Prawdą jest to, co istnieje

tłum. Gabriel Szymczak, 13 czerwca 2021

Abba Pimen powiedział: „Naucz swoje usta mówić to, co jest w twoim sercu.”

+++

Kilka lat temu, kiedy jechałem przez góry w Tennessee, mój przestarzały system GPS w samochodzie polecił mi skręcić i przejechać przez most. Coś we mnie (anioł stróż?) wyszeptało słowo ostrzeżenia (a była to noc), więc ostrożnie skręciłem i zwolniłem. W jednej chwili stało się jasne, że chociaż kiedyś w tym miejscu był most, to już go nie ma. Jeszcze pięć metrów i wylądowałbym w rzece. Kłamstwa są niebezpieczne, nawet jeśli są tak niewinne, jak wskazówki przestarzałego GPS.

Od tamtej pory moje doświadczenie z nieistniejącym mostem służyło mi jako obraz natury kłamstwa. Kłamstwo stara się urzeczywistnić coś, co naprawdę nie istnieje. Jest to wszechświat wymyślony, „alternatywny” w stosunku do tego, w którym żyjemy. Nasze pragnienie alternatyw (i nasz strach przed rzeczywistością) są jedną z wielu motywacji stojących za kłamstwami. Odkrywcze jest jednak myślenie o naturze kłamstwa (co również ujawnia naturę prawdy). Jest to przynajmniej kwestia istnienia.

Według mnie to trafia do samego sedna rozważań dotyczących wielu kwestii związanych z „moralnością”. Moralność ma tendencję do opisywania naszej zgodności z zestawem reguł. W najgorszym przypadku może opisywać zwykłą konwencję, podążanie za wzorcem zachowania, które jest publicznie lub popularnie postrzegane jako „dobre”. W ciągu całej historii ludzkości, a zwłaszcza w ciągu ostatnich kilku stuleci, ta publiczna percepcja była modelem nieustannie zmieniającym się, oklaskującym coś, co w ciągu kolejnej dekady zostanie wyszydzone. Jako taka, moralność często może być tylko trochę czymś więcej niż modą.

Chrześcijańskie rozumienie dobra i zła nigdy nie powinno opierać się na takich ‘ruchomych piaskach’.

Klasyczna chrześcijańska „trójca” transcendentaliów obejmuje piękno, dobro i prawdę. Ojcowie nalegają, aby były one rzeczywistością, a nie tylko subiektywnymi osądami. Na przykład piękno nie jest „w umyśle patrzącego”. Z tego samego powodu dobro nie jest kwestią względną. Nie opisuje, co jest „dobre dla mnie”. A prawda jest kwestią tego, co jest rzeczywiste. Prawda jest opisem rzeczywistości, a nie tylko czyimś rzekomym postrzeganiem rzeczywistości. Nie ma czegoś takiego jak „moja prawda”.

Niektóre popularne nurty naszych obecnych prądów kulturowych mają swoje korzenie u różnych radykalnych myślicieli, takich jak Nietzsche, Foucault, Derrida itd. Tutaj znajdujemy wychwalenie „woli władzy” jako podstawę rzeczywistości. Argumenty i twierdzenia z tego skrzydła kultury opisują świat w kategoriach walki o władzę. Te grupy, które mają władzę, są postrzegane jako definiujące świat na swoją korzyść. W związku z tym nawet matematykę i różne nauki ścisłe można oskarżyć o „rasizm” lub „seksizm” itp. „Prawda” w tej analizie opisuje tylko czyjąś - wynikającą z pozycji - władzę i próbę zdominowania wszystkich innych. Pogoń za prawdą jest więc rywalizacją, a nawet rewolucją.

To nie jest twierdzenie, że prawda jest „względna”. Jest to raczej twierdzenie, że prawda jest prostym domaganiem się władzy, potencjalnym atakiem. Podnosi to tak zwane wojny kulturowe z poziomu sporu co do tego, co może być prawdą, a co nie, do miejsca, w którym uczestnicy walczą wyłącznie o władzę dyktowania tego, co każdy musi zaakceptować jako prawdę. W takim społeczeństwie nie ma prawdy jako takiej. Są tylko zwycięzcy i przegrani. Zwycięzcy tworzą prawdę.

Oczywiście siła tego rodzaju podejścia w społeczeństwie różni się w zależności od miejsca, jest ono także bardziej obecne w jednych pokoleniach niż w innych. Podobnie jak wiele mód kulturowych, jego dominacja osłabnie, gdy przeniknie do głównego nurtu, przechodząc w krople, które docierają do naszych naklejek na zderzaki. (Niestety, to samo można powiedzieć o teologii chrześcijańskiej).

Chrześcijanie mają pokusę, by podjąć wyzwanie i walczyć o władzę. Uważam, że takie użycie mocy jest w istocie diabelskim interesem, jest ostatnią pokusą, z jaką zmagał się Chrystus (Mt 4, 8-10). Należy wyraźnie zaznaczyć: nikogo nie można zmusić do kochania Boga. Bóg konkuruje tylko przez Swoją słabość, co często sprawia, że Jego wrogowie się radują, a Jego przyjaciele krzyczą: „Faul!” Mogę tylko argumentować, że On wie, co robi.

