Monastycyzm jako żywe doświadczenie

tłum. Gabriel Szymczak, 27 lipca 2021

Arcyprezbiter Władimir Kocaba przyjął postrzyżyny mnisze z imieniem Wiktor w dniu 20 marca 2015 r. w Ławrze Kijowsko–Peczerskiej z rąk metropolity Onufrego (Bierezowskiego), metropolity Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. Rok później w szczerym wywiadzie ojciec Wiktor opowiedział o swoich odczuciach po postrzyżynach i o życiu mnicha. Obecnie Władyka Wiktor jest biskupem Baryszewa i wikariuszem Episkopatu Kijowskiego.

– Czy spodziewałeś się, że zostaniesz postrzyżony z imieniem Wiktor? Na cześć którego świętego otrzymałeś to imię?

– Świętym jest Święty Męczennik Wiktor z Damaszku. Miałem pewne przeczucie co do imienia, ale nie miałem konkretnych preferencji. Najważniejsze było dla mnie nie imię, ale postrzyżyny, do których przygotowywałem się przez wiele lat; uświadomienie sobie głębokich i fundamentalnych zmian, jakie wnosiły one do mojego życia.

Monastycyzm to ciężka praca

– Zgodnie z obowiązującą regułą, nowy mnich nie opuszcza cerkwi przez trzy dni po postrzyżynach. Czy to dotyczyło również Ciebie?

– Oczywiście, tak samo jak w przypadku wszystkich pozostałych. Postrzyżyn dokonano w piątek wieczorem w cerkwi św. Teodozjusza z Peczerska w Dalekich Pieczarach. Śluby złożyłem razem ze studentem akademii religijnej, o. Agathadorem. W Akademickiej Cerkwi Narodzenia Najświętszej Marii Panny spędziliśmy czas do niedzieli, ale przez te dni cieszyliśmy się opieką i uwagą wielu osób. Odwiedzili nas studenci, mnisi, nauczyciele i rektor. Spędziliśmy czas na nieustannym czytaniu Psałterza. O północy celebrowaliśmy nabożeństwo z zapalonymi świecami, a śpiew hymnów napełnił nasze serca niezwykłym uczuciem pobożności, podziwu i drżenia. W niedzielę przyjęliśmy Eucharystię podczas liturgii i wreszcie mogliśmy zdjąć nasze kłobuki. Do tego momentu musieliśmy je nosić na głowach. Kiedy w końcu je zdjęliśmy, poczuliśmy się, jakbyśmy narodzili się na nowo – noszenie kłobuka przez tak długi czas wymaga dużej wytrzymałości. Nawiasem mówiąc, mnisi często noszą po postrzyżynach zbyt duże kłobuki, aby zminimalizować ryzyko bólu głowy i uczynić go mniej bolesnym dla uszu. Nowy mnich może opuścić cerkiew dopiero po odmówieniu modlitwy na zdjęcie kłobuka.

– Jak się czułeś po swoich postrzyżynach?

– Wszyscy postrzyżeni mnisi czują wielką inspirację, falę energii i entuzjazmu emanującą od Boga. Mają poczucie, że Bóg uchroni ich przed wszystkimi namiętnościami i pokusami. Jednak to uczucie nie trwa długo. Wszyscy jesteśmy grzesznikami i ostatecznie nasze czyste dusze i serca zostaną zaciemnione przez grzech. Nie możemy jednak rozpaczać. Przypominam sobie te słowa schiarchimandryty Joachima (Parre), współczesnego ascety i igumena monasteru pod Nowym Jorkiem: „Monastycyzm polega na tym, że człowiek upada sto razy dziennie i tyle razy wstaje”. Jako mnisi jesteśmy wezwani do stałego postępu, do powstawania, gdy upadamy i do poprawy. Monastycyzm to ciężka praca pełna wielu pokus, ale Pan daje nam siłę do wytrwania. Tak jak każdy wierzący nie możemy polegać tylko na naszych zdolnościach do przetrwania. Musimy polegać i ufać woli Boga i Jego wszechpotężnej pomocy; tylko żyjąc zgodnie z Ewangelią możemy osiągnąć zbawienie dla naszych nieśmiertelnych dusz.

– Niektórzy mówią, że nikt nie rozumie mnicha lepiej niż inny mnich. Zgadzasz się z tym? Doświadczyłeś tego?

– Nie ma wątpliwości, że w większości przypadków ludzie świeccy będą mieli trudności ze zrozumieniem mnicha i jego stanu wewnętrznego. Życie w świecie jako człowiek rodzinny jest czymś zupełnie innym. Mnich nie ma nikogo poza Bogiem. Pamiętam odpowiedź jednego z naszych kapłanów, którego matka zapytała przed postrzyżynami, czy ktoś przyniósłby mu szklankę wody, gdy się zestarzeje. Przyszedł do matki ze swoim duchowym ojcem, który wyjaśnił jej, że Pan pośle osobę, która Jego wybrała, kogoś, kto przyniesie mu szklankę wody i nawet wiele więcej. Nie było to coś, o co powinien się martwić mnich. Zdawałem sobie z tego sprawę wcześniej, ale dopiero jako mnich zacząłem żyć tą prawdą. Z Jego błogosławieństwem wszystko dzieje się szybko i łatwo. Bóg pomaga, podobnie jak Jego aniołowie. To jest coś, o czym żaden mnich nie powinien zapominać, ponieważ wszyscy mnisi muszą starać się żyć zgodnie z Jego błogosławieństwem.

Obietnica złożona Bogu

– Jaka jest główna obietnica, jaką mnich składa Bogu?

