Nie chcemy Zmartwychwstania

tłum. Gabriel Szymczak, 27 maja 2021

To brzmi szorstko - i być może stwierdzenie, że nie chcemy Zmartwychwstania, będzie trudne do uwierzenia dla niczego niepodejrzewających czytelników. Jaki niewidomy człowiek nie chciałby odzyskać wzroku? Jaka chora osoba nie chciałaby się wyleczyć? Zmartwychwstanie Chrystusa to właśnie oczy w ciemności naszej nikczemnej ślepoty, zdrowie w ohydnej chorobie naszej doczesności, zbawcza ucieczka ze ślepego zaułka tego świata do nieskończonego i świętego świata wieczności, nasze przejście od upadku do trwałości.

Zmartwychwstanie jest faktem niepodważalnym. To nie zależy od naszej wiary; jest podstawą i podporą naszej wiary. Dwa tysiące lat temu nasz Pan Jezus Chrystus, jako Bóg i człowiek, walczył ze śmiercią i wydawało się, że uległ losowi śmiertelnego Adama. Umarł i został pochowany. Ale ponieważ Jezus Chrystus nie był zwykłą osobą, nie pozostał w grobie, ale powstał i był widziany. Pokonał śmierć i powstał. Powstał żywy - wielu ludzi Go widziało i rozpoznało - wykupując ludzkość spod panowania śmierci i strachu przed nią.

A jednak ludzie nie chcą Zmartwychwstania. Nie musisz szukać daleko ani przeprowadzać specjalnych badań, aby zdać sobie sprawę, że dzisiejsze społeczeństwo, nawet nominalnie „chrześcijańskie”, wcale nie jest otwarte na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Rozejrzyj się wokół, a zobaczysz, że wielu ludzi jest zwolennikami materializmu epikurejskiego, dogmatu „Jedz, pij i wesel się, bo jutro umrzesz”. Nie widzą nic poza nagrobkiem, ponieważ uwięzili samych siebie w rzeczach tego świata. Dlatego młodzi i starzy panikują na myśl o kryzysie gospodarczym. Utrata, a nawet ograniczenie komfortu i dobrobytu, jakim się cieszą, wydaje im się nie do zniesienia. To, że ich uczucia i pragnienia mogą nie być zaspokojone, że mogą być pozbawieni przyjemności, jest nie do zniesienia.

Jako wydarzenie spoza ludzkiego królestwa, Zmartwychwstanie było atakowane od samego początku. I naprawdę jest to trudne do zrozumienia i stanowi wyzwanie dla naszego myślenia, że pierwszymi i najbardziej uporczywie wątpiącymi w Zmartwychwstanie byli dokładnie ci, o których można byłoby się spodziewać, że przyjmą je bez zastrzeżeń - sami uczniowie Chrystusa. To, co widzieli i czego doświadczyli, będąc z Jezusem, przekonało ich, że jest Mesjaszem, którego jednak ograniczyli do ziemskiego zrozumienia. Nie chcieli Mesjasza, o którym mówili prorocy. Nie mogli Go sobie wyobrazić takim, jakim faktycznie się wydawał - pokornym i łagodnym. Według ich sposobu myślenia, Mesjasz powinien być przytłaczającym zdobywcą, wszechpotężnym królem, niezwyciężonym władcą świata. Byli z Niego dumni i wychwalali Go, gdy nakarmił tłumy i wskrzesił martwego Łazarza. Jak mogli więc zaakceptować fakt, że Mesjasz umrze i pójdzie do grobu? Kiedy więc ujrzeli Go przybitego do krzyża, a potem martwego w grobie, rozproszyli się i zniechęcili. Tylko wrogowie Chrystusa byli niespokojni - na wypadek, gdyby jednak powstał, tak jak zapowiedział. Szybko zabezpieczyli grobowiec i ustawili straż, która go pilnowała. Przeciwko komu? Przerażeni i zrozpaczeni uczniowie, którzy otwarcie wyznali: „My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela” (Łk 24,21)? „Mieliśmy nadzieję”, dawno temu. Teraz jednak ich nadzieje zostały rozwiane, zgasły.

A jednak Jezus złamał „wrota Hadesu” i powstał. Ten, który nauczał prawdy, która uświęca i wyzwala, który objawił Swoją Boską władzę znakami, uzdrowieniami i wzbudzaniem z martwych, teraz potwierdził tę prawdę znakiem znaków, Swoim własnym Zmartwychwstaniem. Uspokojeni Jego kolejnymi objawieniami się, dotychczas przerażeni uczniowie zostali apostołami i „jak lwy ziejące ogniem” składali światu swoje wiarygodne świadectwo, że „Chrystus zmartwychwstał”. Tak więc z pustego grobu zmartwychwstałego Jezusa wylało się światło nadziei. Otworzyła się nowa droga w naszym życiu i nasze wieczne szczęście, do którego kroczymy w pokucie i wierze.

Na tym polega problem dzisiejszych ludzi. Nie odrzucają Jezusa. Podziwiają Jego dobroć i kochają wszystkie dobrodziejstwa, którymi obdarzał będąc na ziemi. To Zmartwychwstanie ich niepokoi. Gdyby tylko Jezus pozostał martwy w grobie, wielu ludzi lubiłoby Go bardziej. Obecnie jest niemile widziany i jest celem ataku właśnie dlatego, że zmartwychwstał, a głoszenie Jego Zmartwychwstania jest bezpośrednio danym nam przykazaniem, wezwaniem do pokuty i zaprzeczenia naszym namiętnościom.

Chrystusa, który nie zmartwychwstał, można byłoby z łatwością zasymilować z niezliczonymi bogami i boginiami pogaństwa, którzy nie tylko nie zabraniają, ale aktywnie do namiętności zachęcają. A co ze zmartwychwstałym Chrystusem, który twierdzi, że „byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków” (Obj. 1, 18)? Jak możesz pozwolić Mu karać twoje występki, ograniczać twoją niegodziwość i porządkować twoje życie? Dlatego właśnie wielu ludzi nie chce Zmartwychwstania.

Stergios Sakkos

za: Pemptousia

fotografia: Ursiy /orthphoto.net/