Nagroda za wysiłek

tłum. Gabriel Szymczak, 02 kwietnia 2021

W oczach Boga wysiłek jest równy osiągnięciu.

Nasz biskup powiedział tak w zeszłym tygodniu i od tamtej pory myślę o tym.

Nasz Pan wynagradza nasze wysiłki bez względu na to, czy są one skuteczne. Niezależnie od tego, czy osiągamy nasze godne cele, czy nie, Bóg widzi i wynagradza ten wysiłek.

To dobra wiadomość na Wielki Post, ponieważ będziemy sprawdzać, czy osiągnęliśmy cele, które sobie wyznaczyliśmy. Prawdopodobnie zaczynaliśmy post myśląc, że powściągniemy nasze pasje, staniemy się lepszymi ludźmi i zbliżymy się do Boga. Po tygodniach postu, modlitwy i duchowego wysiłku zobaczymy (lub nie) owoce swego działania. Z pewnością jest możliwe, że niektórzy z nas wykonali całą pracę, a mimo to nie będą się czuli inaczej. Możemy nie wydawać się dużo bardziej święci.

Poznając świętych Kościoła możemy się przekonać, że wielu z nich zakończyło swoje życie deklarując własną grzeszność i pragnąc czasu na głębszą pokutę. Oni są oczywiście świętymi, a ich grzechy i słabości są o wiele mniejsze niż nasze - a jednak, mając pewien udział w chwale Bożej, byli bardziej świadomi tego, jak wiele jej im jeszcze brakuje.

Przypomina mi się Izajasz:

W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł: dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: „Biada mi! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! (Iz 6, 1-5)

Będąc człowiekiem i mając nieczyste usta, i mieszkając pośród ludu o nieczystych ustach, Izajasz wiedział, że nie jest godzien ujrzeć Pana Zastępów. Istoty ludzkie nie spełniają wymagań; nie jesteśmy godni chwały Bożej, nawet w najlepszych okolicznościach.

Podchodząc do świętego Kielicha wiemy, że jesteśmy niegodni. Modlimy się, aby nasz Pan „uczynił nas godnymi, abyśmy wolni od osądzenia stali się uczestnikami przeczystych Jego Tajemnic”. Pytamy: „W światłość świętych Twoich jakże wejdziemy, niegodni?” Wiemy, że nie jesteśmy godni i że naprawdę nigdy nie staniemy się godni, a jednak mamy nadzieję, że Nasz Pan Jezus Chrystus sprawi, że „nie będą nam na sąd te święte Tajemnice, gdyż nie jesteśmy ich godni, ale na oczyszczenie i uświęcenie naszych dusz i ciał, na zadatek życia przyszłego i królestwa ”. Dlaczego? Ponieważ „dobrze jest zjednoczyć się z naszym Bogiem, złożyć w Panu nadzieję naszego zbawienia”. Ponieważ wysiłek jest równy osiągnięciu. Nie możemy mieć nadziei, że rzeczywiście staniemy się godni Jego darów, ale ufamy, że On widzi nasze wysiłki, aby stać się godnymi i że On nadrobi różnicę. W jakiś sposób uzna nas za godnych, chociaż nigdy na to nie zasłużymy.

Jeśli podejmiesz wysiłek, Bóg wynagrodzi cię tak, jakbyś osiągnął swój cel, nawet jeśli tego nie zrobisz.

Kiedy przeżywałam ten tydzień rozważając przesłanie mojego biskupa, zaczęłam rozumieć, dlaczego Bóg jest tak hojny: osiągnięcia w tym upadłym świecie są w pewnym sensie przypadkowe.

Powiedzmy, że jest człowiek, który rozpaczliwie macha rękami, tonie w lodowatej wodzie, a ty próbujesz go uratować. Ryzykujesz życie, wbijasz ręce w lodowatą wodę, chwytasz go najmocniej jak potrafisz, ryzykując własne życie, by go uratować. Możesz odnieść sukces, ale możesz przegrać. Możesz wyciągnąć go żywego z wody, ale może wyśliznąć się z twojego uścisku. Woda jest bardzo zimna, a on jest ciężki i śliski. Może uda ci się wyciągnąć go z wody, ale będzie już za późno - może był zbyt długo pod wodą i nie można go było uratować. Możesz osiągnąć swój cel lub nie. Niektóre z celów są poza Twoją kontrolą. Możesz robić tylko to, co jesteś w stanie i mieć nadzieję na sukces.

