemy taki wybór – i tak wiele razy zamiast tego decydujemy się powrócić w naszych sercach do ludzi, miejsc i rzeczy tego przemijającego świata. Każdy nasz grzech jest tego dowodem.

Przypomina mi się historia, którą kiedyś słyszałem o jednym igumenie. Pewnej nocy był w metrze w Nowym Jorku, wracał do swojego monasteru z jakiejś firmy w mieście. Widząc go w stroju zakonnym, podszedł do niego bezdomny mężczyzna i zaczął wypytywać go o jego wiarę. Igumen, odpowiadając na pytania mężczyzny, zaczął mówić o tajemnicy Komunii Świętej. Żebrak przerwał mu: „Chwileczkę, próbujesz mi powiedzieć, że wierzysz, że Jezus Chrystus jest fizycznie obecny z tobą w twoich cerkwiach?” Igumen oczywiście odpowiedział, że w to wierzy i że nawet poza Boską Liturgią Święte Dary są zawsze obecne w ołtarzu i że z tego powodu prawosławni chrześcijanie żegnają się, gdy przechodzą obok cerkwi. — Nie ma mowy, abyś naprawdę w to wierzył — odparł stanowczo mężczyzna, ku zaskoczeniu mnicha. „I powiem ci, skąd wiem, że nie: gdybym wierzył, że Jezus Chrystus był fizycznie obecny w cerkwi, w której się modliłem, nigdy bym nie odszedł”.

Niestety, wielu z nas chrześcijan – nawet mnichów i kapłanów – jest zawstydzonych niedowierzaniem obcych, nie mniej niż błędem św. Piotra popełnionym w to święto.

Św. Piotr mówił błędnie, lecz Pan nie odpowiedział mu na to naganą. Nie, zamiast wyrzutów św. Piotr usłyszał głos samego Boga Ojca, głoszącego prawdę i miłość – w naszym życiu Bóg także często odpowiada na nasze winy nie karami, ale jeszcze większymi wylaniami łaski.

Pozostaje jednak moje pytanie: jaki dokładnie był błąd, który popełnił św. Piotr? Będąc młodym chrześcijaninem, jak dotąd prawie nie miałem pojęcia o ogromnych skarbach wglądu w Pismo Święte, oferowanych przez Ojców Świętych, którzy mogli szybko i łatwo odpowiedzieć na moje proste pytanie. I rzeczywiście, mógłbym jeszcze szybciej znaleźć odpowiedź, gdybym posłuchał rady żyjącego wówczas błogosławionej pamięci ojca Tomasza Hopko, który kiedyś - w nawiązaniu do interpretacji fragmentów Pisma - powiedział: „Najbardziej pomaga przeczytanie całości”.

Ponieważ w ewangelicznej narracji o Przemienieniu przewija się jeden ciągły wątek; od początku, tydzień wcześniej, kiedy św. Piotr złożył swoje wyznanie wiary, poprzez przemienienie Chrystusa w chwale, aż do końca – Jego zstąpienia z góry razem z apostołami z powrotem do tego grzesznego świata. Jest to ten sam wątek, który przewija się przez całą Ewangelię, a nawet przez całą historię ludzkiej egzystencji: wątek „Baranka zabitego od założenia świata” (Ap 13, 8).

Jak stwierdzają Ewangelie, natychmiast po tym, jak św. Piotr wyznał wiarę w boskość Chrystusa, Pan „począł objaśniać uczniom swoim, że trzeba Mu pójść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i znawców Ksiąg, i być zabitym, i trzeciego dnia powstać.” (Mt 16, 21). Nawet pośród chwały góry Tabor przemieniony Zbawiciel rozmawiał ze św. Mojżeszem i św. Eliaszem o „Jego odejściu, które miało się dokonać w Jeruzalem” (Łk 9, 31). A potem, schodząc z góry, Pan jeszcze raz wpoił uczniom, że „bardzo wiele wycierpi i zostanie wzgardzony” (Mk 9, 12).

Błędem św. Piotra wcale nie było jego pragnienie porzucenia wszystkiego, co ziemskie, na rzecz chwały Bożej. Jego błąd polegał na tym, że zapomniał, iż chociaż chwałę Bożą można dostrzec z wielu miejsc na tym świecie, nie można jej zdobyć nigdzie indziej, jak tylko na Krzyżu Chrystusa.

Co więcej, możemy nawet ośmielić się powiedzieć, że sam krzyż jest chwałą Boga. Właśnie w godzinie zdrady i śmierci na krzyżu Pan powiedział: „Teraz uwielbiony jest Syn Człowieczy” (J 13, 31). Św. Paweł, który nawet w tym życiu został przeniesiony do trzeciego nieba, mimo to oświadczył: „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ga 6, 14). I tak, moi bracia i siostry, chwała Boża ukazana apostołom na Górze Tabor może naprawdę stać się naszą własną chwałą… jeśli tylko zważymy na słowa wypowiedziane do nich przez Chrystusa, zanim pokazał im tak chwalebną wizję: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie i niech weźmie krzyż swój, i idzie w ślad za Mną” (Mt 16, 24).

Dlaczego krzyż jest tak ściśle związany z chwałą Boga i naszym własnym zbawieniem i przebóstwieniem w Nim? Dlaczego Chrystus musiał wziąć za nas krzyż i dlaczego upiera się, że my z kolei musimy wziąć za Niego nasz własny krzyż? Odpowiedź jest dość prosta: ponieważ „nikt nie ma większej miłości ponad tę, że ktoś duszę swoją oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Św. Izaak Syryjczyk mówi, że Bóg mógł dokonać naszego zbawienia na wiele sposobów, ale wybrał krzyż, ponieważ najdoskonalej ukazał wielkość Jego miłości. Miłości, która nie żąda, która nie tyle coś daje, ale wręcz ofiarowuje wszystko, niestrudzenie, aż po kres własnego życia, dla ukochanej osoby.

Nie ma nic - ani w tym życiu, ani w następnym = co byłoby bardziej chwalebne niż taka miłość. Ta miłość sprawiła, że Bóg stał się człowiekiem i dzięki tej miłości (i tylko tej miłości) człowiek może stać się Bogiem.

Posłuchajmy słów Świętego Apostoła Jana, który tego dnia również był na górze z Piotrem i Jakubem:
„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi… Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest... Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.” (1 J 3, 1-2; 16).

Moi bracia i siostry, pragnijmy całym sercem oglądać Pana przemienionego w Jego chwale. Starajmy się całą duszą zostać okrytymi tą samą chwałą razem z Nim. A przede wszystkim pamiętajmy o prawdziwej naturze Bożej chwały: chwały miłości, chwały Krzyża. Podejmujmy więc chętnie i radośnie nasze krzyże, z żarliwą miłością oddając życie Bogu i za każde z Jego dzieci, które spotykamy na tym świecie. Z miłości i tęsknoty za chwałą Taboru ucałujmy ziemię naszej osobistej Golgoty, bo jak przypominają nam święci starcy z Optiny – jedyna droga na Tabor prowadzi przez Golgotę.

Postanówmy więc podjąć tę drogę i podążać nią niezachwianie, od tej chwili aż do końca naszego ziemskiego życia, nie ustając, jak mówi św. Paweł: „my wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu.” (2 Kor 3, 18). Amen.
 
hieromnich Gabriel

za: Remembering Sion

fotografia: Pawelwaniuk00 /orthphoto.net/