Serce chrześcijańskiego poszukiwania prawdy jest podobne do naszego dążenia do samego Boga. Nie wymyślamy Boga ani nie możemy Go po prostu przerobić według własnego uznania. Teologia jest – i słusznie - tylko poszukiwaniem wiedzy.

Prawdą jest to, co jest rzeczywiste, to, co naprawdę istnieje. Jest tak, że niektóre rzeczy istnieją bardziej niż inne. Nasze własne istnienie jest wątłe i ulotne. Poszukujemy tego, co naprawdę istnieje, abyśmy dzięki temu mogli sami mieć prawdziwe istnienie. Nie możemy zapewnić sobie istnienia - jest to dar od jedynego prawdziwie Istniejącego.

Jeśli tak jest, zaczyna to opisywać rodzaj życia, jakim żyjemy jako chrześcijanie. Nie jest to egzystencja bierna, ale nie powinna też być egzystencją dążącą do dominacji. Ci, którzy sprawują władzę, prawie zawsze angażują się w wysiłki na rzecz stworzenia świata z ich własnej wyobraźni, świata z ich własnego szaleństwa. Takie wyobrażenia same w sobie są kłamstwami - pomostem donikąd.

Wiele lat temu, w czasie moich zajęć seminaryjnych, w niektórych kręgach było dużo szumu wokół określenia „współtwórcy”. W mojej ocenie była to kolejna forma fasady dla nowoczesnego projektu. W kategoriach teologicznych starano się celebrować eksperymenty dominacji, charakteryzujące współczesną kulturę. Wyobrażano sobie, że w jakiś sposób uczestniczymy w roli Boga jako stwórcy. Tak naprawdę nic nie tworzymy. Kreacja w terminologii teologicznej opisuje powstanie czegoś z niczego. Tylko Bóg stwarza. Nasze słabe manipulacje kulturowe nigdy nie osiągają tego poziomu - chyba że chodzi o kłamstwo.

Istnieje jednak prawdziwa „synergia” w naszym życiu z Bogiem. W języku angielskim słowo to brzmiałoby „współpraca”. Jednak w tej współpracy jesteśmy młodszymi partnerami najbardziej ekstremalnego rodzaju. To, co wnosimy do rzeczywistości, jeśli czynione jest właściwie, zawsze szanuje to, co już zostało nam dane. Życie jest właściwie przeżywane tylko wtedy, gdy opiera się na tradycji. Tradycja oznacza „przekazywanie”. Tradycyjna egzystencja to taka, w której wszystko pojawia się najpierw jako dar. Taka jest prawdziwa natura życia - nie tworzymy go, my je otrzymujemy.

Przyjęcie go nie jest czysto bierne. Używamy tego, co otrzymujemy. Wymyślamy, ulepszamy. Cieszymy się. Jednak robienie tych rzeczy z sercem, które z wdzięcznością przyjmuje to, co zostało dane i które stara się poznać i zrozumieć naturę tego daru, różni się znacznie od różnych aroganckich modernizmów, polegających na „uczynieniu świata lepszym miejscem” i „ponownym wymyślaniem ludzi”.

Niedawno ktoś rzucił mi wyzwanie dotyczące koncepcji tradycyjnej egzystencji. W tym podejściu jest coś z „naturalnej” teologii. Wyzwaniem było pytanie: „Skąd wiesz, że coś jest naturalne, a nie jest tylko konwencją kulturową?” Nie ma ścisłej odpowiedzi na takie pytanie. Mogę jednak powiedzieć, że jeśli konkretne rozwiązanie życiowe wymaga ciągłego wprowadzania poprawek technologicznych, to jest to dobry powód, by podejrzewać, że „naturę” postrzega się raczej jako problem niż jako otrzymywany dar. Z tego samego powodu możliwe jest spojrzenie na szereg cywilizacji w różnym czasie i „dokonanie uśrednienia”, aby mówić o tym, co jest „naturalne”.

To jest prawdą, co rzeczywiście istnieje. Jako takie, jest zawsze najsilniejszym argumentem. Jeśli naprawdę istnieje, będzie trwać bez względu na to, czy w to wierzę, czy nie. Prawda nie wymaga ideologii. Konsekwencją tego jest brak lęku. Jeśli prawda trwa, niezależnie od tego, czy w to wierzę, czy nie, to nie jestem zobowiązany do udowodnienia tego poprzez wysiłki wojny kulturowej. Do mnie należy raczej to, aby żyć według niej, dziękować za nią i cieszyć się jej owocami w świecie.

Modlitwa eucharystyczna św. Bazylego brzmi właśnie w tym duchu:

Ty, który jesteś, Władco, Panie Boże, Ojcze wszechwładny i wysławiany!
Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, i odpowiadające wspaniałości Twego majestatu, Ciebie wychwalać, Tobie śpiewać, Ciebie błogosławić, Tobie się kłaniać, Tobie dzięki składać, Ciebie sławić, jedynego zaprawdę będącego Boga i Tobie ofiarować sercem skruszonym, i w duchu pokory to duchowe nasze posługiwanie, Ty bowiem dałeś nam poznanie Twojej prawdy…
 
o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

fotografia: EKATERINA_SILINA /orthphoto.net/

tłumaczenie modlitwy św. Bazylego: o. H. Paprocki, liturgia.cerkiew.pl