Kochać, by nie czuć zmęczenia

tłum. Justyna Pikutin, 23 maja 2021

Syndrom chronicznego zmęczenia - to jedno z określeń, które w dzisiejszych czasach rozbrzmiewa szczególnie często, a przy całej swojej powszechności wciąż przerażająco. Zmęczenie - to praktycznie najbardziej powszechna przyczyna najróżniejszych chorób, problemów wewnętrznych, konfliktów międzyludzkich, wszelkiego rodzaju zamieszek, tego męczącego poczucia niezadowolenia, które zatruwa życie człowieka, zmieniając je w prawdziwą mękę. Nagromadzone nadmierne zmęczenie jakimiś konkretnymi sprawami doprowadza do tego, że zaczynamy czuć, że nie jesteśmy zmęczeni czymś konkretnym i indywidualnym, a całym swoim życiem. Jest to bardzo złe i niebezpieczne uczucie, które pozbawia wartości wszystko, co mamy. A dokładniej - wszystko to, co dał nam Bóg. I w efekcie ten stan pozbawia nas zdolności odczuwania wdzięczności.

Niewątpliwie jest wiele przyczyn i wiele komponentów zmęczenia. Możemy odczuwać zmęczenie z powodu obciążenia zbyt wieloma obowiązkami - przez pracodawców, lub rodzinę. Możemy czuć zmęczenie z powodu przytłaczającego uczucia odpowiedzialności za coś lub za wszystko, co zmusza nas do brania na siebie więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Możemy czuć zmęczenie, ponieważ nie potrafimy prawidłowo organizować swojej pracy, nie posiadamy umiejętności dobrego zarządzania czasem lub też posiadamy, ale nie potrafimy wykorzystać ich w praktyce. Możemy być zmęczeni z wielu powodów. I jestem przekonany, że powinniśmy przeanalizować przyczyny zmęczenia, a także powinniśmy robić wszystko, co od nas zależy, by ten stan przezwyciężyć. A przede wszystkim - by zrozumieć, że nie jest to coś normalnego, coś koniecznego, nieuniknionego, że jest ono patologiczne i prowadzi do innych patologii.

Praca nad przezwyciężeniem zmęczenia, zniwelowaniem jego przyczyn, jest niezwykle ważna. Jeden zdolny jest poradzić sobie z tym sam, inny potrzebuje pomocy specjalistów (których obecnie jest wielu), ale tak czy inaczej trzeba nad tym pracować.

Chciałbym powiedzieć jeszcze kilka słów o innej, nie wymienionej wyżej przyczynie zmęczenia. Nie wymienionej nie dlatego, że jest ona mniej ważna niż inne, a dlatego, że jest ona indywidualna, a zarazem paradoksalnie powiązana z pozostałymi.

Zapewne wszystkim nam znane jest pojęcie, “pozytywnego zmęczenia”. Z czego ono wynika i dlaczego jest “pozytywne”? W zasadzie mowa tu o zmęczeniu czymś, co nam się podoba, przynosi korzyści, daje pozytywne efekty i poczucie satysfakcji. Przykładowo zmęczenie po długim, świątecznym całonocnym czuwaniu, kiedy bolą nogi, chce się jak najszybciej usiąść, ale towarzyszy temu uczucie, że choć trochę potrudziłeś się dla dobra swojej duszy, dokonałeś wyczynu na miarę swoich możliwości. Lub w zupełnie innym obszarze - zmęczenie po dobrym treningu, kiedy człowiek wysilił się i dobrze popracował, a mimo to rozumie, że wszystko, co zrobił, przyniesie korzyści.

Oczywiście nawet takie zmęczenie, jeżeli człowiek przeceni swoje możliwości, może doprowadzić do przemęczenia lub załamania, ale sęk w tym, że jeśli jest “pozytywne zmęczenie”, to oczywiście powinno też być “negatywne”. I o nim chciałbym opowiedzieć. Jest to zmęczenie tym, co nam się nie podoba, co nam ciąży. Może to być nasza praca, codzienne obowiązki, ludzie, a nawet życie. Takie zmęczenie jest najcięższe, ma najbardziej wyniszczające oddziaływanie na człowieka, bo przez nie nawet dzień jest jak noc. Coraz więcej i więcej spotykam ludzi, którzy są w takim stanie przez cały czas. Są wymęczeni, wyczerpani, sprawiają takie wrażenie, że zgasł w nich płomień - ten sam, bez którego życie przestaje być życiem.

Jak wyjść z takiego stanu i co zrobić?

Wydaje mi się, że przede wszystkim, trzeba zastanowić się, czy w naszym życiu jest coś, co jest obiektywnie niepotrzebne i szkodliwe dla nas? Jeśli takie rzeczy są, to mądrze byłoby z nich zrezygnować - kiedy zastanowimy się i określimy, jak to zrobić. To zadanie na miarę naszych możliwości. Nawet jeśli mowa o zawodzie, to też można go zmienić, a w niektórych przypadkach nawet trzeba, wybierając to, co w większym stopniu będzie odpowiadało naszym potrzebom, pozwoli realizować dane nam talenty, będzie odpowiadało naszemu wewnętrznemu stanowi umysłu i potrzebom duszy.

