Słowo na święto Zaśnięcia Matki Bożej

tłum. Michał Diemianiuk, 28 sierpnia 2021

Bracia, co to znaczy, że Cerkiew odejście Matki Bożej nazywa nie śmiercią, jak zazwyczaj nazywamy zgon ludzi, a zaśnięciem, albo, co znaczy to samo, spoczynkiem albo spokojnym snem, i nie tylko nie smuci się, nie płacze przy jej grobie, a przeciwnie, śpiewa radosne, uroczyste pieśni jej odejścia? To, że błogosławiona Matka Pana w rzeczy samej nie umarła, jak zazwyczaj umierają ludzie, a jakby zasnęła nie na długo spokojnym snem po ciężkich troskach życia, i że grób jej, będący dla niej drzwiami do Królestwa Niebieskiego, skrywa w sobie wiele radości dla chrześcijanina; z tego grobu, jak i z grobu zmartwychwstałego Pana, tchnie i na nas niebiańską niezniszczalnością, albo lepiej mówiąc - ten grób niezmiennie obiecuje i nam nieśmiertelność duszy i niezniszczalność ciała, niszcząc w nas strach śmierci.

Chwała Zwycięzcy nad śmiercią, Panu Jezusowi! Do Jego przyjścia śmierć była bardzo straszna dla człowieka dlatego, że porywała swoje zdobycze bezzwrotnie, a nie było żadnych środków, aby wybawić się od niej, ponieważ grzech, którym mocna była śmierć, rozlewał się niczym morska powódź i zatrzymać tę powódź nic nie było w stanie; oprócz tego wiedziano, że ludzie porwani przez śmierć jak jeńcy byli trzymani tam, dokąd zazwyczaj odchodzili po śmierci. Były co prawda dwa-trzy przykłady, że dwóch ludzi wcale nie doświadczyło śmierci, a jeden przez modlitwę i łzy otrzymał odsunięcie jej w czasie wtedy, kiedy ona całkiem już podniosła na niego zabójczą rękę, i nie pozwolono jej dotykać go jeszcze piętnaście lat. Ale co znaczyły te dwa-trzy przykłady w porównaniu z milionami ludzi umierających? To samo, co kropla w oceanie. Przy czym ostatni przykład nie był całkiem pocieszający dla ludzi dlatego, że król Ezechiasz [albo: Hiskiasz według innego tłumaczenia - przyp. tłum.] nie mógł całkowicie uchronić się przed śmiercią, a tylko wymodlił sobie odsunięcie jej w czasie, a pierwsi dwaj - Henoch i Eliasz - uważani byli za niemożliwych do naśladowania pod względem świętości życia, za które zostali żywi wzięci na niebo.

Co zaś widzimy teraz, po zjawieniu się Pana w ciele naszym i po zwycięstwie, odniesionym przez Niego nad grzechem i śmiercią? Cała groza śmierci zniknęła, śmierć stała się jakby spokojnym snem, po którym nastanie radosny poranek powszechnego zmartwychwstania. Na miarę tego, jak każdy z nas pokonuje żyjący jeszcze w nas grzech - a teraz dane nam są wszystkie środki żeby go zwyciężać (2 P 1, 3) - znika i strach przed śmiercią, tak że świętujący zwycięstwo nad grzechem z radością spotykają łoże śmierci i już nie umierają, a dokładnie zasypiają spokojnym snem. “Teraz - mówi święty Złotousty - Pan skruszył wrota piekielne i samo oblicze śmierci zniszczył. Ale co ja mówię: oblicze śmierci? Nawet samo imię śmierci zmienił, bowiem ona teraz nazywa się już nie śmiercią, ale spoczynkiem i snem”.

