Nowe dzwony w ostrowskiej parafii

Adam Matyszczyk, 07 kwietnia 2021

Często bywa tak, iż od myśli i słów niedaleko jest do czynów. Trzeba jedynie spotkać na swojej drodze ludzi dobrej woli i otwartego serca. Takich właśnie spotkał o. Aleksander Klimuk. Kiedy w jego myślach pojawiała się koncepcja wykonania nowych dzwonów, a duchowny zaczął nieśmiało o niej mówić, ideę tę podchwycili nie tylko miejscowi wierni, ale także ludzie zdawać by się mogło zupełnie niezwiązani z ostrowską parafią. I tak, po raz kolejny słowo stało się ciałem i już niebawem krystaliczny dźwięk czterech nowych dzwonów, będzie donośnie niósł po okolicy dobrą nowinę - o Zmartwychwstaniu, o modlitwie i o wierze - tej w Boga i tej w ludzi dobrej woli.

Wczorajszym skromnym uroczystościom przewodniczył Arcybiskup Białostocki i Gdański Jakub, a wzięli w nich udział: dziekan Okręgu Sokólskiego ks. mitrat Włodzimierz Misiejuk, proboszcz parafii w Krynkach ks. prot. Justyn Jaroszuk, ks. protodiakon Wiaczesław Perek, parafianie oraz ofiarodawcy.

Po przywitaniu zgromadzonych, ks. Aleksander krótko przybliżył historię związaną z dzwonami.

- Spotkaliśmy się tu, by wziąć udział w poświęceniu nowych dzwonów do naszej Uśpieńskiej cerkwi. Parafia istnieje już od XVI w i na pewno dzwony wówczas w cerkwi były. Dalsza historia - choć nie jest do końca zbadana - głosi, iż w czasie I Wojny Światowej w 1915 r. cerkiew została spalona, a zanim to się stało, dzwony zostały gdzieś zakopane (...). Gdy na tym miejscu świątynię odbudowano, zaczęto myśleć o nowych dzwonach. W 1963 r., przy probostwie ks. Rafała Czystowskiego, z ofiar wiernych ufundowano nowe dzwony, które są tu u nas po dzień dzisiejszy. Niestety, dzwony te popękały. Analiza materiału, z których zostały wykonane wskazała, iż trzykrotnie przekroczona jest wartość zanieczyszczeń i wraz z upływem czasu spękań nie dało się uniknąć. Z tego też względu niemożliwe było ich przetopienie, dlatego postanowiliśmy wykonać zupełnie nowe dzwony do tej cerkwi. Chcieliśmy, by zostały wykonane wcześniej - do sierpniowego święta parafialnego, jednak pandemia pokrzyżowała nieco plany i dzwony dotarły do Ostrowia dopiero w grudniu. Czekaliśmy z ich poświęceniem, licząc na spotkanie w większym gronie, zwłaszcza darczyńców, dzięki którym one w ogóle powstały, jednak wszyscy widzimy jak trudna jest sytuacja epidemiczna. Chcielibyśmy jednak, by te dzwony rozbrzmiały na tegoroczne święto Paschy, dlatego spotykamy się właśnie dziś na ich poświęceniu. Niech ich dźwięk zaprasza nas na nabożeństwa i pobudza naszą wiarę oraz dążenie do Boga i zbawienia - powiedział proboszcz.

Nie od razu dzwony wymyślono, cóż zatem było przed nimi? W pierwszych wiekach chrześcijaństwa używane były trąby. Od IV i V w. w Bizancjum zaczęto stosować inne narzędzia: symandrony - drewniane belki, w które stukano młotkiem; kopanosy - większych rozmiarów deski, które wieszano na łańcuchach i w które także uderzano specjalnym młotkiem oraz talanty - belki metalowe, które emitowały dźwięk także w wyniku uderzania w nie. Odpowiednikiem tych nazw w krajach słowiańskich było biło i klepadło. Biło to drewniane belki, klepadło zaś to belki metalowe. Dopiero w IX w. zaczęto używać dzwonów.

O historycznej ewolucji sposobów emisji dźwięku oraz jego znaczeniu w kontekście modlitwy i nabożeństw, mówił także abp Jakub.

