Szczepionka na pychę

tłum. Justyna Pikutin, 01 sierpnia 2021

W jednej z moskiewskich cerkwi, nieopodal sprzedających świece, starsza kobieta w spokoju czekała, aż siostra przyjmująca karteczki będzie sama. Babcia stała nieco dalej w swojej wełnianej wiejskiej chustce, a ludzie młodsi od niej w pośpiechu omijali ją, nie dostrzegając, lub udając że nie widzą.

Jeszcze przez dłuższy czas do świątyni wchodzili ludzie, żegnali się, całowali ikonę i żwawo przechodzili obok milczącej figury wprost po świece. A ona bez osądzania w milczeniu przepuszczała wszystkich: przecież są tak zajęci, czekają na nich ważne sprawy, trzeba im ustąpić. Kiedy w końcu ludzki potok się wyczerpał i mniszka została sama, staruszka podeszła do niej, by wykupić 40-dniową modlitwę za swoich bliskich. Czytając z karteczki, by nikogo nie pominąć, bez pośpiechu wymieniała imiona wszystkich: zarówno dawno zmarłych, jak i niedawno urodzonych. W ciszy cerkwi wyraźnie rozbrzmiewał jej głos i wydawało się, że patrzący z ikon święci uważnie wsłuchują się w każde jej słowo, przyjmując w swe modlitwy kolejne wypowiedziane imię.

Jakie życie przeżyła ta kobieta? Widocznie ciężkie, z licznymi smutkami i trudnościami. Tak bezgłośnie, ze spokojem w sercu przepuścić wszystkich, którzy bez zastanowienia pędzą naprzód, jakby wszystko na świecie istniało tylko dla nich. Mało kto tak potrafi, nie licząc tych, którzy posiadają ogromne doświadczenie cierpliwości i pokory. Te wartości lub też ich brak przejawiają się w ludziach bezustannie, nawet - wydawałoby się - w zupełnie nieznaczących życiowych sytuacjach. Człowiek bezustannie decyduje, czasami nawet bez zastanowienia, co stawia na pierwszym miejscu: własne potrzeby czy też potrzeby innego człowieka - krewnego, znajomego lub zupełnie obcego.

Ta hierarchia jest wskaźnikiem i wynikiem chrześcijańskiego wzrastania. Ustępowania ludziom wokół i akceptowania cudzej niedoskonałości wymaga od nas najbardziej zrozumiałe ewangeliczne przykazanie: postępuj z innymi tak, jak chciałbyś, by ktoś postąpił z tobą (patrz: Mt 7,12). Jednak właśnie to przykazanie łamiemy najczęściej. Dlatego też każdy z nas powinien pracować nad osiągnięciem tych wartości: cierpliwości i pokory. Są one na tyle współistotne, że nie da się najpierw osiągnąć jednego, a później drugiego. Chrystus powiedział swoim uczniom i następcom, a tym samym również nam: “Wytrwałością waszą zyskacie dusze wasze” (patrz Łk 21,19). Jeśli nauczymy się bez narzekania przyjmować wszystko, co posyła nam Bóg (zarówno sytuacje, jak też ludzi), to przybliży nas to ku pokorze. Przecież pycha nie współgra z cierpliwością. Człowiek przepełniony pychą zawsze postawi na pierwszym miejscu swoje dobro i przyczyni się do cierpienia innych, ale nie do własnego.

Święci którzy umiłowali Chrystusa bardziej niż swoje życie, okazywali wytrwałość w mękach za wiarę lub w dobrowolnych cierpieniach po to, by przybliżyć się do Niego. Każdy chrześcijanin, niosący swój krzyż i podążający za Chrystusem, został powołany, by rozwijać w sobie ewangeliczną pokorę i cierpliwość. Widać to na przykładzie żywotu księżnej Eudokii Moskiewskiej - małżonki św. księcia Dymitra Dońskiego. Prawie jednocześnie przeżyła wielką radość i ogromny smutek: cztery dni po narodzinach syna straciła męża, z którym w małżeństwie żyła przez 22 lata. Głębię rozpaczy księżnej opowiadają przetrwałe do naszych czasów przekazy o jej płaczu po utracie ukochanego męża.

W odróżnieniu od wielu współczesnych kobiet i mężczyzn, Eudokia nie szukała szczęścia w nowym związku. Dziś często możemy spotkać się ze stwierdzeniem: “Jestem już gotów/gotowa na nowy związek”. Z ziemskiego punktu widzenia takich ludzi można zrozumieć: oni potrzebują miłości, współczucia i wsparcia. I jeśli w związku małżonkowie nie byli zjednoczeni duchowo, żyli jak sąsiedzi, to po śmierci jednego z nich może go zastąpić ktoś inny. Zaś duchowe zjednoczenie małżonków trwa nawet po odejściu z tego doczesnego życia. Śmierć jest dla nich tylko chwilowym rozstaniem, ponieważ są oni całością w wiecznym Bogu i nowe relacje w tej sytuacji są nie do pomyślenia.

Po śmierci męża księżna Eudokia poświęciła się Bogu i służbie ludziom, których On jej zesłał. W tym odnajdywała pocieszenie i wsparcie z niebios. Pomagała ofiarom pożarów, leczyła chorych, za własne pieniądze sprawowała pogrzeby mieszkańcom Moskwy, którzy zmarli w wyniku epidemii, najazdów tatarskich czy litewskich. W efekcie przyjęła postrzyżyny mnisze otrzymując imię Eufrozyna, na zawsze zachowując w sercu miłość do męża.

