Na temat interpretacji alegorycznej

tłum. Jakub Oniszczuk, 26 lipca 2021

Jedną z pokus, w które często wpadamy próbując zrozumieć innych, nam współczesnych i ludzi z przeszłości, jest to, że zaczynamy od założenia, że myślą oni i wchodzą w interakcję z danym zestawem idei w taki sam sposób, jak my. Tak więc na przykład w dyskusjach międzywyznaniowych chrześcijanie od czasu do czasu będą odnosić się do grup przywódców żydowskich i muzułmańskich jako do ciał soborowych. Albo muzułmanie będą mówić o Torze lub Nowym Testamencie tak, jakby były one postrzegane w ten sam sposób, w jaki oni postrzegają Koran. To natychmiast generuje nieporozumienia, które należy przezwyciężyć, aby móc nawiązać prawdziwy kontakt. Chrześcijanie zaangażowani w te dyskusje muszą zrozumieć, jak działa, o ile w ogóle, system wartości i autorytetów w innych systemach religijnych. Muzułmanie muszą natomiast zrozumieć, jak inne religie postrzegają, interpretują i wchodzą w interakcję ze swoimi autorytatywnymi tekstami. Jednym z najbardziej niezrozumiałych elementów biblijnej interpretacji naszych poprzedników w chrześcijańskiej wierze jest to, co od pewnego czasu nazywamy „interpretacją alegoryczną”, chociaż, jak zobaczymy, prawdopodobnie nie jest to najlepsze określenie.

Interpretacja alegoryczna to etykieta używana do opisania pewnego rodzaju interpretacji, zwłaszcza Pisma Świętego, którą stosowało wielu Ojców Kościoła. Etykieta służąca do określenia tego rodzaju interpretacji jako odmiennej od interpretacji dosłownej, chociaż sam termin „dosłowny” podlega wielu definicjom. Tak dla przykładu, idea typologii, mówiąca że postacie ze Starego Testamentu są typami lub praobrazami Chrystusa, często nie jest uważana za alegorię, ale za część dosłownej interpretacji. Ta niejasność doprowadziła do prostej definicji „interpretacji alegorycznej” jako „każdej interpretacji, która wydaje się niekonwencjonalna”. I tak, prawie wszyscy chrześcijanie łatwo akceptują, że skoro nasz Pan Jezus Chrystus umarł podczas Paschy, to Jego śmierć i zmartwychwstanie reprezentują większą Paschę [hebr. פֶּסַח - przejście], a analogie do wyzwolenia Izraela z Egiptu mieszczą się całkowicie w granicach „dosłownej interpretacji”. Z drugiej strony, wielu chrześcijan uznałoby, że orygenesowa identyfikacja dwóch wioseł w rękach św. Piotra, gdy wiosłował swoją łodzią po Jeziorze Galilejskim, jako „wiary” i „miłości” byłaby trochę naciągnięta, a zatem jest to przykład alegorii. Tutaj też widzimy, jak alegoryczna interpretacja niesie ze sobą konotację złej interpretacji. W ten sposób etykietowanie czegoś jako „alegorii” staje się sposobem na marginalizację i zepchnięcie tej interpretacji poza strefę poważnego rozważania.

Trudność tutaj jest jednak w dużej mierze generowana przez nasze własne rozumienie, czym jest interpretowanie. Większość z nas została nauczona, przynajmniej biernie przez naszą kulturę, by czytając tekst próbować rozeznać, co oryginalny autor miał na myśli w kontekście historycznym, w którym słowa zostały pierwotnie napisane. Wspomagamy się przy tym wiedzą historyczną i lingwistyczną. W przypadku biblistyki przekłada się to na ograniczenie się do prowadzenia badań historycznych i studiowania gramatyki języka w celu lepszego zrozumienia Pisma w tym świetle. Takie podejście rozumiemy jako dosłowne czytanie Pisma Świętego. Dlatego zakładamy, że każda interpretacja, która nie pasuje do tej metody, jest wynikiem przygodnych warunków lub celowych działań. Do przygodnych zaliczamy te przypadki, gdy raczej protekcjonalnie patrzymy na naszych przodków w wierze i na ich ograniczone zasoby rękopisów, znajomość języka i znajomość historii, i dochodzimy do wniosku, że alegoria była najlepszym, co mogli zrobić. Do umyślnych zaliczamy zaś te, gdy uważamy, że w grę wchodzi coś bardziej niecnego. Interpretator był świadomy "dosłownej interpretacji", ale z jakiegoś powodu mu ona nie pasowała i w celu dokonania uniku „uduchowił” tekst. Oba te poglądy zakładają, że Ojcowie czytali lub przynajmniej chcieli czytać teksty w taki sam sposób, jak my teraz.