- Dźwięk - dawniej trąb a teraz dzwonów, ma symboliczne znaczenie. Jest to dźwięk, który ma nas przywołać do tego, byśmy byli bezpieczni. Kiedy przychodziło niebezpieczeństwo, dźwięk przywoływał ludzi, by ochronić swoich bliskich, ochronić miasto przed wrogiem. Dźwięk ten nawoływał też do tego, abyśmy poszli na nabożeństwo. Każdy, kto się modli, wzywa pomoc Bożą na całe swoje życie i przede wszystkim prosi o zbawienie. Takie miał i ma zadanie dzwon (...). Czekaliśmy na to, by te dzwony poświęcić i zdecydowaliśmy zrobić to teraz, by już na Paschę Chrystusową przywoływały na modlitwę. Niestety mamy obecnie trudny okres i nie wszyscy - zgodnie z zaleceniami sanitarnymi, mogą uczestniczyć w nabożeństwach. Miejmy nadzieję, że dziś poświęcone dzwony, będą wzywały wszystkich na święto Paschy, żadnych ograniczeń nie będzie i wszyscy będą mogli uczestniczyć w Paschalnym nabożeństwie. Życzę tego wszystkim Wam - mówił hierarcha.

Następnie odczytano listy pochwalne, którymi na wniosek proboszcza uhonorowane zostały osoby zaangażowane w pomoc parafii Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Ostrowiu Północnym i wykonanie nowych dzwonów. W ten sposób, nagrodzeni zostali: Irena i Józef Puciłowscy - na co dzień mieszkający w Obornikach Śląskich, którzy ufundowali największy dzwon o masie 190 kg; Rodziny Prymaków z Ostrowia Północnego oraz Chwiedosiuków z Nowego Trzcianego, dzięki którym możliwe było wykonanie dwóch najmniejszych dzwonów o masie 40 i 25 kg oraz Helena i Leonard Drożdzewicze - prowadzący kancelarię notarialną w Sokółce, za wieloletnią współpracę z ostrowską parafią.

Tradycyjnie już, po uroczystości oświęcenia dzwonów, każdy osobiście mógł sprawdzić jak czysty i głęboki dźwięk one wydają. Próbę niełatwej sztuki dzwonienia zaprezentowali jedni z najmłodszych uczestników uroczystości: Tomek Wasiluk i Filip Wołosiuk. Okazało się, iż nawet cztery dzwony wystarczą, by wprawne ręce wydobyły z nich kilka różnych melodii.

Zaprojektowaniem, przygotowaniem surowca oraz wykonaniem dzwonów zajęła się pracownia ludwisarska Felczyńscy z Taciszewa, której rzemiosło znane jest już w całym kraju. Wykonali oni dzwony m.in do świątyń w Sokółce i Samogródzie.

Jak mogła wyglądać historia starych ostrowskich dzwonów? Wycofujące się w 1915 r. rosyjskie wojska, wysadziły w powietrze dzwonnicę ostrowskiej cerkwi, stojącą na strategicznym, z militarnego punktu widzenia, wzniesieniu. Chciano w ten sposób pozbawić wroga dogodnego punktu obserwacyjnego. Spaliła się także i sama cerkiew. Pokoleniowy przekaz, który przetrwał do dnia dzisiejszego głosi, iż w czasie bieżeństwa ostrowscy parafianie, przed wyjazdem na wschód, postanowili w tajemnym miejscu zakopać zarówno cerkiewne dzwony, jak też utensylia liturgiczne, księgi i dokumentację. Wedle owej legendy, kilka osób, które te skarby ukryły, złożyło przysięgę proboszczowi, że zanim nie wrócą, tego miejsca nikomu nie zdradzą. Niestety, z bieżeństwa nie wrócił ani proboszcz - ks. Siemaszko, ani osoby które zakopywały dzwony. Prawdopodobnie tajemnicę zabrali do grobu. Podobno ktoś widział ostrowskie dzwony na wagonie kolejowym w Grodnie, jednak nie zostało to potwierdzone. Podjęto oczywiście próbę wyjaśnienia tej historii. Poszukiwania specjalistycznym sprzętem prowadzone były zarówno w okolicy głównej świątyni, jak też przy kaplicy na cmentarzu. Dzwonów niestety nie odnaleziono.

za: www.cerkiew-sokolka.pl