Najbardziej oczywisty przykład zwycięstwa nad śmiercią widzimy w Przeczystej Matce Pana. Ona skłoniła się do grobu tylko dla krótkiego odpoczynku ciała. Mówimy “dla krótkiego” dlatego, że według świadectwa tradycji, na trzeci dzień po Jej śmierci już nie znaleziono w grobie Jej najczystszego ciała - ono zostało wskrzeszone i wzięte na niebo, gdzie razem z duszą nasładza się błogosławieństwem niebieskim. Za Matką Bożą widzimy apostołów i męczenników, którzy spotykają śmierć z radością, jako największego przyjaciela, który w zamian za szybko przemijające dobra doczesnego świata albo w zamian za jego biedy i smutki daruje im wieczne radości Królestwa Niebieskiego. Za nimi widzimy wszystkich świętych, którzy patrzyli na śmierć także z radością, widząc w niej koniec ziemskich trudów i początek niebiańskiej chwały. Święta Cerkiew stara się i w nas zasiać taki sam brak lęku przed śmiercią, zachęcając nas, aby przeganiać strach przed nią stopniowym wykorzenianiem w sobie grzechów, i swoich zmarłych nazywa teraz nie inaczej jak “usopszymi”, czyli tymi, którzy jakby zasnęli, ponieważ nieśmiertelne życie w przyszłym wieku jest dla nas niewątpliwe i nasze prawo do niego jest tak pewne, że nie możemy albo nie powinniśmy inaczej patrzeć na śmierć, jak na sen. Chwała nieskończenie dobremu Bogu! Wcześniej nad zmarłymi długo i niepociesznie płakali, i nawet nakazywano wprost nad martwym wylewać łzy. “Synu - mówi Bogiem oświecony mędrzec - wylewaj łzy nad zmarłym i jako bardzo cierpiący zacznij lament… Płacz gorzko i z przejęciem uderzaj się w piersi, zarządź żałobę odpowiednio do jego godności” (Syr 38, 16-17), a teraz zamiast nadgrobnego płaczu my śpiewamy pieśń Alleluja, albo “Chwalcie Boga”, wychwalając Bożą mądrość i dobroć, które śmierć uczyniły przejściem do nieśmiertelności.

Bracia! Uczestnicy niebieskiego powołania, widzieliście na ikonie czcigodnego i chwalebnego Zaśnięcia Matki Bożej, jak Ona spokojnie spoczywa. Jaki spokój i odbicie niebiańskiej radości na Jej twarzy! To właśnie sen, krótkie przejście z ziemi na niebo. Nauczmy się i sami gorliwością do cnót i wzgardą do wad uczyńmy śmierć swoją spokojnym snem. Dopóki będzie królować w nas grzech, dopóty będzie straszna dla nas i śmierć, ponieważ właśnie śmierć grzeszników jest zła (Ps 33, 22). Grzech jest przyczyną śmierci. Zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6, 23).

Będziemy zaś usilnie zwyciężać w sobie grzech jako przyczynę śmierci. Pokonywać go tylko na początku jest bardzo trudno, a potem będzie i lekko, i słodko, ponieważ w miarę nasilania się cierpień, powodowanych walką z grzechem, będzie zwiększać się i pocieszenie Chrystusa (2 Kor 1, 5) w nas i Pan, Który powiedział, że jarzmo jego jest dobre i brzemię lekkie (Mt 11, 30), na pewno uczyni lekkimi i życiodajnymi także trudy ascetów. Przy tym to, co dostaje się z trudem, tym bardziej się ceni i tym bardziej nasładzamy się tym. Jesteśmy stworzeni do trudów, a nie dla zadowolenia i próżności. Tak, niebiańska chwała, nie mająca końca, bez wątpienia jest warta usilnych trudów całego życia. To niezrównane błogosławieństwo, to królestwo chwały nie jest dawane za darmo. Królestwo Niebieskie, jak powiedziano, doznaje gwałtu, czyli jest nabywane siłą, i gwałtowni zdobywają je (Mt 11, 12).

Czy nie dlatego jesteśmy tak leniwi, aby zwyciężać w sobie namiętności i złe skłonności, że mamy słabą wiarę w życie przyszłego wieku? Ale ono jest tak niewątpliwe, jak doczesne życie nasze. Czyż Ten, Który dał nam początek życia tutaj, na ziemi, nie da nam pełnego, doskonałego życia na niebie? Tak, nieuchronnie tak powinno być, i trudniej żeby tego nie było, niż żeby było. I w tym upewnia nas niekłamliwe słowo Boże. “Wszyscy będący w grobach - mówi - usłyszą głos Syna Bożego, i usłyszawszy ożyją, i wyjdą ci, którzy czynili dobrze, na zmartwychwstanie życia, a czyniący źle, na zmartwychwstanie sądu (J 5, 28-29).

Bracia! Wieczne życie za grobem nie podlega żadnej wątpliwości. Ale także nie podlega najmniejszej wątpliwości, że może być dwojakie: dla sprawiedliwych - błogosławione, a dla zatwardziałych grzeszników - męczące. Śmierć jest brzegiem, granicą między doczesnym i przyszłym życiem i nie wiemy, czy jest daleka od nas, czy bliska. Bądźmy gotowi zawsze stanąć na tej groźnej granicy między dwoma życiami. Amen.

święty sprawiedliwy Jan Kronsztadzki

za: pravoslavie.ru

fotografia: emilycolors /orthphoto.net/