Odwaga

tłum. Gabriel Szymczak, 18 maja 2021

Jest takie stare powiedzenie, które mówi, że kryzys oddziela mężczyzn od chłopców. Z pewnością prawdą jest, że kryzys ujawnia wszystko, co wcześniej było ukryte. Pokazuje ludziom, kim naprawdę są. Odróżnia ludzi, którzy mają prawdziwe cnoty, od tych, którzy tylko udają, że je mają.

To jedna dobra rzecz w kryzysie.

Takim właśnie kryzysem była śmierć Chrystusa na krzyżu. To był koniec wszelkiej nadziei dla tych, którzy poszli za Panem. To był koniec wszystkiego. A śmierć i pogrzeb Pana Jezusa Chrystusa natychmiast podzieliły uczniów Pana na dwie bardzo różne grupy: oddzieliły mężczyzn od chłopców.

Tylko że mężczyźni (w tym przypadku) byli w większości kobietami.

Święty Jan Chryzostom mówi, że wielką cnotą mężczyzny - świętego mężczyzny - jest jego odwaga. 
Jest to cecha, którą musi posiadać każdy chrześcijanin płci męskiej, jeśli chce stać się świętym… ale my rzadko ją mamy. 

Monastyczni Ojcowie Kościoła mówią, że odwaga jest cechą, którą musi również nabyć każda święta kobieta - po tym, jak zaczęła realizować wszystkie żeńskie cnoty. Ponieważ bycie świętym człowiekiem - wymaga wszystkich cnót. Zanim ktoś będzie mógł kochać kogoś, musi mieć odwagę. Jeśli zabraknie nam odwagi, poddamy się. Uciekniemy, gdy tylko się przestraszymy. To jest powód, dla którego święty Jan Chryzostom mówi, że święty Józef z Arymatei miał zarówno miłość, jak i odwagę, kiedy udał się do Poncjusza Piłata, namiestnika, i błagał o Ciało Jezusa, aż w końcu Piłat zgodził się mu je dać.

Bracia i siostry, Józef z Arymatei nie składał prostej prośby: ujawniał się jako chrześcijanin i całkiem możliwe, że zostałby aresztowany przez Rzymian za to, że znalazł się w niewłaściwym miejscu i po niewłaściwej stronie. Istniała duża szansa, że też zostałby stracony. Ale to było z miłości. To wymagało odwagi. Jego miłość na tym się nie skończyła. Pismo Święte mówi nam: kupił cienki len (około 1000 dolarów na dzisiejsze pieniądze) i zabrał Pana do swojego własnego nowego grobu, wykutego w kamieniu (około 25 000 dolarów w dzisiejszych dolarach). I jak mówi nam Hymn Wielkiego Piątku, pochował… Obcego.

Musimy o tym pamiętać - Chrystus był mu obcy.

Taka odwaga. Taki wydatek. Taka miłość. Taka wiara. Dla Obcego.

Jednak odwaga i miłość, które wspominaliśmy w niedzielę Niewiast Niosących Mirrę, nie kojarzą się w umysłach większości ludzi przede wszystkim ze wspomnieniem św. Józefa z Arymatei. Główne skojarzenie to grupa świętych kobiet, które Święta Tradycja opisuje jako wykazujące męską odwagę - odwagę, która znowu - mogła i powinna była doprowadzić do ich aresztowania, a nawet zabicia. Odwagi, której brakowało wszystkim Apostołom z wyjątkiem jednego (przypomnij sobie: oni uciekli). To wydarzenie jest wielkim zawstydzeniem - wizyta w Grobie Pańskim, ale nie lojalnych Apostołów (którzy wszyscy powinni tam być), tylko kobiet niosących mirrę, którym wszyscy wybaczyliby ucieczkę. 
Bycie chrześcijaninem nie oznacza po prostu kochania Jezusa. Bez odwagi miłość zawodzi. Miłość nic nie znaczy. Ostatecznie Apostołowie musieli nauczyć się tej lekcji.

Ale tego dnia ich brak odwagi - by być tam, gdzie powinni; być tam i otworzyć drzwi, kiedy wierne kobiety musiały wejść, by zobaczyć Pana; by postawić Chrystusa Króla ponad strachem przed mocą Cezara… - doprowadził do upadku ich męskości.

To święte kobiety nabyły tego dnia męskie cnoty. To jest powód, dla którego Kościół wspomina je tak jak świętych, ewangelistów i równych apostołom. 
Oprócz Matki Bożej, były tam Maria Magdalena; Maria, żona Kleofasa; Joanna, żona Chuzy; Salome, matka synów Zebedeusza; Maria i Marta, siostry Łazarza; Zuzanna i inne, których imiona nie są nam znane.

Święty Augustyn mówi nam, że każdy wschód słońca o poranku został uświęcony przez ten jeden dzień, w którym Niewiasty Niosące Mirrę odkryły Zmartwychwstanie Chrystusa. Wschodzące słońce każdego ranka staje się raz za razem głoszeniem, że Chrystus zmartwychwstał! Każdego dnia to samo! (To jest powód, dla którego cerkwie są tradycyjnie budowane w kierunku wschodnim: zwrócone w stronę wschodzącego słońca)

Ale jeden dzień każdego roku jest zarezerwowany przez Kościół, aby pamiętać ten pierwotny dzień - nie ze względu na Zmartwychwstanie, ale tych, którzy je odkryli: Niosące Mirrę Święte Kobiety, Józefa z Arymatei i wraz z nim Nikodema.

A my o nich pamiętamy, bracia i siostry, ponieważ Ojcowie Święci nie chcą, abyśmy kiedykolwiek zapominali o odwadze, jakiej wymaga bycie chrześcijaninem - na co dzień – niezależnie od tego, czy żyjemy w I wieku, czy w XXI wieku. Niezależnie od tego, czy żyjemy pod Starym Cesarstwem Rzymskim, czy Nowym Cesarstwem Rzymskim. Czy to drzwi grobu Pańskiego są zamknięte, czy też drzwi naszych własnych cerkwi. Musimy mieć odwagę, jeśli mamy mieć miłość i wiarę. 

Kryzys zawsze oddzieli tych, którzy mają odwagę, od tych, którzy jej nie mają - czy to poza Kościołem, czy w nim. Nawet Apostołowie musieli to ponownie odkryć, aby znaleźć swoją drogę powrotną do Pana.

Miejmy więc odwagę, jak Niosące Mirrę. I módlmy się za tych, którzy muszą ją odzyskać.

o. Geoffrey Korz

za: pravmir.com

fotografia: MichalSacharczuk /orthphoto.net/