Granica człowieka

tłum. Gabriel Szymczak, 08 sierpnia 2021

Słowo „granica” od dawna kojarzy się z pewnymi aspektami amerykańskiej mitologii. „Frontier Days” to skrót od chat z bali, karabinów skałkowych i surowego życia. Od czasu do czasu nabiera ono aspektów „Dzikiego Zachodu”. W ostatnich pokoleniach zostało przeniesione poza planetę, tak że słyszymy, jak kapitan Kirk intonuje „Kosmos……. ostateczna granica”. To także słowo, którego znaczenie zostało zapomniane, gdyż wyprzedziła je nasza mitologia. Pierwotnie (XV wiek) słowo to było używane jako odniesienie do granic między krajami. Granica… to granica. Tak jest i jest to jego podstawowe znaczenie. Jest to jednak również przypomnienie, że nasza kultura zrodziła się z działań ignorujących granice. Wskazuje na kulturowy narcyzm, który dręczy nas od wieków. Nie jesteśmy dobrzy w utrzymywaniu granic.

Wiele społeczeństw przekroczyło swoje granice. Francja i Niemcy notorycznie walczyły o to, co dokładnie miało stanowić ich granicę. Anglia i Szkocja robiły praktycznie to samo. Takie spory terytorialne są prawdopodobnie nieuniknione (chyba że podział biegnie rzeką lub pasmem górskim). Amerykańskie doświadczenie było czymś wyjątkowym. Tutaj „granica” zaczynała się na wschodniej linii brzegowej i ciągnęła się do zachodniej linii brzegowej. Cały kraj był „graniczny”. „Przesuwanie granic” było sposobem na życie.

Należy o tym pamiętać, myśląc o współczesnej mantrze postępu. Postęp w Ameryce zawsze niósł ze sobą założenie, że granice, limity istnieją po to, by je pokonać. Raj byłby więc stanem, w którym znikną wszelkie granice. Mówimy o „granicy” przestrzeni, „granicy nauki”, a nawet o „granicach moralności” (wszystkie z nich są celami postępu i przekraczania ograniczeń).

W rzeczywistości zdrowe życie jest naznaczone i kształtowane przez różne granice. Tylko granice pozwalają nam widzieć i wiedzieć. Granice są nieodłączną i istotną częścią osobistej egzystencji. Sednem chrześcijańskiego rozumienia Boga jest to, że ma On egzystencję trójosobową: to Ojciec, Syn i Duch Święty. W samej tajemnicy bóstwa są granice. Ojciec nie jest Synem, Syn nie jest Ojcem, i tak dalej. Tak więc prawdziwe istnienie nigdy nie jest pozbawione granic. Rozumiemy, że stworzeni na obraz Boga sami mamy osobową egzystencję. Poza tym nasi duchowi ojcowie uczą nas, że nie posiadamy jeszcze takiej egzystencji w pełni, że jest to coś, do czego zmierzamy. W tym rozumieniu, jeśli mówimy o „postępie” w życiu duchowym (czego nie lubię robić), to taki postęp nie byłby pogwałceniem granic, ale spełnieniem i doskonaleniem ograniczonej, osobowej egzystencji.

Nowoczesność, jako łamanie granic, skłania nas ku takim i poznawaniu, i sposobowi życia, które pochłaniają, konsumują, nieustannie przekraczając granice w dążeniu do postępu. W latach 60. Crosby, Stills i Nash śpiewali: „Zasady i przepisy! Kto ich potrzebuje! Wyrzuć je wszystkie za drzwi!” – to pean na temat zamieszek na Konwencji Demokratów w Chicago w 1968 roku. To była głupia mantra, ale rezonowała z tymi, którzy wyobrażali sobie siebie na pograniczu zmian. Narcyzm sprzyja łatwym rewolucjom, ale ich głównym rezultatem jest zniszczenie i nędza.

Granice osobowości leżą w samym sercu chrześcijańskiej miłości. Nasze wyznanie, że „Bóg jest miłością”, jest uznaniem, że prawda o wszystkim wymaga nie tylko rozpoznania granic, ale ich poszanowania. Kiedy Pismo Święte mówi, że miłość jest „cierpliwa i życzliwa”, opisuje życie właściwie przeżywane z uwzględnieniem granic innych. Nasza niecierpliwość często nalega, aby Bóg interweniował, odsunął granice naszej wolności i naprawił świat. To byłby bóg współczesności. Nic dziwnego, że jest to trafny opis nowoczesnej idei rządu.

Miłość jest „słabością” Boga. Jego miłość może być frustrująca, a nawet doprowadzająca do szału, gdy tęsknimy za tym, aby nasza wola stała się dominująca. W obliczu ludzkiego cierpienia cierpi Chrystus. To nie jest odpowiedź, jakiej pragniemy od naszych bogów. W naszej kulturze miłość jest rozumiana jako pragnienie lub namiętny znak lojalności wobec marki. Chcemy posiąść drugiego.

Granice (a tym samym miłość) wymagają, abyśmy znosili zdrowy wstyd – ponieważ jest to emocjonalne doświadczenie, które wiąże się z granicami. Cnota wytrzymywania takiego zdrowego wstydu znana jest jako pokora. Miłość jest niemożliwa bez pokory. Wielu jest zaskoczonych, gdy po raz pierwszy słyszą, że Bóg jest pokorny. Chrystus powiedział: „Weźcie jarzmo Moje na siebie i nauczcie się ode Mnie, albowiem jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych”. (Mt 11, 29). Nie jest to tymczasowa „rola” przyjęta przez Chrystusa, ale prawdziwe objawienie natury i charakteru Boga.

Podobnie jak sam Bóg, tak i Raj zawiera granice (przykazanie, aby nie jeść z zakazanego drzewa). Nie ma drogi do raju, która nie zawierałaby granic – a uzdrowienie nas pozwala nam z nimi żyć. Prawdziwa niezbadana granica naszych czasów to tajemnica ograniczonej egzystencji. Albo nauczymy się stawać osobami, albo pożremy się nawzajem, tak jak pożeramy planetę, na której żyjemy.

o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

fotografia: msiskar /orthphoto.net/