Bez żadnych warunków

tłum. Gabriel Szymczak, 22 maja 2021

W Dziejach Apostolskich czytamy, że apostołowie dokonali wielu znaków i cudów wśród ludu.
W tamtych czasach wydarzyło się tyle cudów, że ludzie, którzy mieli chorych krewnych, wyprowadzali ich na ulice w nadziei, że cień apostoła Piotra padnie na nich - i zostaną uzdrowieni.

Święty Jan Chryzostom mówi, że wszystkie te cuda były jak niebo zstępujące na ziemię.

Cóż to musiał być za czas, życie wśród Apostołów… Ale jeszcze bardziej niesamowite było życie obok samego Chrystusa, gdy chodził po ziemi, głosząc i czyniąc cuda przez całe trzy lata.
W rzeczywistości sama Biblia nie zawiera zdecydowanej większości cudów Pańskich - Ewangelia Jana obejmuje tylko siedem z nich. Ale te, które opisuje, są tam zawarte, „abyśmy wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym, i abyśmy wierząc, życie mieli w imię Jego”.

Apostołowie byli świadkami o wiele większej ich liczby niż tych siedem, o których czytamy w Ewangelii św. Jana. Można by więc pomyśleć, że gdy otrzymali wiadomość, że Pan powstał z martwych, powinni w to uwierzyć natychmiast.

Ale oni byli sceptyczni. Nie ufali kobietom niosącym wonności, które poszły do grobu i zobaczyły Pana. Dopiero gdy sam Pan przyszedł i stanął pośród nich - do tego przechodząc przez zamknięte drzwi - uwierzyli.

Święty Cyryl Aleksandryjski mówi, że gdy Chrystus przyszedł tej nocy, wypełnił również Swoją obietnicę, że gdziekolwiek będzie obecny wśród tych, którzy w Niego wierzą, da im Swój pokój. A to sprawia, że zastanawiamy się, czy jest On naprawdę obecny dzisiaj wśród chrześcijan, skoro Jego pokoju nie ma w sercach tak wielu z nas, przez większość czasu.

Jednak jeden z apostołów nie uwierzył. Nie było go w tym zamkniętym pokoju. Był nieobecny. Spóźnił się.

Oświadczył dość odważnie: „Jeśli nie zobaczę na Jego rękach ran po gwoździach i nie włożę palca mojego w rany po gwoździach, i nie włożę mojej ręki w bok Jego, nie uwierzę”.
Po tym wszystkim, co w ciągu tych trzech lat widział, gdy podróżował z Chrystusem i słuchał Jego kazań.
Apostoł Tomasz był obecny podczas Kazania na Górze.
Widział wskrzeszonego paralityka.
Widział oczy niewidomego od urodzenia – odtworzone z niczego.
Widział nawet Łazarza - zmarłego od czterech dni - wezwanego z grobu, wskrzeszonego z martwych, aby zapowiedzieć zmartwychwstanie Chrystusa.

Ale święty Tomasz nie uwierzył.

Był świadkiem wszystkiego – to więcej, niż jakikolwiek chrześcijanin w ciągu dwóch tysięcy lat mógłby sobie wymarzyć. A jednak nie uwierzył. Zamiast tego przedstawił swoje warunki.

Żyjemy w świecie, w którym jest wszystko, o czym mogliśmy marzyć, jeśli chodzi o słuchanie o Chrystusie.
Każda osoba w naszym kraju mogłaby (gdyby zechciała) mieć egzemplarz Biblii i każdy mógłby otrzymać wskazówki jak ją czytać.
Mamy życiorysy wszystkich znanych świętych, wydrukowane lub dostępne bezpłatnie w Internecie.
Mamy tysiące książek duchowych oraz prawosławnych chrześcijańskich filmów wideo, które uczą nas o Chrystusie i Jego Kościele. Prawie każdy z nas ma codziennie czas, aby coś obejrzeć lub przeczytać.
Ludzie, którzy nas otaczają, także mają taką możliwość - nie mogą być wprost świadkami wszystkich cudów Chrystusa, ale mogą czytać i słuchać tysięcy rzeczy, które wskazują drogę do Niego.
A co my tak często robimy?

Podobnie jak apostoł Tomasz, określamy nasze warunki.

Przeczytam - kiedy będę miał czas.

Przeczytam - coś, co bardziej mi będzie odpowiadać.

Będę się modlić – ale modlitwą, która nie jest zbyt długa, ani zbyt nudna.

Obejrzę coś dobrego dla mojej duszy - ale najpierw obejrzę coś zabawnego.

Zanim Tomasz przybył do tego wieczernika, Pan powiedział do Swoich uczniów: „Jak Mnie Ojciec posłał, tak i Ja was posyłam”. Święty Cyryl Aleksandryjski mówi, taka jest nasza misja: podążać za wolą Boga Ojca, tak jak zrobił to Syn.

Nie za naszą własną wolą. Nie na naszych własnych warunkach. Nie według naszych własnych preferencji.

Oczywiście jest to dokładne przeciwieństwo tego, czego uczy nas świat i będzie wymagało ogromnej pracy, gdyż będziemy myśleć inaczej niż on.

Bóg dał nam tak wiele - nawet teraz, w środku kryzysu, kiedy nasze cerkwie są zamknięte.

Co z tym zrobimy?

Dobra wiadomość w przypadku apostoła Tomasza była taka: szukał Pana. Szukał Pana - a Pan ukazał się mu.

To samo dotyczy nas:
Pan zawsze odpowie na nasze wysiłki, aby Go znaleźć i poznać. W odpowiedzi otrzymamy nieporównywanie więcej niż to, co my damy z siebie, kierując się ku Niemu.
Ale On nas nie zmusi.
Podobnie jak apostołów, otoczył nas już cudami Swojej łaski.
On już sprowadził niebo na ziemię.

Teraz to my musimy podnieść oczy, aby Go zobaczyć i spotkać.

o. Geoffrey Korz

za: pravmir.com

fotografia: jarek11 /orthphoto.net/