– Mnich obiecuje Bogu żyć w czystości, bez posiadania i w posłuszeństwie. To są trzy filary życia monastycznego. Ktoś, kto wyrzeknie się swojej woli, aby wypełnić ślub posłuszeństwa, będzie miał dużo łatwiejszy tryb życia monastycznego. Realizacja własnej woli często daje dużo gorszy wynik. Nawet robiąc wszystko dobrze, nie da się uniknąć poczucia, że czegoś brakuje. Posłuszeństwo jest podstawą życia monastycznego.

– Czy kiedykolwiek doświadczyłeś samotności? Czy bycie mnichem pogłębiło twoją samotność?

– Pamiętam rozmowę, którą odbyłem z błogosławionej pamięci metropolitą Włodzimierzem (Sabodanem). Chodziło o nasze życiowe wybory. Miałem wtedy dwadzieścia trzy lata. Podzieliłem się z nim moim spostrzeżeniem, że życie mnicha może być bardzo samotne. Władyka powiedział mi, żebym się nie martwił, bo jako mnich nigdy nie będę sam. Bóg zawsze będzie ze mną i pośle odpowiednich ludzi na każdym etapie mojego rozwoju. Wciąż pamiętam jego słowa, emocje i wyraz jego twarzy, gdy je wypowiadał. Dziesięć lat później uważam te słowa za prorocze. Bóg kieruje do mnie sporą liczbę wspaniałych ludzi i pomaga mi ujrzeć wielu z nich w nowym świetle. Ludzie powinni pozostawać w kontakcie z innymi ludźmi. Jednak najważniejszą rzeczą dla każdego człowieka jest harmonijna relacja z Bogiem.

– Czy jako mnich musiałeś zrezygnować z jakichś przyzwyczajeń? Co pozostawiłeś ze swojego życia w świecie?

– Jako mnich zdawałem sobie sprawę z wagi samodyscypliny. Niezbędne jest jasne wyczucie perspektywy. Po moich postrzyżynach metropolita Antoni (Pakanicz) dał mi egzemplarz „Żywotów świętych ojców” Ignacego Brianczaninowa i napisał na nim dedykację: „Zawsze pamiętaj o ślubach mniszych”. Każdy mnich powinien uważać tę radę za kluczową w swoim życiu. Przez to, że tracimy czujność nawet na krótką chwilę, zmniejszamy naszą zdolność rozpoznawania upadków. Kiedy nastąpi nasz upadek, żałujemy, że nie zdaliśmy sobie z tego sprawy wcześniej. Zawsze będą pokusy, bo życie wszystkich mnichów to ciągła walka z samym sobą i swoimi pokusami. Mnich musi zawsze sprawować kontrolę. Zawsze pamiętam słowa naszego metropolity Onufrego: „Musimy być zawsze wymagający wobec siebie i miłosierni wobec innych”.

– Jak oprzeć się skłonności do użalania się nad sobą?

– Kiedy badam swoje myśli i czyny, nigdy się nad sobą nie lituję. Nigdy też nie obwiniam innych, ale szukam własnej winy. Czasem kusi mnie szukanie wymówek, ale zawsze walczę z wszystkimi takimi myślami. W złożonej sieci ludzkich relacji, szatan zawsze szuka sposobów na zasianie nieporozumień i wrogości, które ostatecznie przekształcą się w gniew i gorycz. Nigdy nie należy angażować się w cudzołożne myśli, ale je odpędzać.

Wyzwania są niezbędne dla każdej osoby, zwłaszcza mnicha

– Co powiedziałbyś komuś, kto zdecydował się zostać mnichem? Jakie może rzucić sobie wyzwanie? Jak odróżnić młodzieńczą skłonność od poważnego zamiaru zostania mnichem?

– Pierwszą radą będzie, żeby się nie spieszyć. Zostanie mnichem powinno być przemyślanym wyborem. Posłuchaj siebie. Jeśli komuś przeznaczone jest zostać mnichem, Bóg w końcu doprowadzi go do monastycyzmu.

– Czy zawsze ciągnęło Cię do monastycyzmu?

– Od młodości zawsze z wielkim podziwem patrzyłem na monastery; w moich oczach żyli w nich wyjątkowi ludzie, którzy nie należeli do tego świata, ale do Królestwa Niebieskiego. Zawsze darzyłem wielkim szacunkiem mnichów o głębokim doświadczeniu duchowym, trzeźwych umysłach, umiejętności dotrzymywania słowa, ochrony swojej świątyni i podnoszenia pozycji Cerkwi w społeczeństwie. Zawsze miałem przed oczami obraz uczonego mnicha. Uważam za opatrznościowe, że Bóg doprowadził mnie do tego, abym stał się jednym z nich. Codziennie pracuję nad realizacją wizji monastycyzmu, którą miałem od młodości.

Podsumowanie

Żyjemy naszym wyjątkowym i innym życiem, i nie możemy uniknąć popełniania błędów. Chociaż lepiej uczyć się na błędach innych, czasami najlepiej jest żyć, doświadczać i uczyć się na własnych błędach. W ten sposób będziesz mógł dzielić się swoją wiedzą z innymi, wspierać swoje teorie praktyką i uzasadniać swoje rady.

Bądź przygotowany na przyjęcie z wdzięcznością wszystkich smutków i cierpień, jakie Bóg może ci zesłać. Bo kiedy nie spotykamy trudności, mamy tendencję do odprężania się i dystansowania się od naszego Stwórcy. Każdy potrzebuje wyzwania, a szczególnie potrzebują go mnisi. Doświadczenie upadania i wznoszenia się jest sednem doświadczenia monastycznego i naszej drogi do poznania Boga. Ucząc się i zdobywając nowe doświadczenia, zawsze powinniśmy pamiętać o dzieleniu się zdobytą wiedzą z innymi.

za: Orthodox Life