Gdy odkładamy na bok nasze własne rozumienie interpretacji i zamiast tego próbujemy podążać za tym, co robili Ojcowie, odkrywamy jednak coś zupełnie innego. Oczywistym punktem wyjścia jest sam św. Paweł w Liście do Galacjan [4,24-26], w którym wyraźnie czyni alegorię między Hagar i Sarą, a ziemskim i niebiańskim Jeruzalem, w tekście greckim nawet używając słowa „alegoria”. Nie ma tu śladu, w argumentacji z Galacjan 4, że to, co twierdzi św. Paweł, to to, że kiedy pisano Księgę Rodzaju i skomponowano historię Hagar i Izmaela, intencją autora było nawiązanie do relacji pomiędzy chrześcijanami pochodzenia żydowskiego i pogańskiego w I wieku naszej ery. Nie ma też śladu idei, że św. Paweł zaprzecza historycznej rzeczywistości Hagar i Sary na rzecz „uduchowionego” rozumienia tekstu. W rzeczywistości wiele z jego wcześniejszych argumentów ucierpiałoby, gdyby Abraham nie był postacią historyczną. Św. Paweł raczej używa tu alegorii, aby przenieść tę dawną opowieść, która opisuje wydarzenia historyczne i ma wiele warstw znaczeń, bezpośrednio na sytuację jego słuchaczy.

Ten sam wzór obowiązuje u Ojców. Alegoria nie jest podejściem interpretacyjnym, jak rozumiemy egzegezę obecnie, ale raczej podejściem homiletycznym. Jest to sposób na zastosowanie tekstu, nadal postrzeganego jako mający wartość świętą, do czasu i sytuacji odległych od jego kompozycji. W ten sposób nawiązując do Tradycji Świętej, w której Pisma nadal żyją, są głoszone i odnoszone bezpośrednio do życia ludu Bożego. Wiąże się z tym kilka konsekwencji. Oznacza to, że interpretacje alegoryczne nie są ekskluzywistyczne. Jeden Ojciec mówi, że trzy stopnie do ołtarza w wizji świątyni Ezechiela przedstawiają Trójcę Świętą, ponieważ w nowym przymierzu czcimy Boga Ojca w Duchu i w Prawdzie. Inny Ojciec mówi, że te trzy stopnie reprezentują wiarę, nadzieję i miłość, ponieważ to poprzez życie w cnocie chrześcijańskiej, której przykładem są te trzy najwyższe, człowiek oddaje cześć i przynosi chwałę Bogu. Ojcowie ci nie są ze sobą w sprzeczności, ponieważ nie roszczą sobie również prawa do „pierwotnego i dosłownego znaczenia” wizji Ezechiela. Raczej stosują różne interpretacje do różnych społeczności w różnych czasach i miejscach, obie mogą więc być prawdziwe, podobnie jak niezliczone inne. Co więcej, oznacza to, że na przykład Ojcowie Kościoła nie uważali dosłownej, historycznej rzeczywistości podboju dokonanego przez Jozuego za moralnie odrażającą. Raczej uważali dosłowne zastosowanie tego samego -ideę, że chrześcijanie powinni iść i zabijać, aby przejąć ziemię - za odrażające. Jednak, wciąż postrzegając tekst jako święty, znaleźli sposoby, aby zastosować go i ożywić w życiu ich chrześcijańskich słuchaczy, których prowadzili do zbawienia. Ten sposób był używany nawet w tekstach innych niż Pismo Święte. Z okresu bizantyjskiego posiadamy na przykład komentarze chrześcijańskie do Iliady Homera. W poezji Homera wciąż było coś cennego, ale krwawe opowieści wojenne w służbie pogańskich bogów wydawały się mieć niewiele do zaoferowania średniowiecznym chrześcijanom. Alegoria dawała rozwiązanie.

Powinniśmy więc mówić nie o „interpretacji alegorycznej”, ale o „alegorycznym zastosowaniu”. Ojcowie przekazują nam, że każdy tekst Pisma Świętego jest święty, mówi nam o Chrystusie, naszym Zbawicielu, jest natchniony przez Boga i jest dla nas. Pisma nie są „starożytnym tekstem” w sensie archeologicznego reliktu interesującego tylko dla uczonych, ani przechowalnią, w której zdeponowano konkretne prawdy do wydobycia, ale żywym, aktywnym środkiem, za pomocą którego Duch Święty wprowadza Chrystusa w nasze życie jako wspólnoty Kościoła. Alegoria to określenie środka, za pomocą którego zachodzi ta dynamika, a Prawdę przekazuje nam sam Bóg.

o. Stephen De Young

Za: The Whole Counsel Blog

Fotografia: alik /orthphoto.net/