Uchronić się przed urazą

tłum. Gabriel Szymczak, 06 lipca 2021

Jeśli bowiem odpuszczacie ludziom przewinienia ich, odpuści i wam Ojciec wasz niebiański. Jeśli zaś nie odpuszczacie ludziom ich przewinień, to i Ojciec wasz nie odpuści przewinień waszych.
(Mt 6, 14-15)

Czasami przed wygłoszeniem kazania w cerkwi chcę po prostu milczeć przez chwilę. Aby ta cisza stała się dla każdego z nas pytaniem: kim jestem? Kim naprawdę jestem? Co ja dzisiaj robię w tej ciemnej cerkwi, pośród setek podobnych poszukiwaczy? Na co patrzą nasze oczy, błyszczące od blasku świec i łez? Aby ta cisza dała nam możliwość refleksji nad tym, że jesteśmy zagubieni w tym świecie - mimo wrażenia naszego dobrobytu, dobrej kondycji i bogatego życia.

Adam ukrył się przed Bogiem w błogosławionym ogrodzie, nie mogąc znieść Boskiej obecności. Wiedział, że sam zrujnował swoją relację z Ojcem. My chowamy się jeden przed drugim, nie wiedząc, kto wszystko zrujnował, nie mogąc znieść wzajemnych trudów, radości, wątpliwości, grzechów i dziwactw.

Rzecz w tym, że nikt nie odebrał nam ani komunii z Bogiem, ani komunii ze sobą. Nikt nie odebrał nam naszej miłości. Niektórzy mówią, że okoliczności czynią nas okrutnymi. Mówią, że niesprawiedliwi ludzie lub niedostatek czynią nas okrutnymi. Może to częściowo prawda. Ale to okrucieństwo to straszny wyrok, którym skazujemy się na samotność i tęsknotę.

A teraz Pan daje nam sposobność, aby spróbować stopić w sobie to okrucieństwo, zmienić zdanie, zwrócić się do bliźnich i spróbować im przebaczyć. Przebaczać nie słowami, które dla wielu z nas stały się już nawykiem: „Bóg ci przebaczy, i ja ci wybaczam”, ale przebaczać inaczej, radykalnie zmieniając swój stosunek do tego człowieka. Możemy nie być w stanie zrobić tego w tej chwili, ale dzisiaj, tu i teraz, możemy rozpocząć tę podróż. Możemy obiecać sobie i Bogu, że będziemy kochać i wspierać osobę, która potrzebuje naszego przebaczenia. A jeśli ją kochamy i wspieramy we wszystkich jej trudnościach, ze wszystkimi jej rysami, które nawet wydają się nam nie do przyjęcia, to tylko w ten sposób zaczniemy zbliżać się do przebaczenia. Tylko w ten sposób sami możemy zacząć leczyć bolesną ranę w naszych duszach.

Pan uczy nas przebaczać. Wybaczać „aż siedemdziesiąt razy siedem”. Przebaczyć tym, którzy nie tylko nas obrażają, ale i poniżają, prześladują, ranią, oczerniają i nienawidzą. Wybaczyć tym, którzy chcą nas zabić. Przebaczyć tym, którzy nas zabijają, tak jak On sam przebaczył tym, którzy przybili Go do krzyża. Pan mówi nam: przestań liczyć, przestań zauważać, ile grzechów przebaczyłeś bliźniemu. Przebaczenie jest nieograniczone. „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” – naucza nas. Otrzymaliśmy przebaczenie za darmo i otrzymaliśmy je w pełni, i dlatego musimy je dawać bez liczenia, tak po prostu, ile potrzeba. A gdy tylko zdamy sobie sprawę, że w naszej mocy jest zawsze przebaczać, przebaczać za każdym razem, przebaczać wszystko i wszystkim, zyskamy wolność i wewnętrzną siłę. Przestaniemy bowiem być bezbronni w obliczu naszych własnych krzywd. Przestaniemy być więźniami własnej wrażliwości i skrupulatności w stosunku do innych. Nie będziemy już musieli być ograniczani przez troskę o naszą własną godność i honor, którymi wszyscy wokół wydają się chcieć wstrząsnąć. Możemy zaakceptować wszystkich ludzi, zarówno bliskich, jak i tych, którzy są daleko i nie bać się, że nas skrzywdzą. Bo jeśli umiemy wszystko wybaczyć, nie będzie już można nas skrzywdzić.

Jednak oprócz nauki wybaczania, my sami potrzebujemy przebaczenia. Nie możemy żyć absolutnie kryształowym życiem. Niestety, nie potrafimy nie krzywdzić naszych bliźnich, naszych bliskich, nie umiemy okazywać wszystkim miłości i poświęcać każdemu niezbędnego czasu i czułości naszych serc. To „nie umiemy” nie powinno brzmieć jak wymówka dla naszej rzekomo uzasadnionej słabości. Nie. W rzeczywistości oczywiście możemy to robić – ale po prostu nie chcemy. A przyczyna tych uczynków lub bezczynności leży w naszych relacjach z innymi, zwłaszcza najbliższymi nam, z którymi mieszkamy pod jednym dachem, z tymi, z którymi jemy przy tym samym stole. Dlatego każdy z nas potrzebuje przebaczenia.

Poczucie tej winy w stosunku do Boga, w stosunku do bliskich i dalekich, poczucie skruchy i pragnienie przebaczenia powinno nas także uczyć przebaczania, jak powiedział Pan Jezus w przypowieści o dłużniku. W tej przypowieści pewien pan przebaczył dłużnikowi, a ten z kolei nie mógł przebaczyć osobie, która była mu winna drobiazg. Bóg nam przebaczył, a my często nie potrafimy wybaczyć nawet znacznie prostszej winy innych – często nie jest to nawet wina, ale nasza niezdolność do tolerowania samej obecności drugiej osoby.

Czyż nie padamy na kolana przed Bogiem, bełkocząc niezrozumiale, jak ten dłużnik wobec pana: „Poprawię się, bądź cierpliwy, wszystko zwrócę, wszystko zapłacę”? Tymczasem wiemy na pewno, że nic nie zwrócimy, nie oddamy długu i nie będziemy w stanie się poprawić. Ale wciąż czujemy i wiemy, że On nam przebaczył. Przebaczył jak król, o którym mówił w przypowieści. Oznacza to, że musimy wstać z kolan i spróbować wybaczyć. Przebaczyć bliźnim wszystko, czego są winni wobec nas, bowiem to, co nam uczynili, bez wątpienia jest najmniejszym ze wszystkiego, co Bóg nam przebaczył.

metropolita Ambroży

za: FOMA

fotografia: anna32S /orthphoto.net/