Jednak po to, by zdołać w ten sposób przyjąć wolę Bożą, potrzeba pokory. Zazwyczaj nie chcemy tego, co daje nam Bóg, a pragniemy czegoś lepszego w naszym mniemaniu. Nawet św. Grzegorz Teolog był niepocieszony, że nie pozwolono mu żyć w spokoju na pustyni, a wezwano go do miasta Sazima i ustanowiono biskupem. Jednak w efekcie przyjął tę zmianę w swoim losie jak wolę Bożą i odnalazł wewnętrzny spokój. Tak też i my, żyjąc pośród zgiełku i zamętu, możemy nauczyć się pokory, przyjmując wszystkie okoliczności naszego życia z troskliwych rąk Boga.

Pokora osiągana jest wtedy, gdy człowiek gorliwie pracuje nad przestrzeganiem ewangelicznych przykazań. Bóg mówi, że Jego przykazania są lekkie (patrz Mt 11,30), choć nam, przyzwyczajonym do samowoli, wydają się one niezwykle trudne. Jednak przypomnijcie sobie, jak w ewangelicznej przypowieści ojciec zmusza synów, by szli pracować w winnicy. Jeden zgodził się, ale nigdzie nie poszedł, a drugi szczerze przyznał, że nie chce iść, ale pomyślał i posłuchał ojca (patrz: Mt 21, 28-31). Tak też i my powinniśmy, okazując pokorę, postępować zgodnie z przykazaniami Chrystusa. Pokora nie polega na tym, by chodzić z opuszczoną głową i pobożnym uśmiechem. Chrześcijanin jak każdy człowiek, może wybuchnąć, powiedzieć coś nie tak, uczynić coś nie tak, ale zawsze powinien starać się zweryfikować wszystkie swoje słowa i czyny z nauczaniem Ewangelii. Po przemyśleniu jaka w danej sytuacji jest wola Boża, należy zmusić się do jej wypełnienia, a nie poddawać się własnym zachciankom.

Przeciwieństwem pokory jest pycha. Jej niebezpieczeństwo polega na tym, że jest to namiętność duchowa, tzn. nie wymaga niczego materialnego do jej zaspokojenia: żadnych pieniędzy, dóbr materialnych czy też przyjemności cielesnych. Pycha niweczy naszego nieśmiertelnego ducha zarozumiałością, narcyzmem i niewdzięcznością wobec Boga. Każda zewnętrzna cnota może zostać zbezczeszczona przez pychę. Jak mówił św. Efrem Syryjczyk: “bez pokory zbędny jest wszelki trud”. Zarówno wstrzemięźliwość, pomoc bliźnim czy też wykształcenie mogą prowadzić do pychy.

Każde działanie może mieć różną wewnętrzną motywację. Kiedy u podłoża dobrych uczynków leży wywyższanie, to bez względu na to, jakie wysokości w nich osiągnie człowiek, izoluje się on od Boga - Źródła wiecznego życia - i w efekcie zginie. Jak faryzeusz, który regularnie pościł, skrupulatnie oddawał do świątyni dziesiątą część tego, co otrzymywał i wypełniał inne przykazania. Faryzeusz zewnętrznie był człowiekiem sprawiedliwym. Był jedynie skalany pychą, która wzbudzała w nim wszystkie jego “bezsensowne słowa” (Kanon św. Andrzeja z Krety, środa, Pieśń 9) i wywyższanie: “Nie jestem taki, jak pozostali ludzie” (Łk 18, 11). Do tej złudnej myśli może doprowadzić każdy wysiłek, każdy dobry uczynek, dlatego też święci asceci namawiają, aby nigdy nie przywiązywać wagi do swoich dobrych uczynków i nawyków, ale by być czujnym na swoje grzechy i niedoskonałości.

Jak mówił św. Jan Złotousty, pycha niczym dziki zwierz poluje na ludzi z dobrym sumieniem i to właśnie dla nich jest ona najbardziej niebezpieczna. Chrystus z wyprzedzeniem dał broń przeciwko tej bestii nawołując, byśmy myśleli o sobie jako o nic nieznaczącym wykonawcy innej, wyższej woli (patrz Łk 17, 10). Wszystko, co dobre i pożyteczne należy czynić z myślą, że czyni się zaledwie to, co jest powinnością, przykazaniem Zbawiciela i niczym więcej. Szczepienie na COVID-19 chroni nas od cielesnej choroby i ludzie przyjmują je, by uchronić ziemskie życie. Tak też postrzeganie dowolnego dobrego uczynku jak nic nieznaczące działanie - to swego rodzaju szczepienie na śmiercionośną chorobę - pychę. Taka duchowa szczepionka jest niezbędna dla zachowania zdrowia nieśmiertelnej duszy.

Musimy starać się nieść trudy, przezwyciężać w sobie zło i czynić dobro ze względu na miłość do Boga, jak przystało na Jego synów i córki. W tym celu musimy starać się dogłębnie zrozumieć to, co Bóg uczynił dla nas i w zamian starać się jak najlepiej podziękować Mu za Jego miłość, zwracając uwagę na własną niedoskonałość i niewystarczalność naszej własnej pracy. Albowiem cokolwiek czynimy, jest to zawsze mniej, niż możemy - a więc i powinniśmy uczynić - z Bożą pomocą. Ta świadomość posłuży nam jako niezawodna szczepionka na pychę.

Metropolita Kałuski i Borowski Klemens

za: pravoslavie.ru

fotografia: Dmitrij Petrenko /orthphoto.net/