Kocha... nie kocha...

tłum. Gabriel Szymczak, 19 kwietnia 2021

Tylko co postawiono drzewo Twego Krzyża, Chryste, a zachwiały się fundamenty śmierci, Panie. Ty, którego chętnie pochłonęła otchłań i wypuściła z przerażeniem, objawiłeś nam Twoje zbawienie, Święty, przeto wysławiamy Ciebie, Synu Boży, zmiłuj się nad nami!" - pieśń 3. kanonu zmartwychstania jutrzni niedzieli Świętego Krzyża
(tłumaczenie: o. Henryk Paprocki, za: liturgia.cerkiew.pl)

W połowie Wielkiego Postu, dokładnie w czasie, gdy ogarnęło nas już znużenie postem i oddaniem życiu duchowemu, otrzymaliśmy przypomnienie, dlaczego nadal powinniśmy podążać naprzód, w kierunku Ukrzyżowania i Zmartwychwstania: mamy Boga, który nas bezwarunkowo kocha!

Miłość to tak głęboko niezrozumiane słowo w dzisiejszym świecie. Niesie ze sobą tak głębokie znaczenie! Myślę, że w każdym poważnym związku, w którym jesteśmy, wielu z nas może wskazać lub przypomnieć sobie, kiedy po raz pierwszy powiedzieliśmy lub uświadomiliśmy sobie, że kochamy naszą drugą połówkę. Ten moment, w którym po raz pierwszy usłyszeliśmy słowa „kocham cię” w wielu przypadkach zapada nam w pamięć, ponieważ to proste słowo „kochać” jest przepełnione wieloma znaczeniami i emocjami!

Czy to nie jest interesujące, jak często z powodu naszych niewłaściwych priorytetów w życiu, kiedy słyszymy słowa „Bóg mnie kocha”, wydaje się nam, że nie mają one takiego znaczenia w naszych umysłach? Gdybyśmy naprawdę zrozumieli, co oznaczało to zdanie… „Bóg mnie kocha”… i włączyli je do każdego włókna naszego jestestwa, rozpuściłoby to wszystkie nasze lęki! Zamiast smutku, poczucia winy i dumy, bylibyśmy pełni szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa, ponieważ Stwórca WSZYSTKIEGO… ciebie, mnie, tej cerkwi, naszych domów, samochodów, gwiazd, trawy na łące… Stwórca wszystkiego kocha nas bezwarunkowo, całkowicie i wiecznie.

Gdybyśmy nie mogli zrobić nic więcej w naszej wierze, niż dowiedzieć się, co to naprawdę znaczy być kochanym przez Boga i pozwolić, aby to ukształtowało sposób, w jaki postrzegamy świat, byłoby to najbardziej znaczącym osiągnięciem i najwspanialszym błogosławieństwem tego życia. Ale tak często nie robimy tego. Gramy w małą grę, którą - jestem pewien - wszyscy pamiętamy i którą prawdopodobnie niejednokrotnie już wcześniej stosowaliśmy w życiu: bierzemy kwiatek i nie licząc jego płatków, odrywamy jeden i mówimy: „On mnie kocha”… a potem drugi… „On mnie nie kocha”.

W tę grę ludzkość gra od wieków! W Piśmie, zaczynając od dzieci Izraela: Bóg wyprowadza ich z Egiptu: „On mnie kocha”. Armia faraona dopada ich nad brzegiem morza: „On mnie nie kocha”. Wody Morza Czerwonego rozstępują się, pozwalając Izraelitom uciec i topią Egipcjan: „On mnie kocha”. Na pustyni nie ma co pić i umierają z pragnienia: „On mnie nie kocha”.

Gramy w tę samą grę również w naszych czasach! Nasza rodzina kupuje pierwszy nowy samochód: „Bóg mnie kocha” Samochód ulega zarysowaniu przez wózek na zakupy: „On mnie nie kocha” Modlimy się o uzdrowienie członka rodziny i gdy wyzdrowieje - „On mnie kocha”. W końcu ten członek rodziny znowu choruje i umiera: „On mnie nie kocha”. Przeżywam bardzo inspirujący moment na nabożeństwie w cerkwi: „On mnie kocha” Wydaje się, że nie mogę wstać z łóżka… wszystko (nawet modlitwa) powoduje odrętwienie: „On mnie nie kocha”!

Ostatnio - wydaje się - mieliśmy więcej negatywnych płatków niż pozytywnych! Światowa pandemia zamknęła Paschę w zeszłym roku: „On mnie nie kocha”. Wiara wstrząśnięta odpowiedzią Kościoła w postępowaniu z COVID: „On mnie nie kocha”. Klimat polityczny, bałagan… już nikt się nie dogaduje: „On mnie nie kocha”. Członkowie rodziny zachorowali i trudno nam przyjąć wielkopostny podwig: „On mnie nie kocha”.

Możemy zrozumieć Bożą miłość i dostrzec ją łatwo wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze, ale kiedy pojawiają się trudności, nasz pogląd na Jego miłość może zostać łatwo przysłonięty przez świat. Dlatego „On mnie kocha… On mnie nie kocha...” nie jest grą, w którą możemy dalej grać z Bogiem i właśnie o tym przypomniał nam Kościół w połowie Wielkiego Postu, okazując Krzyż. Jego miłość do nas jest wieczna, bezwarunkowa, niezawodna i niezmienna!

Pomimo tego, że w zeszłym roku spędziliśmy Paschę w domu, ten dzień nadal był wyjątkowy i to sprawia, że teraz wszyscy tęsknimy za Chwałą, która wkrótce nas czeka: „On mnie kocha”.

Pomimo słuchania rzeczy, których nie chcieliśmy słyszeć i trzymania się tego, przy czym nie chcieliśmy trwać, mieliśmy jednak okazję dowiedzieć się (i wcielić w życie), jak wygląda posłuszeństwo Kościołowi kierowanemu przez Świętego Ducha. W minionym roku wszyscy wzrastaliśmy jako chrześcijanie: „On mnie kocha”.

Chociaż w ubiegłym tygodniu planowałem odwiedzić znajomą chorą rodzinę i ukochanego metropolitę - to nie wedle moich pierwotnych planów, ale dzięki łasce Bożej mogłem oddać cześć ikonie toczącej miro, widzieć cud mający miejsce przed moimi oczami i umacniać wiarę mojej rodziny w trudnej chwili: „On mnie kocha”.

Drzewo Krzyża przypomniało nam to, co najważniejsze: miłość. I to nie byle jaką miłość, ale taką, że kiedy ją widzisz i doświadczasz, TO COŚ ZNACZY! Niech Bóg da nam łaskę i siłę, abyśmy nadal spotykali tę miłość i niech wzrasta w naszych sercach i umysłach, Amen.

o. Gabriel Bilas

za: St. Mary Magdalene Orthodox Church

fotografia: Ursiy /orthphoto.net/