Trudniej jest z tym, z czym nie możemy się rozstać, a co jednak nam się nie podoba. A nie podobać może nam się wiele. Może nie podobać się nam obowiązek pracy w ogóle -regularnie, dzień za dniem. Mogą nie podobać się nam nieuniknione trudne sytuacje, z którymi spotykamy się, wykonując tę pracę. Może nie podobać się droga z domu do pracy i odwrotnie. Mogą nie podobać się nam ulice, po których chodzimy i korki, w których stoimy. Mogą nie podobać się nam obowiązki domowe - poczynając od konieczności zrobienia remontu, a kończąc na sprzątaniu.

I co? Myślę, że spośród całej różnorodności wariantów, jakie zazwyczaj oferuje nam życie, tu możliwe są dwa. Jeden z nich jest zdecydowanie mało interesujący: w dalszym ciągu trwać w tym wszystkim, co robić niestety trzeba i męczyć się tym, gdyż takie podejście nie zakłada innych rozwiązań. Drugi - jest o wiele bardziej optymistyczny: trzeba nauczyć się czerpać przyjemność z tego, co wcześniej budziło frustrację.

Wydaje się niemożliwe? Ale nie, to całkiem możliwe, choć wymaga dużego nakładu pracy, twórczego podejścia i poszukiwań.

Byłoby ogromnym błędem postrzegać ten świat w jego upadłym stanie jako miejsce odbywania kary, zsyłki, a nie szkołę, przygotowującą człowieka do wieczności. Gdyby tak nie było, to jak Bóg mógłby mówić w Ewangelii o talentach i o konieczności ich pomnażania? Przecież chodzi tu o uczenie się, o zmianę na lepsze, o kreatywność, o której już wspomniałem.

Należy przyjąć do wiadomości jeden niezwykle ważny, powiedziałbym nawet że podstawowy fakt. To, z czego składa się nasze życie, te obowiązki, które musimy wypełniać, sprawy, które musimy załatwić - wszystko to Bóg daje nam dla naszej korzyści, która zamyka się w tym wszystkim. I mało tego - właśnie poprzez to wszystko prowadzi nasza droga do Niego; odnajdziemy Go, jeśli przestaniemy odrzucać to, co On posłał nam w ramach posłuszania.

Staje się to jakoś szczególnie szybko jasne w monasterze - kiedy przyjeżdżasz tam jako pielgrzym, a tym bardziej - kiedy wstępujesz do grona sióstr lub braci. Wykonujesz prace, w których nie ma nic szczególnego. Zamiatasz podwórze, wynosisz śmieci, coś malujesz. Być może pieczesz prosfory lub przysługujesz w czasie nabożeństwa - to już jeśli posiadasz jakieś kwalifikacje. Być może robisz coś bardziej skomplikowanego. Ale najważniejsze jest to, że wiesz, że robisz to wszystko ze względu na Boga. Poprzez, jak się wydaje, zwyczajne czynności, masz możliwość służyć Mu. Dlaczego? Ponieważ masz świadomość, że choć otrzymałeś swoje posłuszanie od ludzi, to tak jakbyś otrzymał je od samego Boga. W tej świadomości zawiera się cały sens, a jeśli jej brak, to przebywanie w monasterze w dużym stopniu traci swój prawdziwy sens.

To wszystko można zastosować w codziennym życiu. Zarabiać na swój chleb w pocie czoła - to przykazanie dane naszym praojcom, a wraz z nimi również każdemu z nas. I znowu - nie jest to kara, a możliwość, by wypełniając je, zbliżyć się do Ojca. Człowiek oddalił się od Boga, ponieważ odrzucił Jego wolę i powraca do Niego tylko wtedy, gdy ponownie ją przyjmuje. Przyjmuje - również poprzez akceptację tego życia, które zostało mu dane i tych obowiązków, które musi wykonywać oraz ludzi, w otoczeniu których musi żyć.

To wiele zmienia, kiedy zaczynasz rozumieć, wierzyć, że wszystko to, co zostało wyżej powiedziane, to nie tylko związek przypadkowych czynników i okoliczności, a Boży plan - konkretnie dla ciebie. Jest on oparty na dwóch filarach: na bezgranicznej Bożej miłości do ciebie oraz dogłębnej i wszechstronnej wiedzy o tobie.

Ta wiara i świadomość dają możliwość, aby zacząć patrzeć na wszystko zupełnie inaczej, pozwalają w uprzednio szarej codzienności dostrzec barwy i światło, w rutynie - sens, w trudnościach - radość, w najbardziej bezsensownych działaniach - sztukę. Możliwość, aby poczuć życie jak wyjątkowy dar i pokochać je. Z tej możliwości można skorzystać lub ją zlekceważyć.

Nie można jednak zapominać, że od tego właściwie zależy cały nasz los tutaj (i nie tylko tutaj) - jaki będzie. Czy będziemy wyczerpanymi i bezustannie niezadowolonymi ludźmi, czy też ludźmi radosnymi i szczęśliwymi – takimi, jakimi powinniśmy być.

ihumen Nektariusz (Morozow)

za: pravoslavie.ru

fotografia: alik /orthphoto.net/