Wyobraź sobie podłych i twardych rodziców. W późniejszych latach, gdy ich zdrowie się pogarsza, mogą potrzebować pomocy. Być może dzieci wybaczą im przewinienia, odłożą na bok własną urazę i staną się kochającymi opiekunami. Przez lata będą służyć radośnie i niestrudzenie, fizycznie opiekując się i emocjonalnie wspierając swoich cierpiących rodziców. Mogą mieć mocną nadzieję, że przyprowadzą swoich rodziców do Chrystusa, że rodzice okażą miłosierdzie i miłość - i może to się uda. Być może połączenie fizycznego upokorzenia rodziców i ofiarnej miłości ich dzieci zmiękczy ich serca i być może pod koniec rodzice poproszą o przebaczenie i zobaczą miłosierdzie Boże i uleczą stare rany. A może nie. Może dzieci się poświęcą, tak jak Chrystus za nas, ale ich rodzice wcale się nie zmienią. Być może nie otworzą kranu ze strumieniem płynącego od Boga miłosierdzia i nie wyleją go na własne dzieci. Czasami rodzic nie łagodnieje i idzie do grobu z twardym sercem. Czy to wina dzieci? Oczywiście nie. Wysiłek był wysiłkiem i Bóg to widział. Walka ma swoje nieodłączne korzyści: walcząc o cierpliwość i miłosierdzie, podnosząc nasz krzyż i podążając za Chrystusem, nasze własne serca przemieniają się w organy, które mogą odczuwać łaskę Boga - i to jest nasza nagroda. Bóg wynagradza nasze zmagania w niebie; nagradza skarbem, którego nie zjedzą mole i rdza. Nagroda jest przyznawana niezależnie od tego, czy cel został kiedykolwiek osiągnięty.

Jako rodzice walczymy, aby wychować dzieci z sercem dla Boga. Mamy nadzieję, że będziemy dobrymi rodzicami, dając im to, czego potrzebują, aby dobrze funkcjonować na tym świecie. Ich życie może, ale nie musi być tym, na co liczymy - ale wiedz, że wysiłek równa się osiągnięciu. Ty i ja nie możemy zagwarantować niczego w życiu naszych dzieci, ale możemy zrobić wszystko, co w naszej mocy i podjąć wysiłek. Bóg zobaczy wysiłek i nadrobi różnicę. Może dać nam dar osiągnięcia celu lub nie - ale wynagrodzi wysiłek tak, jakbyśmy osiągnęli nasze cele.

To wyzwalająca myśl. Na tym świecie tak bardzo koncentrujemy się na tym, czy nasze wysiłki są skuteczne. Nie chcemy marnować naszych wysiłków - chcemy dalej próbować, jeśli jesteśmy skuteczni, i zmienić kierunek działania, jeśli ponosimy porażkę. Ale z Bogiem nic się nie marnuje. Możemy czuć się zniechęceni, gdy bezinteresownie dążymy do celu i nie możemy go osiągnąć, ale Bóg wie. On wie lepiej niż my, że jesteśmy bezsilni, że możemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, a mimo to nie dać rady. To tylko część natury ludzkiej egzystencji w tym upadłym świecie.

Nie chodzi tylko o to, że tutaj, na świecie, sukces zależy od pieniędzy, a Bóg nie dba o pieniądze. Mówi nam, żebyśmy nie martwili się o sukces, bo to naprawdę nie ma znaczenia. Nie możemy odnieść sukcesu naszymi własnymi wysiłkami - kropka. Nie mamy takiej mocy. Możemy tylko podjąć wysiłek i mieć nadzieję na najlepsze. Musimy zadowolić się wiedzą, że On widzi walkę i wynagradza ją. Bez względu na wynik.

Walcz dalej w dobrej walce. Bóg cię widzi i kocha.

Elissa Bjeletich

za: Raising Saints

fotografia: alik /orthphoto.net/