Nadal tego nie mamy

tłum. Gabriel Szymczak, 12 sierpnia 2021

‘Boże, dziękuję Ci, że nie jestem taki jak pozostali ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożni albo jak ten oto celnik’” (Łk 18, 11).

Gdzieś na Facebooku ktoś napisał, że w naszym nowoczesnym świecie niewielu się spowiada, a jeszcze mniej żałuje. Z powodu takiej rzeczywistości prawosławie jest dziś dość płytkim doświadczeniem. Możemy czuć pociąg do nabożeństw, atmosfery, a nawet dyscypliny wiary, ale wydaje się, że brakuje nam jednej potrzebnej rzeczy. Brakuje tej jednej, ważnej rzeczy, po prostu jej nie mamy. Ponieważ nie mamy, zapał wiary słabnie, a żywa pobożność zanika.

Mamy problemy, nawet uporczywe grzechy, ale mimo to wierzymy, że jesteśmy dobrymi ludźmi, uczciwymi, a nawet przyzwoitymi ludźmi. W końcu nie jesteśmy jak ci baptyści, buddyści, ateiści czy muzułmanie. Nie jesteśmy jak ci inni grzesznicy, o których czytamy lub słyszymy w wieczornych wiadomościach. Ciężko pracujemy, troszczymy się o nasze rodziny i żyjemy najlepiej, jak potrafimy, zgodnie z prawem kraju. Kochamy nasz kraj, płacimy podatki i staramy się nikogo nie krzywdzić. Widzisz, mamy głęboką i fundamentalną wiarę w naszą własną dobroć, którą potwierdzamy sobie porównując się z grzechami innych.

Porównaj tę postawę ze św. Pawłem (1 Tm 1, 15), który powiedział: „Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy”. Pierwszy spośród grzeszników – cóż, mogę to powiedzieć, ale tak naprawdę to w to nie wierzę. Przychodzi mi do głowy wielu gorszych ode mnie i potrafię jasno wskazać, dlaczego tak jest.

Jest to wyraźny dowód na to, że jestem dumnym człowiekiem i to właśnie ta duma powstrzymuje mnie od prawdziwej skruchy. Och, wyznam to wszystko (kiedy będę się spowiadać), ale nie będę tego żałował. Mogę powiedzieć, że jestem pierwszym spośród grzeszników, ale nie zmienię serca, by w to uwierzyć. Skrucha oznacza prawdziwą zmianę, a ja nie pozwolę sobie na zmianę w tym punkcie. Wiem, że są gorsi grzesznicy niż ja. Jestem przecież bardzo wykształconym, wieloletnim duchownym i sługą Pana. Ja… najgorszy z grzeszników? To musi być żart...

Robię niewielki postęp w życiu duchowym. Nie powinno to dziwić, skoro wiem, że Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Przykro mi, że grzeszę i chcę otrzymać przebaczenie, ale nie jest mi jednocześnie wystarczająco przykro, by się zmienić. Dlatego ludzie tacy jak św. Maria Egipcjanka dezorientują mnie i zadziwiają. Tak wiele lat spędzonych z dala od Kościoła i sakramentów, a jednak jej prawdziwy smutek i pokuta wprowadziły ją na duchowe wyżyny, o których ja nawet nie mogę marzyć. Ale oczywiście ona była nierządnicą, a przecież ja jestem lepszy!

Ja nadal tego nie mam. A ty?

o. John Moses

za: Ramblings of a Redneck Priest

fotografia: Anima_Mea /orthphoto.net/