Nierównowaga lęku

tłum. Gabriel Szymczak, 05 sierpnia 2021

Czytanie z Ewangelii wg św. Mateusza. (8, 28 - 9, 1)

W naszych czasach całkiem normalne jest, że ludzie zachowują się tak, jakby nie było świata duchowego ani duchowej rzeczywistości. Nawet teraz odkrywamy, że cały świat jest całkowicie opanowany przez strach i troskę, ale jest to niezrównoważony strach i troska. Dlaczego? To obawa o zdrowie fizyczne z niemal całkowitym lekceważeniem zdrowia duchowego. Skupiamy się na zdrowiu ciała i nie myślimy o zdrowiu duszy. Ten strach przed śmiercią staje się przyczyną wielkiego grzechu na całym świecie. To nie są oryginalnie moje myśli, to są myśli wielkiego apostoła św. Pawła, który napisał: „Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli”. (Hbr 2,14-15)

Strach przed śmiercią sprawia, że jesteśmy zniewoleni grzechem. Strach przed śmiercią powoduje, że bardzo grzeszymy przeciwko Bogu i naszym bliźnim. Jak grzeszymy przeciwko Bogu? Możemy brać przykład z naszych czasów. Ludzie boją się przychodzić do cerkwi z obawy przed chorobą i śmiercią. Może to być rozsądna odpowiedź na tydzień lub miesiąc, ale jak możemy to uzasadnić po roku lub dłużej? Jak możemy nazywać to miejsce domem Bożym, a potem myśleć, że jesteśmy w jakiś sposób bezpieczni, gdy jesteśmy z dala od tego świętego miejsca, gdzie łaska Boża jest bogato obecna? Gdy zachowujemy się w ten sposób, brakuje nam wiary w Boga, a to jest wielki grzech. Grzeszymy także, kiedy dzielimy się i umieszczamy w różnych obozach. Jesteśmy ‘zamaskowani’ lub nie, zaszczepieni lub nie, i tak dalej. Nie, moi bracia i siostry. Jesteśmy wezwani do bycia innymi niż otaczający nas świat. Będziemy poznani po tym, jak się kochamy i służymy sobie nawzajem. Kiedy widzisz kogoś, kto zachowuje się inaczej lub wierzy inaczej niż ty, spróbuj podejść do tej osoby z pokorą i łagodnością, a nie z osądem i przekonaniem o własnej słuszności. W przeciwnym razie nie jesteśmy lepsi od otaczającego nas świata. Bez miłości nie mamy nadziei.

W czytaniu o Gadareńczykach widzimy dwóch mężczyzn, którzy byli daleko od Boga. Oddalając się od Boga, nieświadomie zbliżyli się do demonów i duchowego paraliżu, a w końcu duchowej śmierci. Nie możesz pozostać ‘niezrzeszonym’. Albo twoje życie służy Bogu, albo fałszywym bogom. W dzisiejszych czasach wielu pisarzy (w tym również tak zwani ‘bibliści’) zakłada, że ludzie wspominani w opowieściach ewangelicznych nie mieli demonów, ale pewne łatwe do wytłumaczenia schorzenia, takie jak epilepsja czy schizofrenia. Jednak to nieprawda. Zgodnie z samym tekstem Ewangelii jest to ewidentnie fałszywe. Albo Pan wchodzi w interakcję z demonami, albo bawi obserwatorów, po prostu dając przedstawienie. Oczywiście wiemy, że tak nie jest.

Jak słyszymy w tym tekście, demony są prawdziwe i potężne. Znajdujemy dwóch mężczyzn opętanych przez demony i żyjących w kraju Gadareńczyków. Ewangelista Mateusz chce, abyś wiedział, że można nie tylko ulegać wpływom demonów, ale wręcz być przez nie pokonanym. Można stracić swoją wolę i ulec demonom. Słyszymy o strasznych wydarzeniach na świecie i czasami zastanawiamy się, jak takie wydarzenia są po ludzku możliwe… Pamiętajmy, że istnieje ukryty i potężny świat duchowy. Na ludzi wpływają i otaczają ich demony - i nie tylko demony, ale także aniołowie, a nawet święci Boga.

Jako prawosławni chrześcijanie nasze zdrowie rozumiemy całościowo. Powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby pielęgnować zdrowie fizyczne, jednocześnie skupiając się na naszym zdrowiu psychicznym, a co ważniejsze - na naszym zdrowiu duchowym. Św. Paweł pisze do Tymoteusza: „Sam zaś ćwicz się w pobożności. Bo ćwiczenie cielesne nie na wiele się przyda; pobożność zaś przydatna jest do wszystkiego, mając zapewnienie życia obecnego i tego, które ma nadejść. Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania. Właśnie o to trudzimy się i walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących.” (1 Tm 4, 7-10)

Dlatego Kościół istnieje, aby być szpitalem duchowym. Aby opatrywać nasze rany i oferować nam lekarstwa dla dobra naszych dusz i ciał. I aby nas wzmocnić, i dać nam zbroję, aby podjąć walkę z demonicznymi i złymi siłami wirującymi wokół nas. To jest nasza bitwa i każdego dnia toczymy wojnę, dopóki Bóg nie zabierze nas do Siebie. Jak możemy odnieść sukces w walce z tak zaciekłymi i strasznymi przeciwnikami? Posłuchaj słów św. Teofana Pustelnika:

„Nigdy nie powinieneś się bać, jeśli dręczy cię powódź myśli, że wróg jest zbyt silny przeciwko tobie, że jego ataki nigdy się nie skończą, że wojna będzie trwała do końca życia i że nie jesteś w stanie uniknąć nieustannych i rozmaitych upadków. Wiedz, że nasi wrogowie, ze wszystkimi ich podstępami, są w rękach naszego boskiego Wodza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, dla którego chwały i uwielbienia prowadzisz wojnę. Ponieważ On sam prowadzi cię do bitwy, z pewnością nie pozwoli, aby twoi wrogowie użyli przeciwko tobie przemocy i pokonali cię - jeśli sam, dobrowolnie nie przejdziesz na ich stronę. On sam będzie walczył za ciebie i wyda twoich wrogów w twoje ręce, kiedy zechce i jak zechce, jak jest napisane: „Pan, Bóg twój, przechadza się po twoim obozie, aby chronić ciebie, a wrogów na łup twój wydać.” (Pwt 23, 15)

To jest nasza bitwa i najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jeśli traktujemy ją poważnie, jest strach przed śmiercią, ponieważ doprowadzi nas to do zaniedbania Boga. Pan przypomina nam o tym, gdy mówi: „Kto chce ratować swoje życie, straci je”. Przeciwnie, wielu ojców zachęca nas do lękania się sądu Bożego. Każdy musi umrzeć, nie da się tego uniknąć, ale każdy musi też stanąć przed Panem. Jak poradzimy sobie po tej wielkiej duchowej bitwie? Czy odniesiemy zwycięstwo przez Chrystusa, czy też pokonamy naszą miłość do siebie i zadufanie w sobie?

Odpowiedź będzie w dużej mierze zależeć od tego, czy ufamy Bogu i kochamy Go całym naszym sercem, duszą, umysłem i siłą. Jeśli trwamy przy Chrystusie, Chrystus będzie trwał przy nas. Jeśli zaniedbamy otwarcie dla Pana i Jego nauk drzwi w naszych umysłach, sercach i życiu, sami zamkniemy dla siebie drzwi do życia. Demony, które przemawiały przez opętanych, wierzyły w Jezusa. Ale nie były Mu wierne. Służyły sobie, a nie Jemu. Poświęć trochę czasu każdego dnia i spróbuj rozeznać, czy masz wiarę w Chrystusa, czy jesteś wierny Chrystusowi. Między tymi dwoma podejściami jest duża różnica. Jedno prowadzi nas do życia, a drugie - daleko od niego.

Św. Ireneusz z Lyonu pisze:

„Ten, kto zachowa dane mu życie i dziękuje Temu, który go udzielił, otrzyma także długie dni na wieki wieków. Ale ten, kto je odrzuci i okaże się niewdzięcznym wobec swego Stwórcy, ponieważ został stworzony i nie rozpoznał Tego, który go obdarzył, pozbawia się przywileju trwania na wieki wieków. I z tego powodu Pan powiedział tym, którzy okazali się wobec Niego niewdzięczni: „Jeśli więc w nieprawym dobytku nie staliście się wierni, to kto wam powierzy prawdziwe [dobro]?” (por. Łk 16,11), wskazując, że ci, którzy w tym krótkim doczesnym życiu okazali się niewdzięczni wobec Niego, słusznie nie otrzymają od Niego długich dni w wieczności”.

Obyśmy okazywali, że jesteśmy wdzięczni Bogu i wierni w naśladowaniu Jego Syna, abyśmy nie byli niewolnikami grzechu, ale mogli żyć wiecznie jako Synowie Boży w Chrystusie. Amen.

o. James Guirguis

za: Out of Egypt

fotografia: bcatphoto /orthphoto.net/